Nowa lewica, stare grzechy

Aktualizacja: 2012-10-26 8:15 am

Antykościelne fobie przeniosły się do salonów celebrytów, do telewizji „mętnego nurtu”, do uniwersyteckich zaułków, w których zalęgli się „naukowi” frustraci. Dawni agenci bezpieki i obecni agenci zadufanej ciemnoty podnieśli sztandar lewicowego kołtuństwa, mając nadzieję, że diabeł zapewni im dostatek doczesnych przyjemności.

W latach komunistycznej dyktatury Polska kilkakrotnie doświadczała antykościelnych kampanii, których celem było pozbawienie Polaków duchowego i moralnego oparcia, pozwalającego przetrwać czasy kłamstwa i bezprawia. Działania reżimu rozbijały się jednak o mur oporu zarówno większości wiernych, jak i duchowieństwa, któremu przewodzili wielcy pasterze polskiego Kościoła: kardynałowie i biskupi August Hlond, Adam Sapieha, Stefan Wyszyński, Karol Wojtyła, Ignacy Tokarczuk. Ten opór okazał się skuteczniejszy od stalinowskiego terroru, gomułkowskiego prostactwa, gierkowskiej obłudy czy jaruzelskiej „normalizacji”.

Wojna z Kościołem

Sześćdziesiąt lat temu, jesienią 1952 r., komuniści przystąpili do ostatecznej – jak im się wydawało – rozprawy z Kościołem katolickim. Ich antyreligijna i antykościelna ofensywa trwała już od końca 1948 r., ale dopiero w miarę postępów sowietyzacji Polski nabrali przekonania, że zwycięstwo znajduje się zasięgu ręki. Od kilku lat konsekwentnie ograniczali publiczną działalność Kościoła, likwidując katolicką prasę, zakazując działalności katolickich stowarzyszeń, przejmując kontrolę nad organizacjami charytatywnymi, stopniowo usuwając religię ze szkół. Ważną bronią komunistów stali się księża patrioci – duchowni przymusem lub szantażem zmuszani do kolaboracji z reżimem. Zakaz wizyt polskich biskupów w Rzymie spowodował ograniczenie kontaktów duchowieństwa ze Stolicą Apostolską. Cel był jasny: najpierw oderwać Kościół powszechny od społeczeństwa, potem pozbawić go większości wiernych, a następnie podporządkować władzy, tak jak to uczyniono z Cerkwią w Związku Sowieckim.

Godzina próby

Jesień 1952 r. przyniosła kilka spektakularnych uderzeń. Z diecezji katowickiej usunięto ordynariusza bp. Stanisława Adamskiego i dwóch jego sufraganów. Pretekstem stało się zebranie przez biskupów ponad 70 tys. podpisów pod petycją do władz, domagającą się utrzymania nauki religii w szkołach. Zaraz potem komuniści narzucili na stanowisko administratora diecezji posłusznego im księdza patriotę. Równocześnie w Krakowie przeprowadzono rewizję w kurii biskupiej i aresztowano arcybiskupa Eugeniusza Baziaka (wcześniej metropolitę Lwowa) oraz sufragana bp. Stanisława Rosponda.

Wkrótce odbył się w Krakowie pokazowy proces kilku osób, w tym czterech księży, z których dwóch było notariuszami kurii, oskarżano ich m.in. o szpiegostwo. Nieco później, w lutym 1953 r., Rada Państwa wydała „Dekret o obsadzaniu duchownych stanowisk kościelnych”, który wszystkie decyzje organizacyjne i personalne w Kościele podporządkowywał funkcjonariuszom państwowej władzy. Na duchownych nałożono też obowiązek składania ślubowania na wierność PRL.

Triumf tysiąclecia

Kościół nie ugiął się wobec przemocy, zniósł nawet trzyletnie uwięzienie prymasa Stefana Wyszyńskiego. Gdy w 1956 r. przyszła krótkotrwała „odwilż”, błyskawicznie przeszedł do ewangelizacyjnej ofensywy i 10 lat później przeprowadził imponujące obchody tysiąclecia polskiego chrześcijaństwa. Ale i wtedy musiał mierzyć się z wszechobecnym złem: ostatecznym usunięciem katechizacji ze szkół, rosnącą dostępnością świeckich rozwodów, aborcją stosowaną jako środek swoistej „antykoncepcji”.

