Warcholstwo marszałków Sejmu i Senatu

Jednoczesna nieobecność na uroczystym wręczeniu Andrzejowi Dudzie potwierdzenia wyboru na prezydenta Bronisława Komorowskiego oraz marszalków Sejmu Radosława Sikorskiego i Senatu Bogdana Borusewicza to jednoznaczny sygnał.

Zwłaszcza w połączeniu ze znaczącym gestem Sikorskiego, który, nie kryjąc nawet złośliwości, wygasił Dudzie mandat eurodeputowanego natychmiast po ogłoszeniu jego wyboru, właściwie nawet na oficjalne ogłoszenie nie czekając – co w praktyce oznacza nie tylko pozbawienie Dudy pensji, ale przede wszystkim wyrzucenie na bruk z dnia na dzień kilkunastu osób z jego europarlamentarnego staffu i poważny problem likwidacji w dwa dni biura (wyobrażam sobie, jak na to polskie piekiełko patrzą ludzie z Parlamentu Europejskiego). Przypomnijmy, że prawo stanowi iż marszałek wygasza mandat w chwili wyboru LUB objęcia funkcji, i że mandat posła Bronisława Komorowskiego wygaszony został w miesiąc po ogłoszeniu jego wyboru.

Co ten sygnał oznacza? Kilka rzeczy. Najmniej ważna – to po prostu całkowity brak klasy nominatów PO. Prezydent Kwaśniewski nie posunął sie do zbojkotowania analogicznej uroczystości w wypadku śp. Lecha Kaczyńskiego, mimo wszystkiego, co ich dzieliło. Wspomniani panowie mieli tak zwany psi obowiązek być dziś w Wilanowie, tym bardziej, że, jak wszyscy wiemy, niewiele więcej mają do roboty. Demonstracyjnie okazując Andrzejowi Dudzie lekceważenie, okazują sie – mówiąc językiem Sikorskiego – moralnymi karłami. Ze złości, że wygrał „nie ich” kandydat, jak już nie mogą temu przeszkodzić, przynajmniej naplują mu na buty.

Samemu Dudzie to nie zaszkodzi, ale dając wyraz swej małości, były prezydent i marszałkowie robią dokladnie to, o co cały agit-prop jeszcze niedawno oskarżał gromko (i niebezpodstawnie) Jarosława Kaczyńskiego: w imię swych fobii i jakichś tam małostkowych urazów z czasów, gdy byli podkomendnymi prezesa PiS delegitymizują demokratycznie wybraną władzę, demolując państwo i traktując je jak swój prywatny folwark, a nie dobro wspólne.

Polszczyzna zna, niestety, bardzo dobrze właściwe określenie takiej postawy: warcholstwo.

Co ważniejsze, to sygnał, iż taka będzie w najbliższych miesiącach polityka PO. Najwyraźniej nie zamierza ona przyjąć do wiadomości tego, co jej wyborcy powiedzieli. Z jednej strony, politycy PO brną śmieszne wypieranie faktów, powtarzając, że wcale nie przegrali, że tylko o 1,5 procent (te półtora procent powtórzyło po szalonym Stefanie kilku jeszcze peowców – to niesamowite, ale jeśli oni nie potrafią nawet odjąć 48,5 od 51,5 to nic dziwnego, że tak nas zadłużyli), że to przez internetowy hejt, wiochę, roszczeniowo nastawionych gówniarzy, zorganizowane bojówki, które krzyczały „komoruski”, słowem – że to się po prostu nie liczy. A z drugiej strony już na całego wraca propaganda, jaką pamiętamy z lat 2007 – 2010. To nie nasz, to „ich” prezydent, nie spełnił swych obietnic, nie liczy się…

„A więc wojna”. Pierwsze miesiące urzędowania upłyną Dudzie w jazgocie kociej muzyki różnych lisów, olbrychskich i „szkieł kontaktowych”, przy nieustającej obstruklcji i złośliwościach PO, zabieraniu samolotu, korzystaniu z każdej okazji, by zrobić prezydentowi na złość i w miarę możliwości mu zaszkodzić. Bez oglądania się na dobro państwa.

To nie jakaś założona strategia – to instynkt. Agresja, nienawiść, spotęgowana frustracją po spuszczonym przez wyborców laniu, którego ptrzyczyn „elity” nie są w stanie przyjąć do wiadomości ani nawet zrozumieć, to jedyne, co spaja dziś PO i jej zaplecze, poza przysłowiowym korytem. Nie potrafią się powstrzymać od okazywania jej.

Wobec śp. Lecha Kaczyńskiego to się opłaciło, ale teraz sytuacja jest odwrotna. Teraz to Duda jest na krzywej wznoszącej, a PO została odrzucona i odchodzi w niesławie, pogniewana na społęczęństwo i na młode pokolenie, które kopnęło ją w de. Teraz ta złość i sabotowania prezydenta obróci się przeciwko niej. Zwłaszcza, gdy twarzą codziennej antyprezydenckiej dywersji będzie – a będzie z racji zajmowanego urzędu – ktoś tak empatyczny i tak budzący instyntowną sympatię jak „Radzio” Sikorski. A wspierać to będzie chór pyszałkowatych Michników i Wajdów, miotających na społeczęństwoi gromy, że nie dorasta do swych wspaniałych, pełnych samozadowolenia elit.

Słowem, tą głupia, małostokową agresją PO szykuje sobie los Unii Demokratycznej. I w sumie można by sie z tego cieszyć, gdyby nie jeden drobiazg: to naprawdę bardzo szkodzi Polsce.

Rafał Ziemkiewicz

Za: Facebook (29.05.2015)

[Wpis na Facebooku zamieszczony został bez tytułu. Powyższy tytuł pochodzi od redakcji BIBUŁY]

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content