Hucpa na wagę złota

W Sejmie pod obrady wracają projekty ustaw o związkach partnerskich autorstwa Ruchu Palikota i SLD. Projekty są bardzo wygodne dla Platformy, będą kolejnym polem sejmowych potyczek między posłami PiS i lewicy. Konflikt przysłoni wiele innych tematów ważnych dla obywateli oraz państwa. Nieprzypadkowo Sejm na tym samym posiedzeniu zajmie się wnioskiem PiS o odwołanie ministra Bartosza Arłukowicza. Media będą mówić o kolejnej kłótni między PiS i lewicą, a nie o zapaści w służbie zdrowia.

Platforma w ten spór wchodzi świadomie. W tej sprawie, jak w wielu innych o podłożu światopoglądowym, PO nie ma jednolitego stanowiska jako partia bezideowa. Ponadto awantura między prawicą a lewicą o związki partnerskie znów umożliwi zaprezentowanie się PO jako partii środka, szukającej kompromisu między skrajną lewicą a skrajną prawicą, na jaką reżimowe media kreują PiS. Nawet jeśli projekty odpadną w pierwszym czytaniu, a jest to możliwe, to niewątpliwie bez zaangażowania samej Platformy, która chcąc uchodzić za partię nowoczesną i liberalną, nie potępi rozwiązań prawnych sprzecznych z prawem naturalnym. Czy widząc przewrotną politykę PO, prawica powinna zamilknąć? Zabieramy głos, bo negując te projekty, musimy precyzyjnie wyjaśnić opinii publicznej nasze stanowisko. Pod pozorem uporania się z różnymi kwestiami, które w prawie nie są rozstrzygnięte, próbuje się zalegalizować układy homoseksualne i uznać je za równoważne z małżeństwami. Zwolennicy takiego rozwiązania mówią o wzajemnej miłości osób tej samej płci i lamentują nad ich nieszczęściem z powodu jakoby dyskryminacji. Nie ma wątpliwości, że pomiędzy dwoma mężczyznami czy dwiema kobietami nie może zaistnieć relacja miłości małżeńskiej. To nie jest tylko kwestia religii, ale ludzkiej natury. Związki jednopłciowe nie są z natury zdolne do prokreacji i nigdy nie będą. A to oznacza, że nie ma możliwości prawnego zrównania małżeństw ze związkami partnerskimi. Jeśli zaś mówimy o przyjaźni między dwoma mężczyznami czy kobietami, to co to za dziwny pomysł, aby legalizować przyjaźń i nadawać jej formy prawne? Niedawno środowiska gejowskie wylobbowały w Sejmie zniesienie zakazu pełnienia przez homoseksualistów funkcji rodziców zastępczych oraz prowadzenia rodzinnych domów dziecka. Obecne projekty to kolejny krok w „długim marszu” lewicy, aby uzyskać zgodę na adopcję dzieci przez związki homoseksualne. Na ten niebezpieczny eksperyment absolutnie nie można się zgodzić.

Artur Górski

Autor jest sekretarzem Parlamentarnego Zespołu na rzecz Ochrony Źycia i Rodziny.

Za: Nasz Dziennik, Wtorek, 15 stycznia 2013, Nr 12 (4551)

Lewica znów uderzy w rodzinę

Szykuje się lewicowa ofensywa legislacyjna. Pod koniec stycznia Sejm zajmie się projektami ustaw o tzw. związkach partnerskich

