Polska niemal najbiedniejsza w Unii Europejskiej

Z danych Eurostatu wynika, że pozycja Polski w UE nie jest najlepsza. Nasz kraj jest zamożniejszy jedynie od trzech państw Unii, choć pół roku temu za nami były cztery kraje.

Eurostat poinformował, że poziom zamożności w Polsce, czyli PKB w przeliczeniu na jednego mieszkańca z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej, wyniósł 64 proc. unijnej średniej.

Z danych, do których dotarła „Rzeczpospolita” wynika, że gorzej niż w Polsce jest już tylko na na Łotwie (58 proc.), w Rumunii (49 proc.) i Bułgarii (46 proc.), choć jeszcze pół roku temu, wyprzedzaliśmy także Litwę. Teraz jednak nasi sąsiedzi skoczyli do 66 proc. średniej.

Za: niezalezna.pl (17.12.2012)

Pożyczają z konieczności

Polskie rodziny pożyczają z konieczności, a nie z przyjemności zaciągania kredytu. Dlaczego kredyt dla milionów rodzin staje się wręcz koniecznością życiową, z której skwapliwie korzystają banki? Przyczyną jest bezwzględny drenaż dochodów gospodarstw domowych przez rząd Tuska i Rostowskiego, spychający dużą część rodzin w obszar niedostatku. Na dowód, że tak jest, niech najpierw przemówią liczby.

Z badań publikowanych w rocznikach statystycznych GUS wynika, że w 2011 roku:

  • Prawie 20 proc. ludności, już po uwzględnieniu transferów społecznych, żyło poniżej granicy ubóstwa. Granica ta – według EU-SILC – w przeliczeniu na 1 osobę wynosi poniżej 900 zł miesięcznie, zaś dla rodziny z dwójką dzieci – prawie 1900 złotych.
  • Średnie wynagrodzenie w gospodarce wyniosło około 3500 zł, z tym że prawie 65 proc. zatrudnionych osiągało wynagrodzenie niższe niż średnia. Minimalna ustawowa wysokość płacy to blisko 1400 złotych. Trudno podać liczbę osób zatrudnionych w szarej strefie za płacę poniżej minimalnej, ale przy rejestrowanej stopie bezrobocia powyżej 12 proc., nie może to być  mała liczba.
  • Oszczędności czynione w każdym roku z dochodów dyspozycyjnych polskich gospodarstw domowych są najniższe w UE i wynoszą jedynie 6-7 proc. tych dochodów. W innych krajach UE wskaźnik ten waha się między 15 a 25 procent. Dodatkowo, polskie rodziny nie dysponują zgromadzonym w przeszłości zasobem majątku w takich rozmiarach, jak ma to miejsce w rozwiniętych krajach UE.
  • Kwota wolna od podatku PIT w Polsce wynosi nieco powyżej 3000 zł (niemal 700 euro) i nie będzie zmieniona w roku 2013. Oznacza to, że miesięcznie jedynie 250 zł wypracowanego dochodu jest zwolnione z podatku. A gdzie koszt uzyskania tego dochodu w postaci wydatków chociażby na zdrowie i edukację dzieci? (Ocenę kompromitującego rząd projektu ulg prorodzinnych wchodzących w życie od 2013 roku, dyskretnie przemilczę). Na Słowacji kwota wolna od podatku wynosi 4035 euro i jest multiplikowana liczbą dzieci. Oznacza to, że 60 proc. gospodarstw po prostu nie płaci podatku od dochodów z pracy. Nie inaczej jest w innych krajach (podaję liczby dotyczące kwoty wolnej od podatku w euro) np. Cypr – 19 500, Finlandia – 15 600, Grecja – 12 000, Luxemburg – 11 265, Austria – 11 000, Malta – 8 500, Francja – 5875, Holandia – 6000, Estonia – 2000, Wielka Brytania – 9205 funtów.
  • Od dwóch lat progi podatkowe nie są waloryzowane stopą inflacji. Wynoszą one 18 proc. podatku do 85 tys. 528 zł dochodu oraz 32 proc. podatku od 85 tys. 528 zł dochodu wzwyż. W zapowiedziach rządu nie będzie takiej waloryzacji również w roku 2013. Oznacza to niewidoczny drenaż realnych dochodów gospodarstw domowych w tempie inflacji, zwany „zimną progresją”.
  • Według danych KNF, suma udzielonych kredytów gospodarstwom domowym wykazana we wrześniu 2012 r. wyniosła przeszło 532 mld złotych. To 1/3 polskiego PKB oraz prawie 65 proc. państwowego długu publicznego.

