Gra wywiadów – zagubiony Boeing 777, zamach w Lockerbie i Nowa Zelandia

Aktualizacja: 2014-04-15 10:50 am

Od miesiąca światowe media relacjonują poszukiwania malezyjskiego Boeinga 777, który zaginął 8 marca. Do dziś nie wiadomo, co właściwie stało się z samolotem linii Malaysia Airlines z 239 osobami na pokładzie

Mimo, że nie jestem ekspertem lotniczym, to jednak z łatwością wyłapałem pewne nieścisłości w informacjach na temat owego samolotu, które od jakiegoś czasu pojawiają się w światowych mediach. Widoczne są tu także wyraźnie działania różnych wywiadów, które stosują celową dezinformację opinii publicznej, aby realizować postawione przed sobą cele. Z tego też powodu, wątpię, abyśmy kiedykolwiek dowiedzieli się, co właściwie wydarzyło się na pokładzie zaginionego Boeinga. Nie oznacza to jednak wcale, że nie powinniśmy zestawiać ze sobą faktów i snuć na ich podstawie pewnych teorii, które, tak, jak w przypadku Lockerbie mogą nas choć odrobinę przybliżyć  do poznania prawdy.

Według światowych mediów, po celowym wyłączeniu transpondera w Boeingu 777, radary przestały wykrywać ów samolot. Już na pierwszy rzut oka owe tłumaczenie, powtarzane, jak mantra przez mainstreamowe media wydaje się niewiarygodne. Radary działają bowiem i wykrywają obiekty w przestrzeni powietrznej niezależnie od tego, czy dany samolot posiada transponder, czy też go nie posiada. Gdyby bowiem tylko od posiadania transpondera albo wyłączenia go zależało wykrycie samolotu przez radar, to najnowocześniejsze amerykańskie samoloty niewykrywalne przez radary, nie byłyby obiektem pożądania sił powietrznych z całego świata. Wystarczyłoby bowiem wymontować, bądź wyłączyć transponder, aby samolot był niewidzialny dla radarów. Należy zaś pamiętać, że to m.in. technologia Stealth pozwala najnowocześniejszym amerykańskim samolotom na bycie niewidzialnym dla radarów.

Działanie radarów polega na wysyłaniu fal elektromagnetycznych, które odbijając się od obiektów znajdujących się w atmosferze, wskazują na ekranie radarów, co znajduje się w owej przestrzeni. Wojskowe, ale także cywilne radary są więc w stanie bez żadnego problemu wykryć obiekty na niebie, nawet jeśli nie posiadają one transponderów. Oczywiście powinno się tu pamiętać o zasięgu owych radarów i oczywiście ich jakości, ale w rejonie, w którym leciał Boeing są one dość dobrej jakości, zwłaszcza te wojskowe. Można jednak je ominąć latając odpowiednio nisko, choć tak wielki samolot, jak Boeing 777 miałby duże trudności w uniknięciu wykrycia przez radary. Niski lot samolotu Boeing 777 mają jednak potwierdzać mieszkańcy jednej z wysp. Jak już jednak zostało zaznaczone, nawet niski lot nie gwarantuje uniknięcia wykrycia przed radarami, zwłaszcza, gdy jest to duży samolot. Dlatego też, nie dziwi informacja, iż ów samolot pojawił się już po wyłączeniu transpondera na ekranach radarów tajlandzkiej armii. Zastanawiające jest jednak to, że tajlandzka armia w żaden sposób nie zareagowała na pojawienie się na swoich radarach niezapowiedzianego lotu, niezidentyfikowanego samolotu.  Zwlekała także z powiadomieniem o tym fakcie malezyjski rząd, mimo, że już od dłuższego czasu szukano owego samolotu. Dodatkowo, silnik Boeinga 777 miał wysyłać informacje do producenta sygnalizujące, iż leciał jeszcze przez parę godzin po zaginięciu. Malezyjski rząd zdementował jednak te informacje. Obecnie twierdzi się zaś, że istotnie leciał jeszcze przez parę godzin na Południe w kierunku Australii. Dodatkowo przedstawiciel malezyjskiej sieci komórkowej podał, że zanim maszyna zniknęła z radarów drugi pilot Fariq Abdul Hamid miał odbywać rozmowę, która została nagle przerwana. Prowadzące śledztwo malezyjskie służby bezpieczeństwa, zaprzeczyły jednak tym doniesieniom, twierdząc, że z kokpitu samolotu lecącego z Kuala Lumpur nikt nie wykonywał telefonu. Zachowanie malezyjskiego rządu w tej sprawie można nazwać, co najmniej dziwnym.

