O zegarach i zegarmistrzach smoleńskich, i o bombie zegarowej

Misiewicz w jednej ze swych notek[1] podejmuje się syzyfowej pracy „ustawienia zegara smoleńskiego”, tak by relacje świadków dały się jakoś usytuować na osi czasu. Pracę tę porównałbym do pracy takiego zegarmistrza, który nie ma, że tak powiem, zegara wzorcowego (a więc takiego, w odniesieniu do którego można by kręcić wskazówkami wszystkich wadliwie nastawionych urządzeń). Różne już osoby, włącznie ze mną[2], podejmowały się prób „zegarmistrzowskich”, starając się dopasować różne relacje do siebie – ale problem z rekonstrukcją tego, co się działo 10-04, wcale nie sprowadza się do kwestii wyregulowania czasomierzy. Istota rzeczy polega na tym, że nie wiemy, które relacje świadków dotyczące tamtego dnia są wiarygodne, a które nie – zaś które z tych wiarygodnych są wiarygodne w pełni, a które tylko częściowo. Ktoś bowiem może coś relacjonować zgodnie ze stanem faktycznym, lecz fałszywie umiejscawiać w czasie. Ktoś z kolei może podawać prawdziwy czas, ale zafałszowywać szczegóły zachodzenia czegoś. Niemożliwe jest zatem ułożenie zdarzeń na czasowej osi, jeśli nie mamy pewności, co z tego, co czytamy, słyszymy, pamiętamy (z relacji świadków) jest prawdą, a co kłamstwem i/lub konfabulacją. W opracowaniu pt. „W punkcie usługowym zegarmistrza smoleńskiego”[3] zwracałem uwagę na to, że sprawy komplikują się tym bardziej, gdy „zegar wzorcowy” jest fałszywy. Takiego fałszywego „zegara wzorcowego” właśnie dostarcza narracji „smoleńskiej” polski montażysta katastrofy S. Wiśniewski, przy czym, co należy często przypominać, „zegar kamery”, jaki SW upowszechni w mediach dopiero 24 kwietnia 2010[4], nie zostaje ujawniony w dn. 10-04, kiedy to „upadek/wypadek prezydenckiego tupolewa” sytuowany jest o 8:56 (SW w żadnym z wywiadów, zarówno z owego dnia, jak i z paru następnych, nie kwestionuje „godziny katastrofy”, zauważmy).

Skąd taka egzotyczna data, z niczym nie powiązana na pierwszy rzut oka, na którą zwracałem uwagę w marcu 2011, ponieważ pojawia się ona także na pliku z „mgielnym sitcomem”, czyli parapetowym zapisem z hotelowego okna[5], gdy prezentuje swoje księżycowe wideo SW przed szacownym gronem znawców wszechrzeczy z ZP? Ano stąd, że dopiero w drugiej połowie kwietnia 2010 zostaną zgrane przez polskich przedstawicieli „chałupniczą metodą” pierwsze kopie „zapisów z wieży” smoleńskiego Siewiernego, a te właśnie zapisy podają „czasowe namiary” na pewne „zdarzenia” okołolotniskowe. Takie „zdarzenia” na przykład jak „pierwsze podejście iła-76”, z którym mgielny zapis starał się zsynchronizować hotelowy zegarmistrz (bo już z „podejściem jaka-40” nie). Na ile mu się ta synchronizacja powiodła, to osobna sprawa[6]. ZP zresztą nie interesował się mgielnym sitcomem na swym posiedzeniu niemal w ogóle[7] (w przeciwieństwie do wałkowanego do nieprzytomności moonfilmu), skoro okazało się, że na tymże wideo z parapetu „nie zapisała się końcóweczka”[8]. ZP nie interesował się też tym, że SW umiejscawia czasowo swoje nagranie „dwa dni po” w stosunku do wizyt premierów z 7-04-2010, choć, prawda, zegar z 9-04-2010 wyznacza zupełnie inne godziny niż ten z 10-04 – także jeśli chodzi o czas rejestracji czegoś za pomocą kamery. No ale nie od tego jest ZP, żeby nagle wykrywać, iż katastrofa, którą badają katastrofolodzy od 5 lat, nie zaszła.

Ta może nieco za obszerna i przynudzająca dygresja jest o tyle ważna, że pozwala nam sobie uzmysłowić, iż uporanie się z „burzą czasów” (jak to kiedyś barwnie określiła MMariola) nie jest wykonalne li tylko za pomocą analizy relacji świadków – ani nawet analizy dokumentacji. I świadkowie, i bumagi, mogą dostarczać nieprawdziwych danych i mogą zatajać prawdę. Niestety. Gdy zresztą przywołamy choćby relację jednego z tychże nielicznych, tzn. dających się policzyć na palcach, świadków „przesłuchanych” przez ZP, M. Wierzchowskiego z prezydenckiej kancelarii, to nie w czym innym, a w czasowej materii, świadek ten nie jest w stanie się pamięciowo odnaleźć[9]. Nie wie, kiedy wyjechali z hotelu („wyjechaliśmy w godzinach porannych”) ani kiedy przyjechali na ruskie wojskowe lotnisko. Nie wie, ile czekali. Nie wie, kiedy zaszła „katastrofa”, bo jej nie słyszał i nawet sądził, że „wylądowali”. Nie wie, ile czasu upłynęło od „katastrofy” do jego przybycia na jej miejsce, choć miał przybyć jeszcze przed strażą pożarną (czyli byłby przed SW, gdyby ten miał filmować 10 Kwietnia, oczywiście, bo SW pojawia się, gdy już jest „straż”[10]). Nie będę cytował, każdy może sobie poanalizować relację Wierzchowskiego, ale jeden drobny fragment – w tym całym kontekście mojej niniejszej notki – przywołam:

