Problem badania przyczyn i przebiegu „katastrofy smoleńskiej” – dr Paweł Przywara

W dniach 11-12 marca 2010, a więc na miesiąc przed tragedią polskiej delegacji prezydenckiej, odbyła się w Wiśle ogólnopolska konferencja naukowa organizowana przez Polskie Towarzystwo Medycyny Sądowej i Kryminologii pod hasłem Katastrofy jako problem medyczno-sądowy i interdyscyplinarny. Jak możemy przeczytać na stronie PTKSiK, tematyka konferencji obejmowała: współpracę służb na miejscu katastrofy, zagadnienia prawno-kryminalistyczne, rolę i zakres badań medyczno-sądowych, identyfikację osobniczą ofiar śmiertelnych oraz badania toksykologiczne i histopatologiczne w sytuacji katastrofy.

Na tejże konferencji jeden z przedstawionych referatów (opublikowany potem w formie artykułu w kwartalniku Archiwum Medycyny Sądowej i Kryminologii (2010, t. 60, nr 2-3, s. 146-150; http://www.amsik.pl/archiwum/2-3_2010/2-3_10l.pdf; Wypadek polskiego śmigłowca na Białorusi – analiza zdarzenia) autorstwa Iwony Ptasińskiej-Sarosiek i in., dotyczył lotniczej katastrofy, do której doszło pod koniec października 2009, czyli niespełna pół roku przed 10-tym kwietnia 2010.

Zapoznajmy się najpierw z fragmentami tego opracowania, by mieć pewien materiał porównawczy do dalszych analiz i rozważań:

Wyprodukowany w 2006 roku helikopter typu „Kania” z pilotem i dwoma funkcjonariuszami na pokładzie w dniu 31.10.2009 roku wystartował z Białegostoku i leciał wzdłuż granicy Polski z Białorusią. Był to rutynowy lot patrolowy wzdłuż wschodniej granicy, z Białegostoku do Mielnika. Obserwację pasa granicznego miał zakończyć nad rzeką Bug w okolicach Mielnika. Niestety, nigdy tam nie doleciał… Ostatni kontakt z załogą śmigłowca zanotowano o godzinie 17.38 w sobotę. Kilka minut później odebrano informację od mieszkańca wsi Klukowicze (powiat Siemiatycze), który słyszał, jak gdzieś nad linią obrastającego granicę lasu nagle milknie charakterystyczny turkot lecącego helikoptera, a zaraz potem po okolicy rozlega się potężny huk. O godzinie 18.01 rozpoczęto akcję poszukiwawczą. Blisko 200 osób w całkowitych ciemnościach przetrząsało bagniste i zalesione okolice miejscowości Klukowicze i Tokary. Jednocześnie służby białoruskie patrolowały teren po swojej stronie. Czas naglił. Dopiero około godziny 4 rano polscy pogranicznicy na wysokości miejscowości Wyczółki wyczuli zapach benzyny lotniczej. Potwierdził się najczarniejszy scenariusz. Roztrzaskany helikopter leżał na polu za ścianą drzew, niespełna 200 metrów od granicy po stronie białoruskiej. Na podstawie ujawnionych bezpośrednio po zdarzeniu śladów na miejscu tragedii ustalono, że pilot próbował lądować, ale siła uderzenia była tak duża, że maszyna wybiła w ziemi około metrowy lej. W wypadku zginęła trzyosobowa załoga: pilot, nawigator i operator. 49-letni pilot oraz 34- i 35-letni obserwatorzy nie mieli szans na przeżycie – zginęli na miejscu.

W dniu W dniu 3.11.2009 roku zespół składający się z dwóch prokuratorów Prokuratury Okręgowej w Białymstoku, biegłego medyka sądowego oraz przedstawiciela straży granicznej pojechał do Zakładu Medycyny Sądowej w Brześciu. Prokuratorzy i medyk sądowy uczestniczyli w sekcji zwłok pokrzywdzonych. Przed przystąpieniem do sekcji zwłok, celem wstępnej identyfikacji, ofiary okazano przedstawicielowi straży granicznej. Pilot rozpoznawał swoich kolegów po stanie odżywienia (jeden z denatów był szczupły, dwóch średniej budowy ciała), po mundurach (wszystkie były inne, ponadto na jednym widniała plakietka z imieniem i nazwiskiem pokrzywdzonego) oraz po obuwiu. Ponadto przed przyjazdem prokuratorów i biegłego z Polski wykonano szczegółową diagnostykę radiologiczną, głównie kończyn, uwidaczniając złamania licznych kości. Wszystkie zdjęcia rtg okazano medykowi sądowemu przed przystąpieniem do sekcji zwłok. Na zdjęciach rtg kości u jednego z członków załogi – pilota – widoczne były: złamania obu nadgarstków, złamania dystalnych części podudzi. W trakcie oględzin zewnętrznych i wewnętrznych, poszerzonych o badanie tkanek miękkich i kośćca, stwierdzono rozległe obrażenia ciała, w tym liczne ubytki powłok miękkich oraz narządów wewnętrznych.

