Zegarek por. Wosztyla

Tak jak można się było spodziewać, Anatomia upadku 2, to już nie ten bombastyczny przekaz, co w poprzednim „odcinku”. Gdyby zresztą zestawić kiedyś 10.04.10 i dwa następne śledcze filmy A. Gargas, to by wyszły opisy trzech różnych zdarzeń (z których każde miało, co oczywiste na ruskiej ziemi, swoich naocznych świadków). Na szczęście głównym bohaterem Anatomii upadku 2 okazuje się (po latach) por. A. Wosztyl, który opowiada nie tylko o tym, jak słyszał dźwięki silników, a potem huki, trzaski, detonacje etc., ale też, że „dyżurny kierownik lotu”, z którym rozmawiał niedługo po „katastrofie”, powiedział, że na jego telefonie połączenie, które ze mną miał [było – przyp. F.Y.M.] o godzinie 8.38. I jak Wosztyl dodaje: pomimo tego, że były osoby, które wiedziały konkretnie, o której to miało miejsce, to jednak pozwalano mediom kreować rzeczywistość, która nie miała nic wspólnego z faktami. Obawiam się jednak, że i w tej kreacji był jakiś udział samego dowódcy PLF 031, który wielu rzeczy nie tylko nie prostował, ale nawet po odejściu „do cywila” w lutym 2012 niespecjalnie się udzielał, by zmienić obraz tego, co media „wykreowały”. Jeśli bowiem o 8:38 odbywała się rozmowa: Smoleńsk-Warszawa, a ściślej XUBS-EPWA, to biorąc pod uwagę rozmaite jeszcze inne wydarzenia, które ją poprzedziły (tu już w relacji Wosztyl nie jest tak precyzyjny, jeśli chodzi o dane czasowe: Zobaczyłem człowieka wychodzącego z wieży – nie był to człowiek, który by się spieszył. Nie wyglądało na to, że coś się złego działo, że ktoś wybiega z budynku, w międzyczasie się ubiera i coś próbuje zrobić. Po prostu wyszedł sobie człowiek ubrany i spokojnie idąc zobaczył nas i była taka chwila zawahania. On się rozejrzał dookoła i się okazało, że musiał obok nas przejść. Wtedy Remek zapytał się: Szto s naszoj tuszkoj? Klient się tak spojrzał i jakoś tak beznamiętnie powiedział: Uljetał.) – nasuwa się oczywiste pytanie: kiedy w takim razie „doszło do zdarzenia”?

Szkoda, że z tym właśnie pytaniem nie zwróciła się Gargas do eks-gubernatora S. Antufjewa, który na piechotę „w pantoflach” przez błoto miał dotrzeć sam na „miejsce katastrofy”, by opowiadać przed kamerą: Widzę. Natknąłem się od razu na ciała. Jedno, drugie. Ludzie byli rozebrani. Potem krzyczę. Jerzy Bahr mi mówi: Panie gubernatorze, co tam? Ja mu mówię: Wszyscy zginęli. Była cisza. Stoję. W jednym kole pojawił się płomień, bo tam było paliwo. Paliwo rozlało się. Był jego zapach i cicho. Cicho. Antufjew wszak (jak już kiedyś pisałem http://freeyourmind.salon24.pl/286838,bilokacja-o-8-38) miał o 8:38 słyszeć ten nierealny, nienaturalny dźwięk silników samolotu i nagle zrobiło się cicho. To trochę inaczej niż u Wosztyla, który już wtedy rozmawiał z Okęciem, ale na pewno bliżej wersji Wosztyla (tej zrelacjonowanej w prokuraturze, kiedy to, jak pisali kiedyś L. Misiak z G. Wierzchołowskim, miał sytuować przylot PLF 101 „około godziny 8:35”) niż tej oficjalnej. Ba, aż się więc prosiło o wspomnienie choćby fragmentu mgielnego sitcomu nakręconego przez S. Wiśniewskiego – bo przecież tam powinien być przylot tupolewa, o którym ze szczegółami opowiadał Wosztyl, i się nagrać. A jak pamiętamy, się chyba nie nagrał. Oczywiście, może być tak, że smoleński „zegar Wiśniewskiego” chodzi odmiennie od „zegara Wosztyla”, ale to akurat Wiśniewski był „zaraz po katastrofie” z kamerą na „miejscu katastrofy”, a nie Wosztyl.

