Rząd USA narazi ludzi na kontakt z wirusem ebola?

Amerykańscy obrońcy wolności obawiają się konsekwencji, jakie mogą spotkać ludzi w przypadku zarażenia wirusem gorączki krwotocznej Ebola. Rząd amerykański planuje bowiem przenoszenie ludzi do izolatek nawet jeśli ich choroba nie będzie pewna. Ich zdaniem jest to nie tylko złamanie praw obywatelskich ale i narażenie ich na ryzyko zakażenia.

Jeśli epidemia Eboli dotrze do Ameryki, władze federalne zezwolą na badanie wszystkich osób objętych chorobą lub choćby podejrzewanych o to. Takie osoby będą mogły być przewiezione do miejsc odosobnienia na taki czas, jaki rząd uzna za stosowny. Restrykcje będą mogły zostać zastosowane także względem ludzi u których nie ma objawów choroby, o ile będzie podejrzenie, że są lub mogą być zakażeni.

Jak pisze Michael Snyder na prisonplanet.com „izolacja nie będzie czymś dobrowolnym. Rząd federalny rozpocznie polowanie na każdego, co do którego będzie zachodzić racjonalne podejrzenie choroby i przenieść go do miejsca, gdzie znajdować się będą inni pacjenci. Nie ma znaczenia czy będziesz przekonany o swoim zdrowiu. Jeśli rząd zechce cię zabrać, to nie będziesz miał żadnych praw”. Snyder zauważa, że sytuacja ta może doprowadzić do tego, że zdrowa osoba, która zostanie przewieziona do izolatki w ten sposób zarazi się naprawdę.

Jak przypomina, Ebola należy do najgroźniejszych obecnie chorób. Nie ma na nią lekarstwa ani szczepionki. Obecne ryzyko śmierci w przypadku zakażenia wynosi 55 proc. Jest to i tak mniej, niż „potencjał” wirusa, którego niektóre szczepy doprowadzają do wynoszącej 90 proc. śmiertelności. Ebolą można zakazić się poprzez płyny ustrojowe, takie jak mocz, krew, stolec czy ślina. Średni czas życia po złapaniu wirusa to dziesięć dni. Ponieważ zakażenie wirusem przy kontakcie z innym chorym jest łatwe, lekarze w Afryce stosują wyjątkowe środki ostrożności. Noszą na przykład gumowe buty do kolan, rękawice, maski, a nawet gogle do ochrony przed powietrzem, wydychanym przez zainfekowanych. Jednak i to zazwyczaj nie wystarcza i wielu afrykańskich lekarzy samych łapie wirusa. Dlatego też obawa Snydera o możliwość złapania wirusa w izolatce nie wydaje się być przesadzona.

Wirus ebola jest problemem głównie w Afryce zachodniej. Kraje zachodu podejmują jednak działania problematyczne.

Źródło: prisonplanet.com

mjend

KOMENTARZ BIBUŁY: Na dzień 31 lipca 2014 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zanotowała 826 przypadków śmiertelnych spośród 1440 osób ogółem zarażonych wirusem Eboli. Oczywiście liczba ofiar śmiertelnych zawsze powinna pobudzać do ich minimalizowania, lecz niestety wszelkie epidemie mogą dzisiaj służyć totalitarnym państwom, posługującym się zaawansowaną inżynierią społeczną i wszechwładnymi środkami masowej telekomunikacji, do realizowania swoich ukrytych a brudnych celów. Takim przypadkiem może być użycie „epidemii Eboli” – która przecież nie występuje nigdzie poza częścią Afryki – do tworzenia paniki w świecie zachodnim, a pod pozorem organizowania „środków zaradczych” zmuszania ludzi do takich czy innych zachowań.

A najśmieszniejsze jest to, że w modernistycznych kościołach katolickich już wczoraj w intecjach mszalnych „modlono się za ofiary Eboli”. A przecież dużo więcej ludzi umiera corocznie od infekcji zębów czy od uderzenia piorunem (około 25 tysięcy rocznie na świecie), lecz nie słychać modlitw za leczonych kanałowo pacjentów. Cóż zrobić, medialna panika skuteczniej działa na umysły kościelnych biurokratów niż zdroworozsądkowe spojrzenie na rzeczywistość.

