Handel ludźmi i zorganizowana prostytucja w Izraelu

Podczas konferencji sponsorowanej przez żydowską organizację ATZUM (Avodat Tzedaka U’Mishpat), prowadzącą między innymi walkę z zorganizowaną prostytucją, przemytem kobiet zmuszanych do tego procederu oraz pornografią, podano wiele interesujących danych dotyczących tej przestępczości w Izraelu. Jak wyjaśnia strona internetowa ATZUM: „Izrael jest obecnie docelowym krajem, dokąd przemycane są kobiety. Każdego roku dzieci i kobiety sprowadzane są do Izraela, gdzie są eksploatowane jak współcześni niewolnicy. Skala zjawiska w Izraelu jest alarmująco wysoka. Niemal cały przemyt kobiet pochodzi z krajów b. Związku Radzieckiego. Większość takich ofiar dociera przez granicę z Egiptem, by potem, już w Izraelu, podlegać częstej sprzedaży i odsprzedaży kolejnym właścicielom burdeli, gdzie zmuszane są do „pracy” w warunkach niewolniczych. Na każdym etapie tego procesu, ofiary są molestowane i wykorzystywane, często są poważnie bite, gwałcone a nawet pozbawiane żywności. Izrael czyni jedynie niewielkie postępy w dziedzinie walki przeciwko procederowi handlu ludźmi.”

W nakręconym filmie dokumentalnym ukazana jest brutalność w traktowaniu zwerbowanych do procederu kobiet, jak i bierność i nieskuteczność izraelskiej policji, która jednak broni się twierdząc, że „czyni postęp w walce”. Oswobodzone kobiety są tymczasowo lokowane w specjalnych ośrodkach, gdzie oczekując deportacji, mogą zeznawać przeciwko właścicielom domów publicznych.

Według szacunków, corocznie przekracza granicę izraelską 2500-5000 kobiet [ info] które są następnie sprzedawane, czyli poddawane procederowi „niewiele różniącemu się od handlu niewolnikami, które miało miejsce w Afryce, gdzie na aukcjach i targowiskach ludźmi, handlarze oglądali ciała potencjalnych niewolników pod kątem ich przydatności.” Według raportu przedstawionego Knessetowi w 2004 roku, w Izraelu każdego miesiąca ma miejsce milion „wizyt” klientów, a tego rodzaju działalność przysparza właścicielom burdeli zysków w wysokości 450 milionów dolarów. Wykorzystywane w takich warunkach kobiety otrzymują zapłatę w wysokości około 20 szekli (5 dolarów) dziennie oraz cztero- czy pięciodolarowe napiwki od „klienta”. Oprócz tej „pracy”, w ramach „umów”, kobiety zmuszane są do darmowego oferowania seksu z właścicielami burdeli i ich znajomymi.

Takiemu deklarowanemu przez policję „postępowi w walce”, zaprzeczają jednak słowa komisarza w Tel Awiwie, Pini Aviran, który przyznaje, że „gdy zamkniemy jeden burdel, w to miejsce pojawia się dwieście następnych. Tam gdzie jest zapotrzebowanie, podaż natychmiast będzie zaspokojona nowymi burdelami.” Zaprzeczają też statystyki: w zeszłym roku za handel ludźmi ukarano tylko 166 osób i deportowano 1800 kobiet. Według statystyk z 2000 roku, 91 procent deportowanych kobiet pochodziło głównie z trzech krajów: z Rosji, Ukrainy i Mołdawii.

Nie wierząc w słowa policji, aktywiści izraelscy jako przykład pokazują nowojorskie słynne Times Square przy 42 Ulicy na Manhattanie, słynące kiedyś jako „centrum seksu i pornografii”. Gdy była wola polityczna, w przeciągu zaledwie dwóch lat burmistrz Nowego Jorku Rudolph Giuliani zrobił porządek, a te podawane „200 innych burdeli wkraczających w miejsce jednego zamkniętego” jakoś nie wystąpiło.

Jak twierdzi się jednak, problem handlu ludźmi i prostytucja mają w Izraelu i inne, bardziej złożone podłoże. Uważa się bowiem, że lepiej gdy świat przestępczy zajmie się robieniem pieniędzy na handlu kobietami niż na handlu bronią. To wstrząsające wyjaśnienie zjawiska tłumaczy w jakimś stopniu sporadyczność występowania akcji policyjnych przeciwko burdelom. Twierdzi się, że operacje policyjne są tylko po to aby „podbudować prestiż policji i pokazać, że w ogóle coś się robi”.

LM

 

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content