Wystarczyły zaledwie dwa tygodnie

Wczorajszy dzień był istnym koszmarem. Pomimo wyjazdu na spotkanie z Kresowianami do Wołowa na Dolnym Śląsku. musiałem dosłownie od świtu do późnej nocy wypowiadać się do dziennikarzy na jeden i ten sam temat. Aż cztery wywiady były „na żywo” – o .8.00 dla Radia RMF (z wozu reporterskiego w Radwanowicach”, 9.00 dla TVP Info (przez telefon w czasie przejazdu przez Trzebinię)), 17.20 dla Telewizji Polskiej (ze starostwa w Wołowie, do którego przyjechał specjalny wóż transmisyjny) i 21.00 dla TVN 24. (ze studio we Wrocławiu, do którego musiałem dojechać). Moja biedna gęba „gadała” we wszystkich telewizyjnych programach informacyjnych. Oprócz tego dziesiątki, dziesiątki telefonów. Osobiście mam tego dość.

A wszystko to się działo zaledwie dwa tygodnie po oświadczeniu Episkopatu Polski. że problem lustracji został zamknięty w Kościele polskim. Naprawdę zastroszczę niektórym moim przełozonym ich dobrego samopoczucia, jaki możliwości odgrodzenia się od tych spraw „wysokim murem”. Tego czego obawiam się najbardziej, to to, że za kilka tygodni ukaże się kolejna publikacja i ten młyn powtórzy się po raz kolejny.

Nocowałem dziś w Lubinie i zaraz wyjeżdżam do Legnicy, gdzie mam kolejne spotkanie autorskie. Jutro wracam, ale przedpołudniem ma spotkanie z młodzieżą w Szarowie k. Niepołomic a wieczorem w Szkole im. ks. Kazimierza Jancarza w Nowej Hucie na os. Złotego Wieku. W międzyczasie spotkanie z panią poseł w Chrzanowie w sprawie decyzji PFRON o likwidacji fundacyjnych świetlic terapeutycznych dla osób niepełnosprawnych. Na szczęście sobotę mam wolną i z wyłączoną komórką zaszyję się w ukryciu, aby wyspać się do woli.

Z licznych tekstów, które są dziś w prasie polecam dwa.


Niektórzy księża prowadzili z SB grę

Duchowni, którzy byli TW i tego nie ujawnili, są do dziś narażeni na szantaż. Zwłaszcza hierarchowie (© Marcin Obara/POLSKA)

Polska rozmawia Anna Gwozdowska

26 marca 2009 r.

Z ks. Stanisławem Małkowskim, dawnym działaczem opozycji, rozmawia Anna Gwozdowska

Nowa książka IPN pt. „Aparat represji wobec księdza Jerzego Popiełuszki 1982-1984” zawiera donosy wielu znanych kapłanów. Część z nich nie ma jednak specjalnej wartości. Czy niektórzy księża mogli prowadzić z SB jakąś grę?
Byli tacy. Traktowali funkcjonariuszy SB jako przedstawicieli władz, z którymi trzeba rozmawiać, żeby osiągnąć jakąś korzyść. Esbecy, często na wyrost, zapewniali, że mają spore możliwości, mogą załatwić budowę, remont, wyjazd zagraniczny, a może nawet pewną formę awansu. A ksiądz w zamian przekazywał im jakieś informacje. Coś za coś. Takiej gry z pewnością nie należało prowadzić.

A jeśli nie dało się inaczej? Biskupi, m.in. opisany w książce bp Kazimierz Romaniuk, tłumaczą, że spotykali się z esbekami z racji piastowanych urzędów.
Do biskupa Romaniuka przyszła kiedyś kobieta, która przedstawiła się jako matka pewnego księdza i mówiła o nim bardzo źle. Biskup z nią rozmawiał, mimo że nie zweryfikował autentyczności jej relacji. Potem się okazało, że była podstawiona przez SB. Trudno usprawiedliwić taką łatwowierność u biskupa.

Kapłani, którzy decydowali się na takie kontakty, oszukiwali sami siebie?
Na początku próbowali udobruchać esbeków, częstowali ich herbatą, rozmawiali o jakichś błahostkach.

Ale kiedy zginął ks. Popiełuszko nie mogli już żywić żadnych złudzeń, że rozmowy z SB nikomu nie szkodzą.
Nie trzeba było czekać tak długo. A mało to ludzi zamordowano wcześniej? Wystarczyło mieć elementarną wiedzę o tym, czym był komunizm, żeby rozumieć, że esbecy byli funkcjonariuszami zła. W końcu księża wierzą chyba w złego ducha. Ktoś, kto się w ten sposób zaprzedaje, służy nie tylko bezosobowemu złu, ale komuś konkretnemu. Ze złym się nie podejmuje dyskusji. Trzeba takie kontakty po prostu ucinać. Ewentualne korzyści ze złego są zawsze opłacone większymi stratami.

