Medytacje smoleńskie: strojenie Radia Erewań

Polecamy kolejne opracowania blogera Free Your Mind (dr Paweł Przywara), rozwijające jego przełomową książkę Czerwona strona Księżyca.

Zwracamy również uwagę na fragment relacji senatora S.Koguta (cytowany poniżej w ramce), który jako kolejny świadek wspomina o tajemniczym Jak-u – zamiast Tupolewa –  mogącym być użytym przez Prezydenta i wąską grupę lecących z nim osób.

 


[FYM:] Poniżej zamieszczam link do części pierwszej Aneksu-4 do Czerwonej strony Księżyca (tekst, zaczęty już przed ostatnimi Świętami Bożego Narodzenia, tak zaczął mi się rozrastać, że w końcu musiałem przerwać i podzielić – nad drugą częścią prace jeszcze parę dni potrwają, podejrzewam, ale staram się możliwie najstaranniej przejrzeć różne materiały):

Dla osób, które chciałyby sobie odświeżyć Czerwoną stronę Księżyca (lub też jej w ogóle nie czytały)  zamieszczam linki do wcześniejszych części książki:

Linki do  Zagadnień „smoleńskich” (o których wspominam w Aneksie-4):

Dla osób, które wolą słuchać niż czytać – główne rozdziały książki w wersji audio:

Aneks-4 jest rozwinięciem wątków z Aneksu-3 (http://fymreport.polis2008.pl/wp-content/uploads/2012/06/FYM-Aneks-3.pdf), ale jako dodatkową lekturę można sobie kiedyś posłuchać tego programu: http://www.radiozet.pl/Programy/7-Dzien-Tygodnia/Wideo/11.04.2010-Siodmy-Dzien-Tygodnia-cz.1 (chodzi oczywiście o kwestie „smoleńskie”, a nie wspomnienia zaproszonych osób) i http://www.radiozet.pl/Programy/7-Dzien-Tygodnia/Wideo/11.04.2010-Siodmy-Dzien-Tygodnia-cz.2.

Miłej lektury, a ja wracam do pracy.

[FYM]

[FYM:] Jako bonus natomiast zamieszczam fragment relacji sen. S. Koguta (z posiedzenia senatu 8-06-2010):

Bardzo ciężko jest mówić o tej ogromnej tragedii, tragedii pod Smoleñskiem, w której człowiek nieświadomie uczestniczył. Ja byłem jednym z tych, który organizował wyjazd całego pociągu do Smoleñska, pociągu, którym jechało pięćset dziesięć osób. I ostatnim, który się żegnał ze mną i dziękował za zorganizowanie wyjazdu pociągu, był pan minister Przewoźnik. Podałem mu rękę o 10.30 na dworcu Warszawa Zachodnia, pożegnaliśmy się i powiedział do mnie: Panie Senatorze, do zobaczenia w Smoleñsku. Z ogromnym bólem teraz odbieram to, że ludzie… nie ludzie, ino hieny potrafiły wyjąć karty płatnicze z jego portfela.

Przyjechaliśmy do Smoleñska – była godzina 6.00 czasu miejscowego, 4.00 czasu polskiego – wysiedliśmy z pociągu, autokarami udaliśmy się na posiłek. Chcieliśmy jechać na stację Gniezdowo, gdzie oficerowie wywożeni na miejsce ludobójstwa byli wysadzani z wagonów bydlęcych. Później taki wagon widziałem stojący po prawej stronie wejścia na to ogromne miejsce ludobójstwa. Jako kolejarz wszedłem po stopniach, zobaczyłem prycze, na tych pryczach była rozścielana słoma, a na tej słomie worki lniane. I w takich warunkach ten kwiat polskiej inteligencji był wywożony na miejsce zbrodni.

Wtenczas jeszcze nikt nie wiedział o ogromnej tragedii, o tej katastrofie. Kiedy wchodziliśmy na cmentarz, był taki moment, że około dziesięciu czy dwunastu samochodów OMON włączyło koguty i wyjechało w kierunku Smoleñska. Ja i Tadzio Skorupa zauważyliśmy, jak minister Sasin biegiem skoczył do samochodu i także pojechał w kierunku Smoleñska. Weszliśmy na ten cmentarz ludobójstwa. Trzeba wiedzieć, że po lewej stronie znajdują się mogiły obywateli Rosji, bo ten największy ludobójca rozstrzeliwał także swoich współbraci. Po prawej stronie są ułożone alfabetycznie wszystkie nazwiska naszych obywateli, naszych rodaków, którzy zostali tam rozstrzelani.

Nie ukrywam, że podszedłem z żoną tam, gdzie są jej wujkowie, Roman i Tadeusz Igielscy, zapaliliśmy znicz, złożyliśmy kwiaty, a także włożyliśmy polską flagę z orłem w koronie. Kiedy podszedłem do głównego ołtarza – jest to potężna bryła, bryła stalowa, jest tam wycięty krzyż i są tam umieszczone wszystkie nazwiska – podszedł do mnie pan Jan Pospieszalski i mówi: Panie Senatorze, jest katastrofa. Odruchowo, instynktownie wyjąłem komórkę i widzę, że dzwoni do mnie córka i mówi: tatusiu, rozbił się samolot. Ale ona nie powiedziała, który samolot. Za chwilę – już trzymałem komórkę – dzwoni syn i mówi, że zginęło osiemdziesiąt siedem osób. Mówię: dziecko drogie, to jest Tupolew, to nie jest Jak, to jest samolot prezydencki, bo w Jaku można pomieścić dwadzieścia osiem do trzydziestu osób. Za chwilę zadzwonił syn, że trzy osoby się uratowały. I powiem dzisiaj tak: no, to jest nieracjonalne działanie, ale po prostu modliłem się, aby uratowała się para prezydencka i żeby uratował się pan prezydent Kaczorowski.

Za chwilę dzwoni syn, że zginęli wszyscy. I tak po trochu człowiek się dowiadywał z polskich mediów, przez telefony, kto zginął. W tym momencie przyjechał pan minister Sasin, zabrał głos i poprosił, żebyśmy się pomodlili za wszystkie ofiary, nie podał, kto zginął, ale powiedział, że jest ogromna tragedia, że rozbił się samolot pana prezydenta. W międzyczasie księża katoliccy, prawosławni, ormiañscy zapanowali nad tym ogromnym tumultem, szlochem, zaczęto odmawiać koronkę do miłosierdzia Bożego, a za chwilę dziesiątek różañca. Rozpoczęła się msza święta, którą koncelebrował ksiądz infułat, bo już było wiadomo, że biskup Wojska Polskiego ksiądz Płoski zginął w tej katastrofie. Po mszy świętej bardzo szybko pociąg wyjechał – wyjechał o godzinie 16.30, miał wyjechać o 22.30 – z powrotem do Polski.

Sen. S. Kogut, posiedzenie senatu 8-06-2010, stenogram, s. 55.

 

Za: Free Your Mind blog (17 sty 2013) | http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2013/01/aneks-4-cz-2.html

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content