Brać, ile się da

Zawsze można stwierdzić, że kolejne transze pieniędzy z UE będą sprawiały, iż Polska będzie rosła w siłę. Ale istnieje też możliwość, że dotacje będą odzwyczajały Polaków od samodzielności, wspierały klientelizm, rozwój biurokracji i praktyk korupcyjnych.

Ostatnio z polskich mediów niosła się jedna wielka skarga: „Chcą nam zabrać nasze pieniądze”. W ustach dziennikarzy, którzy niejednokrotnie dowodzili, że dla pieniędzy zrobią i powiedzą wszystko, skarga ta brzmiała rzeczywiście przekonująco i rozpaczliwie. Nic więc dziwnego, że cała uwaga skupiona była na premierze, który obiecywał w kampanii, iż jego partia po wygraniu załatwi nam bez trudu miliardy z Brukseli i będzie „jeszcze fajniej” niż dotąd. A premier Tusk, jak wiadomo, ma w Unii niezwykle silną pozycję, w dodatku wspierali go niezmiernie wpływowi w Unii Jerzy Buzek i Janusz Lewandowski oraz Radosław Sikorski, nagrodzony ostatnio przez „Foreign Policy” za prawdomówność i wsławiony słynnym przemówieniem berlińskim, które powinno pozytywnie nastrajać wezwanych przez nas do przywództwa Niemców.

Rząd się wyżywi

W negocjacjach nie chodzi tylko o pieniądze, lecz także o fundamentalny dla propagandy PO mit silnej pozycji Polski i mit premiera Tuska, przez niektórych już pasowanego na następcę Barroso. Chodzi także o mit szczególnych relacji z Angelą Merkel i z Niemcami. Sam premier zdaje się weń wierzyć. Jego jedyną ideą dla Polski było trzymać się jak najbliżej Angeli Merkel z nadzieją, że ta wierność zostanie w odpowiednim czasie nagrodzona. Niestety okazało się, że szczodrobliwość Niemiec ma także swoje granice. Nie można głosić wszem i wobec polityki oszczędności i jednocześnie zgadzać się na zupełny brak cięć w wydatkach UE. Czy to nie Donald Tusk pouczał kiedyś premiera Browna, że trzeba ciąć wydatki? Ale nie załamujmy się. Pieniądze będą. Może trochę mniejsze, ale rząd i jego klienci na pewno się wyżywią, może nawet wystarczy, by kupić sobie następną kadencję, a społeczeństwu też coś skapnie.

Dotowanie niesamodzielności

Brakuje wszakże uczciwego bilansu. Czy pieniądze z Unii, które napływały w ostatnich latach, pozwoliły rozwiązać któryś z polskich newralgicznych problemów – tych, które będą rzeczywiście rozstrzygały o naszej przyszłości – zapaść demograficzną, problemy służby zdrowia, pogłębiającą się nierównowagę regionalną, dramatycznie niską innowacyjność, rosnące bezrobocie wśród młodych Polaków, emigrację zarobkową? Owszem, zainwestowano w infrastrukturę. Wiele inwestycji było sensownych, ale jestem przekonany, że rzetelny i dokładny audyt odkryłby także drugą, ciemną stronę napływu tego łatwego pieniądza – wiele bezsensowych wydatków, wiele firm, instytucji i fundacji żywiących się funduszami UE, a wykonujących zupełnie zbędne funkcje. Hasłem ostatnich lat było, że trzeba brać, skoro dają, nie oglądając się na to, czy będzie potem się miało możliwości uruchomić inwestycje, sensownie je wykorzystać i utrzymać. Czasami trzeba było przy tym się zadłużyć.

Oczywiście zawsze można powiedzieć, że w przyszłości będzie lepiej, iż kolejne transze europejskich pieniędzy będą sprawiały, że nie tylko ludzie będą żyli trochę dostatniej, ale i Polska będzie rosła w siłę. Ale może być wręcz przeciwnie i dotacje będą utrwalały negatywne cechy – przede wszystkim odzwyczajały od samodzielności, wspierały klientelizm, rozwój biurokracji i praktyk korupcyjnych.

Europejska „underclass”

Los krajów południa Europy, przede wszystkim Grecji, powinien być ostrzeżeniem. W przewidywaniach dotyczących długofalowego rozwoju Europy rysuje się zazwyczaj pas szybkiego wzrostu, ciągnący się mniej więcej od Birmingham, poprzez kraje Beneluksu, Niemcy do Rzymu (tzw. niebieski banan), zahaczający o zachodnią Francję oraz pas regionów „high-tech” – w tych i innych modelach rozwoju Polska pozostaje na peryferiach. Obecnie na naszych oczach tworzy się europejska „underclass” państw utrzymywanym przez UE. Na szczęście Polska nie jest jeszcze utrzymanką Europy, ale niestety przemiany mentalne i polityczne ostatnich lat sprawiają, że nie można wykluczyć, iż popadniemy w trwałe uzależnienie od UE, w które już popadł nasz pan premier.

Zdzisław Krasnodębski

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Za: niezalezna.pl (2012-11-27) | http://niezalezna.pl/35203-brac-ile-sie-da

Skip to content