Zaginiony samolot można było jednak wykryć także w inny sposób, mianowicie namierzając telefony pasażerów. Pojawiają się bowiem doniesienia od rodzin pasażerów, że gdy telefonowali do swoich bliskich, słychać było sygnał połączenia z komórkami pasażerów, będących na pokładzie samolotu. Znając życie, wielu pasażerów nie wyłączyło swoich telefonów podczas lotu. Nawet więc, jeśli późniejszy sygnał słyszany przez rodziny pasażerów był automatyczny i nie odzwierciedlał włączonych komórek, to za pomocą sygnałów wysłanych przez przekaźniki i odbieranych przez komórki w stanie spoczynku można było ustalić, w którym momencie i w jakiej lokalizacji komórki te przestały wysyłać i odbierać ów sygnał. Można mniemać jednak, że sygnał samolotu i urządzeń znajdujących się na jego pokładzie został przez coś zakłócony.

Jeżeli nie można w ogóle wykryć sygnału, to oznacza to, że sygnał wysyłany przez samolot i urządzenia znajdujące się na jego pokładzie został przez coś zakłócony. Technologię, która umożliwia zakłócenie działania radarów i telefonów komórkowych posiadają zaś Amerykanie (jeden z wojskowych samolotów AWACS w marcu latał nad Polską, w związku z sytuacją na Krymie), Francja, Rosja, Arabia Saudyjska, Wielka Brytania, Japonia i najprawdopodobniej Chiny. Idąc tym tropem pojawia się pytanie, po co właściwie państwo dysponujące tak wysoką technologią miałoby porywać lub niszczyć malezyjski samolot. Na pewną wskazówką może być ładunek, jaki przewoził Boeing 777. Na jego pokładzie miała się bowiem znajdować ogromna ilość złota. Inną wskazówką może być to, iż owym samolotem podróżowało 20 pracowników teksańskiej firmy Freescale Semiconductors, odpowiedzialnej za konstruowanie samochodu zasilanego wyłącznie za pomocą elektryczności oraz tworzącej infrastrukturę bezprzewodową, a także technologię umożliwiającą bycie niewykrywalnym przez radary. Należy dodać, że malezyjskie media podawały, że pilot zaginionego Boeinga kapitan Zaharie Shah ćwiczył w domu na symulatorze lądowanie m.in. na lądowisku amerykańskiej bazy wojskowej w Diego Garcia. Ćwiczenia lądowań w amerykańskiej bazie nie zostały jednak przez pilota wykasowane. w przeciwieństwie do wielu innych, wcześniejszych lotów i lądowań ćwiczonych przez kapitana Shaha na symulatorze.

