Churchill all inclusive

Niedawno postkomunistyczna „Polityka” piórem Adama Krzemińskiego reklamowała postać brytyjskiego premiera Winstona Churchilla jako kandydata na pomnik w Warszawie, w jej reprezentacyjnym miejscu, Alejach Ujazdowskich. Zdaniem publicysty lewicowego tygodnika, Churchill jest dowodem na niezrównoważenie „polskiego budżetu pamięci”, skoro „skazujemy go na granitowy niebyt”.

Ależ przecież jest on doskonale zapamiętany w pamięci Polaków, którzy znają historię swojego kraju! O najważniejszych składnikach tej pamięci doskonale wie również Adam Krzemiński, gdy przypomina swoim czytelnikom „jego [Churchilla] umizgi do Stalina w 1941 roku, tłumienie prawdy o Katyniu, brutalne naciski na Mikołajczyka, by uznał linię Curzona i dogadał się z Bierutem, grę losem Polski w Teheranie i kontrakt, który procentowo miał ustalić wpływy Rosji i Zachodu w krajach Europy Środkowo-Wschodniej”. Krzemiński wspomina również udział Londynu w ustaleniu podziału jałtańskiego, stwierdzając jednocześnie, że brytyjski premier „w Jałcie nie miał już złudzeń”, a gros winy za kapitulację wobec sowieckiego satrapy spada na Roosevelta, który „chciał widzieć w Stalinie partnera nowego światowego ładu”.

Zachód oczarowany

Warto skorygować tą opinię publicysty „Polityki” o przypomnienie, że po powrocie z Jałty, referując postanowienia konferencji „Wielkiej Trójki” w Izbie Gmin Churchill mówił do parlamentarzystów: „Wrażenia przywiezione przeze mnie z Krymu, jak i te, jakie odniosłem przy wszystkich moich kontaktach z marszałkiem Stalinem i innymi przywódcami sowieckimi pozwalają mi sądzić, że chcą oni żyć w przyjaźni i równości z zachodnimi demokracjami. Uważam też, że dotrzymają danego słowa. Nie znam innego rządu, który by, nawet jeśli mu to niewygodne, tak uczciwie wypełniał swoje zobowiązania jak rząd sowiecki”.

Słowem, prawdziwi rycerze z WKPb! Nota bene, już w Teheranie w 1943 roku Churchill przekazał Stalinowi w imieniu króla Jerzego VI „miecz krzyżowca” za pokonanie Niemców pod Stalingradem. Jeszcze w listopadzie 1945 roku, gdy nie był już premierem, wychwalał pod niebiosa komunistycznego tyrana, nazywając go „prawdziwie wielkim człowiekiem, ojcem swego narodu”. Nieprzypadkowo tę wypowiedź cytowano w sowieckiej „Prawdzie” na pierwszej stronie.

Fenomen zauroczenia sowieckim komunizmem wśród ludzi Zachodu miał oczywiście o wiele dłuższą historię aniżeli fascynacje Churchilla, który jeszcze w 1919 roku mówił zupełnie inaczej, nawołując do międzynarodowej interwencji w Rosji przeciw bolszewikom. Dramat polegał na tym, że dla Polski i innych krajów naszego regionu, odgrywanie przez Bertranda Russella, Jean Paul Sartre’a czy Louisa Aragona roli użytecznych idiotów, nie oznaczało poważnego zagrożenia i wymiernych strat (np. terytorialnych). Inaczej w przypadku tak ważnej postaci, jaką był Churchill.

Patron transformacji

Dlaczego więc należy stawiać Churchillowi pomnik na warszawskim Trakcie Królewskim? Publicysta „Polityki” pod koniec swojego tekstu wyłuszcza prawdziwą przyczynę, która da się sprowadzić do stwierdzenia, że brytyjski premier swoją polityką wobec Polski w okresie II wojny światowej był niejako prekursorem modelu polskiej „transformacji”, która narodziła się przy Okrągłym Stole (i w rozmaitych willach sieci „Kiszczak i przyjaciele”). Pisze Krzemiński: „W sierpniu 1944 r. Churchill brutalnie wymusił na Mikołajczyku spotkanie ze Stalinem i Bierutem. Połączenie Londynu z Lublinem było wyrachowanym złudzeniem. Jednak w 1989 r. podobna konstelacja – krajowy Okrągły Stół, z Gorbaczowem i Reaganem [sic!] w tle, obalił ancien régime i wprowadził Polskę do euroatlantyckich struktur, w których była pół wieku wcześniej”.

Pomnik Churchilla w Warszawie na Trakcie Królewskim stałby się więc doskonałą egzemplifikacją moralnego relatywizmu („każdy miał swoją rację”; „zmierzali do wspólnej Polski różnymi drogami”, itp.), tak charakterystycznego dla III RP. Ustawienie w jednym ciągu pomnika amerykańskiego prezydenta, nazywającego sowiecki komunizm „imperium zła” i czyniącego wiele, by to imperium pokonać oraz monumentu brytyjskiego premiera, który włożył tak dużo trudu, by oddać pół Europy Stalinowi – oto byłby świetny przykład dominującej wśród elit rządzących Polską po 1989 roku zasady all inclusive; włączamy wszystko i wszystkich, bo i tak na końcu okazuje się, że wszystkie drogi zmierzały do jedynego możliwego, najlepszego „modelu polskiej transformacji”, która nie znosi jednego tylko – twardego gruntu zasad.

Grzegorz Kucharczyk

Za: Polonia Christiana - pch24.pl (2014-08-09) | http://www.pch24.pl/churchill-all-inclusive,24655,i.html

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content