„4-0-0 meters”

Być może taki tytuł winno nosić moje poniższe (powiedzmy, że syntetyczne) książkowe opracowanie, wyrasta ono jednak z dwuczęściowego cyklu Uchod experiment, w którym najpierw zastanawiałem się, przeglądając prace znawców, jak to się mogło stać, że (oficjalnie) „prezydencki tupolew” nie odszedł, mimo że piloci ogłaszają Odchodzimy – potem się zastanawiałem, w jaki sposób „eksperymentalnie” tego nieodejścia „dowodzono”. Później zaś, pokazawszy, z jaką lipą mamy tu do czynienia, zacząłem się wszystkiemu przyglądać z zupełnie innej perspektywy. Trzymając się kwestii odejścia znad XUBS, rozmyślałem, w jaki sposób zafałszowano by całą narrację – jak zakodowano by „historię smoleńską”, by była z pozoru „nie do ruszenia”? Dla każdego bowiem, kto choć trochę interesuje się „dokumentacją smoleńską”, pozostaje oczywiste, że „zapisy” (i te z kabiny pilotów, i te z lotniska) są sfałszowane – pytanie tylko: w jaki sposób? Jaka jest podstawowa metoda tego zafałszowania – i czemu ona służy? Co jest ukrywane – i za pomocą czego?

Takie odkrycia przychodzą czasami po latach analiz, a czasem nieco okazjonalnie, by nie rzec, przypadkowo. Proszę zauważyć, wspomniałem: kabinę pilotów i lotnisko – czemu jednak pominąłem „kontrolę mińską” i „moskiewską”? Czy i w odniesieniu do tychże instytucji nie należy zastosować jakiejś zasady „podejrzliwości”? Zwłaszcza wobec „Mińska”. Legenda głosi, że PLF 101, a z nim załoga oraz Delegaci (oficjalnie tylko na tym jednym pokładzie – stłoczeni w blisko 100 osób, w specjalnie przekonfigurowanym[1] ponoć samolocie – czemu nie na 132 miejsca? Albo 150?), niesamowicie się spieszą. Wylecieli z Warszawy z godzinnym opóźnieniem w stosunku do zgłoszonej (w clarisie) Ruskom wpół do siódmej (jako godz. wylotu), chcą jak najszybciej zdążyć na uroczystości, które przecież ani o minutę, a co dopiero godzinę czy dwie, przesunąć się nie mogą, bo tam czekają niecierpliwe ekipy telewizyjne (akurat w Katyniu, a nie w Smoleńsku na lotnisku) – a poza tym gna delegację i samolot russkij gen. Tuman. To gen. Mgła, który w siedmiomilowych butach kroczy na docelowy aerodrom. I załoga się z nim ściga, „kto pierwszy”, no ale prześcignąć go nie może, bo Tuman na XUBS przychodzi w swych żołnierskich buciorach… godzinę wcześniej, już podczas przylotu „dziennikarskiego jaka-40”, co ląduje w tak gęstej mgle, iż można się dziwić, że dziennikarze są w stanie znaleźć autokar na lotnisku. Jeszcze gorzej (choć wydawać by się mogło, że gorzej być nie może) ma „Frołow”, który wyczynia na lotnisku cuda, by wylądować, lecz nie daje rady i przytomnie znika. Potem zaś jest najgorzej – co zresztą barwnie ujmuje jeden z rus. dziennikarzy pokazany w filmie National Geographic, twierdzący, iż mgła staje się tak gęsta, że własnej dłoni człowiek nie widzi (rieportier nie podaje jednak, ile pił). Dalszego ciągu przypominać nie muszę, bo w tych spiętrzających się trudnościach, gdy „kontrolerzy” starają się uczynić wszystko, by nie doszło do katastrofy, „niezdyscyplinowana załoga” PLF 101 chce przyziemić za wszelką cenę, szukając wzrokiem ziemi.

