Bezczynność prokuratury

Z mec. Bartoszem Kownackim rozmawia Marcin Austyn

Dzień przed publikacją „Rzeczpospolitej” o śladach materiałów wybuchowych na wraku Andrzej Seremet spotkał się z Tomaszem Wróblewskim. Prosił, by wstrzymać się z publikacją, aby prokuratura merytorycznie odniosła się do informacji. Nic więcej nie zrobił.

– Jeśli rozmowa prokuratora generalnego z red. Wróblewskim miała taki przebieg, jak to relacjonuje prok. Seremet, to będąc dziennikarzem, także mógłbym wysnuć wniosek, że coś jest na rzeczy, że tak naprawdę prokurator nie może potwierdzić pewnych spraw, bo nie może ujawnić tajemnicy śledztwa i przekazać szczegółowych informacji, ale też nie zaprzecza informacjom zdobytym przez dziennikarza. Tym samym publikacja „Rz” miała uzasadnienie. Jednakże w wypowiedzi prokuratora generalnego dostrzegam znacznie istotniejszą sprzeczność. Jeżeli rozmawiał o sprawie badań przeprowadzonych przez biegłych w Smoleńsku cztery tygodnie wcześniej z premierem Donaldem Tuskiem, mając świadomość tego, że może dojść do tego rodzaju publikacji, to musiał udzielić premierowi dość szczegółowych informacji dotyczących postępowania. Równocześnie cztery tygodnie później w rozmowie z Wróblewskim jest zaskoczony, prosi o czas do przygotowania stanowiska prokuratury, używa sformułowań, które można uznać za potwierdzenie jego tezy, to jest znamienne.

Szczególnie że dzieje się to w sytuacji świadomości, że może dojść do przecieku.

– Właśnie. Skoro z tego powodu doszło do spotkania z premierem, to prok. Seremet powinien być przygotowany na to, że np. któraś z gazet zdecyduje się na taką publikację bez rozmowy z prokuratorem, bo takiego obowiązku nie było. Można było się też spodziewać, że któryś z dziennikarzy zapyta o sprawę. Jest rzeczą oczywistą, że w takim przypadku reakcja prokuratury powinna być natychmiastowa. Miała ona bowiem cztery tygodnie na wypracowanie stanowiska. Zatem tłumaczenie prokuratora generalnego, że prosił o odroczenie publikacji, by prokuratura mogła przygotować merytoryczną odpowiedź, jest sprzeczne z tym, co wydarzyło się wcześniej.

Prokurator Seremet twierdzi, że o publikacji wiedział już przed północą i nalegał, by prokuratura wojskowa wydała szybko komunikat „po to, żeby uspokoić nastroje”. A to, że stało się to dopiero o 13.00 następnego dnia, jest kwestią techniczną…

– To kompromitujące, że od godz. 14.00-15.00, kiedy miało miejsce spotkanie z red. Wróblewskim, nie było dość czasu, by przygotować komunikat dla mediów o sprawie znanej od kilku tygodni. A pierwsze nawet lakoniczne stanowisko prokuratury mogło być przygotowane tuż po spotkaniu z Wróblewskim i mogło dementować doniesienia. Taki komunikat mógł być umieszczony na stronach internetowych prokuratury chociażby równolegle z artykułem. Przecież prok. Seremet wiedział o publikacji przed północą. Tymczasem prokuratorzy wzięli się do pracy dopiero następnego dnia.

I to, co usłyszeliśmy, nie było stanowiskiem naszpikowanym wiedzą specjalistyczną…

– Też dziwi mnie to, że przedstawione na konferencji stanowisko prokuratury wymagało konsultacji specjalistycznej. To niestety źle świadczy o jakości pracy prokuratury, która samodzielnie nie jest w stanie przygotować prostego dementi. Zresztą jeszcze raz należy podkreślić: na konsultacje ze specjalistami wojskowa prokuratura okręgowa miała blisko miesiąc.

„Zrobiliśmy wszystko, co można było zrobić, w sposób maksymalnie sprawny, szybki i w moim przekonaniu merytorycznie uzasadniony”. Zgadza się Pan z prokuratorem generalnym?

– Jeśli pan prokurator uważa, że dołożono w tej sprawie wszelkich starań, to obawiam się, że tak samo tłumaczone będzie to, że badania pirotechniczne prowadzone są 2,5 roku po katastrofie. Rodziny, ale też społeczeństwo, mają nieco inne oczekiwania co do szybkości pracy prokuratury. Przecież mamy tu do czynienia z najważniejszym śledztwem w naszym kraju.

Prokurator nie zgadza się z tym, że „całe zło wzięło się stąd, że prokuratura nie ujawniła tych informacji”. Jak mówił, informacja, „niedopowiedziana, nieopatrzona kompleksową, ostateczną, kategoryczną opinią biegłych mogłaby spowodować skutek właśnie taki, z jakim mieliśmy do czynienia”. A właściwe było czekanie na przeciek?

– Sytuacja, w której nie zrelacjonowano szczegółów co do celu badań wykonanych w Smoleńsku, ich przebiegu, wstępnych wniosków, nawet osobom bezpośrednio zainteresowanym śledztwem, nie była właściwa. Gdyby te informacje wyszły od prokuratury, czy to na spotkaniu z rodzinami, czy to na konferencji prasowej po 2 października, to nikt nie odbierałby ich jako sensacji.

W całej tej sprawie zastanawiają też okoliczności spotkania prokuratora generalnego z premierem. Przecież nie przygotowywano się wówczas do ewentualnej publikacji. Dziwny jest też fakt, że do prokuratora generalnego przychodzi redaktor naczelny gazety, że prokuratura milczy po publikacji i nie wie, jakie stanowisko zająć, by nie skłamać i nie podgrzać atmosfery. W efekcie te okoliczności powodują więcej wątpliwości niż sama publikacja, powodują przekonanie, że prokuratura coś ukrywa.

Zebrane w Smoleńsku próbki zostały zaplombowane i zabezpieczone, ale prok. Seremet nie wie, gdzie są przechowywane. Wiadomo tylko, że znajdują się w dyspozycji Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej.

– To chyba najważniejsza informacja związana z tą sprawą, która umiejętnie została ukryta w całym tym zamieszaniu. Ona potwierdza, że nad śledztwem prowadzonym w wojskowej prokuraturze okręgowej od samego początku pełną kontrolę ma strona rosyjska. Osobiście – po badaniach na zawartość alkoholu we krwi śp. gen. Andrzeja Błasika, które nie znalazły potwierdzenia, po fałszowaniu protokołów sekcyjnych, po niszczeniu wraku samolotu etc. – nie mam zaufania do strony rosyjskiej. Fakt, że próbki będą przebywały w FR przez bliżej nieokreślony czas, być może kilkadziesiąt, a może i kilkaset dni, może podważać wiarygodność i sens realizowania takiej pomocy prawnej. W tej sytuacji zarzuty wobec premiera Donalda Tuska dotyczące tego, że po 10 kwietnia 2010 roku nie zabezpieczył możliwości prowadzenia niezależnego postępowania i uzależnił nas od działań strony rosyjskiej, są słuszne.

Dziękuję za rozmowę.

Marcin Austyn

Za: Nasz Dziennik, Czwartek, 8 listopada 2012, Nr 261 (4496) | http://www.naszdziennik.pl/wp/14457,bezczynnosc-prokuratury.html

Skip to content