Bilokacja wyższego rzędu

Od momentu, kiedy za sprawą dokumentalnego filmu J. Kruczkowskiego (10.04.10 – Na własne oczy), wyszło na jaw, iż faktycznie moonwalker S. Wiśniewski, czyli polski montażysta, „niedługo po katastrofie” spotkał się przy bramie głównej Siewiernego z dziennikarzami oraz że faktycznie przy tej bramie stały autokary czekające na prezydencką delegację – można mówić o pewnym drobnym przełomie w śledztwie, przełomie pozwalającym wstępnie usytuować pewne „przylotniskowe” zdarzenia względem siebie. Takiej próby podjął się już lordJim, montując na gorąco materiał zbierający różne relacje moonwalkera (http://www.youtube.com/watch?v=0jjHLzt3eyc).

Podstawowa kwestia, naturalnie, nad którą się biedzą blogerzy od kilku już lat, to ta: którego dnia i o której godzinie kręcony był reportaż ze spaceru moonwalkera po „miejscu katastrofy” (czarna skrzynka samolotu, który się rozwalił). Zgodnie z „zegarem Wiśniewskiego” zaprezentowanym 24 kwietnia 2010, o czym kiedyś informował Janosik (http://janosik.salon24.pl/266509,wisniewski-24-kwietnia-ujawnil-godzine-filmu-8-50-23), a który to „zegar” w pełni został pokazany podczas lutowego (2011) posiedzenia ZP, księżycowe wideo miało się zacząć o 8:49:02 a zakończyć o 8:56/8:57 (stopklatka nie jest na tymże posiedzeniu przedstawiona, zaś na YT Wiśniewski zrzucił swoje wersje moonfilmu bez „zegara”, ale za to misternie zapaskudzone czerwonymi napisami dotyczącymi „praw autorskich”, por. np. http://www.youtube.com/watch?v=iQ_5PrVDl9g; jednocześnie SW nigdy na YT nie zrzucił mgielnego sitcomu, a więc „rejestrowania pogody” z hotelowego okna, co również utrudnia weryfikację tego materiału).

Jeśliby produkcja moonfilmu na pobojowisku ustała przed godz. 9-tą (10 Kwietnia, zakładając), a w okolicach czasowych tejże 9-tej (tuż przed/tuż po) SW pojawiłby się przy bramie głównej XUBS – to mielibyśmy przypadek bilokacji smoleńskiej wyższego rzędu (inny taki przypadek opisywałem tu: http://freeyourmind.salon24.pl/286838,bilokacja-o-8-38 – dotyczący „prezydenckiego tupolewa”). Nie mogłoby być mowy wtedy o żadnym zatrzymaniu i innych makarowach przy łbie, a jedynie o błyskawicznym przetransportowaniu moonwalkera z „miejsca katastrofy” pod bramę, przy której zjeżdżaliby się z Katynia pierwsi dziennikarze i przy której już byłby (przybyły najwcześniej, bo zawrócony z powodu braku wizy na 10-04, J. Mróz z TVN24, także widoczny na filmie Kruczkowskiego: http://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-zamiast-trailera-lotc3b3w-do-katynia.pdf). Niestety, rozmowy Wiśniewski-Mróz jak dotąd nie ma na żadnej migawce, więc polegać tu możemy jedynie na relacjach moonwalkera (http://freeyourmind.salon24.pl/416196,posiedzenie-z-udzialem-moonwalkera-1) i byłego reportera TVN24 (http://freeyourmind.salon24.pl/323106,spotkanie-mroz-wisniewski).