W artykule opisany jest przypadek katastrofy lotniczej rozgrywającej się za wschodnią granicą Polski i zarazem mamy tu :

  1. przykład wykonywania czynności procesowych przez polskich specjalistów,
  2. wiarygodną relację świadka,
  3. dość szybko podjętą (obustronną) akcję poszukiwawczo-ratunkową w terenie, choć trwającą długo, bo aż do godzin porannych,
  4. późniejsze medyczno-sądowe oględziny zwłok wraz z przeprowadzeniem sekcji (z udziałem przedstawicieli naszego kraju),
  5. natychmiastowe udostępnienie polskiemu lekarzowi sądowemu (po jego przybyciu) radiologicznej dokumentacji związanej z badaniami identyfikacyjnymi (po jej uprzednim sporządzeniu przez białoruskich specjalistów w ramach wstępnych oględzin zwłok) itd.

W przypadku smoleńskiej katastrofy, mimo że zginąć miało w niej blisko 100 osób, a wśród nich najwyżsi dostojnicy państwowi, polska strona (w przeciwieństwie do zdarzenia na Białorusi z jesieni 2009):

  1. nie brała udziału w akcji poszukiwawczo -ratunkowej1,
  2. nie wysłała bezzwłocznie po otrzymaniu informacji o zdarzeniu specjalistów medycyny-sądowej i kryminalistyki (zwłaszcza tych skupionych w Komisji Katastrof PTMSiK), nie uczestniczyli oni więc w czynnościach na miejscu, na lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku (XUBS),
  3. nie zabezpieczała terenu powypadkowego,
  4. nie zapewniła sobie eksterytorialności szczątków,
  5. nie dokonała żadnej własnej (fachowej, profesjonalnej) dokumentacji miejsca, szczątków, zwłok etc.,
  6. nie brała udziału w czynnościach procesowych,
  7. nie dokonała sekcji zwłok ofiar (według oficjalnych danych, zaznaczam)2.

 

(fragment sprawozdania dr. n. med. Czesława Chowańca z dn. 30-08-2010 dotyczącego działalności Komisji Katastrof PTMSiK w latach 2007-2010 – jak widać jest tu mowa wyłącznie o udziale polskich specjalistów „w roli obserwatorów” w oględzinach zwłok oraz czynnościach identyfikacyjnych i to w moskiewskiej kostnicy, nie zaś na miejscu zdarzenia3)

 

Wymieniam tu zaledwie kilka z najważniejszych zaniedbań obejmujących czynności, które w swej większości mają charakter obligatoryjny w tego rodzaju zdarzeniach i zwykle wykonywane są „z automatu” przez wyspecjalizowane do tego instytucje i/lub służby (tak jak „z automatu” wysyła się ambulansy pogotowia na miejsce karambolu na autostradzie).

Ktoś mógłby stwierdzić w związku z powyższym, iż nawet przy natychmiastowym ogłoszeniu (przez polski rząd) sytuacji kryzysowej w związku z tragedią 10-04 i podjęciu decyzji o skierowaniu specjalistycznych ekip na miejsce wypadku, dotarcie do Smoleńska z Polski (drogą powietrzną) musiałoby zająć minimum dwie godziny (lotnisko Siewiernyj, dodajmy, nie uległo żadnemu uszkodzeniu, można było więc swobodnie na nim lądować, przerzucając wojskowymi samolotami transportowymi ludzi z kraju; ponadto można było poprosić o pomoc kraje NATO, w tym Litwę i Łotwę), zaś wypadek śmigłowca wydarzył się 200 metrów od granicy, w przeciwieństwie do tego, co się miało stać w Smoleńsku, a więc jakieś 700 km od Warszawy.

W odpowiedzi na taki argument należałoby przypomnieć, iż 10-04-2010 udział w akcji poszukiwawczo-ratunkowej mogły wziąć z powodzeniem osoby z ratownictwa medycznego towarzyszące w Katyniu kilkusetosobowej grupie pielgrzymów przybyłych na uroczystości oraz żołnierze tam zgromadzeni wraz z funkcjonariuszami Biura Ochrony Rządu. Jeśli zaś uwzględnimy także to, iż – jak podawano oficjalnie, także zresztą w raporcie MAK4  –

  1. nie było jakiegoś nadzwyczajnego pożaru (akcja straży trwała dosłownie kilka minut, według danych rosyjskich),
  2. wypadek miał się wydarzyć na stosunkowo niewielkim terenie opodal lotniska, a ponadto
  3. wszyscy uczestnicy delegacji mieli ponieść gwałtowną śmierć na miejscu, czyli
  4. żadne zabiegi reanimacyjne nie były wymagane – to takie wstępne zabezpieczenie terenu wcale nie było skomplikowane.

Co najważniejsze, dokumentację (fotograficzną i filmową) przydatną w późniejszych czynnościach procesowych mogli sporządzić operatorzy telewizji polskiej, którzy także byli na miejscu (i w Katyniu, i w samym Smoleńsku) wyposażeni w nowoczesny profesjonalny sprzęt – o tym zaś, jak zgodnie z kryminalistycznymi wymogami dokonać takich czynności od strony technicznej, operatorów polskich mogli  telefonicznie poinstruować specjaliści zebrani w (ewentualnym) centrum kryzysowym w Warszawie, czyli m.in. prokuratorzy cywilni i wojskowi. Należało jedynie dopilnować, by nikt ze strony rosyjskiej nie dokonywał żadnych, ale to żadnych czynności na miejscu zdarzenia (mundurowi i cywilni przedstawiciele Federacji Rosyjskiej mogli, rzecz jasna, pomagać w otoczeniu miejsca wypadku kordonem zabezpieczającym przed intruzami i gapiami). Tym samym więc należało domagać się nieprzestawiania żadnych elementów pobojowiska, nieusuwania żadnych szczątków i niezabierania żadnych zwłok do czasu sporządzenia pełnej, fachowej dokumentacji, jak też do czasu zebrania materiału dowodowego.

