Problem z relacjami W. Batera

Już w maju 2010, niespełna miesiąc po „katastrofie smoleńskiej” W. Bater, który miał być wedle oficjalnej wersji pierwszym polskim dziennikarzem poinformowanym o Zdarzeniu (Misja specjalna z 5-05-2010), tak matematycznie rekonstruuje parametry czasowe „katastrofy”:

(Od 2’08”) W. Bater: Telefon, kiedy ja czekałem na cmentarzu w Katyniu… zadzwonił do mnie od mojego znajomego członka tej delegacji o godzinie 8.49. Wiem od niego, że byłem trzecią osobą, do której on zadzwonił – w związku z czym, uwzględniając, że jak sam powiedział, z każdą z osób rozmawiał, ze swoich zwierzchników, po 2 minuty – odejmijmy od tego kolejne 4 minuty plus 1 minuta na wykręcanie numeru, czyli 5 minut. Mamy w tym momencie 8.44. Powiedział mi, że dzwonił z miejsca katastrofy, do którego musiał dojść na piechotę z tego miejsca, gdzie oni czekali, czyli 500-600 metrów. Zajęło mu to około 5 minut. Uwzględniając wszystkie te czynniki, można przyjąć prawie za pewnik, że do katastrofy doszło w okolicach godziny 8.40 plus-minus dwie minuty.

Zwracam na to drobiazgowe wyliczenie uwagę, ponieważ we wciąż obecnej na YouTube (pt. Wiktor Bater wiedział o katastrofie pod Smoleńskiem przed katastrofą) najsłynniejszej chyba relacji tegoż Batera (nadanej o zmierzchu 10 Kwietnia sprzed bocznej bramy lotniska XUBS), rekonstrukcja przebiegu wydarzeń wygląda nieco inaczej:

My byliśmy od samego początku na cmentarzu w Katyniu i pierwszą informację o tym, że doszło od nieszczęścia, otrzymałem telefonicznie od jednego z uczestników oficjalnej polskiej delegacji o 10.40 czasu lokalnego, czyli osiem, o 8.40 czasu polskiego, czyli praktycznie 4 minuty po katastrofie.

I dalej pada to słynne:

Wówczas jeszcze na cmentarzu w Katyniu nikt o niczym nie wiedział, było potworne zamieszanie, wszyscy usiłowali się dodzwonić do członków oficjalnej delegacji – były blokowane telefony – a kiedy to już się udawało, członkowie polskiej delegacji, sami nie wiedząc jeszcze wiele szczegółów, a praktycznie nie wiedząc nic…

(por. też http://freeyourmind.salon24.pl/380030,medytacje-smolenskie-6-godzina-batera oraz http://fymreport.polis2008.pl/wp-content/uploads/2012/06/FYM-Aneks-3.pdf)

Arytmetyka Batera, zaprezentowana w (majowej 2010) Misji specjalnej, a zastosowana do tej pierwotnej relacji (tj. z 10-04), tzn. uwzględniająca jakieś 10 minut czasowego dystansu między telefonem od znajomego dyplomaty a samą „katastrofą”, nakazywałaby umiejscowić tę ostatnią o godz. 8.30, więc nawet o 6 minut wcześniej niż obliczał wstępnie Bater pod bramą lotniska XUBS w korespondencji dla swej macierzystej stacji TV. Taki jednak scenariusz z kolei nie pasowałoby do opowieści S. Antufjewa, co na swoim zegarku miał godz. 10.38 rus. czasu, gdy słyszał „ten nierealny, nienaturalny dźwięk silników samolotu i nagle zrobiło się cicho” (Misja specjalna 5-05-2010, od 3’42”) ani tym bardziej do dokumentalnego filmu zrobionego z parapetu hotelu „Nowyj” przez polskiego montażystę, na którym to mgielnym sitcomie nie słychać do ostatnich chwil, nim urywa się materiał, żadnego zbliżającego się do XUBS samolotu (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/bilokacja-o-838.html).

