Czasy cwaniaków

Premier powinien podać się do dymisji – usłyszeliśmy od jednego z wiceministrów

Serial pt. „Amber Gold” rozkręca się na dobre, występują w nim m.in. premier Donald Tusk i jego syn Michał Tusk, budząc refleksje nad pochodzeniem kapitału i dochodzeniem do dużych pieniędzy w Polsce oraz nad polskim prawem, które nie chroni finansów polskich obywateli. Przykładów z ostatnich dni i tygodni jest więcej, że nastały czasy dla cwaniaków. Tym razem władze z jakichś powodów strzeliły sobie w stopę. Są hipotezy, że być może celowo i że nie tylko opozycja, ale i niektórzy „swoi” Tuska z Platformy mają dość i chcą się go pozbyć. – Gdyby miał honor powinien podać się do dymisji – usłyszeliśmy od jednego z wiceministrów. Premier długo się nie pojawiał publicznie, kiedy w końcu zdecydował się wziąć udział w konferencji prasowej i postawiono mu takie pytanie, odpowiedział wymijająco, skupiając się na tym, że oddziela funkcję premiera od funkcji ojca, a niektóre pytania dziennikarzy uważa za nieprzyzwoite.

Sponsor filmu o Wałęsie

Serial oglądany w telewizji i opisywany w gazetach, w tym w „Gazecie Wyborczej”, w której przez kilka lat pracował młody Tusk, bez przerwy ma nowe odsłony. Nie wykluczone, że zanim ten artykuł ukaże się w „Naszej Polsce” będą następne rewelacje. Dodajmy, że „GW” zatrudniająca Michała Tuska doskonale zarobiła za umieszczanie na swoich łamach reklam Amber Gold. Firma oferowała wysokie oprocentowanie, znacznie przekraczające oprocentowanie lokat w bankach. Działała przestępczo – uważa na pewno więcej niż pół Polski, prokuratura jednak ciągle się tego nie doszukuje, a premier Tusk wymyślił termin „przestępczości legalnej”. Można powiedzieć, właśnie ona szaleje u nas od ponad dwudziestu lat! Tysiące klientów Amber Gold wpadło w panikę, ponieważ wiele wskazuje, że na skutek „przestępczości legalnej” utracili oszczędności całego życia. Amber Gold była długo hołubiona, została nawet oficjalnym sponsorem filmu o Lechu Wałęsie i „Solidarności” w reżyserii Andrzeja Wajdy. Wpłaciła na realizację tego filmu spore pieniądze i miała jeszcze coś dorzucić, ale mleko się rozlało, pieniądze wyparowały. Jaki sponsor filmu, taki jego bohater filmu – wypowiadają się internauci. „Fakt” napisał, że Amber Gold szczodrze sypała pieniędzmi na prawo i lewo, przeznaczyła 120 tys. zł na małpy z ogrodu zoologicznego w Gdańsku i jeszcze więcej – w ramach darowizny celowej – na budowę lwiarni.

Krętacz zdalnie sterowany?

Podobnych firm, jak Amber Gold, należących do tzw. shadow banking, działa u nas co najmniej kilkanaście. Ktoś na górze przypomniał sobie, że Amber Gold nie składa w ogóle sprawozdań finansowych (nikt automatycznie nie wykreślił jej za to z rejestru, chociaż to powinno nastąpić) i że w końcu należałoby nagłośnić ostrzeżenie Komisji Nadzoru Finansowego, że spółka znajduje się na jej czarnej liście. Niektórzy twierdzą, że akcja została starannie przygotowana wcześniej, być może również z udziałem właściciela firmy, młodego krętacza po liceum ekonomicznym, Marcina Plichty, poprzednio Stefańskiego, który wraz z żoną, jej dziadkiem i matką w 2008 r. mieszkali w biedadomku pod Gdańskiem i nagle zaczął obracać milionami. Plichta wali teraz w syna Tuska jak w bęben. Firmę założył w 2009 r. z kapitałem założycielskim 5 tys. zł. Czyżby rzeczywiście cały czas działał wyłącznie na własną rękę?