Chińskie zdjęcia satelitarne, które „przez przypadek” na początku poszukiwań wyciekły do mediów, były bardzo nieprecyzyjne. Przedstawiały bowiem obiekt sporych rozmiarów unoszący się na wodzie, który nie mógł być samolotem. W dobie techniki pozwalającej dojrzeć z kosmosu to, co mamy na talerzu, dostarczanie takich zdjęć mediom może budzić, co najmniej zdziwienie i rodzić pytanie, czy nie jest to czasem medialny zapełniacz, który pozwala odwrócić uwagę mediów i zyskać na czasie. Podobnych „przecieków” medialnych i sprzeczności było jednak znacznie więcej. Oczywiście zaangażowanie 21 chińskich satelitów w poszukiwania samolotu nie powinno dziwić, gdyż dwie trzecie pasażerów Boeinga 777, liczącego 227 pasażerów i 12 członków załogi było Chińczykami. Samolot zmierzał zaś do Pekinu. Dodatkowo była to szansa dla Chińczyków, aby pokazać wszem i wobec, że to oni są gospodarzami tego rejonu świata i sami są w stanie wyjaśnić tę sprawę, bez udziału Amerykanów, zwiększając jednocześnie swój prestiż. Przekazane jednak stronie malezyjskiej zdjęcia  satelitarne wykonane przez Chińczyków mogą zmuszać do przemyśleń na temat celowości chińskiej „pomocy”. Oczywiście chińska flota miała wykryć sygnał wysyłany przez czarne skrzynki, ale nie wiadomo, czy to rzeczywiście sygnał z czarnych skrzynek. Dodatkowo pojawia się teoria mówiąca, że za uprowadzeniem samolotu mogli stać Chińczycy, chcący pozyskać wiedzę pracowników teksańskiej firmy, będących pasażerami zaginionego samolotu. Tak zaś, jak sprawca przestępstwa często powraca na miejsce swojej zbrodni, a piroman pomaga strażakom gasić ogień, tak też państwo najbardziej zaangażowane w poszukiwania samolotu może stać za jego zniknięciem. Takie jednak oskarżenia pod adresem Państwa Środka, które w wyniku zaginięcia samolotu straciło swoich obywateli, nie mogą jednak bazować tylko na daleko idących przepuszczeniach, ale powinny być poparte mocnymi dowodami, czy chociażby istotnymi poszlakami, których, jak dotychczas brak.

Jeżeli samolot zmienił całkowicie kierunek lotu i rozbił się niedaleko Australii, to nie można nazwać tego działania wypadkiem. Dodatkowo, należy stwierdzić, że w obszarze wskazanym, jako możliwe miejsce katastrofy Ocean Indyjski jest bardzo głęboki, przez co dotarcie do czarnych skrzynek i wydobycie ich, będzie bardzo trudne, jak nie niemożliwe. Możemy się więc nigdy nie dowiedzieć, co tak naprawdę wydarzyło się na pokładzie samolotu linii Malaysia Airlines. Jeżeli więc rzeczywiście niedaleko Australii doszło do zderzenia z taflą wody, to należy się zastanowić, czy ktoś nie zrobił tego specjalnie, aby zatrzeć ślady. Nie wiemy i być może nigdy się już nie dowiemy, czy ktośwcześniej wyciągnął z samolotu ludzi, bądź ładunek, znajdujący się na jego pokładzie. Nie wiemy czysamolot został porwany przez terrorystów i być może zestrzelony przez australijskie wojsko, gdy zmierzał w kierunku Australii i dlatego chcąc to ukryć spowolniano akcję ratowniczą oraz odwracano uwagę od prawdziwej jego lokalizacji za pomocą sprzecznych i nieprawdziwych informacji, a także wysyłając sygnał mający imitować sygnał wysyłany przez czarne skrzynki. Nie wiemy także, czy czasem piloci nie popełnili w ten sposób samobójstwa. Nie mamy także pewności, czy samolot w ogóle wpadł do Oceanu Indyjskiego w pobliżu Australii. Jak widać, możliwości jest wiele. Dopóki zaś nie znajdzie się wraku i czarnych skrzynek podobnych pytań i teorii będzie przybywało. Istnieje nawet hipoteza, według której za zniknięciem samolotu stoi UFO. Z pełną powagą kreślił taką ewentualność były szef WSI, gen. Marek Dukaczewski. W tym miejscu warto wskazać jedną ciekawą i zastanawiającą rzecz, a mianowicie to, że dla szkolonego w Moskwie przez GRU gen. Dukaczewskiego możliwe jest porwanie malezyjskiego samolotu przez UFO, ale już wykluczone jest dokonanie w Smoleńsku zamachu.

