Pomyłka i już?

Dla prokuratury wojskowej sprawa zamiany ciał Anny Walentynowicz i Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej jest zamknięta.

Nie będzie odrębnego postępowania, które miałoby wyjaśnić okoliczności, w jakich na terenie Rosji doszło do zamiany ciał Anny Walentynowicz i Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej. Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie utrzymuje, że problem miał swoje źródło w błędzie rodzin, które niewłaściwie rozpoznały swoich bliskich.

W rozmowie z „Naszym Dziennikiem” płk Zbigniew Rzepa, rzecznik NPW, zaznacza, że ta kwestia dla prokuratury jest jasna, a całą sprawę wyjaśniał już prokurator generalny. Z sejmowego wystąpienia Andrzeja Seremeta wynikało, że w przypadku tych dwóch tragicznie zmarłych osób nie ma podstaw, by mówić o zamianie ciał, ale o błędnym rozpoznaniu przez rodziny. Seremet argumentował, że z jednego z protokołów okazania zwłok z 13 kwietnia 2010 r. wynika, że „przedstawiciel Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej w obecności dwóch świadków, obywateli rosyjskich, z udziałem rosyjskiego biegłego medycyny sądowej oraz tłumacza okazał synowi Anny Walentynowicz zwłoki kobiety oznaczone numerem 21, które Janusz Walentynowicz rozpoznał jako swoją matkę”. Natomiast rosyjska ekspertyza genetyczna z 29 kwietnia 2010 r. wykazała, że „ciało oznaczone numerem 21 nie jest ciałem A. Walentynowicz, lecz ciałem innej ofiary katastrofy wskazanej z imienia i nazwiska”. Drugie błędne rozpoznanie miało dotyczyć śp. Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej, której krewny podczas okazania wskazał zwłoki kobiety oznaczone numerem 95 jako swoją krewną z powodu jej cech charakterystycznych.

Tymczasem w wywiadzie dla „Naszego Dziennika” Janusz Walentynowicz podkreślał, że nie jest uprawnione twierdzenie Seremeta, jakoby do zamiany ciała jego matki z inną ofiarą katastrofy smoleńskiej doszło w wyniku błędnego rozpoznania przez rodzinę. – Ja rozpoznałem swoją mamę, a pani Agnieszka Surman rozpoznała swoją ciocię Teresę Walewską-Przyjałkowską. W związku z tym teza o tym, że to myśmy się pomylili, jest kompletnie nieuprawniona – mówił.

W ocenie mec. Bartosza Kownackiego, pełnomocnika kilku rodzin smoleńskich, ta sprawa bynajmniej nie jest oczywista i zamknięta. Zwłaszcza że relacje rodzin są tu spójne i jednoznacznie wskazują na poprawne rozpoznanie swoich bliskich. – Co innego mówiły rodziny i nie ma powodu, by im nie ufać, a co innego prokurator Seremet, który już miał okazję podawać informacje, które nie były rzetelne. Już z tego powodu ta sytuacja powinna zostać jednoznacznie wyjaśniona. Należałoby chociaż na nowo przesłuchać rodziny – podnosi adwokat.

Jak dodaje, w Rosji prowadzono badania DNA i naturalnym działaniem było zidentyfikowanie na tej podstawie ciał, bez względu na wyniki okazań. Zaniechanie w tym zakresie to poważny błąd. – Były możliwości dokonania pewnej identyfikacji. Nie można obciążać rodzin, które działały w wielkim stresie. Szczególnie że istnieje podejrzenie, że tych pomyłek mogło być więcej. A to oznacza, że tam panował chaos. Zrzucanie odpowiedzialności na rodziny jest nie na miejscu – akcentuje pełnomocnik.

Ponadto Anna Walentynowicz i Teresa Walewska-Przyjałkowska były do siebie podobne, miały tak samo zaczynające się nazwiska i nie można wykluczyć, że do błędu doszło już po okazaniu i rozpoznaniu. Jak zauważa, znamienny w sprawie jest fakt, że syn Anny Walentynowicz, nie znając jeszcze wyników badań DNA wykonanych po ekshumacji, jednoznacznie wskazywał, że okazane mu ciało w 2010 r. w Rosji, które zidentyfikował jako ciało matki, to nie to samo, które zostało wydobyte z grobowca Anny Walentynowicz. – Zatem widać, że są przesłanki, by tę kwestię wyjaśnić – dodaje Kownacki.

Nie wiadomo też, jak prokuratura podejdzie do kwestii zamiany pozostałych ciał ofiar katastrofy i czy zechce wyjaśnić te okoliczności w odrębnym postępowaniu. Z informacji przekazanych przez Seremeta wynika, że „ewentualne błędne określenie tożsamości pozostałych czterech ofiar mogło być w jednym przypadku wynikiem nieprawidłowego rozpoznania przez polskiego urzędnika, w pozostałych zaś pomyłką popełnioną przez Rosjan”.

Marcin Austyn

Za: Nasz Dziennik, Środa, 3 października 2012, Nr 231 (4466) | http://www.naszdziennik.pl/wp/11448,pomylka-i-juz.html

Skip to content