Jak pisałem w lipcu 2011 w notce Top secret (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/07/top-secret.html), Mróz relacjonujący gdzieś koło godz. 9:15 przez telefon (poza anteną) ludziom z TVN24, że spotkał świadka, który potwierdza, iż półtora kilometra od lotniska roztrzaskał się samolot, zaznacza, że nie może ujawnić jego personaliów – w filmie Poranek zaś Mróz wyjaśnia, iż świadkiem tym był Wiśniewski, który w bardzo krótkim czasie po katastrofie zjawił się pod bramą lotniska. Czy Mróz spotkał SW wcześniej niż W. Bater z K. Łapaczem, L. Kelly, J. Prus i P. Zychowiczem? To wciąż do ustalenia. Reporter TVN24 twierdzi jednak w Poranku, że już o 8:51 telefonował do redakcji z informacją otrzymaną na lotnisku od ludzi z polskiej delegacji oczekującej, jakoby doszło do zniknięcia „prezydenckiego tupolewa” z radarów i prawdopodobnego rozbicia się samolotu; powinien zatem być wcześniej od Batera na XUBS. Bater natomiast, jak pamiętamy, opowiadał, iż o 8:40 otrzymał pierwszy telefon (z lotniska) że doszło do nieszczęścia (http://www.youtube.com/watch?v=_96X6s2eRvI, por. też http://freeyourmind.salon24.pl/468918,problem-z-relacjami-w-batera), co, gdybyśmy odliczyli jakieś 20 minut na trasę Katyń-XUBS, pozwalałoby lokować przybycie ekipy Batera w okolicach 9-tej. I w tych samych okolicach czasowych lokowałby się (zgodnie z migawkami Łapacza) moonwalker przy głównej bramie.

Wydaje się zupełnie nieprawdopodobne, by Ruscy, złapawszy moonwalkera na pobojowisku przed 9-tą, zawieźli go od razu pod bramę główną, by tam figurował on jako pierwszy naoczny i w dodatku polski świadek „katastrofy” – a nie poddali go jakiemuś choćby rutynowemu przesłuchaniu, ustaleniu tożsamości, sprawdzeniu, co zarejestrował i czy nie robił też zdjęć aparatem, komórką (które, jak SW twierdzi, też przy sobie miał) etc. – zwłaszcza jeśli przypomnimy sobie, ile wysiłku włożyły ruskie służby z mundurowymi tłumnie wyrastającymi z lasu, by uniemożliwić polskim dziennikarzom zobaczenie, sfotografowanie i sfilmowanie czegokolwiek z bliska „miejsca katastrofy”. Ale czy prawdopodobne może być w takim razie, iż moonwalker nie niepokojony przez nikogo przeszedł sobie 10 Kwietnia w godz. 8:49-8:57 (zgodnie z „zegarem kamery”) przez tak pilnie strzeżoną (przez kordony) zonę, zarejestrował, co się w niej dzieje – i nie tylko nie został zatrzymany, ale i jego film nie został zarekwirowany?

Ktoś powie: może zrazu nie strzeżono całej polanki samosiejek i stąd paradowanie polskiego montażysty przez księżycowy krajobraz z podręczną kamerą – ale przecież na samym filmie SW widać, że na pobojowisku już są omonowcy w charakterystycznych kombinezonach. Ktoś powie: może Wiśniewskiego nie zauważyli albo sądzili z początku, iż to nie jest polski rieportier, poza tym (ten ktoś mógłby ciągnąć) gdyby zona rzeczywiście była szczelnie otoczona kordonami i strzeżona od samego początku 10 Kwietnia, to moonwalker by do niej po prostu żadnymi „bocznymi ścieżkami” nie wszedł, tylko odepchnięto by go tak, jak spychano dziennikarzy. Zona zaś musiała być poniekąd „otwarta”, bo przecież przybyć mieli z lotniska przedstawiciele polskiej delegacji oczekującej, których należało wpuścić na „teren powypadkowy”. Ale i przy takim założeniu wyłania się problem – pisałem niedawno, że przybyły na miejsce około 5 minut po katastrofie J. Bahr widzi wóz dowodzenia (http://freeyourmind.salon24.pl/578518,tajemnica-wozu-dowodzenia), którego nie sposób dostrzec na filmie Wiśniewskiego zrobionym ponoć (tj. zgodnie z „zegarem kamery”) 8 minut po katastrofie. Co więcej, czarna skrzynka samolotu, który się rozwalił, a na którą się natknął od pierwszych chwil filmowania, Wiśniewski, leży (zgodnie z moonfilmem) od strony ul. Kutuzowa, od której mieli nadejść Bahr z G. Kwaśniewskim (kierowcą ambasadora). Bahr z Kwaśniewskim by ją przeoczyli? Nie wspominaliby o niej w swoich relacjach?

