Europa kontra sumienie – prof. Roberto de Mattei

Aktualizacja: 2013-01-15 9:23 pm

Dnia 10 grudnia 2012 r. przewodniczący Unii Europejskiej Herman Van Rompuy, Komisji Europejskiej José Manuel Barroso oraz Parlamentu Europejskiego Martin Schulz odebrali w Sztokholmie Pokojową Nagrodę Nobla przyznaną w ubiegłym roku Unii Europejskiej.

Przyznanie nagrody i motywy, które tym kierowały („wkład w działania na rzecz pokoju i pojednania, demokracji i praw człowieka w Europie”), brzmią kpiąco i prowokująco wobec obywateli Europy. Stary Kontynent przeżywa przecież jeden z najtrudniejszych momentów w swojej najnowszej historii właśnie ze względu na napięcia społeczne, łamanie demokracji oraz praw człowieka, za co odpowiedzialność ponosi nie kto inny jak właśnie Unia.

Obecna Unia Europejska, która powstała na mocy traktatu z Maastricht, nie ma w zasadzie nic wspólnego z instytucją Adenauera, De Gasperiego i Schumana. Odnotowuje przede wszystkim klęskę ekonomiczną. Euro, które miało przynieść stabilność i spójność ekonomiczną w Europie, jest w poważnym kryzysie. Różnice w strukturach produkcyjnych krajów Unii pogłębiły się wraz z przeniesieniem bogactw z południa na północ eurostrefy. Podczas gdy Niemcy przejęły stery europejskiej lokomotywy, wagony Grecji, Hiszpanii i Włoch zaczęły się wykolejać. Tymczasem Europejski Bank Centralny, który nie jest jedynie organem pieniężnym, ale także prawdziwym pokojem reżyserskim polityki, wznosi we Frankfurcie swoją świątynię: gigantyczny drapacz chmur, który stanie na terenie dawnego targu hurtowego Frankfurtu i będzie kosztował bagatela 1,2 mld euro, powiększając dług 27 krajów UE. Odbywa się to w chwili, gdy przewodniczący EBC i jego współpracownicy ostro ganią państwa członkowskie, wzywając je do zaciskania pasa i podejmowania wyrzeczeń.

Eurokatastrofa

Wśród przywódców UE najbardziej uległy dyrektywom EBC jest Mario Monti desygnowany na premiera Włoch w listopadzie 2011 r. i to bez demokratycznego nadania, ale w wyniku odgórnych ustaleń między europejskimi decydentami a prezydentem Włoch Giorgiem Napolitano. Ale po roku rządów recepta Mario Montiego na „ratowanie Włoch” poprzez utrzymywanie ich w strefie euro okazała się katastrofalna. Bezprecedensowe podwyższenie presji fiskalnej doprowadziło do wzrostu bezrobocia, upadku konsumpcji i produkcji przemysłowej, wzrostu inflacji, a także długu publicznego. A przecież wystarczyło zwrócić uwagę na przypadek Hiszpanii, gdzie rozwiązania narzucone przez EBC doprowadziły do głębokiej zapaści przy ogólnym wskaźniku bezrobocia sięgającym 25 proc., przy czym bezrobocie wśród młodych przekracza 50 procent. Gospodarczej klęski UE dowiódł w ostatnich 5 latach przede wszystkim ponadpięcioprocentowy wzrost długu publicznego w eurostrefie, podczas gdy celem jednej waluty miało być przecież zagwarantowanie Europie większej stabilności ekonomicznej poprzez znaczące obniżenie długu publicznego.

Równie oczywiste jest bankructwo polityczne Unii Europejskiej. Ambitnym celem w tym przypadku było realizowanie polityki zagranicznej, która byłaby wspólna wszystkim państwom członkowskim, tak aby w oczach Stanów Zjednoczonych, Chin oraz innych rosnących potęg jawić się jako silny i spójny podmiot na arenie międzynarodowej. Dzisiaj klęska polityki zagranicznej UE jest wręcz tematem na doktorat i zanosi się, że jej bankructwo osiągnie jeszcze większe rozmiary po grożącym jej dołączeniu Turcji do grona krajów członkowskich. W ciągu dwudziestu lat od Bałkanów po Bliski Wschód, od kryzysu irakijskiego po libijski, Unia Europejska doświadczyła głębokich wewnętrznych rozbieżności oraz zasadniczej niezdolności do objęcia przywództwa na planie międzynarodowym. Kiedy doszło do pewnej zbieżności ocen – jak w przypadku „wiosny arabskiej” – otworzyła się droga do skrajnie nieroztropnego samookaleczenia.