Zamiar likwidacji Amber Gold Sp. z o.o.

Spółka rzekomo inwestowała pieniądze klientów w złoto. Część z nich zarobiła. Pieniądze wypłacono w terminie. Chcieli zarobić jeszcze więcej, powtórzyli ryzykowne inwestycje, nieraz dokładając do swojego własnego kapitału pieniądze pożyczone, namówili na „złote lokaty” rodziny i znajomych, a tu szlaban, pieniędzy nie ma. Kilka dni temu podano w komunikacie, że Amber Gold Sp. z o.o. zostanie zlikwidowana, niedwuznacznie sugerując, że firmę przyduszono do tego kolanami. Wszystkie oddziały spółki zostały zamknięte. Klienci wokół nich krążą jak ćmy. Większość dopiero teraz dowiedziała się, że na właścicielu firmy ciąży kilka prawomocnych wyroków, wszystkie wydane zostały w zawieszeniu. Likwidacja to nie upadłość, firma wtedy ma pieniądze, gdyby się skończyły nie byłoby z czego spłacać zobowiązań i rozpocząłby się proces upadłości, która – twierdzą eksperci – grozi Amber Gold wkrótce. Właścicielowi likwidowanej spółki nic nie można zrobić, nie można go na przykład zmusić do ujawnienia własnego majątku. Natomiast gdy dochodzi do upadłości, do firmy wkracza syndyk, wszystko staje się jawne. Syndyk sprzedaje majątek i zaspakaja wierzycieli w takim stopniu, w jakim jest to możliwe, w tym wariancie klienci Amber Gold dostaliby niewiele albo nic. Poza tym upadłość może trwać latami…

Synku, nie idź tą drogą…

Syn premiera Tuska, który związał się z Plichtą, też podobno wiedział o nim i Amber Gold tylko piąte przez dziesiąte. Jego ojciec srożył się, że ktoś mógł pomyśleć, że ostrzegał przed nim syna, mając wiadomości od podlegających mu służb. Uważa to za podłość. – Nigdy nie wykorzystywałem swojej wysokiej pozycji dla rodziny w żadnej sprawie – oświadczył. – O właścicielu Amber Gold można było przecież przeczytać w gazetach. A eksperci uważają, że dzieci osób na takich stanowiskach jak Tusk powinny się znajdować pod dyskretną obserwacją. Służby powinny raportować premierowi o poczynaniach potomka, zwłaszcza gdy syn premiera rozpoczyna współpracę z podejrzanymi ludźmi, a tak było w przypadku Michała Tuska. Jest tych służb u nas dostatek. Polska należy do krajów o najwyższej liczbie podsłuchów w Europie: kogo i po co tak masowo się podsłuchuje, jeśli „służb” nie bardzo interesują wielomilionowe interesy firm, przed którymi KNF ostrzega banki specjalnym pismem? Młody Tusk przyznaje, że wiedział o jednym wyroku karnym Plichty, pojęcia jednak nie miał, że Amber Gold, właścicielka OLT Express, w której się zatrudnił, działa na tak niejasnych zasadach.

Młody Tusk jest zbyt szczery

Aż głupio sugerować, że o tych niejasnościach nie wiedział także Donald Tusk, bo co to byłby za premier? Prawdopodobnie więc wiedział. Premier mówił, że syn otrzymał od niego ojcowska radę, żeby od człowieka o złej reputacji trzymał się z daleka. – Mimo mojego ostrzeżenia dalej tam pracował, poszedł własną drogą. Jestem z niego dumny. Premier oświadczył, że odkąd jego dzieci osiągnęły wiek dorosły, stanowią o sobie same, on nad nimi nie trzyma i nie będzie trzymał parasola. Dodał, że syn jest szczery, zbyt szczery, ale ma do niego pełne zaufanie jako ojciec. A pomijając ten wątek: jak to jest, że prokuratura, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zaczęły naprawdę poważnie zajmować się Amber Gold dopiero wtedy, kiedy firma zebrała na rynku od tysięcy ludzi blisko 80 mln zł. Trwało to nie przez chwilę, ale prawie trzy lata. Można przypuszczać, że syn Tuska, a może jeszcze ktoś inny, został ostrzeżony przed Plichtą, dlaczego my nie?