Wniosek z oglądu liczb nasuwa się sam. Sytuacja dochodowa milionów polskich rodzin zmusza je do sięgnięcia po kredyt. W ten sposób wpadają one z konieczności w kleszcze z jednej strony fiskalnej opresji rządu, z drugiej zaś, bezwzględnych praktyk sektora bankowego, zresztą niepolskiego, nastawionego na zysk za wszelką cenę. Beneficjentem takiego układu jest gracz trzeci – sektor parabankowy, natomiast faktycznym jego akuszerem jest sam rząd Tuska i Rostowskiego.

Z usług sektora parabankowego korzystają miliony Polaków, podpisując często, w zamian za niewielkie kwoty pożyczek, wyrok na siebie i swoje rodziny. Szacuje się, że w 2012 roku straty klientów sektora pozabankowego przekraczają 2 mld złotych. Składają się na nie lichwiarskie odsetki oraz wartość zastawianego majątku. Tak lukratywny interes rozkwita pod łaskawym parasolem rządu Tuska. Łaskawym dla silnych i cwaniaków, zaś bezwzględnym dla uczciwych, pracowitych i biednych.

Prof. dr hab. Feliks Grądalski

Autor jest pracownikiem Katedry Teorii Systemu Rynkowego Kolegium Zarządzania i Finansów SGH.

Za: Nasz Dziennik, Sobota-Niedziela, 15-16 grudnia 2012, Nr 293 (4528)

 

Korzystają windykatorzy

Agresywna i nachalna, zwłaszcza przed świętami, kampania reklamowa narzucająca najróżniejsze formy pożyczek udzielanych niemal od ręki popycha tysiące osób w spiralę zadłużenia i w konsekwencji często w obszar działań firm windykacyjnych. Zdarza się, że firmy te obok uczciwej windykacji polegającej na likwidacji długu przez odnalezienie przyczyn niespłacania zobowiązań w terminie oraz wypracowania dogodnych form spłaty należności stosują niekiedy nielegalne działania wpędzające dłużników w depresję i jeszcze większe tarapaty finansowe. Efektem są rodzinne tragedie zakończone niekiedy samobójstwami, utratą dorobku życia, pogrążeniem się w nędzy. Niedozwolone praktyki firm windykacyjnych to w znacznej mierze efekt pogoni za zyskiem i wykorzystanie braku wiedzy dłużników o przysługujących im prawach. Tymczasem windykatorzy łamiący prawo muszą się liczyć z konsekwencjami w postaci postępowań karnych oraz sankcji administracyjnych ze strony Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Dłużnik dłużnikowi nierówny

Choć naiwnych, omamionych reklamami pożyczkobiorców, konstatujących poniewczasie, że nie są w stanie spłacać rat, nie brakuje, to nie zawsze zadłużenie jest wynikiem lekkomyślności czy życia ponad stan. W sytuacji postępującego rozwarstwienia społecznego i wzrostu bezrobocia sięgającego prawie 13 proc. coraz częściej wynika ono po prostu z biedy.

Tak jest w przypadku pani Bożeny, którą mąż zostawił z dwojgiem dzieci, a postępująca choroba stawów uniemożliwia jej podjęcie pracy fizycznej. Kobieta od 6 lat jest bezrobotna, żyje z alimentów i zasiłku rodzinnego. Nie przysługuje jej zapomoga z pomocy społecznej, gdyż dochody rodziny nieznacznie przekraczają ustawowy próg. Darmowe obiady dla dzieci w szkole finansowane przez MOPR i dopłata w wysokości ok. 200 zł miesięcznie do czynszu to za mało, aby rodzina utrzymała płynność finansową w obliczu szalejącej drożyzny. Aby regulować bieżące wydatki, kobieta posługuje się kilkoma kartami kredytowymi.

– Mam kartę kredytową, z której mogę wybrać 1300 złotych. Jest jeszcze debet. Później przelewam środki z jednej karty na drugą. Z reguły rachunki płacę z maksymalnym opóźnieniem. Ale nasze zadłużenie niestety rośnie – mówi.

Choć rodzina żyje bardzo oszczędnie, dzieci nie chodzą do kina, nie wiedzą, co to teatr, nie jeżdżą na szkolne wycieczki, nie uczęszczają też na żadne lekcje dodatkowe, jak angielski czy muzyka, spirala długu nakręca się. Jeśli pani Bożena nie znajdzie pracy dostosowanej do swoich możliwości, prędzej czy później wpadnie w ramiona firmy windykacyjnej.

