Taśmy z jaka-40

Aktualizacja: 2015-03-7 9:14 pm

Wielokrotnie w moich analizach sygnalizowałem to, by podchodzić do oficjalnych bumag (dot. 10 Kwietnia) z wielką atencją, ponieważ zwykle diabeł (smoleński lub warszawski – różne bowiem są aktywne) kryje się w szczegółach. W przypadku „taśm z jaka-40” diabłów jest tak wielu, że nie wiadomo, czy udałoby się ich doliczyć bez chińskiego kalkulatora – ja więc zmuszony jestem skupić się na niewielu, zwłaszcza że i tak mnóstwo miejsca „Wosztylowi” poświęciłem[1] i nie czuję się w obowiązku do pewnych zagadnień wracać. Wypada jednak na wstępie zaznaczyć, że co jak co, ale właśnie najprzeróżniejsze „taśmy” i „zapisy” związane z „wypadkiem lotniczym w Smoleńsku” wykazują się od samego początku tej niesamowitej historii wszelkimi możliwymi wadami – a to coś jest niezapisane, a to coś zaginęło, a to coś się nadpisało, a to coś urwało, a to coś się przekręciło, a to coś się komuś przesłyszało przy specjalistycznym odsłuchu, a to znowu coś zrazu niby było i potem tego już jakoś nie ma – lub też nie było, a się nagle pojawia po jakimś czasie. Wersji „zapisów” jest wiele, bo i wiele było „zgrywek materiału dowodowego”, stąd też w tym gąszczu niezwykłości jakiś baran mógłby pomyśleć, że ów materiał dowodowy po prostu na przestrzeni lat konstruowano (stąd tyle niedoróbek), czyli zrazu go nie posiadano. Tak oczywiście mógłby myśleć tylko taki niedouczony wariat, któremu się wydaje, że katastrofa smoleńska to konstrukt rozmaitych fachowców wojskowych i ich zaprzyjaźnionych redaktorów odpowiadających za medialne obrazowanie świata – nie zaś zdarzenie faktyczne.

Z „taśmami z jaka-40” z jednej strony jest podobnie jak z innymi „zapisami”, ale… jeszcze ciekawiej. Można rzec nawet: najciekawiej. O ile bowiem legendarne „czarne skrzynki (prezydenckiego tupolewa)” powędrowały w kartonach do Moskwy[2], skąd już ich nikt nie wyciągnął mimo usilnych dyplomatycznych starań, o tyle przecież „taśmy z jaka” już 10 Kwietnia wylądowały w Warszawie i żadna ruska ręka nad nimi pieczy nie sprawowała – ni cywilna, ni umundurowana. Tymczasem zawartości tychże taśm nie opublikowano w nadwiślańskich mediach np. już 11 kwietnia 2010 – albo niechby w poniedziałek 12-04-2010, tylko dopiero po ok. 5 latach od „katastrofy PLF 101”. Z nieoficjalnych źródeł „zbliżonych do” (tu należy wstawić wielokropek) dowiedziałem się podczas mojego tegorocznego lutowego pobytu w Polsce, że na pokładzie PLF 031 magnetofon rejestrował łączność już od startu jaka-40 z Okęcia – co zresztą byłoby zupełnie uzasadnione – natomiast, jak wiemy z lektury głośnego materiału opublikowanego nie tak dawno przez NPW za IES-em, „taśmy z jaka” zaczynają się od… komunikatu „Korsaża”, komunikatu skierowanego do załogi PLF 031, jakby dopiero po przekroczeniu ruskiej granicy powietrznej polscy piloci zorientowali się naprędce, że powinni włączyć rejestrację radiowej korespondencji[3]. Co więcej (kontynuując wątek uzasadnionej, pełnej rejestracji wszystkich radiowych połączeń), taki kompletny zapis „taśm z jaka” musiano, jak podejrzewam, przygotować po 10-tym Kwietnia, choćby z tego podstawowego względu, że wszczęto nad Wisłą prokuratorsko-wojskowe dochodzenie przeciwko załodze PLF 031, która miała rzekomo złamać przepisy lotnicze podczas podchodzenia do lądowania na Siewiernym. Jak można zatem sądzić (jeśli ten mój powyższy wywód jest słuszny), istnieją kompletne stenogramy obrazujące to, jak wyglądała łączność radiowa pilotów „Wosztyla” z zewnętrznym światem – na trasie EPWA – XUBS[4]. Nie zdziwiłbym się także, gdyby były one w posiadaniu np. samego por. Wosztyla, a nie tylko ludzi z NPW, dajmy na to. Określenie „zewnętrzny świat” nie jest przypadkowe w tym kontekście – nie powinniśmy bowiem zakładać, by rejestrowały się wyłącznie korespondencje (PLF 031) z instytucjami kontroli ruchu lotniczego (polskimi, białoruskimi i ruskimi), ale również komunikaty innych załóg lotniczych.