Spółki dwie, całkiem inne, nazwa identyczna

Okazało się, że w marcu tego roku, ponad dwa miesiące przed kłopotami Amber Gold niewypłacaniem pieniędzy należnych klientom, Marcin i Katarzyna Plichtowie założyli Amber Gold Spółkę Akcyjną. Wyjęli ze „starej” Amber Gold Sp. z o.o. 50 mln zł w charakterze pożyczki, obejmując za te pieniądze akcje na okaziciela w Amber Gold SA. Mówi się sporo o sfałszowaniu kwitów przelewu i o tym, że tych milionów już nie ma, a oni wyjaśniają, że pożyczkę spłacili. Z czego? – dziwi się nie tylko „Gazeta Wyborcza” i podkreśla, że Amber Gold Sp. z o.o. i Amber Gold SA, w której Plichtowie objęli akcje, to są dwa zupełnie różne podmioty. Klienci wpłacali pieniądze do Amber Gold Sp. z o.o., a od zasobów Amber Gold SA im wara.

Dawni nauczyciele Plichty z liceum mówią, że był uczniem, od którego to oni powinni się uczyć, a nie on od nich, chłopak miał zawsze głowę na karku. Amber Gold Sp. z o.o., według biznesmena – mówił o tym publicznie – pieniądze wypłacać ma z czego i firma chce to robić, ale technicznie wypłaty uniemożliwiono. Komunikat o likwidacji spółki (z o.o.) zawiera uwagę, że klientom należą się wszystkie wpłacone do spółki środki wraz z odsetkami. Przekleństwa poszkodowanych kierowane są ze zdwojoną siłą nie tylko wobec Plichtów, których podejrzewają o kuglarstwo (udają, że nie mogą wypłacać środków, a to nieprawda), ale i do władz.

PST żony Plichty

Jeśli władze przyczyniły się do niewypłacalności Amber Gold, niech nam zrekompensują straty, to ich obowiązek. Kancelarie prawne wystąpią z pozwami indywidualnymi i zbiorowymi, nie tylko przeciwko Amber Gold, ale i skarbowi państwa. Ile osób ze „złotymi lokatami” wiedziało, że za fałszerstwa i oszustwa Stefański, potem Plichta dostał wyroki? Niewiele. A dostał m.in. rok w zawieszeniu za przywłaszczenie mienia, sześć miesięcy w zawieszeniu na trzy lata za wyłudzenie kredytów, cztery lata w zawieszeniu za ponowne przywłaszczenie mienia, dziesięć miesięcy w zawieszeniu na dwa lata znów za to samo, dwa lata za jakąś inną machloję w zwieszeniu na pięć lat. Tylko raz siedział w areszcie, czuł się w nim, jak mówił, obrzydliwie. Plichta tylko częściowo albo w ogóle nie naprawiał wyrządzonych szkód, ale w biznesie ciągle mógł działać, po prostu rozkwitł w Amber Gold. Wymyślił pobudzającą lokatę w kruszec, umiał zjednywać sobie dużymi pieniędzmi ludzi na wysokich stołkach, duchownych. Do wściekłości na takich jak Plichta i na polskie prawo doprowadza pokrzywdzonych przez Amber Gold wiadomość, że Katarzyna Plichta, żona właściciela likwidowanej firmy, zarejestrowała właśnie nową spółkę pod nazwą PST SA. Ona została jej prezesem, on zasiadł w radzie nadzorczej (chociaż prawo zabrania uczestniczenia w takim gremium osobie skazanej prawomocnym wyrokiem).