Zresztą dłużnikiem może stać się każdy, nawet osoba, która nigdy niczego od nikogo nie pożyczała i na czas spłacała wszelkie należności. Przekonali się o tym choćby ludzie nabici w tzw. e-sądy, którzy otrzymawszy nakaz uregulowania absurdalnej wierzytelności, nie zaskarżyli go w ustawowym terminie 14”ˆdni. Po dwóch tygodniach nakaz zapłaty uprawomocnia się i po nadaniu przez sąd klauzuli wykonalności może być skierowany do egzekucji komorniczej. Takie wierzytelności często są sprzedawane w pakietach firmom windykacyjnym, które stosując różnego rodzaju metody, usiłują wyegzekwować pieniądze.

– Dłużnik dłużnikowi nie jest równy – zaznacza Dariusz Barski, były prokurator krajowy. – Są osoby uczciwe, często niezamożne lub wręcz ubogie, które wpadają w tak zwany korek kredytowy, nie mogąc spłacić, pomimo takiej woli, zaciągniętego lub zaciągniętych kredytów z braku realnych możliwości. U nich dochodzenie spłaty należności jest łatwiejsze, nie zatajają one składników swego majątku, który z reguły nie jest znaczny, nie stać ich na doradztwo profesjonalistów – mówi były prokurator krajowy.

Sytuacja jest odmienna, gdy firmy windykacyjne mają do czynienia z osobami, które świadomie unikają spłacania zobowiązań, często wielkiej wartości, wykorzystując do tego różnego rodzaju zgodne i niezgodne z prawem wybiegi, wspierane w tych działaniach przez profesjonalnych doradców.

Bez stosowania przemocy i gróźb

Czytając materiały promocyjne firm windykacyjnych, można poczuć niepokój, co zresztą zapewne jest też ich intencją. Jeszcze pół biedy, gdy powołują się na „znajomość ludzkiej psychiki”, bo to nieodzowne w tym fachu, ale gdy zapewniają o zastosowaniu „szerokiej gamy niecodziennych metod” czy też „bardzo agresywnej formy windykacji” albo dostosowaniu działań do takich wymagań klienta jak „bezwzględne odzyskanie pieniędzy” – to rzeczywiście wieje grozą.

Wśród windykacji rozróżnia się „miękką” i „twardą”. Pierwsza zazwyczaj skierowana jest do dłużników wykazujących dobrą wolę i chęć spłacenia zobowiązania, zaś druga do usiłujących uchylić się od tego obowiązku. Niezależnie jednak od tego, z którą kategorią dłużników firma windykacyjna ma do czynienia, nie może przekraczać granicy prawa.

Prokurator Dariusz Barski podkreśla, że z punktu widzenia prawa karnego granicą legalności działania firm windykacyjnych jest popełnienie przestępstwa.

– Zgodnie z przepisem art. 191 par. 2 kodeksu karnego każdy, kto stosuje przemoc wobec osoby lub groźbę bezprawną w celu wymuszenia zwrotu wierzytelności, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5 – wskazuje. – Gdy dochodzi do użycia przemocy w celu wyegzekwowania należności, jest to oczywiste przestępstwo. W innych sytuacjach będzie trzeba ocenić, czy np. taka „twarda” windykacja, opierająca się na „znajomości psychiki ludzkiej”, nie będzie stanowiła już groźby bezprawnej w rozumieniu cytowanego przepisu. Niedawno wprowadzono do kodeksu karnego przestępstwo stalkingu (art. 190a), które popełnia ten, kto przez uporczywe nękanie innej osoby lub osoby jej najbliższej wzbudza u niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia lub istotnie narusza jej prywatność. Brakuje na razie orzecznictwa, czy zachowania przedstawicieli firm windykacyjnych, które mogłyby mieć charakter uporczywego nękania, można zakwalifikować jako stalking. Trzeba tu zaznaczyć, że celem działania windykatorów nie jest nękanie, ale wyegzekwowanie wierzytelności, z tym że sposób dojścia do tego celu może przybrać takie właśnie formy – precyzuje prokurator.

Windykacja nie zawsze uczciwa

Z danych Biura Informacji Gospodarczej Infomonitor SA wynika, że w październiku 2012 r. problemy ze spłatą zadłużenia miało ponad 2,2 mln Polaków. O tempie wpadania w pożyczkowe tarapaty świadczy fakt, że w 2010 r. takich osób było ok. 1,5 miliona. Obecnie wartość przeterminowanych kredytów w skali kraju przekracza 37 mld złotych. To jest właśnie pole działania kilkuset większych i mniejszych firm windykacyjnych, których przychody w 2011 r. wynosiły prawie 550 mln złotych. Ponieważ przeciętnie koszt windykacji długu wynosi ok. 40 proc. należności – jest to niezwykle dochodowe zajęcie. Niestety, w pogoni za zyskiem niektóre z firm nie wahają się działać na granicy prawa, a nawet je przekraczać.

