Co robiła ABW?

Z mec. Bartoszem Kownackim, pełnomocnikiem części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, rozmawia Marta Ziarnik

Wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z kolejną zamianą ciał ofiar, jedną z nich jest prezydent Ryszard Kaczorowski. O czym to, Pana zdaniem, świadczy?

– Jeżeli te informacje o zamianie ciał się potwierdzą, to będzie to niebywały skandal, coś niewyobrażalnego w normalnym państwie. Na pokładzie rządowego tupolewa zginęło dwóch prezydentów – Lech Kaczyński i Ryszard Kaczorowski. I stało się tak, że zdjęcia nagiego prezydenta Kaczyńskiego na stole sekcyjnym hulają po internecie, gdzie każdy może sobie na nie spojrzeć, gdyż polskie instytucje nie zagwarantowały, ażeby to ciało cały czas znajdowało się pod ochroną należną prezydentowi Rzeczypospolitej. Zaś ciało drugiego prezydenta przez dwa i pół roku nie spoczywało w tym grobie, który był dla niego przeznaczony. To też ma taki wymiar symboliczny, bo ostatni prezydent na uchodźstwie był symbolem ciągłości państwowości polskiej, symbolem niepodległego państwa polskiego w czasach, kiedy Polacy żyli pod reżimem komunistycznym. Można powiedzieć, że po jego śmierci państwo polskie nie oddało prezydentowi nawet cząstki tego, do czego było wobec niego zobowiązane. Nawet nie było w stanie zagwarantować tego, że jego ciało spocznie w tym miejscu, które było dla pana prezydenta przeznaczone. To jest niesamowicie bulwersujące i smutne, pokazuje, że na ołtarzu dobrego PR, dobrego wizerunku rządu poświęcono uczucia, ból, cierpienie rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej. Paradoksalnie, dziś mogą być szczęśliwi ci, którzy już przez tę ekshumację przeszli. Bo wiele z rodzin, na skutek ostatnich dramatycznych wydarzeń, ma poważne wątpliwości i dzisiaj przeżywa ogromne cierpienia. Nie tylko małżonka pana prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego, która znalazła się w szpitalu. Pozostali też przeżywają ogromne rozterki, ból i często znajdują się na granicy wytrzymałości. A to tylko dlatego, że pan premier Donald Tusk i inni politycy uważali, że dla dobrego wizerunku swojego rządu, dla podtrzymania tych wszystkich kłamstw, jakoby państwo polskie zdało egzamin w tych trudnych chwilach po katastrofie, można mówić nieprawdę. I dziś, po dwóch i pół roku, są takie, a nie inne konsekwencje tamtych decyzji.

Ale tu nie chodzi wyłącznie o kwestie etyczne czy odpowiedzialności politycznej.

– Tak. Otóż jest też bardzo istotna kwestia prawna. Bo czynność polegająca na identyfikacji zwłok jest działaniem bardzo prostym do wykonania. Tego rodzaju działania wykonuje się w Polsce po kilkadziesiąt razy, choć oczywiście nie wszystkie dotyczą takiego rodzaju katastrofy jak ta z 10 kwietnia 2010 roku. I choć dla niektórych może się ona wydawać skomplikowana, to jednak w rzeczywistości identyfikacja jest czynnością rutynową i niebudzącą większych wątpliwości. Skoro ta czynność zawierała w sobie tyle błędów, że nawet nie wkładano ciał do właściwych trumien, nie identyfikowano tych ciał w sposób prawidłowy, to co dopiero mówić o całej reszcie dokumentacji zgromadzonej tam w kwietniu 2010 r. czy to przez stronę rosyjską, czy też polską. Można więc mieć podejrzenie, że te czynności, które wymagały o wiele więcej uwagi, spokoju, wnikliwości, doświadczenia i zaangażowania bądź nie zostały w ogóle wykonane, bądź też ich wiarygodność jest zerowa. To powoduje, że materiał, na którym opiera się prokuratura – już nie wspomnę, że opierał się na nim MAK i komisja Jerzego Millera – jest po prostu materiałem w dużej części wątpliwym, jeżeli nie całkowicie bezwartościowym.

