Koszmar ekshumacji

Z Dorotą Skrzypek, żoną śp. Sławomira Skrzypka, prezesa Narodowego Banku Polskiego, rozmawia Marta Ziarnik

Trudno Pani przeżywać żałobę w spokoju, teraz okazuje się, że tak naprawdę – poza siedmioma rodzinami – nikt nie może już być pewien, że modli się nad grobem swojego męża, żony, syna czy ojca.

– To prawda. Dotknęła pani bardzo bolesnego, a zarazem delikatnego dla nas, rodzin ofiar smoleńskich, tematu. Stało się bowiem tak, że po przeszło dwóch latach prób uspokajania samych siebie, powolnego godzenia się z tą straszną tragedią, nagle wszyscy zostaliśmy cofnięci w czasie. Wróciła wiosna 2010 r. i konieczność ponownego szukania naszych bliskich. Wielu z nas czuje dziś podobnie: chcemy ich znaleźć, godnie pochować, chcemy ich po prostu sprowadzić do domu. To jest doświadczenie, o którym zawsze myślałam, że jest częścią bestialskich zbrodni wojennych czy komunistycznych, kiedy to oprawcy najpierw katowali swoje ofiary, a potem w sposób niegodny chowali je byle jak i byle gdzie, tak żeby potęgować jeszcze zadawany ból. Dziś to doświadczenie stało się także naszym udziałem. Dziś nikt z nas, poza rodzinami, które przeszły już koszmar ekshumacji, nie może być pewien, gdzie spoczywa jego bliski. Ta trudna do wyobrażenia rzecz nie powinna się nigdy wydarzyć. To konsekwencja całego szeregu skandalicznych zaniedbań i błędów, jakie towarzyszą sprawie smoleńskiej od samego początku.

Jestem jednak głęboko przekonana, że mimo niepokoju, który czujemy, nie wolno nam w tych dniach zapominać o istocie pięknych, silnie zakorzenionych w naszej tradycji świąt. Dlatego 1 listopada razem z najbliższymi stałam przy grobie mojego męża, prosząc Pana Boga przez wstawiennictwo wszystkich świętych, a szczególnie mojej patronki św. Doroty, o łaskę życia wiecznego dla niego, a także dla wszystkich, którzy 10 kwietnia zginęli pod Smoleńskiem, niezależnie od tego, gdzie są pochowani. Wierzę, że ofiarowana za nich modlitwa, Komunia św. albo odpust to najważniejsze, co w tych dniach mogę im dać.

Jaka jest, Pani zdaniem, przyczyna swego rodzaju niechęci do rodzin smoleńskich, ekshumacji i tematu katastrofy w ogóle? Z czego biorą się komentarze osób drwiących z zamiany ciał, oskarżających rodziny o „żerowanie na śmierci swoich bliskich”?

– Nie potrafię zrozumieć ani wyjaśnić takich zachowań. Do czasu katastrofy smoleńskiej były one całkowicie nieakceptowane w naszej kulturze. Szacunek dla zmarłych, dbałość o ich mogiły – jako element rodzimej historii, to było coś fundamentalnego dla nas, Polaków, Europejczyków. Po 10 kwietnia to się zmieniło, choć jestem przekonana, że jedynie wśród przedstawicieli części mediów i polityków. Nie wierzę, że potomkowie żołnierzy, którzy w 1920 r. walczyli o wolność naszej Ojczyzny, dając odpór kulturze bolszewickiej, dzisiaj z taką łatwością mogliby ją przyjąć. Ten, kto dziś z pogardą mówi o „wykopkach”, opowiada dowcipy o Smoleńsku albo bezczeszczenie zwłok tłumaczy zabiegami mającymi ułatwić identyfikację, sam sobie wystawia świadectwo i automatycznie wypisuje się poza nawias społeczeństwa cywilizowanego. Każdemu, kto twierdzi, że nie ma znaczenia, gdzie kto jest pochowany, mogłabym powiedzieć tylko jedno: zamiast anonimowego i nic niemówiącego określenia „ofiara katastrofy smoleńskiej” wstaw, proszę, imię i nazwisko swojego męża albo matki, albo swojego dziecka… i dopiero wtedy odpowiedz sobie na pytanie, czy to dla ciebie na pewno nie ma znaczenia?

Wiem dziś, że to, co ja mogę zrobić w tej sprawie, to kontynuować dzieło mojego męża i uczyć naszych synów szacunku dla naszej historii, dla bohaterów narodowych, dla wszystkich zmarłych. Wiem, że od tego, jak ich wychowam, zależy przyszłość mojego kraju i to, czy pełne pogardy zachowania będą w nim miały rację bytu. Dlatego w czasie tych dni zabiorę ich nie tylko na grób taty, ale także na mogiły powstańców warszawskich, na symboliczne groby powstańców śląskich i ofiar mordu katyńskiego. Postawimy znicze także na grobach bezimiennych i zapomnianych.

Nie odnosi Pani wrażenia, że zwykli ludzie, których spotyka Pani każdego dnia, chociażby na ulicy, patrzą na sprawę smoleńską i na rodziny w zupełnie inny sposób niż np. część dziennikarzy czy polityków?

– Tak, rzeczywiście mam takie wrażenie. Tak jak powiedziałam, w moim odczuciu to tylko część środowisk politycznych związanych głównie z partią rządzącą czy część dziennikarzy chcących im się przypodobać posuwa się do różnych niegodziwości. Jednak zupełnie na przekór temu, nieprzerwanie od dnia katastrofy moje dzieci i ja doświadczamy nieustannej ludzkiej życzliwości i wsparcia. Mam bardzo silne poczucie, że większość Polaków – tak jak ja – nie może zgodzić się ani na pogardliwe traktowanie ofiar katastrofy smoleńskiej, ani na budzący wielki niepokój sposób, w jaki ta katastrofa jest wyjaśniana. To poczucie nie opuszcza mnie również w tych szczególnych dniach, kiedy to jesteśmy otoczeni wyjątkową troską zarówno bliskich, jak i zupełnie obcych nam osób, które pamiętają także w modlitwie o Sławku oraz o tych wszystkich, którzy zginęli pod Smoleńskiem. Pierwsze dni listopada to dla mnie czas wielu bardzo wzruszających i dodających otuchy spotkań, takich chociażby jak to z grupą kilkudziesięciu przyjaciół mojego męża, z którymi podobnie jak w minionych dwóch latach, także i tym razem 2 listopada spotkałam się przy jego grobie, aby wspólnie się za Sławka pomodlić. To dla mnie bardzo wzruszające i budujące doświadczenie, wszyscy ci ludzie są mi bardzo bliscy. Wszystkim im za każde okazane dobro z całego serca dziękuję.

Dziękuję za rozmowę.

Marta Ziarnik

Za: Nasz Dziennik, Sobota, 3 listopada 2012 | http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/14068,koszmar-ekshumacji.html

Skip to content