„Ateista”, „syn Przymierza” i „agnostyk”

W przedwojennym tygodniku „Na szerokim świecie”, prenumerowanym przez mego ojca, był znakomicie redagowany dział humorystyczny, zamieszczający humoreski i dowcipy rysunkowe. Jeden z nich dworował sobie z Mussoliniego, że „każdą delegację przyjmuje w odpowiednim stroju”.

Do muzułmanów wychodzi w fezie, do wieśniaków – w kostiumie ludowym, do obywateli miejskich – we fraku, do wojskowych – w uniformie – ale do delegacji nudystów wyszedł tylko kamerdyner ze słowami: „Jego Ekscelencja bardzo żałuje”.

Przypomniał mi się ten dowcip podczas lektury wynurzeń pana prof. Jana Woleńskiego, który tak naprawdę, to znaczy – po żydowsku – nazywa się inaczej, a który w „Tygodniku Powszechnym” wypowiadał się na temat nauczania religii w szkołach i oczywiście – był przeciw.

To akurat nie byłoby dziwne, bo po pierwsze wiadomo, że Żydzi z różnych powodów często ukrywają swoje prawdziwe nazwiska, podszywając się niekiedy nawet pod arystokrację, no bo skoro już wynajdować sobie jakieś nazwisko, to na przykład dlaczego nie od razu Sarkozy, czy Radziwiłł – a po drugie – Żydzi zawsze byli wrogo nastawieni do chrześcijaństwa, a zwłaszcza – do religii katolickiej, bo chrześcijański uniwersalizm nie tylko unieważnia, ale i trochę ośmiesza trybalistyczne żydowskie uroszczenia do wyjątkowości we Wszechświecie.

Zaintrygowało mnie coś innego; mianowicie, że pan prof. Woleński przedstawia się tam nie tylko jako „filozof”, ale i jako „agnostyk”. Jest to interesujące o tyle, że za komuny pan prof. Woleński działał w Stowarzyszeniu Ateistów i Wolnomyślicieli, które przy pomocy partii i SB, próbowało ugruntować w mniej wartościowym narodzie tubylczym przekonanie, że „Boga nie ma”. Taka pewność nie licuje z agnostycznymi wątpliwościami, więc w tym czasie pan prof. Woleński musiał być ateistą.

Aliści po transformacji ustrojowej, kiedy okazało się, że za ateizm partia już nie wybula („Poeci będą wyli, że księżyc jest jak kula. Darmo – nikt od tej chwili, za „kulę” nie wybula”), pan prof. Woleński zwąchał się z żydowskim Zakonem Synów Przymierza – bo tak właśnie nazywa się żydowska loża B`nai B`rith.

Skoro „przymierza” to z kim? Czyżby Żydów z Jahwe? Ale w takim razie Jahwe musi istnieć, bo w przeciwnym razie – któż byłby drugą stroną przymierza z Żydami? Wprawdzie wiadomo, że są na świecie rzeczy, które nie śniły się filozofom, a także – że filozofowie, zwłaszcza w naszych zepsutych czasach często odkrywają prawdy, za głoszenie których akurat na danym etapie najwięcej się wybula – ale trochę skromności z jednej strony, a także trochę krytycyzmu ze strony redakcji TP, która tego „agnostyka” nie tylko sama łyka bez protestu, ale również, a może przede wszystkim – podaje do wierzenia czytelnikom, którzy mogą myśleć, że to wszystko naprawdę – na pewno by się przydało.

I wreszcie – czy angażując się w walkę z nauczaniem religii w szkołach Żydzi nie postępują aby lekkomyślnie? W ramach nauki religii uczniom wpaja się na przykład przykazanie miłości bliźniego. Być może ludzie kochaliby bliźnich jak gdyby nigdy nic nawet gdyby nikt ich tego nie uczył, ale bardziej prawdopodobne jest, że w takiej sytuacji mogliby zacząć palić bliźnimi w piecach. Ciekawe, czy pan prof. Jan Woleński wziął taką ewentualność pod uwagę.

Stanisław Michalkiewicz

Za: Prawy.pl (16-09-13) | http://www.prawy.pl/felieton/3824-stanislaw-michalkiewicz-ateista-syn-przymierza-i-agnostyk | Stanisław Michalkiewicz: „Ateista”, „syn Przymierza” i „agnostyk”

Skip to content