Przedwczesne zabiegi o Wawel dla rtm. Pileckiego

Korespondencja z Krakowa. 

Jako przedwczesną określiły Krakowska Kuria Metropolitalna oraz Krakowski Oddział Instytutu Pamięci Narodowej inicjatywę Fundacji Paradis Judaeorum, aby pochować rotmistrza Witolda Pileckiego z najwyższymi honorami państwowymi na Wawelu.

W piśmie do prezesa Fundacji Michała Tyrpy kanclerz Kurii ksiądz Piotr Majer powołał się – w imieniu kardynała Stanisława Dziwisza – na fakt, że szczątków rotmistrza jeszcze nie odnaleziono. Podobną opinię wyraził doktor Marek Lasota, dyrektor Krakowskiego Oddziału IPN.

Zdaniem Tyrpy odpowiedź przedstawiciela Kurii otwiera jednak możliwość dalszych starań oraz budowania obywatelskiego lobbingu wokół prowadzonej przez Fundację akcji „Przypomnijmy o Rotmistrzu”.

23 sierpnia zakończył się pierwszy etap ekshumacji ofiar komunizmu na kwaterze Ł (tzw. Łączce) cmentarza powązkowskiego w Warszawie. Wśród 116 odnalezionych tam ofiar mogą znajdować się także szczątki rtm. Pileckiego.

Zapytany przez Polską Agencję Prasową, czy inicjatywa pochówku na Wawelu nie jest przedwczesna, skoro nie odnaleziono jeszcze szczątków bohaterskiego rotmistrza, Tyrpa odpowiedział:

– Właśnie dlatego, że szczątki nie zostały odnalezione, chcieliśmy wcześniej przygotować pewien grunt, zbudować obywatelski lobbing na rzecz rozpoznania samych zasług rotmistrza Pileckiego i uświadomienia opinii publicznej, że to nawet w skali bohaterskiej historii Polski postać absolutnie wyjątkowa. To człowiek, który przedostał się do niemieckiego obozu koncentracyjnego; stworzył strukturę konspiracyjną wśród więźniów w KL Auschwitz i był autorem pierwszych raportów o Holokauście. To ktoś, komu zawdzięczamy pierwsze relacje na temat tego, jak wyglądała część techniczna „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”, wprowadzonej przez hitlerowskie Niemcy m.in. w Auschwitz-Birkenau. To jest także – naszym zdaniem – patron europejskiej walki z dwoma totalnymi tyraniami XX wieku – narodowym socjalizmem i sowieckim komunizmem.

Fundacja Paradis Judaeorum od stycznia 2008 roku prowadzi akcję „Przypomnijmy o Rotmistrzu”, której celem jest upowszechnienie „Raportu Witolda” z Auschwitz oraz lobbing na rzecz superprodukcji filmowej o losach ochotnika do Auschwitz i ustanowienie 25 maja – tj. dnia śmierci Pileckiego – Europejskim Dniem Bohaterów Walki z Totalitaryzmami. Wystąpiła również do Benedykta XVI o  rozważenie beatyfikacji rotmistrza.

Tyrpa wyjaśnił w rozmowie z PAP, że inicjatywa ma charakter obywatelski, społeczny i całkowicie apolityczny, a byłoby niestosowne, gdyby to rodzina Pileckiego wystąpiła z wnioskiem o jego pochówek na Wawelu.

– Jestem przekonany, że rodzina rotmistrza wie o naszej inicjatywie, ale nie słyszałem, by występowała ze sprzeciwem – powiedział i dodał, że fundacja nie rozważa innych miejsc ewentualnego pochówku, ponieważ chciałaby oddać Pileckiemu najwyższy hołd.

Jerzy Bukowski

Za: Blog ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego (2012-09-02)

 


 

KOMENTARZ BIBUŁY:

Przypominamy nasz Komentarz i Apel w sprawie rtm. Pileckiego, zamieszczony kilka miesięcy temu:

Świetlana postać rotmistrza Pileckiego nie powinna budzić wątpliwości, jednak takowe niestety pojawiają się przy lekturze trzeciego Raportu, przypisywanego właśnie jemu. Badaczom historii nie obarczonym skazą ideologii i religii Holokaustu, polecamy baczniejsze przyjrzenie się i szczegółową analizę porównawczą właśnie trzeciego Raportu, z innymi zapiskami Rotmistrza a także z pierwszym Raportem („W”) i drugim Raportem („S”). Niestety, ostatni, trzeci Raport – a właśnie ten jest nagłośniony – powstał dopiero po 1945 roku (choć dokładna data nie jest znana; co ciekawe, w Polsce ten Raport opublikowano dopiero w 2000 roku).