Spustoszenie zamiast pokoju

Ale jeszcze dotkliwsza klęska od rozkładu ekonomicznego i politycznego dotyczy obrony demokracji oraz praw człowieka, a więc sfery, w której Unia Europejska realizuje cele siejące spustoszenie – całkowicie przeciwne tym, za jakie otrzymała Nagrodę Nobla. Pierwszym prawem człowieka jest w istocie prawo do życia, dzisiaj systematycznie łamane przez aborcyjne ustawodawstwa wszystkich krajów Europy. Unia Europejska nie tylko nigdy nie wyraziła sprzeciwu wobec rzezi niewiniątek gorszej od jakiegokolwiek ludobójstwa w XX w., ale wywiera niemożliwą do zniesienia presję prawną i moralną względem tych krajów, które opierają się wprowadzeniu masowego ludobójstwa albo próbują zmienić dotychczasowy kierunek. Państwa takie jak Polska i Malta, gdzie aborcja jest ograniczona do kilku wyjątków, oskarżane są o niewypełnianie antyetycznych standardów Unii Europejskiej. A jeśli jakiś polityk, jak np. hiszpański premier Rajoy, zapowiada nieśmiało możliwość wprowadzenia zmian w prawie symbolizującym epokę Zapatero – chodzi o ustawę zezwalającą na dokonywanie aborcji do 14. tygodnia również w przypadku szesnastolatek, które nie muszą o tym informować swoich rodziców – to grozi mu los Viktora Orbána. Ten ostatni został oskarżony o dokonanie „despotycznego przewrotu” w swoim kraju, polegającego na zatwierdzeniu nowej konstytucji, w której stwierdza się m.in., że „Węgry będą bronić instytucji małżeństwa rozumianego jako dobrowolny związek mężczyzny i kobiety” oraz że „życie płodu jest chronione od chwili poczęcia”.

Dyktatura relatywizmu

To wszystko jednak nie wystarcza. Europejskie lobby robi wszystko, by wprowadzić zakaz prawa do klauzuli sumienia lekarzy i pielęgniarek w kwestii aborcji. Domaga się, by we wszystkich krajach ustanowiono przestępstwo homofobii mające dotyczyć każdego, kto wyraziłby dezaprobatę wobec „związków małżeńskich” przeciwnych naturze. 24 maja 2012 r. Parlament Europejski przyjął rezolucję przeciwko homofobii i transfobii, która nakłada na państwa członkowskie obowiązek zapewnienia ochrony lesbijkom, gejom i osobom transpłciowym, zakazując wszelkiej formy krytyki wobec homo- i transseksualizmu.

Brukselskie lobby aborcyjne – EPF (European Parliamentary Forum on Population and Development), związane z amerykańskim potentatem Planned Parenthood, zredagowało listę 27 „osobowości europejskich anti-choice”. Ich działalność jest poddana monitoringowi, by w odpowiednim momencie uderzyć w nie za pomocą środków medialnych i prawnych. Już teraz przykładowo zakaz grozi francuskiemu stowarzyszeniu Civitas.

Na jego czele stoi Alain Escada, jeden z 27 „anti-choice”, winny zorganizowania manifestacji, które nie spodobały się brukselskiej nomenklaturze, przeciwko uznaniu związków jednopłciowych za małżeństwa oraz przeciwko chrystianofobii. Podjęcie podobnych kroków zagraża nieidącym na kompromisy katolickim stronom internetowym. Grozi im to samo, co spotkało Kreuz.net, które usunięto za obronę porządku naturalnego i chrześcijańskiego. Kto zatem może czuć się spokojny? W tym kontekście rodzi się uzasadnione pytanie: czy Nagroda Nobla przyznana Unii Europejskiej rzeczywiście stanowi wyraz uznania dla demokratycznych wartości, czy raczej dla dyktatury relatywizmu promowanej przez technokratów z Brukseli?

Prof. Roberto de Mattei

Uniwersytet Europejski w Rzymie

Tags: ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=66612 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]