Trop rosyjski

Na rosyjskich portalach internetowych można znaleźć informację, że oprócz jednego Rosjanina, który przebywał na pokładzie malezyjskiego samolotu Boeing 777, mógł przebywać na nim także drugi Rosjanin, który wcześniej ukradł w Malezji paszport włoskiemu turyście Luigiemu Maraldiemu. Kobieta, która przechowywała paszport Włocha, gdy ten korzystał z wypożyczonego u niej motocykla, wydała bowiem jego paszport człowiekowi podającemu się za przyjaciela Maraldiego. Zdaniem kobiety, rzekomy przyjaciel Włocha był Rosjaninem. Sprawa kradzieży paszportu została zgłoszona malezyjskiej policji. Nie wiadomo, czy doniesienia te są prawdziwe, czy jest to kolejna kaczka dziennikarska. W każdym razie, gdyby tak było rzeczywiście, to można mniemać, że uprowadzenie malezyjskiego samolotu mogło mieć za celu odciągnięcie uwagi światowej opinii publicznej od rosyjskiej aneksji Krymu (Putin jest gotowy na wszystko, o czym mogą świadczyć oskarżenia pod adresem prezydenta Rosji. Powszechnie uważa się bowiem, że w 1999 roku zlecił on FSB, wysadzenie w powietrze bloków mieszkalnych, aby mieć pretekst do zaatakowania Czeczenii). Należy zadać sobie jednak pytanie, jakie tajne służby w tak nieudolny sposób kradłyby paszport, wskazując od razu, że stoi za tym Rosja? Być może za kradzieżą paszportu stał zwyczajny opryszek i nie należy szukać tu śladów działania służb specjalnych. Niezależnie od tego, jak jest naprawdę, zaginięcie owego samolotu skutecznie rozmyło uwagę światowych mediów skupionych dotąd głównie na rosyjskiej agresji na Krym, tak, jak w 2010 roku erupcja wulkanu Eyjafjallajökull  rozmyła uwagę świata skupionego na Smoleńsku. Warto spojrzeć także na inny możliwy skutek, jaki może spowodować zaginięcie owego samolotu. Ponieważ na pokładzie Boeinga 777 znajdowały się osoby posługujące się fałszywymi paszportami, możliwe, że w najbliższej przyszłości zoistanie zaostrzene prawo dotyczące sprawdzania paszportów i zwiększy się międzynarodowa inwigilacja, polegająca na masowym i systemowym zbieraniu do bazy danych, informacji dotyczących osób podróżujących.

Trop irański

Po zniknięciu malezyjskiego samolotu od razu podano, że na jego pokładzie znajdowało się dwóch Irańczyków posługujących się fałszywymi paszportami. Mimo, że informacja o tym, że to Irańczycy stali za zniknięciem Boeinga szybko została zdementowana, to prawie od razu katarska telewizja Al-Dżazira podała, że za zamachami w Lockerbie stoi Iran, Syria i Palestyńczycy. Oskarżenia te, nie są niczym nowym, ale ujrzały światło dzienne i dotarły do opinii publicznej w dość szczególnym momencie. Mianowicie w czasie, gdy światowe mocarstwa negocjują z Teheranem na temat przyszłości irańskiego projektu jądrowego (czemu jednoznacznie sprzeciwiają się m.in. Izrael i Arabia Saudyjska) oraz w momencie, gdy Stany Zjednoczone zmuszają Izrael do rozmów z Palestyńczykami.

Lockerbie

Zamach w”¯Lockerbie, podobnie jak zamachy z”¯11 września 2001”¯r. na WTC, posiada”¯wiele teorii spiskowych. W”¯anglojęzycznej edycji Wikipedii pojawiło się nawet hasło: „Lot Pan Am 103 teorie spiskowe”. Teraz okazuje się jednak, że”¯jedna z”¯tych teorii może być prawdziwa, co nie oznacza, że tak jest w istocie. Podczas poszukiwań Boeinga 777 Malaysia Airlines i”¯spekulacji na”¯temat powodów jego zaginięcia, należąca do Kataru telewizja Al-Dżazira podała, że jest w posiadaniu dokumentów dotyczących zamachu terrorystycznego z”¯1988”¯r. na”¯Boeinga 747, linii Pan American. Mają one sugerować, że”¯zamach w”¯Lockerbie był inspirowany przez Iran, a”¯jego wykonawcami byli”¯wspierani przez Syrię, działający w”¯Niemczech Palestyńczycy z”¯Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny (LFWP).Wówczas w”¯wyniku wybuchu nad szkockim miasteczkiem Lockerbie zginęło 270 osób.