Załóżmy jednak tym razem (wracając do początku niniejszego posta), że faktycznie Bater miesiąc po 10-tym Kwietnia, a więc na potrzeby Misji specjalnej, „doregulował” zegarek (jak się domyślamy, zwykle dziennikarzom „nie chodzą” prawidłowo zegarki, zwłaszcza gdy mają nadawać jakieś relacje na żywo z ważnych państwowych uroczystości) i „doprecyzował” stan rzeczy, ustalając, że nie była to wcale godz. 8.40, jak wcześniej (tj. przed miesiącem) mówił na antenie Polsat News, lecz właśnie 8.49 pol. czasu, jak to orzekł w Misji specjalnej.

Przyjmijmy więc, że Bater dostaje telefon o 8.49, tak jak wtedy opowiadał. Co się dzieje po tym telefonie, który przynajmniej z minutę czasu musiał Baterowi zająć, a więc po godz. 8.50? Dziennikarz najpierw dzwoni do konsul L. Putki (http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127291,9362074,Prosze_spokojnie__pani_konsul.html). Liczymy minutę na wykręcenie numeru i jakieś 2 minuty na samą rozmowę (trzymając się arytmetyki Batera, zaznaczam), mamy 8.53. Co dalej? Bater zbiera kilkoro dziennikarzy – na co też potrzeba przynajmniej ze 3-4 minuty (choćby, by wyjaśnić, co się stało i załadować sprzęt telewizyjny). Jest 8.57. Co dalej? Zapakowanie się wszystkich tych osób do auta i jego uruchomienie (2-3 minuty). Ca. 9.00. Wyjazd spod cmentarza i droga przez korki na smoleńskie lotnisko. Tymczasem, jak wiemy ze „smoleńskiej historii”, parę minut po 9-tej, właśnie na antenie Polsat News, w drodze na lotnisko nadawana jest pierwsza relacja o „katastrofie”, o której jeszcze wspomnę pod koniec niniejszego posta.

Inny słynny „smoleński” dziennikarz i świadek, J. Mróz z TVN24, którego z powodu nieważnej wizy miano zawrócić spod Katynia i skierować autokarem na XUBS, tak że miał tam wylądować „tuż po katastrofie”, widzi moonwalkera pod bramą lotniska niedługo po 9-tej (http://freeyourmind.salon24.pl/323106,spotkanie-mroz-wisniewski), mimo że ten miał być, wg jego własnej sejmowej opowieści przed ZP, zatrzymany na pobojowisku (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/moonwalker-w-zonie-koli.html) koło godz. 8.56 i przetrzymywany kilkadziesiąt minut przez FSB.

Wiśniewski zaś, zeznając przed ZP, twierdzi, że przy bramie (pod którą zawożą go Ruscy UAZ-em) oprócz Mroza są już i inni dziennikarze – wśród nich Bater właśnie, z którym polski montażysta ma jakąś „nieprzyjemną rozmowę” (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/12/byli-dziennikarze.html), o której od Batera jeszcze nie słyszeliśmy. Jeśli Mróz mówi prawdę o spotkaniu z Wiśniewskim (telefon Mroza poza anteną TVN24 słychać na kilka minut przed wejściem na antenę J. Kuźniara o 9.19 – por. dok. film Poranek na YT, por. też http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/07/top-secret.html), to Bater zjawia się na lotnisku z ekipą tuż po 9-tej właśnie (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/05/dziennikarze-przy-siewiernym.html) i robi owa ekipa najprawdopodobniej te słynne zdjęcia zamieszczone potem w filmie Mgła (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/04/brama-wjazdowa-z-mgy.html) niestety bez podania parametrów czasowych. Czy nie za szybko jednak, jeśli chodzi o przebieg zdarzeń, skoro alarmujący telefon do Batera z XUBS miał być o ok. 8.50? Zwłaszcza że P. Zychowicz, który też miał jechać z dziennikarzem Polsat News, relacjonuje nazajutrz po tragedii tak:

O tym, że z polskim samolotem „stało się coś złego”, dowiedziałem się kilka minut po katastrofie, która nastąpiła o 8.56 (10.56 czasu miejscowego). Byłem wtedy przed Polskim Cmentarzem Wojennym w Katyniu, gdzie wraz z kilkuset innymi osobami – przedstawicielami Rodzin Katyńskich, Polakami z Rosji, polskimi żołnierzami, harcerzami, politykami i dziennikarzami – czekaliśmy na przybycie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Informacja o kłopotach na oddalonym o kilkanaście kilometrów wojskowym lotnisku w Smoleńsku pochodziła od stojącego opodal zdezorientowanego dyplomaty. Otrzymał ją przez telefon, ale połączenie było bardzo złe. Nie wiedział „nic na pewno”. Wraz ze stojącymi w pobliżu dziennikarzami natychmiast podjęliśmy decyzję: jedziemy. Wsiedliśmy do samochodu. Korespondentka „Rz” w Moskwie Justyna Prus, reporter telewizyjny Wiktor Bater, jego kamerzysta, rosyjski fotograf, dziennikarka Reutersa i ja. Po dziesięciu, góra piętnastu minutach szaleńczej jazdy byliśmy na miejscu. Jeszcze po drodze dostaliśmy telefoniczną informację: „z samolotu nie ma co zbierać”. (…)

Speszeni strażnicy przepuścili nas przez bramę – wystarczyło, że machnęliśmy im prasowymi identyfikatorami – i zatrzymaliśmy się przed pasem startowym. W miejscu, gdzie kilkunastu Rosjan i Polaków czekało na prezydenta. Lotnisko było pogrążone w gęstej mlecznej mgle. Od razu uderzył mnie panujący tu spokój. Gdyby ktoś został ranny, gdyby była jakakolwiek nadzieja, wszyscy ci ludzie by biegali, krzyczeli. Stojące obok samochody strażackie pędziłyby w stronę miejsca katastrofy. (…)

Ludzie na płycie lotniska stali bez ruchu, rozmawiali ściszonymi głosami, skupieni w niewielkich grupkach. Część z telefonami przy uchu. – Była katastrofa, nikt nie przeżył – rzucił nam blady jak płótno Polak, prawdopodobnie pracownik ambasady. Obok stały trzy autokary (por. http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/05/dziennikarze-przy-siewiernym.html – ja tu autokarów żadnych nie widzę – przyp. F.Y.M.). Miały zabrać pasażerów Tu-154M. W środku kilka spłoszonych kobiet. – Nie wierzę w to, co się stało – rzuciła jedna z nich. Po chwili z pasa startowego zaczęła zjeżdżać kawalkada karetek. Pięć, może sześć. Jechały powoli, bez włączonych sygnałów. Tak nie wozi się żywych ludzi.

Po chwili podeszło do nas kilku agentów Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Kazali opuścić teren wojskowego lotniska. Zdecydowaliśmy, że jedziemy na miejsce, w którym spadł samolot. Powiedziano nam, że stało się to kilkaset metrów przed ogrodzeniem lotniska, po drugiej stronie wojskowej bazy.

http://www.rp.pl/artykul/460145.html?p=1

Niestety, jak dotąd nikt nie zrobił wywiadu-rzeki z Baterem ani też Batera nie zdążył dotąd przesłuchać legendarny i zapracowany ZP. Pozostaje nam czekać dalej na jakieś nowe „smoleńskie” wieści od tego dziennikarza, albowiem w materiale dla Faktu (z kwietnia 2011, czyli rok po tragedii), Bater sytuuje telefon od znajomego w jeszcze innym czasie, bo „mniej więcej o 8.45http://www.fakt.pl/Bater-Wiedzialem-pierwszy,artykuly,100785,1.html) i twierdzi, co ciekawsze, że było to połączenie jeszcze zanim ów dyplomata pobiegł na pobojowisko (co nieco kłóci się ze scenariuszem zaprezentowanym przez Batera w Misji specjalnej):