Wręcz modelowy przykład takich nieuczciwych metod ujawnia Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, podając obszerną dokumentację dotyczącą niedawnej decyzji w sprawie praktyk stosowanych przez jedną z firm windykacyjnych z południa Polski. Zostały one zaskarżone do Urzędu przez osobę, od której spółka ta usiłowała uzyskać zapłatę za ocieplenie domu wraz z odsetkami i kosztami windykacji. Klient utrzymywał, że prace nie zostały zakończone, a także kwestionował ich jakość oraz część roszczeń finansowych firmy budowlanej pracującej przy jego domu.

Urząd, badając metody stosowane od 3 lat przez firmę windykacyjną, zakwestionował m.in. zamieszczenie w treści pism wysyłanych przez nią do konsumentów informacji, które – jak uznał – miały na celu zastraszenie konsumenta i wywarcie na nim presji psychicznej w celu podjęcia niekorzystnych dla siebie decyzji. Takie znamiona miało m.in. podanie, że brak zapłaty spowoduje obciążenie konsumenta kosztami sądowymi, kosztami zastępstwa procesowego oraz kosztami komorniczymi, a także podanie wysokości tych kosztów, co UOKiK uznał za wprowadzenie w błąd i nieuczciwą praktykę rynkową.

Za agresywną, „a zatem nieuczciwą praktykę rynkową” uznano również zamieszczenie informacji, że w przypadku braku zapłaty zastosowanie mogą mieć przepisy art. 300 par. 1 kodeksu karnego wraz z podaniem treści tego przepisu, tj.: „Kto w razie grożącej mu niewypłacalności lub upadłości udaremnia lub uszczupla zaspokojenie swojego wierzyciela przez to, że usuwa, ukrywa, zbywa, darowuje, niszczy, rzeczywiście lub pozornie obciąża albo uszkadza składniki swojego mienia, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.
Również niedopuszczalne i wprowadzające w błąd było wykazywanie wysokości odsetek za zwłokę doliczonych do kwoty zadłużenia głównego, bez podania daty wymagalności zapłaty kwoty głównej lub dni zwłoki, a także straszenie konsumenta wpisem na „Giełdę Długów”, o ile nie uzna on długu i nie podpisze ugody, co – zdaniem Urzędu – miało na celu jego zastraszenie i wywarcie na nim presji psychicznej prowadzącej do podejmowania działania zgodnego z wolą spółki, tj. zapłaty długu lub zawarcia niekorzystnej dla konsumenta umowy z przedsiębiorcą.

Za te i inne naruszenia ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów na firmę windykacyjną została nałożona kara finansowa w złagodzonej wysokości ponad 18 tys. złotych. Karę złagodzono, gdyż firma na wezwanie urzędu zaniechała stosowania większości z tych nieetycznych praktyk.

Co warto wiedzieć

Gdy do drzwi zapuka pracownik firmy windykacyjnej lub gdy otrzymamy korespondencję od takiej firmy, najlepiej – jak radzi Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów – od razu skontaktować się z kredytodawcą i upewnić się, czy rzeczywiście powstał dług i ewentualnie jaka jest wysokość zobowiązania. Warto też samemu sprawdzić, czy roszczenie nie przedawniło się. Jeżeli tak, to przedsiębiorca nie będzie mógł skutecznie dochodzić zapłaty należności, gdyż w sądzie przegra sprawę.

Warto też wiedzieć, że tylko sąd, a nie firma windykacyjna, może określić koszty postępowania egzekucyjnego i nakazać ujawienie majątku. Rzeczy należące do dłużnika może zająć tylko komornik. Firmy windykacyjne posiadają kompetencje do prowadzenia negocjacji między konsumentem a przedsiębiorcą, któremu zalega ze spłatą.

Jeśli kredytodawca nie zaakceptuje naszych propozycji restrukturyzacji długu, warto skorzystać z pomocy profesjonalistów – miejskich lub powiatowych rzeczników konsumentów. Bezpłatne porady udzielane są również przez Federację Konsumentów oraz pod numerem telefonu 0800 800 008 przez Stowarzyszenie Konsumentów Polskich. Na pomoc tych instytucji możemy liczyć również wtedy, gdy firmy windykacyjne stosują wobec nas niezgodne z prawem praktyki lub groźby. A jeśli przy ściąganiu długu doszło do przemocy albo bezprawnych gróźb, można, a nawet należy, złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.

Adam Kruczek

Za: Nasz Dziennik, Sobota-Niedziela, 15-16 grudnia 2012, Nr 293 (4528)

Skip to content