Dopisujemy fragment rzeczowej analizy dr. Jaśkowskiego:

 

Sezon ogórkowy z wirusem Ebola

[…] Obecnie na czoło w gazetach dla mniej wartościowego ludka, nie tylko nad Wisłą, wysuwa się sprawa wirusa Ebola.

Co to jest i z czym to się je.

Otóż, po raz pierwszy „odkryto” wirusa Ebola w 1976 roku w Afryce. Jak zapewne Państwo pamiętacie, jest to szczególna data w epidemiologii i w chorobach zakaźnych. W tym właśnie roku „odkryto” w Forcie Detrick w stanie Maryland w USA wirusa grypy A1H1, zwanej od 2009 roku świńska grypą. Takie przypadkowe odkrycie dwóch „groźnych” chorób w jednym roku i to w dodatku jedno z odkryć miało miejsce w Afryce, czyli w krajach niespecjalnie zwracających uwagę na higienę, czy naukę, każe spojrzeć szerzej na sprawę. Ale w tym kraju również znajduje się „instytut” US Army do broni biologicznej.

Jak wiadomo, internet jest dobrym źródłem wiedzy, ale bieżącej. O tym, co było wcześniej, dużo więcej można się dowiedzieć z podręczników, wydanych sprzed erą big farmu, czyli w Polsce przed ok. 1995- 2000 rokiem. Przypomnę, że koło roku 1995 straciliśmy polskie piśmiennictwo medyczne, na rzecz przemysłu farmaceutycznego. I jak możecie to sami sprawdzić, Szanowni Czytelnicy, odbyło się to bez specjalnych protestów tzw. środowisk naukowych, czy raczej naukawych. Źadna uczelnia nie podniosła larum. A z gabinetów lekarskich zniknęły biuletyny naukowe.

Otóż w podręczniku prof. Zdzisława Dziubka [PZWL 1996 rok], na ponad 200 stronach skondensowanej akademickiej wiedzy studenckiej o chorobach zakaźnych, wirus Ebola zajmuje niecałe pół stroniczki. Bardziej jako ciekawostka. Autor podaje, że w okresie tych 20 lat zachorowało z tego powodu, ok. 300 – 400 osób. Liczby te obejmują kraje: Liberia, Sierra Leone, Gwinea. Kraje te mają stopień higieny życia codziennego uznawany za poniżej niedostatecznego. Powszechny brak dostępu do czystej wody i brak kanalizacji. Jedna placówka medyczna oddalona od drugiej o kilkadziesiąt, kilkaset kilometrów. Powszechny brak dróg utwardzanych. O czy tu jeszcze mówić?

I w tych bardzo biednych krajach, u każdego, który zachoruje na katarek, czy kaszelek, typowe objawy zakażenia wirusem,  natychmiast robi się badania w kierunku wirusa Ebola. Takie badanie kosztuje kilkaset złotych. Można to porównać do badania wirusa grypy w Polsce podczas każdego przeziębienia, o co tak zabiegała p.mgr prof.Lidia Brydak z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego, podnosząc stawkę za badanie o ponad 50 %.

I musisz uwierzyć, że robi się to oczywiście dla Twojego dobra, za Twoje pieniądze, ponieważ Ty ich nie umiesz wydawać.

„My to robimy lepiej”. Tak można kombinować w Polsce w związku z przymusem ubezpieczeń. Ale w biednej Afryce ubezpieczeń nie ma. Kto więc niby ma płacić?

Leczenie choroby wywołanej przez wirusa Ebola sprowadza się do izolacji chorego i uzupełnienia płynów, plus leczenia objawowego. Objawy tego groźnego wirusa to: katar, kaszel, bóle mięśni, stawów. Czyli typowe objawy grypy !

