Znaki bezpieczniackie i niebieskie

A to ci dopiero siurpryza! Ledwo postawiłem stopę na terytorium naszego nieszczęśliwego kraju po powrocie z dwumiesięcznego wojażu po Kanadzie i USA, a już razwiedka, której, ma się rozumieć, „nie ma”, zarządziła kurację przeczyszczającą w dziwnym towarzystwie, uważającym się za „rząd Rzeczypospolitej Polskiej”. Jest to oczywiste i dość powszechnie znane urojenie w sytuacji, gdy prawdziwym rządem III Rzeczypospolitej, która właśnie dlatego jest kolejną okupacyjną formą państwowości polskiej, zainstalowaną przez generała Czesława Kiszczaka przy współpracy grona osób zaufanych, jest, a w każdym razie do niedawna była Operativguppe Warschau, której celem było zabezpieczenie w nowych warunkach ustrojowych interesów bezpieczniaków, przez całe dziesięciolecia służącym Moskalikom. Ale incipiam.

Ledwo tedy postawiłem stopę, a tu już premierzyca Ewa Kopacz w towarzystwie swej posągowej rzeczniczki Małgorzaty Kidawy Błońskiej, łamiącym się głosem oznajmiła o pierwszych efektach kuracji przeczyszczającej w tak zwanym „rządzie” i jego okolicach. Zdymisjonowani zostali ministrowie: Arłukowicz (zdrowie), Karpiński (Skarb Państwa) i Biernat (sport) oraz wiceministrowie: Baniak (gospodarka), Gawłowski (środowisko) i Tomczykiewicz (gospodarka). Z funkcji doradcy premierzycy ustąpił ponadto Vincent „Jacek” Rostowski, funkcji koordynatora służb specjalnych zrzekł się pan Cichocki, podobnie jak pan Radek Sikorski, który „dla dobra Platformy Obywatelskiej” ustąpił ze stanowiska marszałka Sejmu.

Pretekstem dla tej kuracji przeczyszczającej był udział tych osób w „aferze podsłuchowej”, ale – po pierwsze – nie wszyscy zostali dotąd ujawnieni jako podsłuchani, a po drugie – warto zwrócić uwagę, że premierzyca „nie podjęła decyzji” w sprawie obsadzenia powstałych wakatów. Jest to sytuacja identyczna z tą, jaka powstała po wybuchu „afery hazardowej”, której – jak się potem okazało – też wcale „nie było” – ale głowy „Mira” (minister Drzewiecki), Zbycha” (poseł Chlebowski, w „gabinecie cieni” PO kandydat na ministra finansów, z którego musiał ustąpić „Vincentowi” vel „Jackowi” Rostowskiemu), a nawet „Grzecha”, czyli Grzegorza Schetyny, który został zwolniony z funkcji ministra spraw wewnętrznych, ponieważ premier Tusk miał do niego „pełne zaufanie”. Wtedy premier Tusk też nie poobsadzał wakatów, jakby czekał, aż zrobi to za niego Operativgruppe Warschau – no i oczywiście zrobiła, przy okazji skłaniając premiera Tuska do rezygnacji z kandydowania na prezydenta w roku 2010, dzięki czemu prezydentem został faworyt WSI, Bronisław Komorowski.

Kto wie, co by się stało z premierem Tuskiem, gdyby Nasza Złota Pani z Berlina nie przyznała mu Nagrody Karola Wielkiego. Był to sygnał dla tubylczych wykonawców zleceń Operativgruppe Warschau, że już dość, że wystarczy, że kto teraz podniesie rękę na Donalda Tuska, to Nasza Złota Pani osobiście mu ją odrąbie. Taka poważna zastawka podziałała na razwiedczyków mitygująco i premieru Tusku włos z głowy już nie spadł, aż wreszcie, w obliczu afery podsłuchowej, Nasza Złota Pani podała mu znowu pomocna dłoń niemal w ostatniej chwili, umieszczając go w brukselskiej trafice, gdzie Donald Tusk tarza się w złocie. Ciekawe na co teraz czeka pani premierzyca z tymi wakatami.