Kościół okazał się silniejszy od „dyktatury ciemniaków”, jak w 1968 r. określił rządy komunistów Stefan Kisielewski, czy nachalnej „propagandy sukcesu”, uprawianej przez agitatorów z lat 70. Płacił za to śmiercią swoich bohaterów i męczenników: księży Władysława Gurgacza, Romana Kotlarza, bł. Jerzego Popiełuszki, Stefana Niedzielaka, Stanisława Suchowolca, Sylwestra Zycha. Ale odniósł też największy triumf, jaki był możliwy: dał światu polskiego papieża, jednego z największych w historii Kościoła.

Lewica na wojnie

Gdy Polska odzyskała niepodległość, Kościół dzięki swojej dotychczasowej postawie nie musiał podnosić się z kolan, jak to bywało w innych sowieckich protektoratach. W pierwszych latach komuniści nie mieli śmiałości rozniecać religijnej wojny, a gdy – przepoczwarzeni w socjaldemokrację – sięgnęli po władzę, rzadko wychodzili poza antykościelną retorykę. Dopiero sprzymierzeni z „laicką lewicą” podjęli próbę odbudowy elektoratu „wrogów Pana Boga”. Szybko okazało się, że nie są wystarczająco radykalni i dzisiaj muszą konkurować z krzykliwą polityczną szumowiną.

Antykościelne fobie przeniosły się do salonów celebrytów, do telewizji „mętnego nurtu”, do uniwersyteckich zaułków, w których zalęgli się „naukowi” frustraci. Dawni agenci bezpieki i obecni agenci zadufanej ciemnoty podnieśli sztandar lewicowego kołtuństwa, mając nadzieję, że diabeł zapewni im dostatek doczesnych przyjemności.

Odebrać Kościołowi pieniądze z budżetu państwa, chociaż państwo utrzymuje ze swoich podatków katolicka większość; dopuścić zabijanie poczętych dzieci w zależności od kaprysu ich – pożal się Boże – matek; likwidować kalekie dzieci, jeszcze zanim się urodzą, by nie przysparzać kłopotów wygodnemu społeczeństwu; dopuścić genetyczne i medyczne kombinacje, które pozwolą selekcjonować przyszłe potomstwo w zależności od upodobań rodziców; zastąpić małżeństwo związkiem bez zobowiązań i bez odpowiedzialności; uznać nienormalnych za zdrowych, a zdrowych za zacofanych; zabrać prawa katolikom, a dać je agresywnemu marginesowi; wykorzenić sztukę i piękno, zastępując je koślawą, ale ideologiczną szmirą itd., itd. – oto jest program współczesnego komunizmu, który walkę klas zastąpił walką zaburzonych przeciwko logice normalności.

Wyrok historii

Kościół nie ulegnie tej agresji, to pewne. Ale wielu zagubionych straci poczucie pewności, straci busolę, która każe być uczciwym i odważnym. Wielu pogodzi się z utratą wolności za cenę świętego spokoju i namiastki dobrobytu.

Sześćdziesiąt lat temu komuniści uwierzyli, że to do nich należy przyszłość świata. Dziś nikt ich nie żałuje, można powiedzieć, że smażą się w piekle pogardy i zapomnienia. Współcześni komuniści wierzą, że zbudują świat na podobieństwo swoich kompleksów i fobii. Za pół wieku ich dzisiejsze manifesty będą kwitowane wzruszeniem ramion. Historia jest bezlitosna, ale w końcu zawsze staje po stronie prawdy.

Ryszard Terlecki

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

KOMENTARZ BIBUŁY: “Jednego z największych w historii Kościoła“. Dodajmy – największych modernistów.

Tags: , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=62403 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]