 Koniec. Kropka. Ale w takim przypadku dlaczego wydaje się setki dolarów na badanie w kierunki Ebola?

No to może w innych podręcznikach można znaleźć coś więcej?

Olbrzymie vademecum Medycyny Klinicznej, na 1300 stron trójszpaltowego tekstu, informację o wirusie Ebola skondensowało na 5 cm tekstu.!!!

Książka została wydana w 2006 roku przez wydawnictwo Urban &Partner, czyli Elsevier, znanego monopolistę na rynku „naukowym”.

Jako ciekawostkę mogę zacytować, że do 2006 roku w całej Afryce, czyli na ok.   1 100 000 000 mieszkańców, w okresie 30 lat zachorowało 600 osób!

Ja rozumiem, że sprzedaż gazet jest istotna. Ale żeby zaraz robić epidemię ze zgonu  20 osób rocznie na przeszło miliard mieszkańców? Chyba komuś się coś pokręciło. W Kongo najemnicy wymordowali 50 000 w okresie kilku miesięcy i cisza. Słynna rzeź w 1995 roku, dokonana dzięki pomocy żołnierzy belgijskich, także została szybko wyciszona. Zamordowano wtedy maczetami, czyli długimi nożami, których milion zakupiono w Chinach pół roku wcześniej, ponad milion ludzi, w tym w kościołach i pod okiem błękitnych hełmów ONZ.

W Sudanie, w trosce o prawidłowe przeprowadzenie rurociągów, wymordowano ponad 2 000 000 ludzi i  polskojęzyczna prasa nie robiła problemu. A tutaj 20 osób rocznie i prawie codziennie mamy straszenie?

No to może należy poszukać głębiej?

Jak już podałem, „epidemia” gazetowa jest powszechna. New York Times także straszy ludek miejscowy. Tak naprawdę, Ebola zabił ok. 600 ludzi w czterech krajach afrykańskich. Czy to coś komuś mówi? Mnie niewiele, 

Szukamy dalej. Okazuje się, że chorowali i umierali  tylko ludzie leczeni w szpitalach. Mało tego, tylko w tych szpitalach, w których był biały personel, na przykład z organizacji tzw. filantropijnej, takiej jak „Lekarze bez granic” – MSF.

Czarny Ludek jest tak pewien swego i zdeterminowany, że maczetami zagrodził drogę tej organizacji, ponieważ chorowali tylko pacjenci w szpitalach, gdzie oni byli!

Oczywiście „nasi” politrucy wyśmiewali się ze spanikowanej i zabobonnej tubylczej populacji. 

Prawda natomiast jest taka, jak do tej pory się podaje, że głównym źródłem zakażenia jest przenoszenie wirusa przez krew, zranienia itd. Inne drogi przenoszenia są nieznane.

Miejscowa, mniej wartościowa ludność z procami i maczetami blokuje drogi , krzycząc, że nie chcą obcych. Oczywiście, starsi i mądrzejsi zrzucają to na zabobony tubylcze.

W takiej sytuacji powinniśmy przynajmniej przybliżyć tą organizacje, która jest wymieniana w rozpowszechnianiu tego wirusa. Organizacja ta został założona przez p. Bernarda Kouchnera, wymienianego przez „Jeruzalem Post” w roku 2010,  jako 15 najbardziej wpływową osobę  żydowską na świecie. Wiedzieliście o tym Państwo?

Kto to jest Bernard Kouchner?

Pan B.Kochner ma bardzo ciekawy życiorys, który mógłby być podstawą kilku filmów. Najpierw był członkiem Komunistycznej Partii Francji, potem Partii Socjalistycznej, a następnie centroprawicy Sarkozego.

W 1988 roku został czymś w rodzaju ministra do spraw pomocy humanitarnej. W 1992 roku, u boku Mitteranda, awansował do funkcji ministra zdrowia. W 1997 roku został ministrem zdrowia po raz drugi. W 2007 roku, za Sarkozego, został ministrem spraw zagranicznych.