Bąk zabrzmiał w trzcinie

Spółka PST ma siedzibę pod tym samym adresem co Amber Gold w Gdańsku, zamierza działać na rozlicznych polach od wydawania gazet i książek, przez konserwację maszyn, sprzedaż dywanów, farmaceutyków, do sprzątania budynków. Mało tego, do klientów dotarła wiadomość, że Plichtowie wzięli w dzierżawę zespół pałacowo-parkowy w gminie Pruszcz, pod Gdańskiem. W restaurację obiektu według wskazań konserwatora zabytków zobowiązali się włożyć kilka milionów. Interesowali się kupnem luksusowego jachtu. Bezczelność i skandal – jęczą pokrzywdzeni, którzy zainwestowali w „złote lokaty”. Może za tą bezczelnością też się coś kryje – podejrzewają. W jaki sposób syn premiera trafił pod skrzydła Marcina Plichty? Ano podobno sam się pod nie wepchnął. Poznał go osobiście. W ankiecie podał, że jest bezrobotny, bez wykształcenia i chce układać siatkę lotów oraz podnosić wizerunek OLT Express, która – przypomnijmy – należała do Amber Gold. Młody Tusk wysyłał maile z adresu et42@wp.pl, Przedstawiany był jako Józef Bąk. Złośliwie można powiedzieć, że nieźle zabrzmiał ojcu w trzcinie.

„Milcz, aż sprawa nie zgaśnie…”

Umowę z OLT Express młody Tusk  podpisał 15 marca br. i jej dotąd nie wypowiedział. – Głupio zrobiłem – wyjaśnia. Do dziennikarzy „Wprost” powiedział: „napiszcie, że jestem debilem…”. Premier, według słów syna, prosił go, żeby z nikim się nie spotykał, nic nie mówił, nie odzywał się, aż sprawa przycichnie, zgaśnie. Nie usłuchał. Plichta poinformował, że dla OTL Express Michał Tusk „chciał dać swoją twarz”, przyszedł do nich z własnego wyboru, nikt go do tego nie namawiał, mówił, że pracą w „Gazecie Wyborczej” już się wypalił. Jednocześnie pracował w spółce samorządowo-rządowej Porty Lotnicze w Gdańsku, jako specjalista ds. analiz ekonomicznych i marketingu, współpracując z prywatną OLT Express, choć w grę wchodziła podobno sprzeczność interesów. Stowarzyszenie „Stop Korupcji” złożyło do Prokuratury Rejonowej w Gdańsku zawiadomienie o podejrzeniu popełnieniu przestępstwa przez syna premiera – Michała Tuska z art. 296, a także 296a kodeksu karnego za narażanie na szkodę majątku spółki Porty Lotnicze w Gdańsku, gdyż mogło dojść do przekazywania informacji handlowych prywatnej OLT Express. Ostatni przelew z OLT Express na konto młodego Tuska zgodnie z wystawioną fakturą, której realizacji się domagał, opiewała na sumę 5950 zł plus VAT. Młody Tusk łączył pracę dziennikarską z prowadzeniem usług PR dla OLT Express. W „Gazecie Wyborczej” („Magazynie Trójmiejskim”) ukazał się wywiad z dyrektorem OTL Jarosławem Frankowskim. Trzydziestoletni Tusk poinformował dziennikarza „Wprost”, że on sam zadawał pytania i wymyślał na nie odpowiedzi w imieniu Frankowskiego, a pod artykułem podpisał się jego kolega z redakcji.

Czy będzie komisja śledcza?

Joanna Senyszyn, eurodeputowana z ramienia Sojuszu Lewicy Demokratycznej, napisała na blogu w Onecie, że premier wychował pierworodnego na cwaniaczka. SLD zwrócił się do prezydium Sejmu w sprawie powołania komisji śledczej, która zajęłaby się działaniami sądów i prokuratury dotyczących spółki Amber Gold. Lider tej partii Leszek Miller oświadczył, że nie można przejść do porządku nad działaniem organów sprawiedliwości. Poseł Prawa i Sprawiedliwości Marcin Mastalerek w sprawie Amber Gold oraz współpracy Michała Tuska z OLT Express skierował interpelację do premiera, wyjaśnił, że zdecydował się na to, ponieważ nie otrzymał od niego odpowiedzi na wcześniej przesłanych 45 pytań. Podczas konferencji prasowej Donald Tusk sprawiał wrażenie, że o pytaniach od posła PiS w ogóle nie miał pojęcia.