Próbuje się tłumaczyć, że zawinił pośpiech. Można w ogóle pochować ofiarę takiej katastrofy bez badań DNA?

– Nieporozumieniem jest zrzucanie winy na rodziny czy też nawet na konkretnego urzędnika konsulatu. Nie przeczę, że to jest w pewnym sensie wina tego funkcjonariusza, który powinien się wytłumaczyć i ponieść odpowiedzialność. Ale na jego obronę powiem tyle, że z relacji, które mam od osób będących wówczas w Moskwie, wiele z nich pracowało po kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt godzin praktycznie bez przerwy. Jak mówili, byli tak obłożeni pracą, że nawet nie mieli kiedy spać. W takim stresie i przy takim obłożeniu pracy może dojść do mimowolnych błędów, gdy człowiek jest na tyle zmęczony, że nie dostrzega pewnych rzeczy, faktów. Rodzi się tutaj jednak pytanie, dlaczego w takiej sytuacji MSZ, poszczególne resorty i pan premier nie zagwarantowali, żeby w Moskwie była odpowiednia liczba naszych przedstawicieli i urzędników, którzy zapewnią, że każdy będzie wykonywał w sposób należyty oraz profesjonalny swoje obowiązki? Więc ta odpowiedzialność w pierwszej kolejności spoczywa na szefach resortów, na szefie rządu, który gwarantował, że ta sprawa będzie badana z pełną wnikliwością i z ogromną starannością. Okazało się jednak, że liczba służb dyplomatycznych, konsularnych, a także innych urzędników była od samego początku niewystarczająca. Jeżeli na palcach jednej czy dwóch rąk można policzyć przedstawicieli służb specjalnych, którzy byli na miejscu w Smoleńsku, wówczas zakrawa to na kpinę, bo każdy z nas widział, jaki rozmiar miała ta katastrofa. A niezależnie od tych badań DNA, o których pani wspomniała, a które przeprowadzała strona rosyjska, to przecież pamiętamy, że do domów ofiar tuż po katastrofie wkroczyła Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego – często bez zgody czy nawet wiedzy rodziny – rzekomo po to, żeby zabezpieczyć materiał do badań DNA. Jak wiemy, wyniki tych badań to jest kwestia kilku dni, do tygodnia. W związku z tym rodzi się pytanie, czy ABW faktycznie zabezpieczała tam materiał do badań DNA? Jeżeli tak, wówczas to ta instytucja ponosi odpowiedzialność.

Co ma Pan na myśli?

– Skoro ABW pobrała materiał, to dlaczego nie przeprowadzono tych badań w ciągu tygodnia, czyli jeszcze przed pogrzebem prezydenta Kaczorowskiego? Przez ten czas bez żadnego problemu można było przeprowadzić badania bez pośpiechu i dokonać sprawdzenia, czy w trumnie na pewno znajduje się pan prezydent. I gdyby pojawiły się wówczas wątpliwości, to można było otworzyć trumnę i od razu naprawić pomyłkę, nie narażając rodziny na to, co dziś przeżywa.

Pogrzeb prezydenta odbył się 19 kwietnia, więc był ponad tydzień na wykonanie tych badań.

– No właśnie.

Dlaczego tak spieszono się z pogrzebem?

– Nie znajduję na to żadnego racjonalnego wytłumaczenia. Rozumiem, że rodziny bardzo cierpiały i chciały jak najszybciej sprowadzić ciała do Polski, a nawet że niektórzy chcieli jak najszybciej pochować zmarłych…

Rodziny nie domagały się natychmiastowych pochówków tylko jak najszybszego sprowadzenia swoich bliskich do Polski. A to co innego.