O położeniu czarnych skrzynek wspominał natomiast płk dr E. Klich na jednym z posiedzeń (http://ww2.senat.pl/k7/kom/kon/2011/089on.pdf  s. 12): Morozow mówi: „To chodźmy, zobaczymy, jak wyglądają rejestratory, dlatego że chcielibyśmy te rejestratory szybko przesłać do Moskwy”. (…) Te rejestratory żeśmy zobaczyli. Czy one były w tym samym miejscu, co w momencie katastrofy? Przypuszczam, że raczej mogły być tam doniesione, a może były w tym samym miejscu, w każdym razie były w takim błotnistym terenie. Zostały zabezpieczone i poleciały do Moskwy. W swej książce Klich precyzuje miejsce „okazania”: Wreszcie dochodzimy do rumowiska, Morozow pokazuje nam ogon samolotu i dwa rejestratory. Mówi: „Wyznaczcie dwóch ludzi, polecą do Moskwy badać skrzynki.” (Moja czarna skrzynka, s. 23). Jak więc nietrudno się domyśleć – nie jest to miejsce sfilmowania czarnej skrzynki przez moonwalkera.

Ktoś powie: może Ruscy dla wygody przenieśli rejestratory w okolice ogona, zaś Wiśniewski złapał czarną skrzynkę w obiektyw jeszcze zanim do tego przeniesienia doszło. No problemo. Dlaczego jednak w takim razie w „raporcie MAK” podano, iż znaleziono rejestratory dopiero o godz. 13:02 rus. czasu (http://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/es-fym.pdf s. 18), skoro przynajmniej jeden byłby do „znalezienia” już w pierwszych minutach „po wypadku”? Ktoś powie: może tak tylko podano, jakie to ma znaczenie, co nas mogą obchodzić ruskie ustalenia? Ktoś powie: w „raporcie MAK” jest też mowa o przyjeździe pierwszej straży dopiero o 8:55 pol. czasu, a przecież na moonfilmie są już wtedy dwa wozy – innymi słowy Ruscy tradycyjnie coś pomieszali w swoich ustaleniach i nie jest to ważne.

W ten sposób jednak dochodzimy do zastanawiającego ciągu niezgodności. Nie zgadza się (na moonfilmie) z oficjalnymi ustaleniami liczba wozów strażackich i nie zgadza się położenie rejestratorów ani czas znalezienia (przynajmniej pierwszego z nich). Nie zgadza się relacja Bahra z tym, co jest u Wiśniewskiego (wóz dowodzenia). Nie zgadza się również ubiór strażaków (z tym ze zdjęć z innych źródeł, na których przeważają jednolite bure stroje – u moonwalkera są też granatowe i seledynowe). Pomijam już takie drobiazgi, jak (wspomniany przez SW przy różnych okazjach) brak zapachu paliwa, znajdujący na moonfilmie potwierdzenie w paleniu papieroska przez jednego z uczestników akcji przeciwpożarowej na „miejscu katastrofy”. Gdyby zaś nie był to reportaż na gorąco z 10-04, ale np. na chłodno z ćwiczeń przy Siewiernym w dn. 9-04, to mnóstwo niezgodności by zniknęło. Także osobliwość bilokacji wyższego rzędu przy bramie głównej XUBS. SW wtedy, przerwawszy 10 Kwietnia filmowanie z parapetu o godz. 8:37:34 (pol. czasu) dajmy na to, udałby się pod tę bramę, by wystąpić w roli ocziewidca. To by dopiero była historia, gdyby się dało ją stuprocentowo potwierdzić.

Free Your Mind

Za: Free Your Mind (14 kwi 2014) | http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2014/04/bilokacja-wyzszego-rzedu.html

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content