Pieniądze to nie wszystko, czyli omijać, milczeć, zapomnieć

Aktualizacja: 2012-10-15 9:27 pm

Kilka dni temu  w programie TVN  Superwizjer zostały odsłonięte kulisy smoleńskich pogrzebów oraz związanych z nimi operacji. Temat  był wprawdzie  podejmowany wcześniej przez dziennikarzy GP, jednak dopiero autorzy programu –  Piotr Litka i Marcin Mamoń – obnażyli, budzące grozę, tło tamtych wydarzeń. Wątkiem przewodnim,  który zdominował komentarze i artykuły prasowe dotyczące kwestii poruszonych w Superwizjerze,  okazała się  strona finansowa całej operacji.

Oto w dniu 10 kwietnia 2010 roku prezes Polskiej Izby Pogrzebowej , zrzeszającej największe podmioty tej branży, zaoferował rządowi bezpłatną pomoc w organizacji pogrzebów ofiar, która to pomoc miała stanowić swoisty gest wobec państwa i rodzin poległych w tej bezprecedensowej tragedii.  Oferta PIP nie została jednak przyjęta przez rząd, pozostała bez odpowiedzi, pomimo iż została rozesłana do najważniejszych osób w państwie. Organizację pogrzebów powierzono mało znanej, niewielkiej firmie pogrzebowej z Warszawy, której próżno szukać w wyszukiwarkach internetowych za pomocą haseł związanych z pochówkiem. Wybór padł na firmę  S.O.S Agencja Funeralna, której właścicielem jest  Piotr Godlewski, będący w latach 80 – tych tajnym współpracownikiem WSW,  poprzedniczki WSI, na którą to informację dziennikarze Superwizjera  natrafili w trakcie badań nad archiwami dawnej bezpieki, znajdującymi się w zasobie IPN.

TW „Wielokropek” w chwili rozwiązywania współpracy zastrzegł jednocześnie, że jest gotów  podjąć się kolejnych zadań, jeżeli tylko zajdzie taka potrzeba:

W czasie rozwiązywania współpracy wymieniony oświadczył, iż gotów jest udzielać pomocy w dalszym ciągu, jednakże pod warunkiem, iż pozostanie na łączności oficera kontrwywiadu wojskowego”.

Firma S.O.S Agencja Funeralna wykonała swoje usługi odpłatnie, pobierając pieniądze nawet za te czynności, których,  jak dowiedli dziennikarze Superwizjera, nie wykonywali jej pracownicy.

Zgodnie bowiem z prawem, co podkreślił występujący w programie przedsiębiorca pogrzebowy z Krakowa, do obowiązków firmy pogrzebowej należy przede wszystkim  uczestniczenie w identyfikacji zwłok, przygotowanie ciała, włożenie do trumny oraz załatwienie wszelkich związanych z tym formalności.  Zaniechanie tych czynności przez wyznaczoną firmę pogrzebową stanowi asumpt do ponownego otwarcia trumny przez rodzinę.

Jak to wyglądało w Smoleńsku? Podobno firma wynajęta przez rząd wysłała tam dwóch pracowników, choć  w opinii świadków wyłącznie polscy  żołnierze  uczestniczyli w zamykaniu trumien, a konkretnie w zamykaniu wieka już wcześniej zalutowanych przez rosyjskich funkcjonariuszy trumien. Tak więc w samym momencie wkładania ciał do trumien żaden z Polaków nie uczestniczył.  Według znawców tematu, aby dopełnić obowiązków nałożonych na przedsiębiorców pogrzebowych przy takiej liczbie ofiar, do Smoleńska musiałoby się udać co najmniej 20 – tu pracowników pogrzebowych.

Powstała więc taka oto sytuacja, że rząd odrzucając propozycję Polskiej Izby Pogrzebowej, która nie tylko chciała nieodpłatnie zorganizować pogrzeby, ale przede wszystkim dysponowała niezbędną ilością osób, mogących zapewnić nadzór nad procesem identyfikacji oraz wkładania do trumien , a wybierając małą, zaledwie kilkuosobową firmę sprawił, iż to Rosjanie byli wyłącznymi dysponentami ciał naszych poległych, bez udziału polskich urzędników, lekarzy, rodzin i pracowników firmy pogrzebowej.