W sytuacji, w której nie doszło do pożaru, zaś do wypadku miałoby dojść na terenie, który w żaden sposób nie utrudniał komunikacji miejskiej – nie istniało też zagrożenie dla mieszkańców okolicznych osiedli (tudzież dla ich mienia), były wprost znakomite warunki ku temu, by miejsce wypadku pozostawić „nienaruszone” na długie godziny, dni, jeśli nie tygodnie prac dochodzeniowo- śledczych, nawet, jeśli w miarę szybko (przy zachowaniu stosownych rygorów prawno-procesowych) dokonano by odtransportowania ciał ofiar. Tego jednak nie dokonano ani, podkreślmy wyraźnie, nie domagano się. Zwłaszcza na szczeblu międzyrządowym nie postawiono takiego postulatu, by przedstawiciele Federacji Rosyjskiej w ogóle nie podejmowali żadnych czynności poza zabezpieczeniem miejsca jakimś kordonem mundurowych.

Nim pierwsi mający badać zdarzenie przedstawiciele strony polskiej (prokuratorzy wojskowi i eksperci) (dopiero w godzinach wieczornych – por. relację płk. dr. E. Klicha5) dotarli na smoleńskie lotnisko, miejsce wypadku było już gruntownie zmienione, a ściślej, zdewastowane: poruszały się po nim bez zachowywania jakichkolwiek rygorów (związanych z zabezpieczaniem materiału dowodowego) nie tylko przeróżne grupy ludzi, lecz też jeździły ciężkie maszyny, wysypywano piach, kładziono płyty betonowe itd. (relacja ówczesnego urzędnika Kancelarii Prezydenta A. Kwiatkowskiego z odlatującego w godzinach popołudniowych jaka-40: spojrzenie z góry na miejsce, gdzie leżały szczątki tupolewa. Widać było, że Rosjanie już zaczynają budowanie drogi. Układali takie wielkie płyty, widziałem maszyny budowlane i dużo ludzi. W tym czasie identyfikowano ciała… w każdym razie zaczynali zabierać już szczątki 6). Nie muszę dodawać, że taki stan rzeczy jest pogwałceniem nawet postanowień Załącznika 13 do Konwencji chicagowskiej (por. Rozdz. 3 i punkty: 3.2 oraz 3.3), wedle której potem „procedowano” w ramach badań przyczyn i przebiegu lotniczego zdarzenia7.

Sporządzenie kryminalistycznej dokumentacji wyglądu „powypadkowego” nie było zatem możliwe dla polskiej strony w tak zaistniałych warunkach, ale też w takiej sytuacji polscy prokuratorzy wojskowi powinni byli się podjąć (od momentu przybycia na smoleńskie lotnisko Siewiernyj) dokumentowania właśnie tychże dewastacyjnych zmian (uniemożliwiających polskiej stronie prowadzenie czynności medyczno-sądowych oraz dochodzeniowo-śledczych), jakie nastąpiły w wyniku ingerencji przeróżnych rosyjskich służb. Tymczasem nawet tego nie dokonali (podobnie zresztą jak polscy eksperci towarzyszący płk. dr. E. Klichowi i płk. M. Grochowskiemu) – przynajmniej wedle oficjalnych relacji, jakie pojawiały się w mediach.

Skala zaniedbań jest więc tak wielka, że usprawiedliwianie ich lub uzasadnianie za pomocą argumentów typu „rosyjski bałagan” lub „polski bałagan” wydaje się zupełnie niepoważne w kontekście samej, przerażającej tragedii8. Trudno bowiem sobie wyobrazić, by w jakimkolwiek cywilizowanym kraju (po takiego rodzaju zdarzeniu) nie poddano specjalistycznym i drobiazgowym badaniom medyczno-sądowym ciał prezydenta, wojskowych dowódców oraz szczególnie, tu uwaga, pilotów (pomijam tu względy związane z kryminalistycznym badaniem generalnie wszystkich ciał ofiar, zwłaszcza w sytuacji problemów z ich identyfikacją). Jednym z podstawowych zadań kryminalistycznych po katastrofie lotniczej jest przecież odtworzenie sytuacji w kabinie załogi, a więc ustalenie, kto do ostatnich chwil siedział za sterami i w jakim był wtedy stanie9. To ustalenie jest istotne choćby po to, by dokonać rekonstrukcji sytuacji sprzed zaistnienia zdarzenia lotniczego.

Mogłoby wszak dojść do różnych czarnych scenariuszy, np.

  1. osoba trzecia przejęłaby, dajmy na to, w wyniku aktu terroru dokonanego na pokładzie samolotu, sterowanie statkiem powietrznym,
  2. pilot dokonałby aktu samobójczego sprowadzając także śmierć na innych uczestników lotu,
  3. pilot zasłabłby lub zmarł nagle za sterami podczas wykonywania swoich czynności),
  4. pilota zmuszono by (np. pod groźbą użycia broni, pod wpływem szantażu etc.) do spowodowania wypadku lotniczego itp.