MW: …Oczekiwaliśmy na przylot delegacji…

(Poseł): Od której godziny i gdzie?

MW: No… byłem… to jest zmiana czasu, tak?

To wtrącenie o „zmianie czasu” nie wywołuje ożywionej dyskusji na posiedzeniu ZP dotyczącej choćby tego, jak wyglądało ustawianie zegarków przy przekraczaniu granicy. Czy nie było tu nieporozumień, niejasności, przekłamań? Czy Ruscy nie wprowadzali w błąd? Czy ktoś się nie spotkał z sytuacją, że miał NIEWŁAŚCIWIE przestawiony zegarek (o godzinę za dużo/za mało)? Ale też, zauważmy, nikt nie zada oczywistego pytania: no jak to pan, oczekując na przylot prezydenckiej delegacji, nie patrzył w ogóle na zegarek? Nie wie pan, o której godzinie tam pan był? Pan, prezydencki urzędnik? (Czy ktoś czekający na kogoś na dworcu nie spogląda co chwilę na zegarek, by się upewnić, kiedy nastąpi czyjś przyjazd?) W końcu Wierzchowski „wydusza z siebie”, w jakiej odległości czasowej przybył:

(Poseł): Na zewnątrz czekaliście?

MW: Lotniska?

(Poseł i posłanka): Na płycie? Czy w pomieszczeniu?

AM: Czy w jakimś budynku?

MW: Nie, nie, nie, nie. Na zewnątrz. Tak, tak. Staliśmy, było chłodno. Rozmawialiśmy sobie tak.

(Posłanka Kruk): Od której godziny?

MW: No ja byłem z godzinę przed – co najmniej. Na… na… na…

(Posłanka): Czy widział pan jaka, który ląduje z dziennikarzami?

MW: Yyy… nie.

I tak to wygląda. Był więc Wierzchowski „z godzinę przed – co najmniej”, ale… w stosunku do czego? I znowu ta sama kołomyja. W stosunku do „planowanej godziny przylotu”? Jaka to godzina miała być? W stosunku do „katastrofy”? O której zaszła? W stosunku do „ustaleń” z Sasinem? Nikt z ZP, co naturalne, bo nie od tego jest „komisja Macierewicza”, by to drążyć, nie wgłębia się w te wszystkie kwestie, choć przecież wypadałoby je wyjaśnić nawet dla czystej wygody prowadzenia jakiegoś śledczego postępowania (już nie mówię o konieczności ustalenia faktów).

Ale wspomniany na początku mojej notki Misiewicz proponuje podejść do relacji świadków z jednej, całkiem oryginalnej strony – stosując i HWW, czyli hipotezę wcześniejszego wylotu Tu-154M z Warszawy (nie o 7:27), i hipotezę wylotu dwóch tupolewów (z których potem medialnie uczyniono jednego, „prezydenckiego”). Obie hipotezy bowiem pozwalają w pewien sposób uporządkować niezwykłe rozbieżności/rozjazdy w relacjach świadków. Nie wchodząc w szczegóły, przywołam dwa interesujące detale, na które wskazuje Misiewicz. Po pierwsze, niejaki P. Kozłow ma informować „około 10-tej” (rus. czasu) D. Górczyńskiego („wielkiego nieobecnego”, jeśli chodzi o świadków z 10-04, w oficjalnej narracji) z polskiej delegacji oczekujących na XUBS, że „samolot będzie robił próbne podejście, ale prawdopodobnie zostanie skierowany do Moskwy na lotnisko Wnukowo”. Po czym o godz. 10:40 Kozłow ponownie ma Górczyńskiego poinformować, że dojdzie do próbnego podejścia. Po drugie, Misiewicz przytacza relację J. Tęsiorowskiego z IPN-u[11]: Sobota, 10 kwietnia 2010 r. Parę minut po szóstej rano. Dzwoni telefon. W charakterystyczny dla siebie sposób Prezes Janusz Kurtyka zadaje serię pytań związanych z wieloma sprawami (…) Prezes skończył rozmowę, mówiąc: „Już wsiadam do samolotu”. Potem poprosił o ustalenie pewnych rzeczy i powiedział: „Zadzwonię do pana koło dziewiątej”.

