Wjeżdżamy w tunel – Stanisław Michalkiewicz

Jak nie możesz ich pokonać – przyłącz się do nich. Tak można by podsumować ostatni Kongres Prawa i Sprawiedliwości, na którym Jarosław Kaczyński poprosił Donalda Tuska o „pokój”. Tymczasem banda idiotów, w którą, pod nadzorem razwiedki, ponownie przekształca się dziennikarstwo polskie, koncentruje się na tajnej operacji posła Palikota. Ale jaja! Poseł Palikot, który, niczym jakiś kretyn, bezmyślnie głosował za narzuceniem polskim przedsiębiorcom obowiązku zatrudnienia specjalisty od ochrony przeciwpożarowej i „ewakuacji pracowników”, miał w tajemniczy sposób przedostać się na kongres PiS. Pojawiły się w związku z tym fałszywe pogłoski, że przebrany za wibrator, stał w kącie sali i przekazywał wiadomości. Jest to oczywiście nieprawda, bo – po pierwsze – wcale nie musiałby się przebierać, więc – po drugie – natychmiast zostałby rozpoznany. Ale mniejsza już o tego wpływowego męża stanu, bo ważniejsza jest prośba o pokój.

Najwidoczniej prezes Kaczyński doszedł do wniosku, że z PiS-em w obecnym składzie i przy malejącym poparciu politycznym, nie jest już w stanie nie tylko pokonać, ale nawet skutecznie stawiać się razwiedce, która po roku rządów premiera Tuska nie tylko powróciła na poprzednio zajmowane miejsca, ale jeszcze się umocniła, zarówno na strategicznych pozycjach gospodarki polskiej, w mediach, zwłaszcza elektronicznych, a także w życiu społecznym. Co tu dużo mówić; okazało się, że nawet w Kościele wpływy razwiedki stały się znacznie większe, niż ktokolwiek mógł sobie wcześniej wyobrażać. Absolucja generalna nie została przez generała Kiszczaka udzielona za darmo. Przeciwnie; Episkopat Polski, chwytając się tej brzytwy, stał się niestety zakładnikiem poświadczenia nieprawdy i teraz będzie musiał chronić konfidentów za wszelką cenę, której prawdopodobnie sam jeszcze do końca nie zna. Co więcej – nie da się pogodzić zasadniczej zgody na Anschluss z wierzganiem przeciwko Niemcom, które od początku 2007 roku przeszły w Polsce na ręczne sterowanie, kaptując tę część razwiedki, która nie podlega drugiemu strategicznemu partnerowi.

Na dodatek wybór na prezydenta USA Baracka Obamy, który chyba naprawdę chce ułożyć się z Rosją i za Clintonem powierzyć Niemcom „większą odpowiedzialność za Europę”, rozwiewa ostatnie złudzenia co do aktywnej polityki amerykańskiej w Starym Świecie, w której Polska mogłaby odegrać jakąś rolę. Normalizacja stosunków z Rosją oznacza, że Ameryce niepotrzebni są nawet dywersanci – o czym zresztą, w końcówce rządów Busha, wspominała jeszcze Kondoliza, deklarując odstąpienie USA od forsowania członkostwa Gruzji i Ukrainy w NATO, a w tej sytuacji Partnerstwo Wschodnie, którym tak się nasładza minister Sikorski, oznacza w najlepszym razie polskie usługi dywersyjne dla Niemiec. A skoro tak – to nie ma co, ani – powiedzmy sobie szczerze – również przed kim, udawać „obrony interesu narodowego”, tylko – póki jeszcze można – wsiąść do pociągu Eurospółki do „modernizacji”, gdzie bilety jednak sprzedaje razwiedka i Salon, a sprawdza – póki co – Platforma. Dlatego też prezes Kaczyński pokajał się przed „wykształciuchami” i zapewnił „młodych”, co to na wezwanie Justyny Pochanke „skrzykują się” przy pomocy SMS-ów, że przy PiS-ie też nie będą mieli krzywdy – i machnął białą flagą. Czy mu przebaczą i uwierzą – to inna sprawa. Pożyjemy – zobaczymy.

W takim niepewnym położeniu nie ma co wygłupiać się z ogłaszaniem jakichś „programów”, toteż prezes Kaczyński przytomnie odłożył jego ogłoszenie na dwa lata, najwyraźniej licząc na to, że do następnych wyborów jakoś dojedzie na samej „tradycji” i sprzeciwie wobec prywatyzacji. Ten sprzeciw jest nawet logiczny; to, co w żargonie Platformy nazywane jest „prywatyzacją” oznacza dzisiaj tworzenie żerowisk wyłącznie dla razwiedki i zaplecza politycznego PO, więc chroniąc w imię „państwa solidarnego” możliwie jak największy sektor publiczny, PiS uwiarygodnia swoje obietnice wobec „młodych”. Do 2010 roku może liczyć w tym na prezydenta, który, w odróżnieniu od prezesa Kaczyńskiego, swojej skłonności do socjalizmu nigdy nie ukrywał, ale co będzie później? To zależy, jakie kandydatury zaproponuje nam razwiedka i kogo uzna za swego faworyta nasza Katarzyna, czyli kochana pani Aniela.

Osobiście największą szansę dla PiS upatruję w ogłoszeniu nowej inicjatywy politycznej, na czele której stanął Dariusz Rosati, czyli na Porozumieniu dla Przyszłości. Osoba przewodniczącego, który został – oczywiście „bez swojej wiedzy i zgody”, zarejestrowany jako konfident razwiedki wskazuje, że to ona może temu przedsięwzięciu patronować, zaś udział Marka Borowskiego, Janusza Onyszkiewicza i Magdaleny Środy dowodzi aprobaty zarówno Żydów, jak i Salonu. Jeśli te podejrzenia są trafne, to i Donaldu Tusku nie pozostanie nic innego, jak dogadać się z PiS-em w celu blokowania każdej alternatywy, zarówno z jednej, jak i z drugiej strony – boć przecież tylko patrzeć, jak różne wróbelki będą chciały sobie podziubać na „tradycji”. W tym celu do systemu dwupartyjnego trzeba będzie tylko jakoś przekonać razwiedkę – ale ona słucha konkretnych argumentów, więc rzecz jest do załatwienia.


Stanisław Michalkiewicz
Felieton  ·  tygodnik „Nasza Polska”  ·  2009-02-10  |  www.michalkiewicz.pl

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Nasza Polska”.


Skip to content