BBC ujawnia świadectwo snajpera, który strzelał do milicjantów na Majdanie

Aktualizacja: 2015-02-15 12:08 pm

Przywódcy protestu, z których część zajmuje obecnie ważne i wpływowe stanowiska, utrzymują, że główna odpowiedzialność za strzelaniny spoczywa na siłach bezpieczeństwa, działających w imieniu poprzedniego rządu. Jednak w rok po tych wydarzeniach, niektórzy świadkowie zaczynają przedstawiać zupełnie inny obraz całej sytuacji.

Niemal rok temu krwawy dzień na głównym placu Kijowa wyznaczył koniec zimowych protestów przeciwko rządom prezydenta Wiktora Janukowycza, który wkrótce potem uciekł z kraju. Ponad 50 protestujących oraz trzech milicjantów zginęło. Jednak jak zaczęła się cała strzelanina? Organizatorzy protestu zawsze zaprzeczali, jakoby mieli w tym jakikolwiek udział. Pewien mężczyzna opowiedział reporterowi BBC, Gabrielowi Gatehouse’owi inną historię.

Jest wczesny ranek, 20 lutego 2014 roku. Kijowski Majdan jest podzielony – po jednej stronie Berkut, po drugiej protestujący. Protest trwał już od ponad dwóch miesięcy jednak tragiczne wydarzenia dopiero miały nadejść. Przed zachodem słońca ponad 50 osób będzie martwych, w większości zastrzelonych na ulicach przez siły bezpieczeństwa. Przemoc doprowadzi do obalenia prezydenta Wiktora Janukowycza, uważanego za prorosyjskiego. Moskwa określi to mianem zbrojnego zamachu stanu i użyje jako pretekstu, by usankcjonować zajęcie Krymu i wspieranie separatystów na wschodzie Ukrainy. Przywódcy protestu, z których część zajmuje obecnie ważne i wpływowe stanowiska, utrzymują, że główna odpowiedzialność za strzelaniny spoczywa na siłach bezpieczeństwa, działających w imieniu poprzedniego rządu. Jednak w rok po tych wydarzeniach, niektórzy świadkowie zaczynają przedstawiać zupełnie inny obraz całej sytuacji.

„Nie strzelałem by zabić”

„Strzelałem w dół, pod ich nogi” – mówi mężczyzna, na potrzeby artykuły nazywany „Siergiej”. Opowiadał, jak zajął pozycję na budynku Konserwatorium Kijowskiego, akademii muzycznej w południowo-zachodnim narożniku Placu Niepodległości. „Oczywiście mogłem kogoś trafić w ramię czy gdziekolwiek indziej. Ale nie strzelałem by zabić”.

Siergiej był zwykłym protestującym na Majdanie przez ponad miesiąc. Powiedział, że jego strzały w kierunku milicji na placu i na dachu podziemnej galerii handlowej Globus spowodowały jej odwrót rankiem 20 lutego.

Do strzelaniny doszło również dwa dni wcześniej, 18 lutego. W środę, 19 lutego, było spokojniej, jednak jak relacjonuje Siergiej, wieczorem został skontaktowany z mężczyzną, który zaoferował mu dwa rodzaje broni: strzelbę powtarzalną kaliber 12 oraz sztucer myśliwski Saiga, wystrzeliwujący pociski z bardzo dużą prędkością. Jak twierdzi, wybrał ten drugi i ukrył go w budynku Poczty, parędziesiąt metrów od Konserwatorium. Oba te budynki były pod kontrolą protestujących.

Kiedy wczesnym rankiem 20 lutego zaczęła się strzelanina, Siergiej został odeskortowany do Konserwatorium, gdzie spędził jakieś 20 minut przed godziną 7:00 strzelając do milicji, w towarzystwie drugiego strzelca.

Jego relację częściowo potwierdza inny świadek. Tego ranka, Andrij Szewczenko, wówczas deputowany opozycji i uczestnik ruchu Majdanu, odebrał telefon od szefa specjalnego oddziału milicji, Berkutu. „Dzwoni do mnie i mówi: ‘Andrij, ktoś strzela do moich chłopców’. I powiedział, że strzały padały z budynku Konserwatorium”.