Jeślibyśmy więc wedle tych kilku wcześniej wymienionych kryteriów (tj. punktów dotyczących procedur, które zostały wykorzystane w przypadku zdarzenia lotniczego na Białorusi) spojrzeli na przebieg tego, co się działo 10-04-2010 (i w następnych dniach), to – mimo nieporównywalnie poważniejszej skali tragedii – stan rzeczy wygląda zupełnie odmiennie (nie tylko jeśli chodzi o kwestię wzajemnie wykluczających się zeznań świadków tego, co się miało stać na smoleńskim Siewiernym10). Biorąc pod uwagę zaś to, iż do wypadku miało dojść w parusettysięcznym mieście i w okolicach lotniska, a zwłaszcza kilkaset metrów od remizy strażackiej i niespełna kilometr od wojskowego szpitala mieszczącego się w Smoleńsku przy ul. Frunze – to już na wstępie można wykluczyć czasochłonną akcję poszukiwawczą (jaką musiano przeprowadzić „na bezludziu”, nocą, w trudno dostępnym terenie, gdy doszło do katastrofy polskiego śmigłowca na Białorusi). Tym sprawniej powinno więc w  Smoleńsku tamtego tragicznego dnia wyglądać „przejmowanie kontroli” nad miejscem zdarzenia i poddawanie go starannym, medyczno-sądowym i kryminalistycznym procedurom.

Gdy jednak wczytamy się w polskie Uwagi do raportu MAK, który wydano jako odpowiedź na przygotowywany dokument strony rosyjskiej11, to jednoznacznie jest w tychże Uwagach napisane, iż polska strona nie otrzymała dokumentacji związanej z oględzinami miejsca katastrofy. Nie otrzymała też, nawiasem mówiąc, zobrazowań radarowych z białoruskiej i rosyjskiej przestrzeni powietrznej, nie otrzymała protokołów dotyczących akcji straży pożarnej i pogotowia ratunkowego. Nawet w raporcie komisji min. J. Millera (tj. Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego) jest powiedziane wprost, iż dane dotyczące tego, co przeprowadzano na miejscu katastrofy uzyskane są wyłącznie z raportu MAK (nie zaś z jakiejś specjalistycznej dokumentacji poszczególnych instytucji odpowiadających za określone czynności na pobojowisku)12.

Przedstawiciele rodzin (E. Kochanowska, S. Zagrodzki, M. Wassermann, A. Melak i in., tudzież pełnomocnicy prawni), jednoznacznie też potwierdzają (vide wysłuchania przez Zespołem Parlamentarnym), iż to, co im jako „dokumentację” przekazano, nie spełnia tych wymogów, jakie tego rodzaju oficjalne dokumenty powinny spełniać. Nie dysponując pełną i wiarygodną informacją o tym, jak wyglądało miejsce zdarzenia, mamy ponadto dość skąpe i enigmatyczne opisy wyglądu stanu zwłok ofiar, przy czym z tychże opisów wynika, iż stan ten był zróżnicowany (niektóre ciała nie wykazywały żadnych obrażeń charakterystycznych dla wypadku komunikacyjnego, inne ciała były poważnie uszkodzone, część zaś zwłok (np. ciał pilotów) w ogóle nie okazano osobom, które przybyły w celach identyfikacji zmarłych). Zagadkowo wygląda też przeprowadzona 10-04-2010 „ewakuacja ciał” (wedle raportu MAK rozpoczęta o 15.12 ros. czasu) – nie tylko z tego względu, iż użyto podczas niej trumien załadowywanych dziesiątkami następnie na budowlane ciężarówki, lecz też z tego powodu, że rozpoczęty w godzinach popołudniowych „załadunek” nie zakończył się do późnych godzin wieczornych – a przecież chodziło o 96 ciał13.

W raporcie MAK możemy ponadto przeczytać (s. 102) o przygotowaniu zrazu (o godz. 14.58 czasu moskiewskiego) na ciała ofiar ponad stu miejsc w Smoleńsku (w kostnicy miejskiej i szpitalu klinicznym – dokładnie 105 miejsc) – z oficjalnych danych jednak wiemy, iż ciała (poza zwłokami Prezydenta L. Kaczyńskiego) przetransportowano do Moskwy. Tymczasem z powodzeniem mogły one pozostać w Smoleńsku, tak by jeszcze nocą w dniu tragedii można było z udziałem polskich specjalistów przeprowadzić czynności identyfikacyjne i sekcyjne (o ile ci ostatni by przybyli). Tak niestety się nie stało, a ustalenia medyczno-sądowe strony rosyjskiej to jeden z najbardziej kontrowersyjnych obszarów oficjalnego śledztwa „państwa zdarzenia”. Oto w tymże raporcie MAK możemy znaleźć wszak szczegółowe opisy położeń ciał pilotów w momencie lotniczego zdarzenia (włącznie z uwzględnieniem zacisku rąk na wolancie (s. 99-101)), tymczasem nie istnieje w przestrzeni publicznej żadne zdjęcie kokpitu tupolewa. Jeśliby więc w wyniku katastrofy kokpit się w ogóle nie zachował, to w jaki sposób udałoby się dokonać wspomnianej rekonstrukcji położeń ciał pilotów? Pytania pojawiają się także w odniesieniu do kwestii wyglądu miejsca zdarzenia. W jaki sposób ocalałby komputer pokładowy zainstalowany w kokpicie przy totalnym  zniszczeniu kabiny pilotów? Dlaczego nie ma śladów (w postaci krateru) po uderzeniu samolotu w ziemię ani po gwałtownym koziołkowaniu jego fragmentów po pobojowisku? Czemu niektóre części statku (skrzydło, ogon) powietrznego mają równo przycięte krawędzie?