– Oczywiście. Ale nawet jeśli, wówczas powinny na tyle odpowiedzialnie funkcjonować służby w państwie polskim, żeby powiedzieć: NIE, pogrzeb odbędzie się dzień później, gdyż nie mamy jeszcze ostatecznych wyników badań. To było w interesie nie tylko państwa polskiego, ale także w interesie rodzin, więc nie podejrzewam, że któraś z nich przeciwstawiłaby się tym racjonalnym wyjaśnieniom, dzięki którym można by uniknąć dzisiejszych dramatów. I tak jak jestem w stanie zrozumieć emocjonalne działanie rodzin, to już nie mogę zrozumieć postawy prokuratorów, funkcjonariuszy i urzędników ministerstwa, którzy nie mogą poddawać się emocjom, którzy muszą działać zgodnie z procedurami po to, by gwarantować społeczeństwu, że państwo polskie nawet w tak dramatycznej sytuacji zda egzamin i że będzie funkcjonowało zgodnie z wszystkimi procedurami. Tutaj to niestety nie miało miejsca. Można powiedzieć, że urzędnicy zachowali się w sposób całkowicie nieprofesjonalny.

Wrócę jeszcze do tłumaczenia osób pracujących przy identyfikacjach. Otóż ciało pana Kaczorowskiego rozpoznano jako jedno z pierwszych, jeszcze 10 kwietnia. MSZ przyznało, że było w dobrym stanie, łatwe do rozpoznania. O co więc w tym wszystkim chodzi?

– Popełniono błędy i dany urzędnik musi za to ponieść odpowiedzialność, należy również wyjaśnić, jak doszło do pomyłki. W żadnym momencie nie stwierdziłem, że coś zwalnia go z odpowiedzialności. Chciałem jedynie zwrócić uwagę na sytuację, jaka tam panowała, a za którą winę ponoszą urzędnicy z polskim premierem na czele. Pytanie też, czy to był jeden urzędnik konsulatu, bo z tego, co wiem, to na miejscu był nie tylko on. Byli też politycy, którzy tak bardzo się spieszyli, że wyprzedzali nawet kolumnę z panem Jarosławem Kaczyńskim. Ci politycy byli jednymi z pierwszych, którzy dotarli na miejsce zdarzenia. Czy widzieli ciała? Czy mieli możliwość zidentyfikowania pierwszych ofiar? Bo przecież prezydent Kaczorowski był osobą powszechnie znaną. Podsumowując, jest niedopuszczalne, by przy identyfikacji znanych i łatwo rozpoznawalnych ciał dochodziło to tego rodzaju błędów. Jeszcze raz podkreślam – nie powinno być tak, że w Moskwie było tak mało polskich urzędników, co nie pozwoliło w sposób prawidłowy uchronić się przed tego rodzaju pomyłkami. Jak również to nie uzasadnia nieprzeprowadzenia badań DNA, które przy dzisiejszym rozwoju badań są podstawowym źródłem pozwalającym na identyfikowanie ciał i z których to badań najczęściej się korzysta. Skandaliczne jest również to, że urzędnicy konsularni identyfikowali także inne ofiary, choć tych zmarłych w ogóle nie znały. I to był ich błąd, że się tego zadania podjęli, który ich dziś obciąża. W mojej opinii, w pierwszej kolejności jednak odpowiedzialność spada na kierownictwo resortu i rządu, jak też na ABW.

Może ABW z zupełnie innych powodów wchodziła do domów ofiar?

– Jest niewykluczone, że faktycznie był zupełnie inny powód tych interwencji. Jeżeli strona polska, niezależnie od rosyjskiej, przeprowadza badania DNA, dysponuje odpowiednią wiedzą i odpowiednimi specjalistami, to w takim razie rodzi się pytanie, dlaczego dopiero w dwa i pół roku po katastrofie przeprowadzana jest ekshumacja? Od kiedy polski rząd, polska prokuratura i służby specjalne wiedzą o tym, że doszło do tych pomyłek? Czy to jest wiedza z ostatnich trzech miesięcy czy sprzed 30 miesięcy?

Dziękuję za rozmowę.

Marta Ziarnik

Za: Nasz Dziennik, Poniedziałek, 29 października 2012, Nr 253 (4488) | http://www.naszdziennik.pl/wp/13620,co-robila-abw.html

Skip to content