Na posiedzeniu ZP z T. Szczegielniakiem[12] z KP, urzędnikiem, który – tak jak i wielu innych z ówczesnego grona organizatorów uroczystości katyńskich tudzież delegacji prezydenckiej na nie – wykazuje się sporymi zanikami pamięci, ale (jako jedyny świadek z Okęcia przesłuchany na przestrzeni 5 lat przez „komisję Macierewicza”) zapewnia solennie, że „wszystkich widział” podczas „wsiadania do samolotu” 10 Kwietnia, Macierewicz dopytuje świadka właśnie o prof. Kurtykę, w następujący sposób:

AM: I ostatnia już… już w związku z tym kwestia… związana z samym, samym tym przylotem [jakim przylotem? – przyp. F.Y.M.]. Istnieje też relacja [czyja? – przyp. F.Y.M.] mówiąca, że p. Prezydent nie był ostatnią osobą, która przyjechała. Źe tak naprawdę ostatnią osobą, która przyjechała na lotnisko, był p. prezes Kurtyka. Czy pan coś na ten temat wie?

TS: Nie. Nie wiem. Mnie wydaje się z moich obserwacji naocznych, że p. Prezydent i osoby mu towarzyszące, były ostatnimi osobami wsiadającymi do samolotu.

Szczegielniak, jak już to kiedyś sygnalizowałem, nie mówi tu w odpowiedzi: szefa IPN-u widziałem wtedy a wtedy tu a tu na lotnisku, wręczałem mu to a to. Czyżby więc „przewodniczący ZP” wiedział coś o jakimś dużym samolocie, wylatującym po szóstej z Prezydentem na pokładzie? To by dopiero była bomba znaleziona przez ZP, zegarowa, prawda?

AM: Czy pan widział yyy… wyprowadzanie samolotu z hangaru?

TS: Nie. Nie widziałem.

AM: Nie, tak? Czy widział pan próbny rozruch silników?

TS: Nie.

AM: Nie widział pan, tak?

TS: Nie widziałem.

AM: Czy dotarły do pana jakiekolwiek informacje, czy ktokolwiek z obsługi lotniska, z pilotów… yyy… przekazywał, czy jego zachowanie wskazywało na jakiekolwiek zaniepokojenie związane z przygotowaniem samolotu?

TS: Nie zauważyłem tego, zresztą nie miałem kontaktu z załogą.

AM: Czy widział pan wsiadanie dziennikarzy do jaka?

TS: Yyy… nie.

AM: I zmianę, zmianę samolotu… przez nich? Nic z tych okoliczności pan w ogóle nie obserwował? Nie widział? Nie był pan tego świadomy, tak?

TS: Nie. Nie widziałem tego z… no z prostego powodu, że yyy… cały czas byłem wtedy w tym hanga… w termin… na terminalu i byliśmy zajęci obsługą tych wszystkich osób, które yyy… miały towarzyszyć p. Prezydentowi.

Free Your Mind

P.S. Radosnego świętowania Zmartwychwstania Pańskiego – Alleluja :).

Przypisy:

[1] http://10iv2010.blogspot.co.uk/2015/03/xxxiii-przepraszam-w-smolensku-ktora.html

[2] Por. mój „Suplement”, w którym zaproponowałem rozwiązanie różnych czasowych zagadek: https://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-uchod-experiment-suplement.pdf

[3] https://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-timebreaker.pdf

[4] http://lubczasopismo.salon24.pl/Smolensk.Raport.S.24/post/266509,wisniewski-24-kwietnia-ujawnil-godzine-filmu-8-50-23 Z tego „zegara wzorcowego” korzysta potem KBWLLP (vide dokumentacja „komisji Millera” oraz słynna prezentacja „zapisów z wieży” wraz z premierą fragmentów „mgielnego sitcomu” – niedługo po konferencji końcowej „MAK”-u) i ZP (vide posiedzenie z moonwalkerem, filmy Gargas, „raporty ZP” etc.).

[5] http://centralaantykomunizmu.blogspot.co.uk/2011/03/mga-0.html

[6] http://centralaantykomunizmu.blogspot.co.uk/2014/08/jaki-samolot-sfilmowa-s-wisniewski-o.html

[7] http://freeyourmind.salon24.pl/495284,fenomen-mgielnego-sitcomu

[8] http://centralaantykomunizmu.blogspot.co.uk/2013/03/blacharze-i-inne-osobliwosci-godziny.html oraz http://freeyourmind.salon24.pl/421550,problem-filmu-z-upadkiem-samolotu

[9] http://freeyourmind.salon24.pl/401203,tajemnice-smolenska

[10] http://centralaantykomunizmu.blogspot.co.uk/2015/03/strazacy-z-moonfilmu.html

[11] http://ipn.gov.pl/o-ipn/zyciorys/prezes-janusz-kurtyka/jaroslaw-tesiorowski,-ipn

[12] http://freeyourmind.salon24.pl/398929,tajemnice-okecia-2

Za: Free Your Mind (4 kwi 2015) | http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2015/04/o-zegarach-i-zegarmistrzach-smolenskich.html

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content