Nie trzeba być intelektualistą dużego formatu (jak ci z Ministerstwa Prawdy Michnika lub ci najwięksi z Ministerstwa Prawdy Macierewicza), by dostrzec w tych kilku przesłankach: niepublikowanie „taśm z jaka” przez ca. 5 lat, opublikowanie ich zawartości w podwójnie[5] okrojonej wersji, wymieszanie zapisu mającego pochodzić z magnetofonu PLF 031 z treściami pochodzącymi z innych źródeł (tu ukłony dla IES-u za danie/produkt w postaci „farsz, mydło i powidło”[6]) – rękę jakiegoś fachowca wojskowego pełniącego funkcję, by tak obrazowo rzec, redaktora naczelnego (tego fragmentu „smoleńskiego przekazu”[7]). Skoro o wybitnych intelektach mowa – zwłaszcza tych „smoleńskich” – to taki cyngiel Macierewicza, M. Pyza, zamiast swego czasu strzelać do takiego wróbla, jak ja[8], mógłby spróbować upolować tę czającą się w zielonej kniei dziczyznę, co odpowiada właśnie za takie a nie inne „redagowanie” materiału dowodowego związanego z 10-04 – np. z jakiem-40. To byłby dopiero połów „w Sieci”. Jak jednak świetnie wiemy, sam Pyza należy do „smoleńskich” świadków (tych od PLF 101, dodam dla jasności) – i to nie byle jakich, gdyż 10 Kwietnia osobiście, tj. na własne dziennikarskie nieomylne uszy, słyszał z hotelu Nowyj (zapewne podczas śniadania przed wyjazdem części ekipy TVP do Katynia[9]), jak „ten samolot (…) podchodził do lądowania. Słyszeliśmy wielokrotnie szum silników nad naszymi głowami, ale nic wtedy jeszcze nie budziło niepokoju” [10] – co stara się on skrupulatnie wykasować z pamięci i sumienia. Samo istnienie bowiem kogoś, kto parceluje, co należy upublicznić (wracam do kwestii „redaktora od materiału dowodowego” – nie Pyzy) i w jaki sposób, prowokuje do dziecinnego pytania: „dlaczego?” Czemu „taśmy z jaka”, mimo upływu lat, nie mogą zostać opublikowane w całości tylko w wybrakowanym kształcie? Czemu coś musi zostać odsunięte na bok? Co takiego (z zapisanych treści) przeszkadza w ujawnieniu wszystkiego, co się pierwotnie zarejestrowało? Te pytania, które nie tylko ja sobie powinienem zadać, ale wszystkie osoby poważnie zajmujące się sprawą 10 Kwietnia. Początek „stenogramów” opublikowanych przez NPW/IES nie pozwala zrekonstruować wszak jednej z kluczowych kwestii, jeśli chodzi o przylot PLF 031 do ruskiej strefy powietrznej – korespondencji między polską załogą a moskiewską kontrolą obszaru. Nie było tej komunikacji? „Wosztyl” wleciał bez zgody Moskwy? Jak to się działo? Nie znamy też szczegółów łączności PLF 031 z „Mińskiem”. Czy białoruscy kontrolerzy faktycznie podali Polakom częstotliwość „Korsaża” jako częstotliwość „Moskwy”[11] wprowadzając załogę w błąd? Czy żadna ruska instytucja nie zainteresowała się w takim razie wlatującym do Rosji natowskim samolotem i nie nawiązała z nim łączności (jeśliby polska załoga nie zgłaszała się moskiewskiej kontroli obszaru)? Nie zainteresował się tym wlotem PLF 031 żaden ruski samolot wojskowy patrolujący przestrzeń przygraniczną?