Otóż zgodnie z moja ulubioną teorią spiskową, po zresetowaniu przez prezydenta Obamę swego poprzedniego resetu w stosunkach amerykańsko-rosyjskich, reaktywowane zostało dotychczas uśpione, a raczej – wegetujące Stronnictwo Amerykańsko- Żydowskie, które niezwłocznie podjęło zadanie odzyskiwania wpływów utraconych na rzecz Stronnictwa Ruskiego i Stronnictwa Pruskiego, które natychmiast wypełniły próżnię powstałą w następstwie pierwszego „resetu”. Stronnictwo Ruskie zostało rozgromione, a w każdym razie – zepchnięte do głębokiej defensywy w związku z rozgrywką, jaką na terenie Ukrainy i innych miejsc na świecie, prowadzą Stany Zjednoczone z Moskalikami, no a teraz przyszła kolej na rozprawienie się ze Stronnictwem Pruskim, którego nieukrywanym faworytem była właśnie Platforma Obywatelska.

Pierwszym poważnym ostrzeżeniem była właśnie afera podsłuchowa, w następstwie której uzyskanych zostało około 900 godzin nagrań rozmów między rozmaitymi dygnitarzami. Warto dodać, że te nagrania dokonały się pod nosem ABW i innych bezpieczniackich watah, które do dziś nie wiedzą, kto właściwie kazał tych wszystkich Zasrancen nagrywać i jak zamierza to rozegrać. Ta sytuacja potwierdza, że bezpieczniackie watahy, czyli tak zwane „służby” są tak zajęte rozkradaniem naszego nieszczęśliwego kraju i obmyślaniem coraz to nowych sposobów rabowania obywateli za pośrednictwem Umiłowanych Przywódców i biurokracji, że nie są już w stanie zauważyć nawet słonia z menażerii. Zresztą może i byłyby w stanie, ale w takim razie muszą mieć to surowo zakazane przez swoje władze zwierzchnie w państwach poważnych. Zgodnie bowiem z moją ulubiona teorią spiskową, bezpieczniacy na widok przygotowań do ewakuacji imperium sowieckiego z Europy Środkowej, w ramach poszukiwania polisy ubezpieczeniowej na życie, przewerbowali się do przyszłych sojuszników: USA, Niemiec, Izraela itd. Te zależności nie ustały, bo są kontynuowane przez nowe pokolenia ubeckich dynastii, których początki tkwią w mrokach okupacji hitlerowskiej i stalinowskiej.

W rezultacie III Rzeczpospolita nie funkcjonuje już jako państwo, tylko wyłącznie jako organizacja przestępcza o charakterze zbrojnym, której hersztowie w dodatku kopsają się między sobą . Znakomitą ilustracją tej degrengolady jest sprawa publikacji akt śledztwa, jakie prokuratura mozolnie prowadziła w sprawie afery podsłuchowej, a które – jak zauważyła bliska płaczu premierzyca – doprowadziło tylko do wycieku akt – bo przecież konkluzji, że straszliwy spisek przeciwko III RP zawiązali kelnerzy, niepodobna traktować poważnie. Zawartość tych akt zaczął publikować pan Zbigniew Stonoga, powołując się na źródła chińskie. Wywołało to zrozumiałą konfuzję wśród wysoko postawionych Zasrancen i niezależna prokuratura zdecydowała się pana Stonogę zatrzymać. Ale zanim jeszcze go zatrzymała, został on wypuszczony i na konferencji prasowej nie tylko demonstracyjnie obciął sobie nożyczkami umieszczoną na nodze obrożę elektronicznego nadzoru, ale też poinformował, że decyzję o wypuszczeniu go podjął sędzia niezawisłego Sądu Okręgowego w Warszawie, starszy pan, co to pewnie „samego jeszcze znał Stalina”. Najwyraźniej przed Mocami protegującymi pana Stonogę nie tylko się zgina, ale drży każde kolano w III Rzeczypospolitej.