Być może to był główny motyw wyboru przez rząd takiej, a nie innej firmy, należącej do, co nie jest zapewne przypadkowe, osoby „z przeszłością”? Czy chodziło o  zgodę i milczenie ze strony właściciela S.O.S Agencja Funeralna na decyzję o  pozostawieniu zwłok naszych rodaków na wyłączność rosyjskim funkcjonariuszom? Czy miało się to wszystko odbywać z dala od oczu niepowołanych,  zwłaszcza tych mających na co dzień do czynienia z zabitymi, a więc niejako uodpornionych na makabrę śmierci?

Dlaczego? Co takiego dziwnego było w tych ciałach, że chciano ukryć przed wzrokiem postronnych?  Można przypuszczać, że przedsiębiorcy zrzeszeni w PIP nigdy nie zgodziliby się na takie działania, dlatego być  może ich propozycja nie zyskała akceptacji ze strony czynników rządowych?

Nagrany przez dziennikarzy ukrytą kamerą Piotr Godlewski powiedział w chwili szczerości słowa, które nie tylko zaskakują, ale przede wszystkim szokują, bo pokazują inny wymiar rzekomego  żalu i współczucia ze strony rządzących, a przynajmniej części z nich:

„Pan zrobi ze mną wywiad i ja będę miał problemy.  I to nie chodzi o to, że jestem człowiekiem mało ważnym, tylko… zobowiązałem się do czegoś i to wystarczy. (…) Ja ten temat mam, po prostu mam, jak gdyby cały w ramkach. Z każdej strony tych ramek jest napisane: „Omijać, milczeć, zapomnieć”. (…) Proszę porozmawiać z panem ministrem Stachańczykiem(wiceminister spraw wewnętrznych – przyp. red.). (…) Ja się na pewno nie wypowiem w tej sprawie. Nie zmusi mnie do tego nawet prezydent Komorowski, bo na to nie pozwala moje sumienie. (…) Nie wiem, dlaczego moja firma się tym zajęła. (…) Odebrałem telefon, tyle”.

Trudno nie zadać w tym miejscu pytania: do czego i przed kim zobowiązał się pan Godlewski? Dlaczego nie chce o tym pamiętać, wspominać i mówić, przecież to był zaszczyt móc uczestniczyć w tak historycznym, choć tragicznym wydarzeniu?  O co tak naprawdę chodziło w tej całej, delikatnie mówiąc, dziwnej sytuacji?  

Czy już 10 kwietnia, chwilę po tragedii, część osób  z rządu była „dogadana” z Rosjanami, że nikt im nie będzie patrzył na ręce? Nie będzie polskich lekarzy, pracowników firm pogrzebowych, rodzin, a nawet konsulów RP? Czyżby częścią tej samej operacji było zapewnianie rodzin zabitych, że trumien w Polsce otwierać nie będzie można?

I na koniec pytanie, które nie daje mi spokoju od minionego wtorku, kiedy obejrzałam Superwizjera: dlaczego złożono zamówienie na 98 trumien, skoro zginęło 96 osób? Czyżby w chwili zamawiania trumien urzędnicy państwowi nie znali listy zabitych? Czy standardowo przy tego typu katastrofach, kiedy lista zabitych pasażerów jest znana, zamawia się dodatkowe trumny extra?

Te pytania stanowią tylko niewielką część tych, które powstały w mojej  głowie po obejrzeniu materiału Piotra Litki i Marcina Mamonia, choć nawet te mogą przyprawić o koszmary w nocy.

 Martynka

Za: 'Podczas kryzysów strzeżcie się agentur!' - Martynka blog (14.10.2012) -- [Org. tytuł: « PIENIÄ„DZE TO NIE WSZYSTKO, CZYLI OMIJAĆ, MILCZEĆ, ZAPOMNIEĆ»]
Tags:

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=62048 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]