Słyszałem, jak samolot zbliża się do lotniska w Smoleńsku. Słyszałem jednostajny dźwięk silników, które zaczęły… ten dźwięk zaczął narastać, co było związane ze wzrostem obrotów tego silnika. Później zacząłem słyszeć dźwięki, które były bardzo niepokojące – to były trzaski, huki, dudnięcia. Te dźwięki zaczęły się nakładać jeden na drugi… w pewnym momencie. Doszło do dźwięku niszczonej konstrukcji, detonacji i na sam koniec usłyszałem dźwięk milknącego silnika. Potem nastała martwa cisza. To było coś, co było przerażające i mam nadzieję, że więcej tego nie usłyszę – wspomina Wosztyl. Natomiast G. Połtawczenko, będący także wtedy na lotnisku, opowiada (10 Kwietnia na naradzie w namiocie przy Putinie): Gdy samolot przybliżał się, to szumu silników nie słyszałem. Potem uderzenia i dziwne dźwięki niecharakterystyczne dla katastrofy. I bądź tu mądry.

Bądź tu mądry, gdy znowu kilku lordów Vaderów (wśród nich „pracownik MON” w czarnym kapturze) zdradza jakieś niezwykle tajne sprawy, gdy znowu leśni dziadkowie się wyłaniają z gęstwin smoleńskich – i gdy autorka filmu zarazem odwołuje się z powagą do ruskiej dokumentacji (vide słynny „protokół oględzin”) i ją kwestionuje. Może na Gargas robią wrażenie spadające czapki z głów milicjantom od fali uderzeniowej (Milicjantom czapki spadły – w tym momencie poszła fala uderzeniowa w powietrzu. Fala uderzeniowa poszła od uderzenia o ziemię. Oni stali daleko. Była mgła. Słyszeli, że gdzieś szum maszyny. Potem gwałtownie dodał mocy silnika – od razu duk! I ludziom z głów pospadały czapki), o czym opowiadają do kamery anonimowi funkcjonariusze MCzS. Dla mnie bowiem już te opowieści magicznego czaru nie mają, szczególnie że pamiętam, jak Gargas ze swą ekipą zwiedzała warsztat (przy „miejscu katastrofy”), w budynku którego żadna szyba nie poszła w trakcie działania „fali uderzeniowej” (por. http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/04/widok-z-warsztatu.html).

Ale dwie rzeczy są warte zwrócenia uwagi w Anatomii upadku 2 (sam film można obejrzeć z kronikarskiego obowiązku – rewelacji się nie spodziewając, bo mnóstwo rzeczy jest powtórzonych z innych materiałów). Po pierwsze to, co opowiada Antufjew, iż jeden z „kontrolerów” (prawdopodobnie Krasnokucki) informował oczekujących, że łączność się zerwała z załogą PLF 101, kiedy samolot podchodził do lądowania. Po drugie to, że Wosztyl potwierdza (kiedyś pisali o tym autorzy Zbrodni smoleńskiej), iż R. Muś dzwonił z jaka-40 do wieży: Po jakimś czasie, będąc w samolocie, Remek Muś rozmawiał z wieżą. Chciał się dopytać, co się stało, czy coś wiedzą, czy mają jakąś konkretną informację. I wtedy człowiek z wieży powiedział: Wyjdź przed samolot, tutaj, przy wieży przecież stoicie. I wtedy się dowiedzieliśmy, że ten dziwny budynek niski, mały, to jest wieża, bo nawet nie byłem tego świadom. I wyszedł kontroler, blondyn króciutko ostrzyżony i przyszedł, mówi, że zabiją go. Ale co się stało? Źe zabiją go. I chciał papierosa zapalić, i nie mógł – taki był roztrzęsiony, że nie mógł odpalić papierosa od zapalniczki. On był tak załamany tym wszystkim, co się zdarzyło, że po prostu siedział i tylko powtarzał, że zabiją go. Ta rozmowa bowiem już się „nie nagrała” na „taśmach” z XUBS.  

A, i taki jeszcze drobiazg, że nikt nie wspomina ani o dymie, ani o wyciu syren na XUBS.

Free Your Mind

Za: Free Your Mind (2 kwi 2014) | http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2014/04/zegarek-por-wosztyla.html

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content