W tej sytuacji kuracja przeczyszczająca może być zapowiedzią szybkiego ześlizgu Platformy Obywatelskiej do politycznego niebytu. Wprawdzie pan Radek Sikorski musi uważać inaczej, bo rezygnując ze stanowiska marszałka Sejmu pragnie podjąć walkę o mandat poselski z ramienia PO w województwie bydgoskim, ale najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy z tego, że w jego wieku (52 lata) Napoleon Bonaparte właśnie już był umarł. Nie to jest jednak najśmieszniejsze, ale deklaracja pana Radka, że tylko PO może uchować „dorobek” III RP również w dziedzinie międzynarodowej pozycji Polski. Ponieważ pamiętamy co w podsłuchanej rozmowie na temat dorobku III RP powiedział ówczesny minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz – że to „ch…, d… i kamieni kupa” – a i pan Radek też przedstawił ciekawa recenzję, że Polska – oczywiście pod rządami PO – „robi laskę” za darmo, nie tylko prezydentowi Obamie, ale każdemu, kto się nadstawi. Po czym takim na naszego Pinokia może głosować tylko wyjątkowy cymbał – ale pewnie pan Radek właśnie na taki elektorat liczy.

Warto jednak zwrócić uwagę, że kuracja przeczyszczająca może mieć też i inny cel – mianowicie obstawienie prezydenta Dudy osobnikami wskazanymi przez Operationgruppe Warschau, która pewnie nie chce składać broni bez walki. Oto policzone są dni prokuratora generalnego, pana Seremeta, jako że premierzyca z góry zapowiedziała, że „nie przyjmie” jego sprawozdania, co otwiera drogę do zmiany na tym stanowisku. Być może nawet, że już jej powiedziano kto zostanie przedstawiony prezydentowi Komorowskiemu w charakterze kandydatów i którego większość sejmowa wybierze na kolejną kadencję. Gdyby jeszcze zrezygnował prezes Belka, bo obraz byłby jeszcze pełniejszy.

Tymczasem wybór prezydenta Andrzeja Dudy został niemal „niebieskim oznajmiony cudem”. Oto w wymyślonym przez Kazimierza kardynała Nycza „Dniu Dziękczynienia”, przypadającym niemal w przeddzień rocznicy nieudanej lustracji, podczas uroczystego nabożeństwa z udziałem prezydenta Dudy oraz utytułowanych ateistów z razwiedki, wiatr zwiał z ołtarza hostię, ponoć już konsekrowaną. Charakterystyczne jest, że nikt nie pofatygował się uchronić jej przed profanacją. O ateistach nie mówię, bo oni byli tam służbowo, ale nie drgnął nawet celebrujący Mszę św. J.Em. Kazimierz kardynał Nycz, ani żaden ksiądz z jego otoczenia. Pewnie na swoim stanowisku Jego Eminencja już odzwyczaił się od wykonywania gwałtownych ruchów, no a poza tym mógł uważać, że w razie czego konsekruje nowego Pana Jezusa i wszystko będzie gites tenteges. I tylko pan prezydent-elekt skoczył, hostię uratował i uratowaną wręczył dostojnemu celebransowi.

W obliczu takich znaków koniec Platformy Obywatelskiej wydaje się bliski, nawet gdyby nie było kuracji przeczyszczającej, którą Stronnictwo Amerykańsko-Żydowskie właśnie prowadzi w ramach odzyskiwania w naszym nieszczęśliwym kraju wpływów politycznych m.in. od Operativgruppe Warschau, po zresetowaniu przez prezydenta Obamę swego poprzedniego resetu w stosunkach amerykańsko-rosyjskich.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Komentarz    tygodnik „Goniec” (Toronto)    14 czerwca 2015

Za: michalkiewicz.pl | http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3407

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content