Była mniej więcej 8.45. Usłyszałem w słuchawce głos serdecznego przyjaciela – polskiego dyplomaty pracującego kiedyś w Moskwie, a teraz włączonego w delegację MSZ, która oczekiwała na prezydenta na lotnisku „Siewiernyj”:

– Nie macie co czekać na prezydenta, prezydent nie przyjedzie. Coś się stało z samolotem – mówił zdenerwowany.

– Co się stało, coś przy lądowaniu? – dopytywałem.

– Nie wiem dokładnie. Biegnę się dowiedzieć. Zdaje się, że samolot się rozbił – odparł i rozłączył się.

Nie tylko ten pierwszy telefon nie podaje więc żadnych szczegółów „smoleńskiej katastrofy”, ale co gorsza, w tej relacji Batera (dla Faktu) dochodzi jeszcze 1) jego rozmowa z L. Kelly z Reutersa, a 2) następnie z polskim dyplomatą na cmentarzu, 3) telefonowanie do innego dyplomaty na smoleńskim lotnisku (Wiktor nie dzwoń teraz do mnie, Wiktor nie mogę rozmawiać – tylko tyle zdołałem usłyszeć wśród steku przekleństw), 4) konwersacja Kelly z borowcami, którzy mają zrazu nic nie wiedzieć, 5) bieg borowców do busa i pokazywanie kciukiem w dół, że coś się stało, 6) zebranie się dziennikarskiej ekipy do samochodu wraz z operatorem i kamerą, i 7) ruszanie w te pędy na XUBS.

Zdaniem zaś Batera, gdy wskakiwał do auta „było jeszcze przed dziewiątą” (http://www.fakt.pl/Bater-Wiedzialem-pierwszy,artykuly,100785,1.html). Potem nadaje on swoją pierwszą relację dla Polsat News, zaś w cytowanym wyżej Fakcie (rok później) stwierdza, uwaga, że telefon z pobojowiska dostał już po tej pierwszej telewizyjnej korespondencji. Miał to być telefon o treści: Wszystko się rozwaliło, samolot się rozbił, praktycznie nie ma szans, by ktokolwiek przeżył, nie ma co zbierać. To kłóciłoby się z tym, co Bater opowiadał w majowej (2010) Misji specjalnej, czyli przypomnę: Powiedział mi, że dzwonił z miejsca katastrofy, do którego musiał dojść na piechotę z tego miejsca, gdzie oni czekali, czyli 500-600 metrów. Zajęło mu to około 5 minut (i miało być to połączenie o godz. 8.49).

Jest oczywiście różnica między godziną ca. 9.05 a 8.49, wiemy jednak, że w wielowątkowych historiach smoleńskich 15 minut w tę czy w tę stronę nie robi świadkom problemu. Tym niemniej, wedle tego, co można obejrzeć w dokumentalnym materiale na YT pt. Pył na wietrze, to właśnie podczas tej pierwszej korespondencji na antenie Polsat News Bater ma opowiadać: na lotnisku leżą ciała zabitych, tych, którzy zginęli w katastrofie, nie wiadomo, czy ktoś wyżył (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2012/07/tuz-po-9-tej-10-04.html).

No więc jakąś jedną, spójną relacją Batera nie dysponujemy, co należy do tradycji „opowieści smoleńskich”, aczkolwiek mamy niezawodnego moonwalkera, który już wiele opowiedział (http://freeyourmind.salon24.pl/284554,historia-lunochoda). Na pewno doskonale nam wszystkim jest znany materiał spod tej samej bocznej bramy lotniska (sprzed której nadawał wieczorem 10-04 Bater) z wywiadem z Wiśniewskim. Proponowałbym obejrzeć ten wywiad ponownie – zupełnie chłodnym okiem – tym razem jednak odkładając nieco na bok samą narrację i gestykulację polskiego montażysty. Trudno powiedzieć, kiedy dokładnie, tj. o której godzinie zarejestrowano ten niezwykły materiał, ale z jego analizy możemy się domyśleć, iż zrobiono to dość wcześnie.