Szewczenko skontaktował się z Andrijem Parubijem, znanym jako Komendant Majdanu. „Wysłałem grupę moich najlepszych ludzi by przeszukali całych gmach Konserwatorium i ustalili czy są tam jakieś stanowiska strzeleckie” – mówi Parubij.

W międzyczasie, deputowany Szewczenko otrzymywał coraz to bardziej paniczne telefony. „Ciągle odbierałem telefony od oficera milicji, który mówił: ‘Mam trzech rannych ludzi, mam pięciu rannych ludzi, mam jednego zabitego’. I w pewnym momencie on mówi: ‘wycofuję się’. I dodaje: ‘Andrij, nie wiem co będzie dalej’. Ale jasno czułem, że stanie się coś naprawdę złego”.

Andrij Parubij, obecnie wicemarszałek ukraińskiego parlamentu, powiedział, że jego ludzie nie znaleźli żadnych strzelców w Konserwatorium. Jednak fotograf, który zdołał dostać się do budynku nieco później, krótko po 8:00, zrobił zdjęcia uzbrojonych mężczyzn. Nie widział jednak, by strzelali.

Relacja Siergieja również różni się od tej, którą przedstawia Parubij. „Właśnie przeładowywałem. Podbiegli do mnie. Jeden z nich postawił na mnie nogę i powiedział: ‘Chcą z Tobą zamienić słowo, wszystko jest OK, ale przestań robić to, co robisz’ ”. Siergiej był przekonany, że ci ludzie byli z jednostki ochrony Parubija, ale nie rozpoznał ich twarzy. Wyprowadzili go z Konserwatorium, wywieźli z Kijowa i zostawili samego, by wracał do domu. Do tego czasu trzech milicjantów zostało śmiertelnie rannych, a masowe zabijanie protestujących rozpoczęło się.

Oficjalne śledztwo skupiło się wyłącznie na tym, co wydarzyło się po odwrocie milicji z placu. Na nagraniach wideo widać wyraźnie, jak podczas wycofywania się milicjanci strzelają w stronę demonstrantów. Aresztowano tylko trzy osoby – wszyscy to członkowie Berkutu. Spośród nich tylko dwoje oficerów niskiej rangi pozostaje w areszcie. Dowódca oddziału, Dmitrij Sadownik, zniknął po tym, jak został zwolniony za kaucją. Trzej milicjanci są oskarżeni o spowodowanie śmierci 39 osób. Jednak  zabitych zostało co najmniej kilkunastu innych protestujących. Do tego również trzech milicjantów, którzy zmarli od ran.

Część zabitych niemal na pewno zginęła z rąk snajperów, którzy zapewne strzelali z niektórych wysokich budynków otaczających plac. Prawnicy ofiar, a także źródła w prokuraturze generalnej powiedziały jednak reporterom BBC, że gdy przychodzi do zajmowania się śmiercią tych, którzy nie mogli zginąć z rąk milicjantów, ich działania są blokowane przez sądy.

„W czasach Janukowycza to było jak trójkąt bermudzki: biuro prokuratora [generalnego], milicja i sądy” – mówi Szewczenko. „Wszyscy wiedzieli, że współpracują ze sobą, kryją się wzajemnie i to była podstawa masowej korupcji w kraju. Te powiązania nadal istnieją” – dodaje.

Obfitość teorii spiskowych

Ukraiński prokurator generalny Witalij Jarema został niedawno odwołany ze stanowiska. Miało to związek z ostrą krytyką tego, w jaki sposób zajmował się śledztwem.

W międzyczasie pojawiły się również teorie spiskowe.

Parubij jest pewien, że „strzały 20 [lutego] zostały oddane przez snajperów, którzy przybyli z Rosji i których Rosja kontrolowała. Strzelcy mieli zorganizować na Majdanie krwawą łaźnię”. Jest to szeroko podzielany pogląd na Ukrainie. W Rosji wielu wierzy jednak w coś zupełnie odwrotnego, mianowicie w to, że rewolta na Majdanie była zachodnim spiskiem, zamachem stanu inspirowanym przez CIA i mającym na celu wyrwanie Ukrainy z orbity wpływów Moskwy. Źadna ze stron nie przedstawiła jednak przekonujących dowodów.