Doniesienia te  potwierdzają wersję byłego oficera irańskiego wywiadu Abolghassema Mesbahiego, odpowiedzialnego za”¯operacje wywiadowcze na”¯terenie Europy. Twierdził on, że”¯za”¯zamachem bombowym na samolot lecący nad”¯Lockerbie stał Iran, a”¯za”¯przeprowadzenie go odpowiedzialny był żyjący do”¯dziś jeden z”¯członków LFWP nazywany „Panem Bombą”, 75-letni Ahmed Dżibril. Za”¯zorganizowanie zamachu miał on otrzymać od”¯Iranu 6,5 mln dol. Mesbahi twierdził, że”¯zamach na”¯amerykański samolot był zemstą za”¯zestrzelenie sześć miesięcy wcześniej, 3 lipca 1988”¯r., przez amerykański krążownik USS „Vincennes” nad wodami Zatoki Perskiej irańskiego samolotu pasażerskiego Airbus A300, lotu Iran Air 655. Zginęło wtedy 290 osób. Zdaniem Mesbahiego zamach został zlecony przez ajatollaha Chomeiniego. Wkrótce po zamachu do agencji Associated Press w Londynie miała zadzwonić osoba, która podała: “To my, strażnicy islamskiej rewolucji, przeprowadziliśmy tę bohaterską egzekucję w odwecie za zniszczenie przez Amerykę irańskiego samolotu przed kilkoma miesiącami. Jesteśmy z tego dumni”. Wtedy zlekceważono jednak ten trop. Być może potraktowano ów telefon, jako czyjeś celowe działanie, mające na celu zrzucenie odpowiedzialności za ów zamach na Irańczyków. Innym wytłumaczeniem nie podjęcia wątku irańskiego była niechęć do zaogniania i tak już napiętej sytuacji na Bliskim Wschodzie.

Po”¯25 latach od”¯zamachu, w”¯grudniu 2013 r., Wielka Brytania, USA i”¯Libia wystosowały wspólny apel w”¯sprawie odnalezienia i”¯ukarania winnych zamachu w Lockerbie. Tymczasem według dokumentów przedstawionych po zaginięciu malezyjskiego samolotu przez Al-Dżazirę, zarówno Wielka Brytania, jak i”¯USA prawie od”¯początku wiedziały, kto stał za”¯zamachem. Nie ujawniały jednak tego, gdyż nie chciały pogarszać swoich stosunków z”¯Syrią, w”¯czasie gdy prowadzona była inwazja na”¯Irak, podczas pierwszej wojny z”¯Saddamem Husajnem. (Przedstawioną obecnie przez Al.-Dżazirę wersję, jeszcze w”¯1992”¯r. sugerował zaś amerykański tygodnik „Time”). Według dokumentu, na”¯który powołuje się teraz Al-Dżazira, po”¯rozmowie telefonicznej między prezydentem USA George’em Bushem a”¯premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher, dochodzenie w sprawie zamachu w Lockerbie zmieniło kurs i”¯skupiło się na”¯Libii i”¯Muammarze Kaddafim. (Jeżeli jest to prawdą, to ukrywanie tego, co zdarzyło się w Smoleńsku może być kontynuacją polityki prowadzonej przez amerykański i brytyjski wywiad. Wtedy nie chciano antagonizować Syrii, gdyż atakowano Irak. W przypadku zaś Smoleńska zachodnie wywiady mogły nie chcieć antagonizować Rosji, gdyż zależało im na współpracy z Moskwą przeciwko Pekinowi. Niewykluczone jest jednak, że jeżeli w Smoleńsku doszło do zamachu, który przeprowadził inny podmiot, niż Rosja, to także jego udział mógłby zostać przemilczany, jeżeli leżałoby to w interesie zachodnich służb). Według oficjalnej wersji Kaddafi, dokonując zamachu, miał się mścić na”¯Amerykanach za”¯bombardowania Trypolisu i”¯Bengazi z”¯1986”¯r., w”¯ wyniku których zginęła jego córka.