Dlatego ksiądz nie podjął żadnej gry?
Pierwszym błędem Ewy w raju było to, że w ogóle wdała się w rozmowę z wężem, czyli z diabłem. Zdarzały się takie delikatne próby wciągnięcia mnie w jakąś grę. Trzymali mnie np. w Pałacu Mostowskich przez kilka godzin, a potem esbek zapraszał na obiad. Odpowiadałem, że mam inny pokarm, Słowo Boże. Od razu ucinałem jakiekolwiek próby nawiązania ze mną kontaktu.

Niektórym księżom mogło się jednak wydawać, że przechytrzą esbeków. Mógł tak myśleć np. ks. Henryk Jankowski, który według historyków IPN był kontaktem operacyjnym SB.
To naiwność. Nie można było ich przechytrzyć. Zresztą to niewłaściwe słowo. Trzeba się było bronić, a nie liczyć na to, że korzyści z kontaktów z SB mogą przeważyć szkody, jakie wyrządzała Kościołowi.

I nie dało się ich przeciągnąć na swoją stronę?
To, co opowiada ks. Mieczysław Maliński, że ewangelizował esbeków, to bzdury. Znam natomiast przypadek autentycznego nawrócenia z tamtych czasów. Takie rzeczy wiązały się jednak z ryzykiem śmierci.

Czy Kościół powinien wrócić do lustracji?
Nie chodzi tylko o moralne oczyszczenie się tych, którzy współpracowali z SB, ale o uniknięcie sytuacji szantażu. Ktoś, kto współpracował, a tego nie ujawnił, może być zmuszany do podejmowania decyzji niezgodnych z dobrem Kościoła i Polski. Zwłaszcza jeśli zajmuje wysokie stanowisko. Dlatego jestem za lustracją, ale pod warunkiem, że będzie współgrać z dekomunizacją i obejmie środowiska daleko bardziej uwikłane we współpracę z SB.


Generał mógł zapobiec morderstwu, ale tego nie zrobił


Polska Wiktor Świetlik

26 marca 2009 r.

Z dr. Janem Źarynem, współautorem książki, rozmawia Wiktor Świetlik

W trakcie konferencji poświęconej Panów książce mówił Pan o odpowiedzialności gen. Jaruzelskiego. To odpowiedzialność sprawcza czy tylko moralna?
Charakter państwa sprawiał, że działania, które podejmowało ileś instytucji represyjnych w PRL, nie mogły się wymknąć spod kontroli kierownictwa MSW i partii.

Nie ma dowodów na to, by wydali rozkaz mordu.

Oni nie musieli tego rozkazu wydawać. Wystarczy, że nie powstrzymali działań podejmowanych przez bezpiekę, a których logiczną konsekwencją mogło być zabójstwo.

Generał Jaruzelski musiał wiedzieć o planowanym zabójstwie?
Musiał wiedzieć o tym, że cały szereg instytucji prowadzi działania represyjne i że mogą się one zakończyć zabójstwem.

Pisze Pan we wstępie, że władze PRL próbowały dokonać szantażu wobec hierarchów Kościoła i zmusić ich do wyciszenia opozycyjnych kapłanów. Efektem tego miał być także mord na księdzu Popiełuszce. Można mówić, że to był wyjątkowy przypadek?
Z perspektywy bezpieki początkowo był rutynowy. Najpierw wstępnie inwigilują, potem zaczynają operacyjne rozpracowanie, zawiązują agenturę, odbierają paszport, Wszystko jak w schemacie. Indywidualna ścieżka zaczyna się w momencie, kiedy wkraczają prokuratura i ówczesna prasa.

Abp Nycz chwalił Panów, ale miał uwagę co do tytułu. Uważa, że powinien na pierwszym planie eksponować ks. Popiełuszkę, czyli brzmieć raczej: „Ksiądz Jerzy Popiełuszko wobec aparatu represji”, a nie odwrotnie. Czy to nie jest słuszna uwaga wobec IPN, że skupia się na kacie, a nie ofierze?
Mamy statutowy obowiązek, by odkrywać prawdę o aparacie represji. Ale proszę pamiętać, że IPN wydaje rocznie około 150 książek. Wśród nich znajdują się nie tylko takie, które opisują bezpiekę. Arcybiskup Nycz wspominał serię „Niezłomni”, która dotyczy kapłanów, którzy byli szczególnie intensywnie inwigilowani i ze szczególną odwagą przeciwstawiali się represjom.


Za: Blog ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego


Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content