Proponowane przez Ruch Palikota, SLD i PO rozwiązania są – zdaniem przeciwników zmian w tym zakresie – początkiem forsowania szkodliwego społecznie prawodawstwa dążącego do zdeformowania pojęcia rodziny. Na najbliższym posiedzeniu Sejmu, czyli już w przyszłym tygodniu, będą rozpatrywane trzy projekty ustaw o legalizacji związków partnerskich. Dwa projekty zgłosiły razem Ruch Palikota i SLD, osobny zaś projekt przedstawił klub PO. Rozwiązania lewicy zakładają możliwość zawarcia związku przez osoby heteroseksualne i homoseksualne. W projektach są zapisy, w myśl których osoby chcące wejść w taki związek zawierają w formie aktu notarialnego umowę o związku partnerskim przedkładaną w Urzędzie Stanu Cywilnego. W projekcie Platformy Obywatelskiej znajdują się zapisy o kwestiach dziedziczenia, wspólnego zaciągania kredytów oraz obowiązku alimentacyjnym. Kwestia legalizacji związków partnerskich jest z punktu widzenia Platformy Obywatelskiej sprawą, która wizerunkowo i ideowo ustawia ją blisko lewicy, tak jak zapowiedzi dotyczące refundacji zapłodnienia pozaustrojowego. Platformie zależy na tym, aby zagarnąć poparcie elektoratu lewicowego, i co jakiś czas bije propagandową pianę, tworząc wrażenie, że kwestie takie jak legalizacja związków homoseksualnych jest sprawą obecnie najważniejszą i pożądaną przez nowoczesne społeczeństwo. Tymczasem przeciwnicy takich rozwiązań podkreślają, że jeśli w ogóle możemy mówić o kryzysie małżeństwa czy rodziny, to jest on również skutkiem wyciągania tematu związków partnerskich na agendę i moderowania ideologicznej debaty wokół niego, ponieważ właśnie takie działania osłabiają instytucję małżeństwa. Istnieje również prawdopodobieństwo, że w tej drażliwej dla lewicy kwestii może dojść do zawarcia jakiegoś kompromisu pomiędzy np. Ruchem Palikota i Platformą Obywatelską – kompromisu, który zadowoli obydwie strony. Wiele kwestii, jak chociażby sprawa Funduszu Kościelnego, pokazało, że istnieje cicha koalicja pomiędzy partią Palikota a PO, polegająca na współpracy w kwestiach kluczowych dla interesu obydwu ugrupowań. Prawo i Sprawiedliwość jednoznacznie sprzeciwia się wszystkim trzem projektom dotyczącym związków partnerskich. Według posła Arkadiusza Czartoryskiego (PiS), rozwiązania proponowane przez Ruch Palikota, SLD i Platformę Obywatelską różnią się niuansami, jednak istota pozostaje taka sama. – Celem takich pomysłów legislacyjnych jest przygotowanie gruntu pod głęboko idące zmiany społeczne, zmiany cywilizacyjne, które niszczą rodzinę i tradycyjne małżeństwo. Spójrzmy, jak przyjmowanie tego typu regulacji skończyło się w niektórych państwach zachodniej Europy. Dziś boryka się ona z licznymi problemami, jak np. zamykanie ośrodków adopcyjnych, dlatego że nie chciały oddać dziecka pod opiekę parze homoseksualnej. Godzenie w rodzinę pojmowaną jako nierozerwalny związek kobiety i mężczyzny jest absurdalnym i bardzo niebezpiecznym zjawiskiem i w konsekwencji dąży do zburzenia porządku naszej cywilizacji – uważa poseł.

Paradoksem jest fakt, że projekty skierowane są do osób, które w swoim światopoglądzie wykazują daleko posuniętą swobodę i najczęściej niechęć do formalizowania związków, w których żyją. – W ten sposób nasuwa się myśl, że prawdopodobnie pomysłodawcom takich rozwiązań chodzi o karykaturę prawdziwej rodziny i podkopanie w społeczeństwie autorytetu małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny. Nie może być tak, że godzimy się na jakieś prawne przywileje czy ustępstwa, ponieważ w efekcie może skończyć się to rozwiązaniami ustawowymi, które przeciwstawiają w jednoznaczny, a nie zakamuflowany sposób rodzinie tradycyjnej jakąś karykaturę rodziny – uważa Czartoryski.

Etycy zwracają uwagę również na eufemistyczne określenia, których pełno w samej debacie o tzw. związkach partnerskich. – To, jak formułowane są argumenty w dyskusji, zwłaszcza po stronie postulujących takie zmiany, rodzi w szerszym aspekcie kryzys pojęć, ponieważ tworzy się fałszywą alternatywę dla pojęcia małżeństwa jako nierozerwalnego monogamicznego związku mężczyzny i kobiety. Zakłamanie, z którym mamy do czynienia, czyli nawet samo wysuwanie postulatów legalizacji związków partnerskich, osłabia rodzinę i tworzy mentalność relatywistyczną, w której pojęcie nie odpowiada rzeczywistości, jest po prostu zafałszowane – zaznacza etyk ks. prof. Paweł Bortkiewicz. Jak dodaje, osłabienie definicji małżeństwa powoduje również osłabienie jego instytucji. – W formułowaniu postulatów dotyczących legalizacji związków partnerskich można odnieść wrażenie, że najważniejsze są interesy partnerskie, zaspokajania własnych potrzeb. Pomimo że pojawiają się w nich takie słowa, jak wsparcie czy pomoc, to ostatecznie nie przekonują one, że to jest sedno sprawy – uważa etyk. W jego opinii, nie należy iść w tej kwestii na kompromisy i udzielać przywilejów osobom homoseksualnym, które przysługują tylko rodzinie z racji wzniosłej roli społecznej, jaka na niej spoczywa. Przywileje idą w parze z obowiązkami. – Aktywni katolicy w życiu publicznym, przede wszystkim politycy, powinni podejmować wysiłki na rzecz obrony tradycyjnej rodziny i jednoznacznie sprzeciwiać się rozwiązaniom, które w nią godzą – apeluje ks. Bortkiewicz.

Paulina Gajkowska

Za: Nasz Dziennik, Wtorek, 15 stycznia 2013, Nr 12 (4551)

Skip to content