Uwierzyli w… reklamy

Więcej się teraz mówi o obu Tuskach niż o pokrzywdzonych klientach Amber Gold. Dorównują tylko wrzawą medialną 28-letnim Plichtom. Stefan Niesiołowski z Platformy specjalnie klientów tych państwa nie żałuje. Sami sobie są winni – stwierdził. Prof. Leszek Balcerowicz powiedział, że każdy powinien być odpowiedzialny za swoje decyzje. Tymczasem wiedza u nas o rynku finansowym jest niemal żadna. Kilka osób, uważających się pokrzywdzonych przez Amber Gold, z którymi rozmawialiśmy, powiedziało, że zainwestowali pieniądze, ponieważ uwierzyli w… reklamy. Były one wszędzie. Na rynku w Poznaniu podczas Euro 2012 reklama Amber Gold oklejała całą kamienicę. Na reklamach widniał napis, że lokaty w tej firmie są bezpieczne – wyjaśniała jedna z klientek, wypłakując oczy. Inna parsknęła na nas, że nie jest antysemitką, zawsze wierzyła „Gazecie Wyborczej”, którą kupuje i czyta. Właśnie z niej dowiedziała się o możliwości lokowania w złoto na wysoki procent. Dodała jednak, że na zamieszczonych reklamach powinna znaleźć się informacja, choćby drobnym drukiem, że rząd nie gwarantuje ich bezpieczeństwa, rząd więc jest nieuczciwy.

Wiesława Mazur

Ryzyko jest zawsze, tym nie mniej warto wiedzieć, że niżej podane firmy (jest ich więcej niż wymienione) świadczące usługi finansowe nie podlegają nadzorowi państwowemu. Komisja Nadzoru Finansowego zgłosiła ostrzeżenia publiczne wobec następujących spółek:                                       

1. Finroyal FRL Capital Limited       
2.  Flexworld Inc.       
3.  Perfect Money Finance Corp. z siedzibą w Panamie       
4.  Weksel Bank, Aida System Sp. z o.o. z siedzibą w Konstantynowie Łódzkim       
5.  Amber Gold Sp. z o.o. z siedzibą w Gdańsku       
6.  GoGo20 Poland       
7.  DOBRALOKATA Sp. z o.o.       
8. Pozabankowe Centrum Finansowe Sp. z o.o.       
9. P.H.U. PROMOTOR z siedzibą we Wrocławiu       
10. Care&Cash Sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu       
11. KASOMAT.PL SA, Wrocław       
12. Lex-Security, Mysłowice       
13. Centrum Inwestycyjno – Oddłużeniowe sp. z o.o. Stargard Szczeciński       
14. Socket Resources GmbH reprezentowana na terytorium RP przez Marka Jachowicza; biuro operacyjne w Polsce – Warszawa       
15. IPI CAPITAL S.A. z siedzibą w Warszawie       
16. NOVA NEW Sp. z o.o. z siedzibą w Katowicach    

Powierzając środki finansowe firmom bez licencji, KNF nie wolno kierować się przede wszystkim perspektywą wysokich zysków. Jednak z drugiej strony trudno się dziwić inwestycjom w Amber Gold, jeżeli bankowe depozyty nie chronią oszczędności Polaków. Po uwzględnieniu inflacji i podatku Belki przynoszą straty.

W.M.

Artykuł ukazał się w najnowszym numerze tygodnika „Nasza Polska” Nr 34 (877) z 21 sierpnia 2012 r.

Za: Nasza Polska | http://www.naszapolska.pl/index.php/component/content/article/42-gowne/3256-czasy-cwaniakow

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content