Felix culpa, czyli wina błogosławiona – Stanisław Michalkiewicz

Za strach, za smak upokorzenia zapłaci czelna mu hołota i będzie odtąd gnić w więzieniach, aż z niej zostanie kupa błota” – pisał w zakończeniu poematu „Towarzysz Szmaciak” Janusz Szpotański. Czyż nie wspierały go proroctwa? Nikt chyba temu nie zaprzeczy na widok mobilizacji Sanhedrynu i Salonu, które oczywiście częściowo się w naszym nieszczęśliwym kraju pokrywają, ale częściowo nie. Na przykład – pan mecenas Roman Giertych. Do Sanhedrynu przypisać go niepodobna, natomiast do Salonu – jak najbardziej, przynajmniej w charakterze aspiranta. Co tu ukrywać; prezes Jarosław Kaczyński jest chyba cudotwórcą, skoro potrafił uczynić aspiranta do Salonu nawet z pana mecenasa Romana Giertycha. Podobnie pan Tadeusz Mazowiecki; z Sanhedrynem nie ma nic wspólnego – na dowód czego w 1990 roku przedstawił świadectwa chrztu swoich przodków, natomiast w Salonie – aaa! – Jest gwiazdą może nie pierwszej, ale drugiej świeżości, to już na pewno.

Widać, że w ramach mobilizacji gwoli dania odporu aferze trotylowej i Sanhedryn i Salon sięgnęły do najgłębszych rezerw. Jakże inaczej ocenić wydobycie mumii Tadeusza Mazowieckiego, który podobnie jak za Stalina, tak i teraz, na dźwięk znajomej trąbki natychmiast przyjmuje sławną „postawę służebną”, która dotychczas do Kamasutry nie weszła chyba przez czyjeś karygodne niedopatrzenie. Do czego to podobne – powiada – że jedni wierzą w zamach, podczas gdy drudzy „oceniając fakty rozumieją” że była to katastrofa lotnicza! Społeczeństwo, w którym jedni wierzą w jedno, a drudzy – w drugie – to znaczy: „w fakty”, no i w ogóle – „rozumieją” – takie społeczeństwo jest „zepsute”. Naprawić je można tylko tak, że wszyscy będą wierzyli w jedno i to samo. A w co? No jakże? W to, w co wierzyć nakaże partia! Dlatego Tadeusz Mazowiecki uważa, że „środowisko dziennikarskie” nie powinno nad aferą trotylową „przejść do porządku”.

Czyż nie inaczej było za Stalina? Kiedy, dajmy na to, niezależna prokuratura zdemaskowała biskupa Kaczmarka, jako agenta Watykanu, to kto złożył dowody żarliwej wiary w to, w co akurat trzeba było na tym etapie wierzyć? Tadeusz Mazowiecki! „Ach, jak ten trening mu się przydał!” – że znowu zacytuję fragment z „Towarzysza Szmaciaka”. Zatem – skoro taki jest rozkaz, to tylko patrzeć, jak pojawią się zbiorowe protesty podpisane nie tylko przez przedstawicieli „środowiska dziennikarskiego”, ale również, a właściwie nie „również”, tylko przede wszystkim – przez stado autorytetów moralnych, bo nie od dziś wiadomo, że autorytety moralne żyją w stadach hierarchicznych. Na czele takiego stada stoi samiec alfa, to znaczy – autorytet patentowany, jak na przykład pan red. Adam Michnik, no a potem następują autorytety coraz drobniejszego płazu, a na samym końcu – aspiranci. I proszę! Jeszcze nie przebrzmiały echa słów Tadeusza Mazowieckiego, a już z „Rzeczpospolitej” wyleciał pan red. Wróblewski i pan red. Gmyz. Po urządzeniu przez pana Hajdarowicza takiej pokazuchy, każdy będzie już wiedział, czego się trzymać: „Posadę przecież mam w tej firmie kłamstwa, żelaza i papieru. Kiedy ją stracę – kto mnie przyjmie?” – pytał retorycznie Gałczyński w „Refleksjach z nieudanych rekolekcji paryskich” – i jestem pewien, że odtąd ta refleksja stanie się pierwszą zasadą zawodowej moralności „środowiska”. Ano cóż; jeszcze trochę kryzysu i znowu będzie jak za Stalina.

Jest to prawdopodobne tym bardziej, że gołym okiem widać, iż sprawę melioracji nie tylko środowiska dziennikarskiego, ale całego naszego mniej wartościowego państwa tubylczego wziął w swoje wypróbowane ręce Sanhedryn, stosując metody znane z głębokiej komuny. Oto red. Piotr Smolar, syn pana Aleksandra Smolara, z racji reprezentowania w naszym nieszczęśliwym kraju interesów słynnego finansowego grandziarza uważanego za najważniejszego cadyka, podejrzewam, że z ojcowskiej inspiracji, umieścił w „Le Monde” pryncypialny odpór aferze trotylowej, a już żydowska gazeta dla Polaków z entuzjazmem go omówiła, jako opinię „zachodniej prasy” – dokładnie tak samo, jak za komuny „Trybuna Ludu” inspirowane przez razwiedkę publikacje w „Morning Star”, czy innej „L’Humanite”. Krótko mówiąc – wraca nowe, więc nic dziwnego, że zaktywizowało się propagandowo potomstwo dawnych stalinowców. Pryncypialnie przemówiła i pani reżyserowa Agnieszka Holland, a przecież to nie koniec, tylko początek. Aktywizują się również przedstawiciele innych środowisk żydowskich, m.in. pan prof. Paweł Śpiewak, dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego – placówki coraz śmielej rozdrapującej sumienia tubylczych tubylców, by poprzez wzbudzenie w nich poczucia zbiorowej winy, doprowadzić ich do stanu bezbronności wobec tak zwanych „roszczeń” starszych i mądrzejszych, pretendujących do roli szlachty. „Kędy tej szlachty jest początek?” Ach, wiele by o tym mówić, ale to jest zupełnie inny temat.

Inny – bo inny, ale trzeba było o tym napomknąć, gwoli lepszego zrozumienia, że skoro tak, to czyż nie lepiej zawczasu wytresować mniej wartościowy naród tubylczy, by nie tylko wierzył w to, co mu nakaże partia i „rozumienie faktów” (wicie, towarzysze, rozumicie!”), ale przede wszystkim – żeby nic nie kombinował na własną rękę. Dlatego na czele marszu pod hasłem: „Razem dla Niepodległej” stanie prezydent Komorowski – ten sam, którego wyniesieniu na ten urząd tak gorąco kibicował pan generał Marek Dukaczewski. Pomyślmy; Tyle dobra udało się już wydobyć, a ile jeszcze się wydobędzie z jednej tylko publikacji w „Rzeczpospolitej”! Czyż ci, którzy teraz uwijają się jak w ukropie przy wydobywaniu tego dobra, nie powinni okazać choćby trochę wdzięczności panu red. Cezaremu Gmyzowi? Przecież gdyby nie on, nigdy nie byłoby do tego okazji! Zatem, jeśli nawet przypisuje mu się winę, to przecież jest to wina błogosławiona!

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Nasza Polska”.

Felieton    tygodnik „Nasza Polska”    14 listopada 2012

Za: michalkiewicz.pl | http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2669

Skip to content