Wszystko to wiemy aż za dobrze, do tego stopnia „wklepano nam na pamięć”, powtarzając setki razy. Wbita do głowy legenda pozostaje „nienaruszalna”, tak że „linia narracyjna” tego, co ma się dziać w kokpicie PLF 101, także nam się „układa” w głowie raz a dobrze. I dlatego tak ciężko postawić proste pytanie: a jeśli nie było żadnego opóźnienia, pośpiechu, gnania na przepadłe? Jeśli to jest jedno z podstawowych smoleńskich kłamstw? Jeśli PLF 101 wyleciał z EPWA z dużym zapasem czasu – zgodnie z tym, co zrazu opowiadano w mediach (nawet polscy świadkowie mieli to potwierdzać), tj. że samolot 10 Kwietnia krążył nad lotniskiem XUBS, jakby załoga coś przeczekiwała? Gdyby zaś przeczekiwała, to by się nie spieszyła, prawda? No ale takie myślenie po dobrych 4 latach „analizowania końcóweczki”, w której co do setnej sekundy jest wyliczone, kiedy co kto zrobił, kiedy co kto rzekł, kiedy co „wysiadło”, kiedy co gdzie odpadło i upadło – i gdzie dokładnie, wg takiego czy innego urządzenia (GPS, TAWS, FMS etc.) to wszystko się stało – to policzek w twarz biurokracji smoleńskiej :). Tak, biurokracji, bo powyrastały całe Urzędy od „zajmowania się katastrofą smoleńską”, których „kierownicy” lub „naczelnicy” pilnują, by NIC się w oficjalnej narracji nie zmieniło, byśmy przez następne lata tkwili myślami na wysypisku śmieci przy murze Siewiernego, gdzie „wszystko miało się wydarzyć”. Tam, nigdzie indziej. Potwierdza to wydarzenie przecież wielu smoleńskich leśnych dziadków, są też tacy z nich, co z Warszawy przyjechali, jak pewien montażysta katastrof – no i potwierdza to „nauka smoleńska”, tj. wiedza ekspercka, która ma przyćmić swą potęgą każdego, co ośmiela się stawiać najgłupsze pytania.

Na przykład takie o: 4-0-0 meters. Czemu ta fraza brzmi tak samo w ustach „kontrolera” Plusnina, zwracającego się ponoć do mjr. Protasiuka, jak i w ustach „mińskiego kontrolera”, co ma niby informować polską załogę już o 6:14 UTC o fatalnej pogodzie na docelowym lotnisku? Zbieg okoliczności? Taki sam jak ten, że w załganym do szpiku kości ruskim filmie Syndrom katyński (w którym mowa jest m.in. o tym, że polski Prezydent nawet po śmierci nie udał się do Moskwy) zaprezentowany jest właśnie „miński kontroler” – tak, ten rzekomo od 4-0-0 meters, fog – ale już nie żaden ze smoleńskiej mundurowej obsługi Siewiernego. W Syndromie nie staje przed kamerą Plusnin, Ryżenko, Krasnokucki, Murawiow, Łubancow, Judin, Radgowski i diabli wiedzą jeszcze kto „zajmujący się” 10 Kwietnia „Polakami”. Tak, czyli pokazując łże-świadków, wzmacniają swą legendę Ruscy, gdy wiedzą, że ich kłamstwo może w jakimś miejscu „skruszeć” i może się przez szczelinę przebić jasna smuga, światełko prawdy. Ruscy więc za pomocą „mińskiego kontrolera” potwierdzają, co ma mówić „miński kontroler” (6:14 UTC). To jednak nie koniec. Jeszcze raz Moskwa wzmacnia ten przekaz za pomocą przesłania polskiej prokuraturze „zapisu rozmowy telefonicznej” (ponoć z „mińskim kontrolerem”) na chwilę przed ową 6:14 UTC („stenogram” włączono do CVR-3, czyli wersji IES-u/NPW), albowiem pech chce (przysłowie mówi, że kłamstwo ma krótkie nogi – deza nieco dłuższe, dodałbym), iż „miński kontroler” ma podawać Polakom informację z 6:11 UTC, tak więc pozostaje przedział raptem 3 minut na przesył alarmującej wieści z XUBS (via Moskwa?) do „Mińska”. Wprawdzie w „zapisach z XUBS” śladu po tym telefonicznym przesyle nie ma, ale kto by się tym jeszcze martwił?

A zmartwienie może być spore. Jeśli bowiem 10 Kwietnia faktycznie nie ma żadnego „mińskiego zawiadomienia” o TWA w Smoleńsku? Co wtedy? Po pierwsze, wtedy piloci PLF 101 słyszą 4-0-0 meters dopiero po przylocie do strefy lotniska XUBS. Po drugie, wtedy komunikat „mińskiej kontroli” to fałszywka dograna ex post na potrzeby oficjalnej narracji – dograna jako „element zapisu CVR”, by było jasne. Ale i to nie koniec, gdyż po trzecie i najważniejsze, wtedy rozmowy polskich pilotów dotyczące 4-0-0 meters muszą się rozgrywać już podczas pobytu PLF 101 w okolicach Siewiernego. Wyłom w murze kłamstwa daje taki zdumiewający, a zarazem „orzeźwiający” efekt. „Zapisy CVR” skonstruowane są przede wszystkim na zasadzie wymieszania rozmów odbywających się w różnych momentach czasu. Przywrócenie pierwotnej chronologii tychże „zapisów” to jedno z badawczych zadań, jakie postawiłem sobie w Suplemencie do Uchod experimentu. Zapraszam do wakacyjnej lektury, sam udając się na parodniowy odpoczynek :). Jeśli zaś analizy zawarte w poniższej książce są słuszne, to otwiera się zupełnie nowe pole do interpretacji „rozmów z kokpitu” PLF 101, pozwalające ułożyć je (ewentualnie hipotetycznie pouzupełniać) tak, jak mogły 10 Kwietnia wyglądać. Jest to zadanie niełatwe, ale i nie niewykonalne.        

https://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-uchod-experiment-suplement.pdf

(plik ok. 40 MB, więc się długo otwiera).