Znaczna większość protestujących na Majdanie była pokojowo nastawionymi, nieuzbrojonymi cywilami, którzy miesiącami trwali w zimnie na proteście, domagając się zmiany skorumpowanego rządu. Z tego co wiadomo, żaden z demonstrantów zabitych 20 lutego nie był uzbrojony.

Liderzy Majdanu zawsze utrzymywali, że starali się nie dopuszczać na Majdan broni. „Wiedzieliśmy, że naszą siłą było niestosowanie przemocy, zaś naszą słabością byłoby zacząć strzelać” – powiedział Szewczenko.

Według Parubija jest możliwe, że garstka uzbrojonych protestujących mogła dostać się na Majdan jako część spontanicznej i niezorganizowanej reakcji na przemoc, jaką stosowały siły bezpieczeństwa w dniach poprzedzających wydarzenia z 20 lutego. „Słyszałem, że po strzelaninie 18 lutego na Majdanie pojawili się ludzie z bronią myśliwską. Powiedziano mi, że czasem byli oni krewnymi lub nawet rodzicami zabitych 18 [lutego]. Więc przyznaję, że to możliwe, że ludzie z karabinami myśliwskimi byli na Majdanie. Kiedy snajperzy zaczęli zabijać moich chłopców, jednego po drugim, mogę sobie wyobrazić, że ci z bronią myśliwską odpowiedzieli ogniem”.

Siergiej ponownie mówi jednak coś innego. Jak powiedział, został zwerbowany jako potencjalny strzelec w końcu stycznia przez mężczyznę, którego określił jedynie jako emerytowanego oficera wojska. Siergiej sam jest byłym żołnierzem.

„Zaczęliśmy rozmawiać, a on wziął mnie pod swoje skrzydła. Zobaczył we mnie coś co mu się spodobało. Oficerowie są jako psycholodzy, widzą kto się nadaje. Trzymał mnie blisko siebie”. Ów eks-oficer odwiódł go od przyłączenia się do którejś z grup bojowych aktywnych na Majdanie. „Powiedział: twój czas nadejdzie”.

Czy Siergiej był przygotowywany, psychologicznie, by chwycić za broń? „Nie żebyśmy siadali i opracowywali plan. Ale prywatnie rozmawialiśmy o tym, a on przygotowywał mnie na to”. Nie jest jasne kim był ów mężczyzna, który najwyraźniej zwerbował Siergieja oraz czy należał on do którejś z uznanych grup aktywnych na Majdanie. Nie wiadomo również wielu innych rzeczy, takich jak to, kto oddał pierwsze strzały 20 lutego.

Co do teorii spiskowych istnieje możliwość, że Siergiej został zmanipulowany i odegrał rolę pionka w większej grze. On jednak nie patrzy na to w ten sposób. Uważa się za zwykłego protestującego, który chwycił za broń w samoobronie.

„Nie chciałem nikogo zastrzelić ani zabić. Ale taka była sytuacja. Nie czuję się jak jakiś bohater. Wręcz przeciwnie: mam kłopoty ze snem, złe przeczucia. Staram się siebie kontrolować, ale cały czas się denerwuję. Nie mam z czego być dumnym. To proste strzelać. Źyć po tym – to jest trudność. Ale musisz bronić swojego kraju”  – mówi Siergiej.

Gabriel Gatehouse, BBC News

O tym, że oficjalna wersja wypadków na Majdanie jest pozbawiona podstaw informowaliśmy jako pierwsi w Polsce.

Kijowskiej masakry dokonali ludzie Majdanu wynika z analizy kanadyjskiego naukowca

Kto odpowiada za masakrę na Majdanie? Publikujemy cały raport dra Kaczanowskiego

Po naszch publikacj tematem na krótko zajął się Onet.pl, jednak ostatni materiał poświęcony temu zagadnieniu zniknął ze stron tego portalu, bez podania jakichkolwiek wyjaśnień. Reszta mediów zupełnie przemilczała temat.

Tłumaczenie i opracowanie Marek Trojan

Tags: , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=79761 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]