Kaddafi i tajemnice zabrane do grobu

W 2003 r. Kaddafi wziął na siebie odpowiedzialność za zamach i zgodził się zapłacić 1,7 mld funtów odszkodowania rodzinom ofiar. Bezpośrednią odpowiedzialnością za zamach obciążono agentów libijskiego wywiadu. Jedyny człowiek, który został kiedykolwiek skazany za dokonanie tego ataku Abdelbaset al-Megrahi, aż do swojej śmierci w 2012 r. utrzymywał jednak, że jest niewinny. Syn Kaddafiego, Saif al-Islam wielokrotnie powtarzał zaś, że przyznanie się do zamachu przez jego ojca było jedynie posunięciem politycznym, adresowanym do George’a W. Busha i Tony’ego Blaira, i miało skłonić Zachód do zniesienia sankcji i zapewnienia Libii kontraktów na wydobycie ropy naftowej. Tajemnicę tego, jak było naprawdę, wraz z informacjami na temat rzekomego przekazania przez siebie 50 mln euro na kampanię wyborczą prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego, przywódca Libii zabrał ze sobą do grobu. Po śmierci Kaddafiego, szkocka prokuratura zwróciła się do Amerykanów i Libijczyków o pomoc w śledztwie w sprawie Lockerbie.

Lockerbie i amerykański trop

Zagadkowa jest także informacja, jakoby na pokład samolotu lotu Pan Am 103 nie weszli były premier RPA Roelof Pik Botha, ambasador Stanów Zjednoczonych na Cyprze John McCarty, i funkcjonariusz DEA. Parę dni przed zamachem, do ambasad USA w Moskwie i Helsinkach miał zaś ktoś telefonować i ostrzegać, aby nie podróżowano tym samolotem w dniu, w którym później doszło do zamachu. Mimo tych ostrzeżeń, w zamachu zginęło pięciu agentów CIA, w tym major Charles McKee, który według jednej z teorii był niewygodnym świadkiem prowadzenia przez amerykańskie służby specjalne handlu narkotykami. Niektórzy członkowie  rodzin ofiar zamachu twierdziły i nadal zresztą twierdzą, że dowody obciążające Libijczyków zostały sfabrykowane przez Amerykanów. O organizację zamachu oskarżano również Mossad. Nie wiadomo, jak było naprawdę.

„Lockerbie” powtórka z „Coventry”?

Coventry jest angielskim miastem, które podczas II wojny światowej w 1940 roku, zostało zniszczone w wyniku niemieckich bombardowań. Brytyjczycy  wiedzieli wcześniej, że dojdzie do nalotów na to miasto, gdyż dzięki polskim matematykom, którzy rozszyfrowali kody niemieckiej maszyny szyfrującej – Enigmy, dysponowali depeszami na temat lokalizacji i terminu bombardowania. Nie chcąc jednak zdekonspirować się i zdradzić, iż rozszyfrowali Enigmę, nie ewakuowali miasta i nie poinformowali  mieszkańców Coventry o grożącym im niebezpieczeństwie. Zginęło wtedy ponad 800 osób.

W przypadku Lockerbie zachodnie służby wywiadowcze także mogły wiedzieć, że dojdzie do zamachu. Specjalnie jednak nie zareagowały, gdyż z jakichś niewiadomych nam powodów mogło to być im na rękę. Jak było jednak naprawdę i kto w istocie stał za Lockerbie, najprawdopodobniej nie dowiemy się nigdy.