I tak dalej. Nie mogąc wyjaśnić tych zagadkowych kwestii, zdani jesteśmy znów wyłącznie na domysły, a zaznaczam, są to problemy, które powinny zostać choćby częściowo rozwiązane podczas lektury stenogramów odzwierciedlających radiową łączność PLF 031 ze światem. Na początku mej niniejszej notki wspomniałem jednak o drobiazgach, które czasami dają się wyłuskać nawet z oficjalnych, systematycznie pokiereszowanych i dezorientujących opinię publiczną, bumag. Taki drobny szczegół pojawiający się w „stenogramach jaka-40” to niezidentyfikowany obiekt latający określany jako „samolot o niezrozumiałym sygnale wywoławczym zakończonym 3-4” (s. 24-25); (fragmentaryczna) korespondencja między nim a… nie wiadomo właściwie kim, zostaje zarejestrowana nomen omen „na drucie” PLF 031 i usytuowana na osi czasu w kwadransie przed lądowaniem „Wosztyla”, między 9:03 rus. czasu a 9:11[12]. Piszę „nomen omen” ponieważ, jak przynajmniej wynika z tego, co podaje IES, korespondencja ta nie zostaje zarejestrowana na „taśmach z XUBS”, co daje powód do pytania nie tylko, co to za samolot, lecz i kiedy dokładnie się (i w jakich okolicznościach) pojawił. Czy był to trzeci samolot w okolicach XUBS wraz z „Wosztylem” i „Frołowem”? Naturalnie, można przyjąć, iż z zapisów z XUBS skasowała się ta korespondencja (załogi „3-4”) – ale można też założyć tak, że zaszła ona w innym przedziale czasowym, dlatego też nie pojawia się „na drutach Siewiernego”, czyli w dokumentacji „MAK” w określonym odcinku czasu. Ale na tym jeszcze nie koniec. „Samolot 3-4” nie pojawia się także w dokumentacji KBWLLP[13], która to komisja przecież miała, bo musiała mieć, dostęp do taśm „Wosztyla” i na ich podstawie opracowywała swoją (rozszerzoną, a więc pouzupełnianą „z innych źródeł”) wersję „zapisów z XUBS” (tę z Załącznika 8 do „raportu Millera”). Ki czort więc? Ki czort, gdyż o ile można sobie wyobrazić, że „kopie zapisów” ruskich (jeśli chodzi o „druty Siewiernego”) ewoluowały w Moskwie z tygodnia na tydzień, miesiąca na miesiąc i roku na rok, stosownie do katastrofologicznych postępów i potrzeb badawczych, o tyle tu byśmy napotykali na nowe zjawisko: nadwiślańską ewolucję polskich zapisów. Pytanie więc: ile jest „taśm z jaka”? Może za 5 lat pojawi się odpowiedź.

Free Your Mind

Przypisy:

[1] Jeśli ktoś szuka jakiejś syntetycznej wiedzy w tej materii, proponuję lekturę tego opracowania: https://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-uchod-experiment-suplement.pdf

[2] http://freeyourmind.salon24.pl/489924,gora-z-gora

[3] Na s. 19 dokumentu IES-u dot. „taśm z jaka” czytamy wprawdzie, że „zapis z pokładowego rejestratora (…) rejestrowany był w trybie automatycznego uruchamiania i zatrzymywania rejestracji”, nie wyjaśniają nam jednak autorzy tego dokumentu, czemu w takim razie automatycznie nie uruchomił się magnetofon np. podczas komunikacji PLF 031 z „Mińskiem” – skoro (jak znów dowiadujemy się z lektury, s. 19-20) – uruchomił się on podczas łączności jakiejś ruskiej załogi (tu Aerofłota 285) z „Mińskiem” właśnie. Ewidentnie też na 19 stronie (dokumentu) podane jest, że „pierwsze nagranie” („taśm z jaka”) obejmuje fragment „od nawiązania łączności z Korsażem” – innymi słowy „wcześniejszych” nagrań brak w materiale dowodowym (lub ściślej tym, który przedstawiono IES-owi do fonoskopijnej analizy).