Po czym to można stwierdzić? Po pierwsze: przy bramie stoi raptem dwóch drepczących ruskich funkcjonariuszy (http://4.bp.blogspot.com/-e1i5IqBBw0U/TXJ0WmthBBI/AAAAAAAAASY/F9MruQ_27wE/s1600/wx.png) (pod koniec rozmowy podchodzi do nich trzeci, witając się). Po drugie: za bramą NIC się nie dzieje – nie widać ani wozów strażackich, ani karetek, ani wojska, ani wozów dyplomatycznych, ani żadnego nerwowego ruchu jakichkolwiek służb (w przeciwieństwie do tego cyrku, który będzie prezentowany w mediach, jak choćby na tych zdjęciach emitowanych po godz. 10.30 http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/06/cyrk-strazacki.html). Po trzecie: nie słychać syren ani nawoływań wokoło, panuje zupełna cisza, a przecież jest to czas PO „katastrofie”, więc powinno pojawić się wiele objawów właśnie nerwowości. Podobnie zresztą wygląda tło dźwiękowe telefonicznej rozmowy J. Bahra, mającego być już na pobojowisku, z gostkiem z warszawskiego „centrum operacyjnego”MSZ o godz. 9.07-9.10 (http://www.rmf24.pl/raport-lech-kaczynski-nie-zyje-2/fakty/news-msz-ujawnia-smolenskie-rozmowy-sikorskiego,nId,595431) – zero syren, nawoływań etc.

W przypadku słynnego wywiadu z Wiśniewskim pod bramą XUBS nerwowa jest wyłącznie relacja samego moonwalkera, który z jednej strony, jak pamiętamy, opowiada o tym, co widział, z drugiej zaś nie może pojąć, iż chodzi o wypadek „prezydenckiego tupolewa”. Na pewno w TVP wiedziano by, o której materiał z Wiśniewskim nagrano (M. Pyza mógłby to ustalić po starej znajomości, gdyby chciał) – kiedy jednak wywiad nadano? Dopiero jakiś czas po wpół do 11-tej pol. czasu, kiedy to odbędzie się (ca. 10.27 pol. czasu) premiera moonfilmu, czyli dokumentalnego zapisu z księżycowej wędrówki polskiego montażysty po „miejscu lotniczego wypadku”.

A może od tego materiału, może od tego wywiadu z Wiśniewskim należało zacząć obrazowanie katastrofy smoleńskiej, a nie np. od telefonicznej korespondencji Batera stanowiącej swoisty medialny falstart 10 Kwietnia, skoro przecież TVN24 tuż po 9-tej podaje w porannym skróconym serwisie jeszcze że: Prezydent Lech Kaczyński złoży w Katyniu hołd Polakom pomordowanym w 40. roku przez NKWD. Obok głowy państwa w uroczystościach wezmą udział m.in. przedstawiciele Rodzin Katyńskich (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2012/07/tuz-po-9-tej-10-04.html)? Ta informacja podawana jest przez TVN24 mimo, że już od 10 minut w redakcji wiadomo (od korespondentów z Katynia i Smoleńska), iż doszło do „smoleńskiej katastrofy”.

Free Your Mind

PS.

http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/06/wiadomosc-z-723-10-go-kwietnia.html

http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/byy-dwie-maszyny-ktora-sie-rozbia.html

Za: CentralaAntykomunizmu - Free Your Mind blog (2 gru 2012) | http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2012/12/problem-z-relacjami-w-batera.html

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content