Polskie dziecko za 100 euro

– Miesiąc temu „Nasza Polska” jako pierwsza opisała i nagłośniła sprawę dramatu polskich rodziców, którym siłą niemiecka policja na zlecenie Jugendamtu wyrwała z rąk 6-tygodniowego Wiktorka. Od waszego artykułu zainteresowanie sprawą rosło. 2 lipca na sali sądowej w Niemczech były już liczne polskie media, od „Faktu” po Telewizję Trwam. To nagłośnienie skandalicznych działań Niemców i pracy Polskiego Stowarzyszenia Rodzice przeciwko Dyskryminacji Dzieci w Niemczech przyniosło skutek. Wygraliśmy! – triumfuje Wojciech Pomorski tuż po tym, jak Jugendamt zdecydował oddać dziecko naturalnym rodzicom.

Sprawa dotyczyła Danieli Madzi i Leszka Ciemali, rodziców 6-tygodniowego Wiktorka, którzy wyjechali ze Śląska „za chlebem” i znaleźli pracę w Niemczech, w firmie Polaka z niemieckim obywatelstwem. Ten nie wypłacił im zaległych 8-9 tys. euro i wyrzucił z mieszkania pracowniczego. Jugendamt, niemiecka instytucja do spraw dzieci i młodzieży, uznała ten fakt za „bezdomność” i przy asyście policji brutalnie wyrwała niemowlaka polskim rodzicom, oddając go niemieckiej rodzinie zastępczej. Sprawę jako pierwsza opisała „Nasza Polska”. Rodzice odtąd koczowali w samochodzie, czekając na widzenia z synkiem (raz w tygodniu). Metoda wydawała się wręcz totalitarna, dlatego warto przypomnieć nazistowskie korzenie Jugendamtu, który powstał w 1922 r. jako instytucja doradcza. Jego późniejsze dosłownie bezgraniczne możliwości, ideologia i niekontrolowane zasady działania zostały określone przez NSDAP w 1936 r. W czasie II wojny światowej Jugendamt porwał do III Rzeszy tysiące polskich dzieci (zwłaszcza z Zamojszczyzny). Po wojnie Jugendamt nie został rozwiązany i właściwie zreformowany, mimo że był aktywnym elementem nazistowskiego aparatu przemocy.

2 lipca doszło do rozprawy w berlińskim sądzie. Co ciekawe, dzień przed wyrokiem Jugendamt zadecydował o wydaniu dziecka rodzicom, a dzień później dopiero sąd ostatecznie nakazał wydanie niemowlaka. Wcześniej długo weryfikował, czy w Polsce są odpowiednie warunki socjalne do wychowywania dzieci… Ale Jugendamt, widząc presję ze strony Polaków, sam zrezygnował ze swojego „łupu”, jeszcze przed ogłoszeniem wyroku. – Wydaje mi się, że decyzja Jugendamtu miała charakter taktyczny – przyznaje Markus Matuschczyk, polski adwokat wychowany w Niemczech. – Statystyki urzędu zdecydowanie lepiej wyglądają, kiedy pracownicy Jugendamtu dobrowolnie oddają dziecko, a nie wskutek prawomocnego wyroku sądowego – mówi w sądzie mecenas Matuschczyk. Na rozprawie obecna była także Sylwia Śmigała, której dramatyczną sprawę opisała miesiąc temu „Nasza Polska”. – Spakowałam się szybko i pojechała 700 km do Berlina. Chciałam być na tej sprawie. Sama ledwo zdążyłam uciec z dziećmi przed Jugendamtem. Wiem, co przeżywa ta nieszczęśliwa matka. Patrzyłam na nią. Unikała kamer, wywiadów. Mówiła mi, że chce tylko jednego – odzyskać syna – relacjonuje „Naszej Polsce” pani Śmigała. – Szkoda tylko, że w mojej sprawie czy w sprawie tych rodziców polski rząd nic nie zrobił. To wstyd! Rodzicom Wiktorka po nagłośnieniu sprawy konsulat dał 100 euro… Tyle warte było dla niego polskie dziecko. Przed salą rozpraw rozmawiałam z konsulem Polski w Niemczech. Powiedział, że czuje się tu niepotrzebny. To szok! Zamiast walczyć o polskie dzieci, on przychodzi i mówi, że jest tam zbędny… – dodaje pani Sylwia, która w tym roku porwała swoje dzieci i przywiozła potajemnie z Niemiec do kraju. Teraz w Polsce krąży pomiędzy policją a MOPS-em, który po niemieckim Jugendamcie weryfikować będzie, czy polska matka może zajmować się własnymi dziećmi… A macki niemieckie sięgają daleko. – Nasz rząd ma do Niemców służebny stosunek i na pewno nie będzie bronił polskich rodziców, jak trzeba – twierdzi Śmigała.

– Jugendamty coraz śmielej poczynają sobie w Polsce. Nasze sądy ferują wyroki pozwalające na odesłanie polskiego dziecka do Niemiec. Moim zdaniem to skandal – puentuje mecenas Matuschczyk. – Takich spraw jest niestety wiele. Jugendamty przy trudnej sytuacji życiowej od razu wykazują zainteresowanie polskimi dziećmi. Mnie zabrali 10 lat temu córeczki. Walczę o nie do dzisiaj. Takich rodziców jest coraz więcej, a obecny rząd nas nie wspiera. Przy sprawie Wiktorka na szczęście zainteresowała się aktywnie działaniami stowarzyszenia i losem niemowlaka była minister spraw zagranicznych Anna Fotyga, z którą byłem w stałym kontakcie. Apeluję więc do dziennikarzy „Naszej Polski” i każdej innej redakcji – pamiętajcie o nas. Wspierajcie nas. Bez was świat nie dowie się o pohilerowskich działaniach Jugendamtów! – apeluje w rozmowie z nami Wojciech Pomorski.

Robert Wit Wyrostkiewicz

Artykuł ukazał się w najnowszym numerze tygodnika „Nasza Polska” Nr 28 (923) z 9 lipca 2013 r.

Na zdjęciach [dostępnych na stronie źródłowej] Wiktorek z tatą i mamą. Prawdziwym tatą i prawdziwą mamą!

Za: Nasza Polska | http://www.naszapolska.pl/index.php/component/content/article/52-na-gorco/3841-polskie-dziecko-za-100-euro

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content