Same oryginały Raportów mają znajdować się w Archiwum Studium Polski Podziemnej w Londynie, niestety, nigdzie nie są dostępne skany bądź kompletne szczegółowe zdjęcia tych Raportów. Tym trudniejsze jest prowadzenie jakichkolwiek badań, że za kopie jedneg raportu Archiwum w Londynie żąda sobie kilkaset dolarów. Dlaczego, po tylu latach po wojnie, nie udostępniono tych raportów, trudno w pełni zrozumieć bez przyjęcia możliwości, że być może chodzi także o to aby odstraszyć ewentualnych dociekliwych badaczy. Przy okazji, Apel do Archiwum: prosimy o upublicznienie w Internecie skanów wszystkich Raportów. No, chyba że jakieś względy pozamerytoryczne wchodzą w grę…

Polecamy przyjrzenie się pod tym kątem właśnie trzeciemu Raportowi, w którym niestety mnożą się nonsensy o życiu obozowym, np. o szczegółach gazowania Żydów. Dziwne, że pisane w czasie wojny Raporty (które są krótkie) nie zawierają tych historii, lecz dopiero 100-stronicowy Raport powojenny zawiera szczegóły, których walory jakoś zbieżne są z ówczesną powojenną propagandą sowiecką. Należy podkreślić, że w powszechnej świadomości istnieje określenie „Raport Pileckiego”, lecz utożsamiany jest on z raportem powojennym, a nie z raportami (suchymi i krótkimi) powstałymi podczas wojny. Najczęściej jednak publicyści zlewają te raporty w jakąś jedną całość, zniekształcając obraz historii.

A mówiąc o propagandzie sowieckiej przypomnijmy, że twierdziła ona i wmawiała społeczeństwom przez wiele powojennych lat, że  np. w Majdanku zginęło półtora miliona ludzi (co miało stanowić efekt  „dogłębnych badań komisji naukowców radzieckich”- cytat z wydawanych po wojnie książek, rozpowszechnianych w milionowych nakładach), w KL Auschwitz – nawet 10 milionów, w Treblince – 3 miliony (dzisiaj dowodzi się od 80 tysięcy do maksymalnie 250 tysięcy), a w Sobiborze – 350 tysięcy (dzisiaj dowodzi się 15 tysięcy ofiar).

Powstaje zatem pytanie, czy aby ta wspaniała postać rotmistrza Pileckiego nie została perfidnie wykorzystana przez komunistów aby uwiarygodnić powojenną propagandę sowiecką, przypisując mu – już po wojnie – trzeci Raport, bądź dodając doń pikantne szczegóły zgodne z narracją propagandy. Naukowcy, badacze, historycy – polecamy rzetelne zajęcie się tym tematem.

A jakby przy okazji, oraz w związku z „Raportem Pileckiego”, zwracamy się do Czytelników o wskazanie nam jakiegokolwiek dokumentu pochodzącego z czasów wojny, w tym jakiegokolwiek dokumentu wywiadów Aliantów, w którym mowa jest o masowym gazowaniu więźniów w niemieckich obozach koncentracyjnych. Trudne zadanie, prawda? No, chyba, że będzie to… „Raport Pileckiego”… powstały po wojnie, na który powołują się niektórzy osobnicy nazywający się historykami, których stać jedynie na wzajemne i bezkrytyczne cytowanie siebie i kolegów.

 


 

 

Dodane 9 września 2012:

 

Jemioła czy szakal?

Pani Zofia i jej brat nie życzą sobie, żeby ktoś -wbrew woli rodziny- monopolizował pamięć o Rotmistrzu.

Po śmierci mego męża wiele zupełnie nieznanych mi ( i prawdopodobnie mężowi ) osób szeroko opisywało głębokie z nim relacje. Począwszy od sąsiada z podwórka, który twierdził, że to on właśnie odkrył i podsunął mężowi sprawę FOZZ, a skończywszy na pewnej działaczce chłopskiej, postury pani prezydentowej, która publicznie dała do zrozumienia, że łączyły ją z moim mężem relacje intymne.

Nie prostowałam, nie protestowałam, nie komentowałam. Ćwiczyłam chrześcijańską pokorę.

Wytłumaczyłam sobie, że to specyficzna forma psychicznej nekrofilii -tulenie się (przenośne) do osoby nieżyjącej.

Być może działa tu podobny mechanizm psychologiczny, jaki skłania ludzi do uczestniczenia w  theatrum katastrofy kolejowej czy wypadku samochodowego (w charakterze greckiego chóru) czy pozwala nam rozkoszować się horrorami i filmami katastroficznymi. Wypłatą -jak mówią psychologowie- jest krzepiąca świadomość, że tym razem jeszcze nie na nas trafiło.

Bywa też, ze ktoś przykleja się do osoby zmarłego, aby na kultywowaniu jego pamięci budować własna karierę. Taka osoba godzi się na rolę księżyca, na dożywotnie świecenie światłem odbitym. Co gorsza zdarza się, że taka osoba działa wbrew woli i intencjom rodziny.

To właśnie spotkało panią Zofię Pilecką-Optułowicz, córkę rotmistrza Pileckiego.

Otóż pewien pan o nazwisku Michał Tyrpa, założyciel fundacji Paradis Judeaorum, od kilku lat wbrew woli i wiedzy rodziny rotmistrza zajmuje się propagowaniem jego pamięci i forsowaniu ewentualnego złożenia jego szczątków na Wawelu. Otóż pani Zofia i jej brat Andrzej absolutnie sobie tego nie życzą. Nie życzą sobie również, żeby ktoś monopolizował pamięć o rotmistrzu , a w szczególności aby zbierał na ten cel pieniądze.

Nie wtrącałabym się w tą sprawę, gdyby nie fakt, że zostałam o to poproszona czy wręcz do tego zobowiązana.

Iza

Za: Izabela Brodacka Falzmann blog – Nowy Ekran ( 08.09.2012)

 


 

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content