Trzy próbki „rekonstrukcji” z moimi uzupełnieniami:

„Mińsk”: Polish Air Force one-zero-one, contact Minsk one-one-eight decimal niner-seven-five.

N: One-one-eight, niner-seven-five, Polish Air Force, one-zero-one, thank you. Good day.

„Mińsk”: Bye.

2P: „Do swidanija” się mówi.

N: Właśnie nie wiem, czy to jest „do swidanija”, czy…

2P: A jak?

N: Ja nie zgodziłbym się. Jak po białorusku będzie „dobry dzień”?

2P: „Dobre rańco”.

N: Nie wiem, czy „dobre rańco”.

2P: Powiedz tak, zobaczymy, co będzie, czy załapie.

(śmiech)

2P: „Dobroje ranieco”!

N: Minsk-Control, Polish Air Force one-zero-one. Dobroje ranieco. Flight level three-three-zero. Over Minsk.

„Mińsk”: Polish Air Force one-zero-one, Minsk-Control, dobryj… Dobryj dien’. Radio contact.

2P: He! He! Mówiłem? (ze śmiechem)

1P: Zaraz się spyta, o której będziemy na kręgu w Smoleńsku.

„Mińsk”: What time are you going to reach circuit altitude over Smolensk, Polish Air Force one-zero-one?

1P: Powiedz mu: twenty-one past five UTC.

N: Polish Air Force, one-zero-one, twenty-one past five UTC.

„Mińsk”: Polish Air Force one-zero-one, what flight level are you going to reach to ASKIL?

1P: Three thousand niner hundred. Teraz mu powiedz.

N: Three thousand niner hundred, Polish Air Force one-zero-one.

„Mińsk”: OK. E, report when ready for descent.

2.

„Smoleńsk”:  Priekratitie sniżenije[2], Papa Lima Fox 1-0-1.

N (do załogi): On mówi…

„Smoleńsk”:   Priekratitie sniżenije, Papa Lima Fox 1-0-1.

N: On mówi „priekratitie sniżenije” – to „przerwać zniżanie”?

„Smoleńsk”: Polish Foxtrot stop descend. Na Korsażie tuman, widimost’ czietyrjesta 4-0-0 meters fog. Nużno wam litetiet’ na zapasnoj aerodrom.

Stewardessa: Pokład mam przygotowany.

1P: Basiu! Jest nieciekawie. Wyszła mgła i nie wiadomo, czy wylądujemy.

Stewardessa: Tak?

1P: Yhy.

Stewardessa: Trudno. Nie zdążą.

1P: Wiem.

Stewardessa: Zawołam p. dyr. Kazanę.

DPD (po chwili): Co się dzieje, panie kapitanie, coś idzie nie tak? Będzie jakieś opóźnienie z lądowaniem?

1P: Panie dyrektorze, wyszła mgła, w tej chwili, przy tych warunkach, które są obecnie, nie damy rady usiąść. Spróbujemy podejść, zrobimy jedno zajście, ale prawdopodobnie nic z tego nie będzie. Tak że proszę już pomyśleć nad decyzją, co będziemy robili.

DPD: Będziemy próbowali przeczekać nad lotniskiem?

1P: Paliwa nam tak dużo nie wystarczy, żeby czekać w nieskończoność.

DPD: No to mamy problem.

1P: Możemy i pół godziny powisieć, i odchodzimy na zapasowe.

DPD: A gdzie jest zapasowe?

1P: Mińsk albo Witebsk.

DPD: Mińsk albo Witebsk. Coś jest więcej?

1P: Rosjanie proponują jeszcze Moskwę – Wnukowo.

DPD: W takim razie przekażę panu Prezydentowi. (wychodzi)

2P: To coś kicha z tego będzie.

1P: Ile mamy paliwa?

T: Mamy około trzynaście, dwanaście i pół tony.

Free Your Mind

P.S.

http://freeyourmind.salon24.pl/583527,kotwica-smolenska

http://freeyourmind.salon24.pl/585044,zlamac-kod-smolenski-2

http://freeyourmind.salon24.pl/587231,w-punkcie-uslugowym-zegarmistrza-smolenskiego

 

[1] Taka „konfiguracja last minute”, można by rzec, gdyż wykonana 6 kwietnia 2010 „na gębę”. Trudno bowiem jakiś świstek pokazany w Załączniku 4 do „raportu Millera” uznać za dokumentację rozbudowania „3 salonki”.

[2] Fraza zaczerpnięta z tego wywiadu: http://naszdziennik.pl/polska-kraj/74112,plf-101-czy-widzisz-ziemie-komenda-ktorej-zabraklo.html

Za: Free Your Mind (2-Lip-2014) | http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2014/07/4-0-0-meters.html

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content