Na tle dotychczasowych naszych rozważań problem badania przyczyn i przebiegu tzw. katastrofy smoleńskiej staje się wyjątkowo skomplikowanym zagadnieniem: brak materiałów dowodowych, brak odpowiednich badań, braki w dokumentacji14 lub jej fałszowanie15, sprzeczne lub zupełnie kuriozalne relacje świadków16, zdewastowane pobojowisko, utajnianie przez różne instytucje materiału dowodowego lub ustaleń śledztwa etc. W takiej sytuacji – jeśli w dodatku nie opublikowano do tej pory (a minęły ponad dwa lata od tragedii) żadnego filmu ani zdjęć (np. satelitarnych), które obrazowałyby zachodzenie zdarzenia – rekonstruowanie przebiegu tego, co się stało z delegatami prezydenckimi należałoby rozpocząć przede wszystkim od powołania zupełnie nowej komisji dochodzeniowo-śledczej (z udziałem przedstawicieli zachodnich instytucji specjalistycznych) oraz od kompleksowych medyczno-sądowych badań po-ekshumacyjnych.

Tego typu dochodzenie musiałoby wykazywać się maksymalną transparentnością, obejmować swoim zasięgiem także dotychczasowe działania gremiów zajmujących się wyjaśnianiem tego, co się stało 10-04-2010 i łączyć z publicznymi, rejestrowanymi przesłuchaniami wielu świadków. Przystępowanie do jakiegokolwiek modelowania przebiegu zdarzenia, jeśli nie dysponujemy odpowiednią ilością wiarygodnych danych oraz podstawowymi materiałami dowodowymi (sprawdzonymi kryminalistycznie), typu 1) oryginalne zapisy i opracowane na ich podstawie stenogramy rozmów załogi Tu 154M PLF 101, 2) oryginalne urządzenia pokładowe czy 3) wrak statku powietrznego, ani też zweryfikowanymi i złożonymi w określonym rygorze prawnym zeznaniami świadków – jest działaniem z naukowego punktu widzenia zupełnie przedwczesnym i nieuzasadnionym. Co więcej, silne spolityzowanie instytucji, które do tej pory zajmowały się dochodzeniem w sprawie wyjaśnienia przyczyn i przebiegu tego, co się stało 10-04-2010, dodatkowo uniemożliwia obiektywne, bezstronne, rzetelne dochodzenie do prawdy o kwietniowej tragedii, należałoby zatem powołać instytucję całkowicie wolną od jakichkolwiek politycznych, doraźnych nacisków i podchodzącą z odpowiednim, naukowym dystansem do przedmiotu badań.

dr Paweł Przywara

pawel_przywara@yahoo.com

 

 [Przypisy]

1 Na temat obowiązujących procedur w ramach poszukiwania i ratownictwa w sytuacji wypadku lotniczego por. Załącznik 12 do Konwencji o międzynarodowym lotnictwie cywilnym http://www.ulc.gov.pl/_download/prawo/dzienniki_urzedowe/2010/zacznik_12_wydanie_8_14-04-2010.pdf,  zwłaszcza rozdz. 3 dotyczący współdziałania między państwami. Wprawdzie loty z 10-04-2010 były wykonywane wojskowymi, rządowymi samolotami, jak jednak wiemy, w wyjaśnianiu przyczyn i przebiegu tragedii obrano za podstawę prawną (zaproponowaną przez stronę rosyjską już tego samego dnia – vide przedpołudniowa rozmowa A. Morozowa z płk. dr. E. Klichem) Konwencję chicagowską właśnie.

2 Do tych wyliczeń należałoby dorzucić jeszcze – zasługującą na osobne analityczne omówienie – sprawę braku rzetelnej medialnej relacji z tego, co się wydarzyło. Sam fakt, że (mimo obecności na miejscu wielu polskich ekip telewizyjnych) przez blisko 100 minut, licząc od 8.41 pol. czasu, brakuje jakiegokolwiek obrazu ze smoleńskiego wojskowego lotniska (pierwsze zdjęcia pojawiają się w TVP i innych stacjach dopiero koło 10.17/10.18), wydaje się wyjątkowo zagadkowy.

3  Sprawozdanie dostępne pod adresem: http://www.ptmsik.pl/pdf/Komisja_katastrof.pdf.

4  Por. tekst w polskim tłumaczeniu dostępny na: http://slimak.onet.pl/_m/TVN/tlumaczenie_rap.pdf.

5 Edmund Klich, Moja czarna skrzynka. Z Edmundem Klichem o katastrofie smoleńskiej rozmawia Michał Krzymowski, Warszawa 2012, s. 22 i n.

