Kazirodcza idylla? Oswajanie dewiacji trwa!

Portal Onet.pl włączył się do chóru apologetów kazirodczej miłości. Przetłumaczony z „Süddeutsche Zeitung” artykuł opisuje historię „szczęśliwego związku, który łamie jedno z największych tabu w historii ludzkości”. Niemieckie przyrodnie rodzeństwo opowiada w mediach o namiętności, która stała się silniejsza, niż rozsądek. „Stwierdziłam, że niezłe z niego ciacho” – mówi Karin o swoim bracie Christophie, który stał się jej kochankiem. „Tworzą piękną parę” – komentuje niemiecka publicystka. Brak jakiegokolwiek komentarza ze strony redakcji Onetu pozwala sądzić, że nie ma ona żadnych zastrzeżeń do treści artykułu.

„Karin i Christoph mają około dwudziestu lat. Tworzą piękną parę. Z dumą pokazują przytulny apartament na poddaszu w małej miejscowości, gdzieś w Niemczech. Incest? Kazirodztwo? Te oskarżycielskie słowa nie pasują do ich idylli” – w taki sposób liberalne niemieckie pismo próbuje bronić namiętności, jaka rozgorzała pomiędzy kobietą i mężczyzną mającymi wspólną matkę. Para nie chciała podać swoich prawdziwych imion i nazwisk, żeby uniknąć niechętnych reakcji ze strony rodziny i znajomych. Ich historia została opisana pod imionami Karin i Christoph.

Nie znali się przez większość życia, potem spotkali się u swojej matki alkoholiczki. Od początku wiedzieli, że są rodzeństwem, mimo to zdecydowali się pójść za pożądaniem i żyć ze sobą. Z ich związku narodziło się już jedno dziecko. Sądząc po wypowiedziach cytowanych przez publicystkę „Süddeutsche Zeitung”, oboje próbują stwarzać wrażenie, że ich przypadek jest całkowicie normalny, a społeczeństwo, które reaguje zgodnie z resztkami zachowanej moralności i poczucia naturalnego porządku – jest zacofane i agresywne, a przede wszystkim nie rozumie, że przecież każdy ma prawo kochać jak chce – niezależnie od wszystkiego. Właśnie taką interpretację próbuje zaserwować swoim czytelnikom niemieckie medium, a wraz z nim portal Onet.

Piewczyni kazirodztwa próbuje posługiwać się statystykami naukowymi dla poparcia swoich rewelacji. Sugeruje ona jakoby „głównym argumentem przeciwko zalegalizowaniu kazirodztwa” był „wysoki wskaźnik wad wrodzonych”, który występuje nie tylko u osób spokrewnionych, ale też na przykład u kobiet po 45 roku życia. Cytuje także opinię niemieckiego Towarzystwa Genetycznego, które stwierdziło, że posługiwanie się tym argumentem jest „atakiem na wolność reprodukcyjną każdej istoty ludzkiej”. Czyżby tym przewrotnym wybiegiem próbowała odciągnąć uwagę od istoty rzeczy? Przecież oczywiste jest, że różni ludzie, w różnym wieku, podejmują nieraz ryzyko dla wydania na świat potomstwa i nie można im tego zabronić. Ale od kiedy to – chciałoby się zapytać autorkę – moralność ustala się na podstawie statystyk? Od kiedy odwieczne etyczne aksjomaty wspólne wszystkim kulturom cenzuruje się przy pomocy wypowiedzi grupki zideologizowanych niemieckich naukowców?

W dalszym ciągu artykułu autorka wytacza działa przeciwko prawodawstwu „dyskryminującemu” kazirodcze związki. – Cóż to za absurdalne prawo, które narzuca z kim mogę być szczęśliwy – oburza się cytowany w Onecie kazirodca Christoph. Otóż okazuje się, że niemiecka Rada Etyczna wystąpiła z propozycją zmiany prawa przewidującego kary za kazirodcze kontakty seksualne. Pomysł ten spotkał się z oczywistą krytyką części społeczeństwa. Sprzeciw ten niemiecka publicystka próbuje oczywiście zdewaluować. „Rekomendację Rady uznano za «skandaliczną» i «irytującą». Jeden z polityków CSU posunął się nawet do stwierdzenia, że opinia Rady jest sprzeczna z «z ludzką naturą i elementarnym zdrowym rozsądkiem». W internecie pojawiły się wulgarne komentarze: «Czy was pogięło?????»; «To jest szczyt perwersji!!!». Karin Lehner i Christoph Wilken dobrze znają tego rodzaju jadowite opinie i bardzo ich bolą” – czytamy.

Jakim „wartościom” hołduje niemiecka obrończyni kazirodczego związku (a wraz z nią redakcja Onetu), skoro zdrowe – acz dosadne – wyrazy oburzenia określa mianem „jadu”? Nietrudno oczywiście – podążając za logiką postępowych mediów – domyślić się, że ów jad sączony jest przez zacofaną część niemieckiego społeczeństwa, która winna już dawno odejść w (najlepiej „średniowieczne”) mroki historii i ustąpić tym pięknym, szczęśliwym i idyllicznym, których namiętność bohatersko pokonuje wszelkie bariery moralne wzniesione przez reakcyjną część ludzkości.

Pozostaje tylko czekać, aż prominentni przedstawiciele oświeconej części populacji wpiszą samo słowo „kazirodztwo” na czarną listę mowy nienawiści. Jak wówczas będzie wypadało określać namiętność brata i siostry? Piękną miłością? Takie żarty ocierają się o bluźnierstwo, ale przecież niewykluczone, że za kilkanaście lat nie będzie można nawet żartować w ten sposób…

Pytanie o przyzwoitość i etykę dziennikarską redaktorów Onetu mija się z celem – podobnie jak polemizowanie z niemiecką publicystką. Warto jednak zwrócić uwagę, że tacy ludzie przyczyniają się do coraz większego znieczulenia masowego odbiorcy medialnej papki i wmówienia mu, że nikt nikomu, pod żadnym pozorem i w imię żadnych wartości nie ma prawa mówić słowa na temat tego, jak kto powinien żyć. Prowadzi to do sytuacji, w której nikt nie będzie miał prawa nazywać rzeczy po imieniu, przy użyciu kategorii dobra i zła. W świecie tryumfującego liberalizmu każdą rzecz będzie należało nazwać dobrą, o ile ktoś powie, że jest mu z nią dobrze, albo że jest z nią szczęśliwy. Obiektywne kryteria przestaną obowiązywać w procesie opisywania rzeczywistości.

Drodzy Redaktorzy, kopiujący bezkrytycznie tego typu brednie, czy naprawdę chcecie żyć w takim świecie?

Filip Obara

Za: Polonia Christiana - pch24.pl (2014-12-29) | http://www.pch24.pl/-kazirodcza-idylla--oswajanie-dewiacji-trwa-,32987,i.html

Skip to content