Nowa Zelandia i mataczenie w śledztwie

Przykładem matactwa w oficjalnym śledztwie w sprawie wypadku lotniczego jest badanie przyczyn katastrofy nowozelandzkiego samolotu, lotu Air New Zealand 901. W 1979 roku, w wyniku uderzenia owego samolotu w wulkan Erebus, na wyspie Rossa na Antarktydzie, zginęło 237 pasażerów i 20 członków załogi. Prawie od początku śledztwa, jako przyczynę katastrofy podawano błąd pilota, kapitana Collinsa, który miał zejść poniżej dopuszczalnego poziomu lotu. Główny Inspektor ds. Badania Wypadków Lotniczych w Nowej Zelandii, Ron Chippindale w ogłoszonym przez siebie w 1980 r. oficjalnym raporcie ze śledztwa także podał, że przyczyną katastrofy na wyspie Rossa był błąd pilota. Nie rozwiało to jednak wszystkich wątpliwości. Pojawiały się bowiem co raz to nowe pytania, na które nie znajdowano odpowiedzi. W związku z tym, rząd Nowej Zelandii powołał Królewską Komisję Śledczą. Tworzyła ją jedna osoba – sędzia Peter Mahon. Podczas swoich prac ustalił on, że w rzeczywistości kapitan Collins i załoga nie ponoszą winy za katastrofę samolotu, lecz stali się kozłem ofiarnym, który miał ukryć rzeczywistych winowajców. Według sporządzonego przez Mahona raportu, kadra kierownicza Air New Zealand w czasie trwania śledztwa w tej sprawie mataczyła i ukrywała dowody. Dochodziło także do włamań i niszczenia dowodów, które mogły stać w sprzeczności z oficjalną wersją wydarzeń, m.in. z dziennika kapitana Collinsa wyrwano strony, mające obciążać kierownictwo Air New Zealand. Jak ustalił Mahon, pracownicy linii lotniczej kłamali także podczas przesłuchań. Według Mahona, raport Chipppindalea zawierał zaś wiele rażących pomyłek i był nierzetelny. Jak ustalił Mahon, po dokładnym zbadaniu całej sprawy, przyczyną katastrofy była zmiana współrzędnych lotu, o której załoga samolotu wraz z kapitanem Collinsem nic nie wiedziała. W ten sposób Mahon przywrócił pilotom dobre imię.

W dwadzieścia lat od katastrofy, w 1999 roku, Minister Transportu Nowej Zelandii Maurice Williamson przedstawił raport Mahona, jako oficjalny raport wyjaśniający katastrofę na wyspie Rossa. W 2008 r. pośmiertnie, Peter Mahon został odznaczony przez swoje państwo za zasługi w wyjaśnieniu tej najtragiczniejszej katastrofy w historii Nowej Zelandii.

Warto przyrównać tamte wydarzenia do śledztwa smoleńskiego.

W przypadku nowozelandzkiego śledztwa w mataczeniu nie uczestniczyło, tak wiele osób i grup interesów, jak ma to miejsce w przypadku Smoleńska. dodatkowo Mahon nie miał przeciwko sobie organów państwowych, jak ma to miejsce w przypadku Macierewicza. Tym więc trudniejsze zadanie stoi obecnie przed osobami, które mają odwagę zarzucać państwowym organom popełnianie błędów w śledztwie smoleńskim oraz ukrywanie prawdy na temat tego, co właściwie zdarzyło sie 10 kwietnia 2010 r. Kłamstwo ma jednak krótkie nogi,, co wyraźnie pokazało obalenie rosyjskiej kalumni, jakoby gen. Błasik był pijany. Podobnych kłamstw jest jednak o wiele więcej. Możliwe więc, że w przyszłości, za  obalanie tych kłamstw, Antonii Macierewicz zostanie tak samo doceniony, jak kiedyś Peter Mahon.  Raport Anodiny, wraz z raportem komisji Millera oraz działaniami komisji Laska wyładują zaś na śmietniku historii, tak, jak miało to miejsce w przypadku raportu Chippindalea.

Gabriel Kayzer

KOMENTARZ BIBUŁY: Nieco dziwi – w tej całkiem nieźle skrojonej analizie – że Autor zupełnie pominął,  bardzo prawdopodobny trop – trop izraelski, jak również zminimalizował równie prawdopodobny trop amerykański. A podsumowania z zasługami p. Macierewicza, nie będziemy komentować…

I jeszcze jedno: mataczenia podczas badań wypadków lotniczych, nie są wcale rzadkością (zob. np. katastrofę Concorde‘a), i na te wszystkie sugestywnie zrobione programy, emitowane na kanałach National Geographic, należy patrzeć z wielkim przymróżeniem oka.

Tags: , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=74307 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]