6 Maria Dłużewska i Joanna Lichocka, Mgła, Poznań 2011, s. 106.

7 Por. Załącznik 13 do Konwencji o międzynarodowym lotnictwie cywilnym: Badanie wypadków i incydentów
statków powietrznych http://www.ulc.gov.pl/_download/prawo/prawo_miedzynarodowe/konwencje/zal_13_0612.pdf.
Por. też uwagę E. Klicha: Nasi politycy, w szczególności ci z rządu, zamiast dyskutować o trzynastym załączniku: czy jest dobry, czy zły, powinni uderzać w Rosję za to, że często nie przestrzegała umowy, na którą się zgodziła (…) Nie dopuścili nas do oblotu, blokowali dostęp do dokumentów, nie przekazali nagrania pokazującego pracę radaru na wieży. Najwięcej spraw dotyczyło jednak wyjaśnienia bałaganu u kontrolerów lotu. W Moskwie często były prowadzone narady Rosjan bez mojego uczestnictwa, co także było niezgodne z załącznikiem trzynastym. (…) Załącznik daje akredytowanemu prawo dostępu do wszystkiego, co robi strona badająca wypadek. Mówiłem
Morozowowi: „Odprawiacie się beze mnie, a to niezgodne z przepisami”. „A wiesz, to nasze wewnętrzne spotkania” – zbywał mnie. Współpraca w tym zakresie szczególnie pogorszyła się po opublikowaniu przez Polskę rozmów w kabinie (Moja…, s. 73-74).

8 Por. też tekst dr. Krzysztofa Karsznickiego Kontrowersje wokół podstaw prawnych współpracy z Rosją w sprawie katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem 10.4.2010 r. (w: „Kwartalnik Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury” Zeszyt 1 (2011), s. 59-66). Karsznicki był zapewne tą osobą w Prokuraturze Generalnej (wtedy na stanowisku dyrektora Departamentu Współpracy Międznarodowej PG), która decydowała o osobliwej (jak na nadzwyczajne okoliczności) drodze prawnej, jaką obrała polska strona w przypadku dochodzenia po tragedii. Por. tegoż Katastrofa pod Smoleńskiem: umowa, której nie było (artykuł z sierpnia 2010) http://www.rp.pl/artykul/528756.html.
Krytycznie o działaniach i poglądach Karsznickiego wypowiadała się prof. Krystyna Pawłowicz (por. Doktrynerstwo szkodzi http://stary.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110818&typ=po&id=po21.txt).

9 Por. Vincent J. Di Maio i Dominick Di Maio, Forensic Pathology, CRC Press, Boca Raton 2001, s. 338.

10 Problem relacji świadków tego, co się działo we mgle w okolicach Siewiernego, to rzecz na osobny referat i analityczne rozważania. Mamy tu bowiem (nie wchodząc w szczegóły przeróżnych zeznań) następujące relacje: brak jakichkolwiek widzialnych lub słyszalnych śladów katastrofy (amb. J. Bahr, M. Wierzchowski, N. Połtawczenko), dźwięki silników i detonacje (por. A. Wosztyl), katastrofa małego wojskowego samolotu (montażysta TVP S. Wiśniewski mający obserwować zdarzenie z hotelowego okna), katastrofa rosyjskiego samolotu transportowego (A. Beriezin – zeznania w filmie dok. 10.04.10), uderzenie samolotu w brzozę (N. Bodin), przelot w pozycji odwróconej (W. Iwanow-Safonienko), lecący ogon (Rustam z hotelu „Nowyj” nieopodal XUBS) etc. Co więcej nie ma zgodności w relacjach świadków, jeśli chodzi o czas zdarzenia: przykładowo Wosztyl sytuował zdarzenie „około 8.35” (zeznania w prokuraturze – dane za L. Misiakiem i G. Wierzchołowskim: Nowe Państwo 3 (2011) s. 41), stewardessa jaka-40 A. Źulińska („15 minut po odlocie iła-76”), inni świadkowie zaś około 10-tej (czasu lokalnego, czyli 8-mej pol. czasu), około 10.30 czasu lokalnego (8.30 pol.). W tym kontekście należy jednak pamiętać o tym, iż przed przylotem polskiego „prezydenckiego tupolewa” nad lotniskiem XUBS miał wykonywać w gęstej mgle dwa dramatyczne i ryzykowne podejścia rosyjski samolot transportowy ił-76 – nie jest więc wcale wykluczone, iż część relacji świadków dotyczy tych właśnie zdarzeń. Jeśli zaś chodzi o wygląd pobojowiska to mamy zeznania o treści: brak ciał (Wiśniewski, Bahr, operator TVP R. Sęp, P. Kraśko, I. Fomin, Iwanow-Safonienko), kilka ciał (Wierzchowski), kilka-kilkanaście ciał (min. J. Sasin), około 90 ciał (O. Kułakowa, pracownica pogowia występująca w materiale Superwizjera TVN z kwietnia 2010, a mająca być jedną z pierwszych osób na pobojowisku).