[4] Tu należałoby poczynić (optymistyczne, a więc niekoniecznie racjonalne) założenie, iż „taśmy z jaka” nie uległy żadnej manipulacji przed ich zdeponowaniem w prokuraturze wojskowej. Ku pewnemu pesymizmowi w tej materii skłania nie tylko ogrom „wypadków”, które przytrafiały się na przestrzeni lat, poszczególnym materiałom dowodowym (zapisom z monitoringów, zapisom telewizyjnym, relacjom świadków etc.), lecz przede wszystkim to, że „nie zachował się” zapis CVR PLF 031. Trudno ten brak uznać za zbieg okoliczności, jeśli chodzi o 10-04.

[5] Podwójnie, gdyż „zapis z drutu” (PLF 031) zaczyna się od komunikatu „Korsaża”, a urywa o 9:18 rus. czasu (na komunikacie „Kołujemy po głównej prosto. Y, Papa-Lima-Fox zero-trzy-jeden”), choć – jak przynajmniej w lipcowym (2010) wywiadzie dla rządowej telewizji twierdził chor. R. Muś – magnetofon miał zostać wyłączony dopiero „po tym jak Rosjanie odeszli na inne lotnisko” (por. http://www.wykop.pl/ramka/402058/dostalismy-zgode-na-50-metrow/ – nie wiem, czemu, ale materiał z wywiadem z Musiem nie chciał mi się otworzyć na stronie TVN24).

[6] Nie będę przytaczał szczegółów, każdy może ich znaleźć multum, przeglądając dokument IES-u. Z ciekawostek warto przytoczyć pytanie: „Idziesz na obiad czy nie?” (s. 34) zadawane o 8:58 rano rus. czasu, czyli o 6:58 rano polskiego – wedle oficjalnych danych. Oczywiście zaraz ktoś powie, że to „przebitka” z innego zapisu, np. popołudniowego, o czym mogą świadczyć wypowiedzi dotyczące wylotów „po siedemnastej piętnaście” (s. 39) – zaznaczone na szaro. Pytanie w takim razie jednak, po jakiego gwinta tego typu przedziwne komunikaty (mające się przecież nijak do sytuacji PLF 031) są dołączone do stenogramu mającego być rezultatem odsłuchu zapisu radiowej korespondencji „Wosztyla” z godzin porannych.

[7] To, że takich redaktorów jest więcej, wydaje się pewne.

[8] http://wpolityce.pl/polityka/148825-wsieci-sledztwo-fym-a-czyli-prawie-wszyscy-sa-podejrzani-absurdalna-teoria-smolenska-ktora-uwiodla-wielu Za ten zakłamany tekst Pyza otrzymuje ode mnie nagrodę „hieny wszechczasów” :).

[9] Można jedynie żałować, że nie zdołał opowiedzieć o tym w filmie J. Kruczkowskiego „Na własne oczy” – filmie zbierającym relacje niektórych dziennikarzy, reporterów i operatorów ze Smoleńska z 10-04 (szerzej pisałem o wideo Kruczkowskiego tu: https://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-zamiast-trailera-lotc3b3w-do-katynia.pdf), a z tego, co mi wiadomo, ma ten film być wyemitowany w telewizji 10-04 bieżącego roku. Kto więc nie miał okazji będzie mógł się z materiałem zapoznać.

[10] http://freeyourmind.salon24.pl/297779,zakrzywienie-czasoprzestrzeni

[11] Taka absurdalna interpretacja pojawia się m.in. w „Zbrodni smoleńskiej” – książce autorstwa anonimowych fachowców wojskowych.

[12] http://centralaantykomunizmu.blogspot.co.uk/2015/03/samolot-3-4.html

[13] http://centralaantykomunizmu.blogspot.co.uk/2015/03/samolot-3-4-nie-pojawia-sie-w.html

Tags: , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=80292 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]