Prokurator Szeląg zastrasza biegłych

Szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie płk Ireneusz Szeląg zabronił biegłym informowania kogokolwiek, w tym swoich przełożonych, o ustaleniach poczynionych w Smoleńsku podczas ostatniego wyjazdu.

Jak ustaliła „Codzienna”, 30 października w godzinach porannych płk Ireneusz Szeląg wykonał kilka ważnych telefonów do funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego i Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego. Miał się podczas tych rozmów powoływać na treść art. 241 kk, który zabrania rozpowszechniania bez zezwolenia wiadomości z postępowania przygotowawczego. Tymczasem powyższy przepis nie ma jakiegokolwiek związku z relacjami oficerów CBŚ i CLK z ich przełożonymi.

 – Wynika z tego, że płk Szeląg przekroczył swoje uprawnienia i bezprawnie groził odpowiedzialnością karną biegłym i specjalistom powołanym przez wojskową prokuraturę. Takie zachowanie jest absolutnie niedopuszczalne – mówi nam Tomasz Kaczmarek (PiS), który w tej sprawie złożył do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez prokuratora Szeląga.

Według informacji „Gazety Polskiej Codziennie” w dniu publikacji na temat znalezienia śladów materiałów wybuchowych na wraku Tu-154M wczesnym rankiem, ok. godz. 6, prokurator Ireneusz Szeląg zadzwonił do funkcjonariuszy Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego oraz Centralnego Biura Śledczego, którzy byli w Smoleńsku. Powiedział, że nie wolno im informować nikogo, w tym przełożonych, o ustaleniach poczynionych w Smoleńsku.Prokurator Szeląg zagroził,że gdyby doszło do przekazania tych danych, funkcjonariuszom grozi odpowiedzialność karna.

Ustaliliśmy, że policjanci z tej rozmowy sporządzili notatkę, która znajduje się na Komendzie Głównej Policji. Funkcjonariusze, którzy byli w Smoleńsku, przywieźli do Polski zapisy badań, które znajdują się także w pamięci urządzeń użytych przez biegłych. Pełny opis czynności i pomiarów został sporządzony na bieżąco w Smoleńsku, podczas wykonywanych badań. Biegli mieli ze sobą przenośny komputer z oprogramowaniem do opracowania wyników pomiarów.

Tymczasem może się okazać, że to niejedyne kontrowersje wokół słów szefa WPO. Tłumaczył on bowiem, że urządzenia, których używali w Smoleńsku polscy biegli, mogły pomylić trotyl z namiotem z PCV i wykorzystywane są „jedynie do wstępnych badań przesiewowych”. Jedno z tych urządzeń TrueDefender FT pozwala na jednoznaczną chemiczną identyfikację badanej substancji oraz jej automatyczną analizę, a wykorzystywany przez służby specjalne i wojsko na całym świecie (m.in. przez izraelski Mosad) detektor Hardened Mobile Trace w kilka sekund wykrywa obecność materiałów wybuchowych. Fałszywe alarmy generowane przez te urządzenie oscylują wokół 2 proc.

Wiadomo, że detektory zareagowały w Smoleńsku tak silnie, że jeden z nich przekroczył skalę. Na miejscu badań była rosyjska pirotechniczka z Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Miała wpaść w panikę, gdy zobaczyła wskazania detektorów.

Nie znamy stanowiska śledczych w tej sprawie, ponieważ nie odpowiedzieli na nasze pytania.

Dorota Kania, Katarzyna Pawlak

GPC

Za: Publikacje "Gazety Polskiej" (10.11.2012) | http://autorzygazetypolskiej.salon24.pl/462570,prokurator-szelag-zastrasza-bieglych

Skip to content