11 Pełny tytuł tego bezprecedensowego i niezwykłego w swej treści, datowanego na 19 grudnia 2010, dokumentu brzmi Uwagi Rzeczypospolitej Polskiej jako: państwa rejestracji i państwa operatora do projektu Raportu końcowego z badania wypadku samolotu Tu 154M nr boczny 101, który wydarzył się w dniu 10 kwietnia 2010 r., opracowanego przez Międzypaństwowy Komitet Lotniczy MAK) (http://stary.naszdziennik.pl/zasoby/raportmak/comment_polsk2_opt.pdf). Dokument ten zawiera nie tylko listę „braków” w dokumentacji i materiale dowodowym, sygnalizowaną przez stronę polską, ale też prośbę końcową, by MAK ponownie sformułował przyczyny i okoliczności wypadku samolotu Tu 154M (s. 148). Strona rosyjska się tymi uwagami nie przejęła, a i komisja Millera opracowała swoją dokumentację mimo tych ewidentnych braków. Min. Miller zresztą przyzna w wywiadzie dla Rzeczpospolitej (sierpień 2011, a więc już po zakończeniu prac przez polską komisję ), iż Ta lista [braków – przyp. P.P.] jest wciąż aktualna (http://www.rp.pl/artykul/695503.html).
Co ciekawsze, tzw. wstępny raport MAK był gotowy już… późną wiosną 2010 r., o czym mówił E. Klich: W połowie czerwca byłem na spotkaniu z Tatianą Anodiną i Aleksiejem Morozowem. Z rozmowy wywnioskowałem, że są już gotowi. Odniosłem wrażenie, że chcieli w ten sposób wykonać wobec Polski ukłon przed wyborami prezydenckimi. Dla mnie zaskoczenie zupełne. Dwa miesiące po katastrofie, a oni chcą już wychodzić z raportem? Nie podobało mi się to i od razu im powiedziałem: „Nawet się nie ważcie. Zostało jeszcze wiele rzeczy do wyjaśnienia. Jeśli to zrobicie, my nie zostawimy na tym suchej nitki”. Gdyby się nie wycofali, to byłaby kompromitacja MAK-u. Na pewno byłoby wiele nieścisłości i błędów. Wtedy nie wiedziałem jeszcze o całym bałaganie na rosyjskiej wieży. Nie można by ocenić działania kontrolerów. Nasze uwagi byłyby niepełne (Moja…, s. 166).

 12 http://mswia.datacenter-poland.pl/RaportKoncowyTu-154M.pdf s. 70-71. Zaskakujące (w kontekście całego zdarzenia) jest nie tylko to, iż strona rosyjska nie przekazała stosownej dokumentacji (określonych instytucji mających się zajmować działaniami podjętymi po lotniczym wypadku), lecz także to, iż polska strona nad tym faktem przeszła właściwie do porządku dziennego. Na s. 72 wszak czytamy: Przebieg akcji ratowniczej znany jest Komisji tylko z Raportu MAK. W Raporcie MAK brakuje informacji, na jakiej podstawie sporządzono opis czynności ratowniczych na miejscu zdarzenia – tymczasem sprawa działań po ewentualnej katastrofie z tak ważnymi osobami na pokładzie polskiego rządowego samolotu powinna być traktowana jako priorytetowa w pracach było nie było rządowej komisji zajmującej się wyjaśnieniem przyczyn i przebiegu takiego wypadku, szczególnie, jeśli w raporcie komisji Millera (j.w.) zwraca się uwagę na to, iż pierwszy zespół ratownictwa medycznego przybył na miejsce zdarzenia o 6:58 (17 minut po zaistnieniu zdarzenia lotniczego). Gdyby bowiem tego rodzaju informację (przytaczaną za raportem rosyjskim, rzecz jasna) potraktować jako prawdziwą, to by znaczyło, iż w ekstremalnych warunkach pogodowych i w sytuacji zagrożenia zdrowia/życia pasażerów oraz załogi, obsługa lotniska w ogóle nie przygotowywała zabezpieczenia przeciwpożarowego i medycznego na wypadek awaryjnego lądowania. Co więcej – karetka pogotowia jechałaby (po zaistniałym zdarzeniu) blisko 20 minut na pobojowisko, mimo iż, jak wspominałem, najbliższy smoleński szpital znajduje się przy ul. Frunze nieopodal lotniska.

13 Por. relację cytowanego już płk. dr. E. Klicha z pobytu na miejscu w godzinach wieczornych: Tam było straszne bagienko i do tego ten widok, wyjątkowo przygnębiający: rząd trumien, porozrzucane mundury, niektóre w dobrym stanie. Pamiętam, że widziałem jeden porucznikowski, prawdopodobnie nawigatora Artura Ziętka. Idąc, musiałem patrzeć pod nogi, bo bałem się by nie nadepnąć na jakieś ciało (Moja…, s. 23.).

14 Braki te dotyczą także dokumentacji polskiej. Przykładowo nie opublikowano stenogramów (z 10-04-2010) z Centrum Operacji Powietrznych, czyli instytucji zajmującej się monitorowaniem przelotu statków rządowych oraz mającej nawiązywać łączność z załogami w sytuacji konieczności przekazywania jakichś istotnych informacji (np. o zmianach pogodowych na docelowych lotniskach). Kwestię niestandardowych działań pracowników COP sygnalizowano w opracowanym przez komisję Millera raporcie: Według uzyskanych przez Komisję informacji, kontroler WPL OKĘCIE około godz. 5:45 otrzymał informację telefoniczną od jednego z członków załogi samolotu Jak-40 o lądowaniu na lotnisku SMOLEŃSK PÓŁNOCNY przy WA: podstawy chmur 60 m, widzialność około 2 km.
Informacja ta została przekazana o godz. 6:32 DML i do COP. O godz. 6:22 do COP dotarła również informacja z CH SZ RP o pogorszeniu WA na lotnisku SMOLEŃSK PÓŁNOCNY (na podstawie SYNOP z lotniska SMOLEŃSK POŁUDNIOWY). Ze stenogramu rozmów telefonicznych COP wynika, że osoby funkcyjne COP rozpoczęły działania, których celem było powiadomienie załogi samolotu Tu-154M nr 101 o pogorszeniu WA na lotnisku SMOLEŃSK PÓŁNOCNY oraz możliwych do wykorzystania najbliższych innych lotniskach. Według stenogramu rozmów w kabinie samolotu Tu-154M nr 101 informacja z COP nie dotarła do załogi (s. 87; por. też tamże przypis 63: Proszono (? – przyp. P.P.) kontrolera OKĘCIA o przekazanie tej informacji załodze.