Jest uznawany za twórcę organizacji o nazwie „Lekarze bez granic” -MSF, w 1971 roku. Organizacja jest zarządzana przez Międzynarodową Radę, która kieruje instytucją ze Szwajcarii. Zaznaczam, że tworzy to człowiek będący w owym czasie członkiem partii komunistycznej i panuje zimna wojna w Europie!

Już w 1999 organizacja ta uzyskuje statut komitetu doradczego ONZ, nomen omen Komisji Gospodarczej ONZ. Widać, jak daleko jest od organizacji ONZ-towskich, przeznaczonych do niesienia pomocy humanitarnej, lub zdrowotnej, do takich jak WHO, czy Unicef.

Jak przystało na komitet doradczy Komisji Gospodarczej, p. Bernard Kouchner walczył o:

1. powszechny dostęp do prezerwatyw, oczywiście pod pretekstem walki z AIDS. Problem w tym, że prezerwatywy wcale nie zapobiegają zakażeniom płciowym [no, może rzeżączce].

2. powszechny dostęp do leków, szczególnie w krajach tzw. Trzeciego świata.

Czyli, jak przystało na komisję gospodarczą, do wzrostu obrotów przemysłu farmaceutycznego. 

Ma pewne osiągnięcia, na przykład szczepionki po epidemii grypy, której nie było w 2009 roku, i zalegały magazyny, sprzedano do Afryki, w której także grypy nie ma. Ale ONZ zapłaciło producentom szczepionek. Jako wybitną zasługę podano, że firmy zgodziły się obniżyć cenę szczepionek do nieco ponad 2 dolary, a wcześniej kosztowały 15 – 20 $. Przypomnę, że koszt produkcji to kilka centów. A więc zamiast wyrzucić i utylizować nikomu do niczego nie potrzebne produkty zwane szczepionkami, co kosztuje znaczne kwoty, zarobiono 70 razy więcej, niż wynosi cena produkcji. Innymi słowy, wyjątkowo świetny interes, pod płaszczykiem dobroczynności.

Poza tym, jedną z głównych czynności tej organizacji jest właśnie sprawa szczepienia dzieci. Jak udowodniono, w szczepionce  Di-Per-Te, czyli popularnej przeciwko tężcowi, znajdują się przeciwciała przeciwko HCG, powodujące u dziewcząt „samoistne” poronienia. Głównymi sponsorami są panowie M.Strong i Soros. Tak, ten znany z finansowania ruchów demokratycznych w krajach postkomunistycznych, o czym już pisałem.

MSF działało również efektywnie na Haiti, w czasie, kiedy wybuchła tam przywieziona przez WHO epidemia cholery. Dziwny zbieg okoliczności.

MSF działa również w Syrii, kiedy to rzekomo władze syryjskie użyły gazów, a jak udowodniono, zrobili to najemnicy, grasujący w Syrii w postaci licznych band, opłacanych przez obce wywiady.

Oprócz działalności stricte gospodarczej, jest jeszcze drugie dno. Organizacja ta współpracuje ściśle ze służbami specjalnymi, takimi jak CIA, Mossad etc. Kontakt pana Sorosa z wywiadem datuje się od czasów jego wyjazdu z Węgier, gdzie jego ojciec handlował mieniem rabowanym żydom.

O tym, że współpraca ze służbami specjalnymi układa się dobrze i MSF jest w wielu przypadkach tylko przykrywką dla służb, świadczą dwie sprawy. Wyprodukowano już kilka filmów fabularnych, pokazujących taką współpracę m.in. w Kambodży, czy Afryce.

Po drugie, za wybitne zasługi organizacja ta została uhonorowana Pokojową Nagrodą Nobla w 1996 roku. Podobnie uhonorowany został znany premier Izraela, czy inne wybitne osobistości życia … codziennego.

Dr J. Jaśkowski

Całość: Strona prof. Mirosława Dakowskiego

 

Za: Polonia Christiana - pch24.pl (2014-08-04) | http://www.pch24.pl/rzad-usa-narazi-ludzi-na-kontakt-z-wirusem-ebola-,24587,i.html

Skip to content