15 Nie chodzi wyłącznie o kontrowersyjną dokumentację strony rosyjskiej, ale także o polskie dokumenty. Na fakt ich fałszowania (w 36 Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego) wskazywała komisja Millera.

16 Jak dotąd zresztą nie ukazała się żadna zwarta dokumentacja z relacjami świadków, którzy przesłuchani zostaliby zgodnie z rygorami dochodzeń w tak poważnej sprawie. Należy pamiętać, że wiele z tychże relacji pochodzi po prostu z mediów, co już stawia wiarygodność tak uzyskanych zeznań pod znakiem zapytania.

 

Bibliografia:

1. Maria Dłużewska i Joanna Lichocka, Mgła, Poznań 2011,

2. Doktrynerstwo szkodzi (rozmowa Pauliny Gajkowskiej z prof. Krystyną Pawłowicz) http://stary.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110818&typ=po&id=po21.txt,

2. Barry A. J. Fisher, William J. Tilstone, Catherine Woytowicz, Introduction to Criminalistics. The Foundation of Forensic Science, Elsevier, Amsterdam 2009,

3. Edmund Klich, Moja czarna skrzynka. Z Edmundem Klichem rozmawia Michał Krzymowski, Czerwone i Czarne, Warszawa 2012,

4. Konwencja Chicagowska http://www.ulc.gov.pl/_download/prawo/prawo_miedzynarodowe/konwencje/konwencja_1010.pdf,

5. Krzysztof Karsznicki, Katastrofa pod Smoleńskiem: umowa, której nie było, http://www.rp.pl/artykul/528756.html.

6. tegoż, Kontrowersje wokół podstaw prawnych współpracy z Rosją w sprawie katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem 10.4.2010, „Kwartalnik Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury”, Zeszyt 1/2011, s. 59-66,

7. Vincent J. Di Maio i Dominick Di Maio, Forensic Pathology, CRC Press, Boca Raton 2001,

8. Nowe Państwo 3 (2011) (wyd. spec. – książka Leszka Misiaka i Grzegorza Wierzchołowskiego Smoleńsk. Kulisy katastrofy),

9. Prawda o Smoleńsku może być tylko jedna (rozmowa Michała Majewskiego i Pawła Reszki z min. Jerzym Millerem) http://www.rp.pl/artykul/695503.html,

10. Iwony Ptasińska-Sarosiek i in., Wypadek polskiego śmigłowca na Białorusi – analiza zdarzenia, „Archiwum Medycyny Sądowej i Kryminologii”, t. 60 (2010), nr 2-3, s. 146-150; http://www.amsik.pl/archiwum/2-3_2010/2-3_10l.pdf,

11. Raport końcowy KBWLLP http://mswia.datacenter-poland.pl/RaportKoncowyTu-154M.pdf,

12. Raport MAK (w polskim tłum.) http://slimak.onet.pl/_m/TVN/tlumaczenie_rap.pdf,

13. Francisco Rios Tejada, General Aspects in Aircraft Accident Investigation,

http://ftp.rta.nato.int/public//PubFullText/RTO/EN/RTO-EN-HFM-113///EN-HFM-113-01.pdf,

14. Uwagi Rzeczypospolitej Polskiej jako: państwa rejestracji i państwa operatora do projektu Uwagi Rzeczypospolitej Polskiej jako: państwa rejestracji i państwa operatora do projektu Raportu końcowego z badania wypadku samolotu Tu 154M nr boczny 101, który wydarzył się w dniu 10 kwietnia 2010 r., opracowanego przez Międzypaństwowy Komitet Lotniczy MAK http://stary.naszdziennik.pl/zasoby/raport-mak/comment_polsk2_opt.pdf

15. Załącznik 12 do Konwencji o międzynarodowym lotnictwie cywilnym: Poszukiwanie i ratownictwo http://www.ulc.gov.pl/_download/prawo/dzienniki_urzedowe/2010/zacznik_12_wydanie_8_14-04-2010.pdf,

16. Załącznik 13 do Konwencji o międzynarodowym lotnictwie cywilnym: Badanie wypadków i incydentów statków powietrznych

http://www.ulc.gov.pl/_download/prawo/prawo_miedzynarodowe/konwencje/zal_13_0612.pdf,

17. Elżbieta Źywucka-Kozłowska i Kazimiera Juszka, Oględziny miejsca katastrofy lotniczej. Wybrane problemy identyfikacji ofiar http://www.zielona-gora.po.gov.pl/esiadmin/upload/lektury_elektroniczne/ogledziny-miejsca-katastrofy-lotniczej.pdf

 

http://www.icao.int/safety/AirNavigation/Pages/aig.aspx

http://www.resource4aviationlaw.com/topics/airplanecrashinvestigations.html

http://www.mak.ru/english/info/tu-154m_101.html

http://www.tvn24.pl/raporty/dokumenty-smolenskie,332

 

Czytaj w pliku PDF:

http://fymreport.polis2008.pl/wp-content/uploads/2012/10/PPrzywara-Problem-badania…pdf

Opracowanie: WWW.BIBULA.COM na podstawie: Strony prof. Mirosława Dakowskiego (11.10.2012.) | http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=7398&Itemid=100

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content