Bolszewika goń, goń, goń! – ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

Zwycięstwo polskich ułanów w sierpniu 1920 r. nad konną armią Budionnego było ostatnią wielką bitwą kawaleryjską w historii Europy

Komarów – niewielka wieś pod Zamościem. Kiedyś miasto, ale po powstaniu styczniowym car odebrał mu prawa miejskie. Tutaj w XX w. stoczone zostały dwie bitwy. Pierwsza z nich rozegrała się w sierpniu 1914 r. i była zwycięska dla wojsk austro-węgierskich, które pokonały armię rosyjską. Druga miała miejsce również w sierpniu, ale sześć lat później. Stała się triumfem polskiej jazdy, która rozgromiła słynną Konarmię, czyli 1 Armię Konną.

Pokonana formacja powstała w 1919 r. jako oddział Armii Czerwonej. Służyli w niej głównie Kozacy oraz kawalerzyści rosyjscy, którzy przeszli na stronę bolszewików. Jej dowódcą został Siemion Budionny, były wachmistrz z carskiego pułku dragonów. Była to silna jednostka uderzeniowa. Jej głównymi walorami były szybkość i zwrotność. W boju wspierały ją taczanki, czyli dwuosiowe pojazdy konne uzbrojone w ciężki karabin maszynowy, oraz tankietki i pociągi pancerne, a nawet lotnictwo. Walczyła ona najpierw z wojskami „białych”, odnosząc zwycięstwa nad oddziałami generałów Piotra Wrangla i Antona Denikina. W 1920 r. została skierowana na front zachodni. W czerwcu tegoż roku wybiła co do nogi polski garnizon w Źytomierzu oraz spaliła żywcem kilkuset rannych wraz z siostrami Czerwonego Krzyża w szpitalu w Berdyczowie. Dokonała też pogromów na Żydach. Następnie ruszyła na Lwów, który zamierzała zdobyć z marszu. 19 sierpnia drogę pod Zadwórzem zagrodziło jej 330 Orląt Lwowskich, dowodzonych przez kpt. Bolesława Zajączkowskiego. Rozegrana wówczas bitwa stała się „polskimi Termopilami”. Prawie wszyscy obrońcy zginęli, ale wróg musiał zawrócić.

Po tych niepowodzeniach Armia Konna przekroczyła Bug i uderzyła na Zamość. Jednak i tej twierdzy też nie dała rady zdobyć. Bronili jej bowiem zażarcie Polacy z 31 Pułku Strzelców Kaniowskich dowodzeni przez kpt. Mikołaja Bołtucia oraz sprzymierzeni Ukraińcy, których dowódcą był gen. Marko Bezruczko. Przeciwko kawalerzystom bolszewickim ruszyła polska Grupa Pościgowa. Na jej czele stanął gen. Stanisław Haller, kuzyn innego słynnego generała, Józefa Hallera.

Jej trzonem była 1 Dywizja Kawalerii dowodzona przez gen. Juliusza Rómmla, byłego carskiego oficera wywodzącego się ze spolonizowanej szlachty niemieckiej z Kurlandii. Dywizja składała się z dwóch brygad kawalerii, w skład których wchodziło pięć pułków ułanów i jeden pułk szwoleżerów. Wśród dowódców pułków było kilku znakomitych kawalerzystów, do których m.in. zaliczyć należy rotmistrzów: Tadeusza Komorowskiego, Michała Belinę-Prażmowskiego (nie mylić z Władysławem, słynnym oficerem jazdy legionowej) oraz Kornela Krzeczunowicza (z pochodzenia Ormianina). Dywizję wspierały dywizjon artylerii konnej oraz batalion szturmowy kpt. Stanisława Maczka. Do kontrnatarcia przeciwko bolszewikom skierowana została także 13 Dywizja Piechoty.

Do walnej bitwy doszło 31 sierpnia. Starcie rozpoczęli ułani z 7 brygady jazdy. Ich szarże były jednak rozbijane przez Kozaków. Dochodziło do bezpardonowych walk na szable i lance. Jeźdźcy ostrzeliwali się także z pistoletów i karabinków kawaleryjskich. Straty po obu stronach były bardzo duże. Szalę zwycięstwa na stronę polską przechyliła szarża 9 pułku ułanów mjr. Stefana Dembińskiego. Do szarży przyłączył się także 8 pułk ułanów rtm. Krzeczunowicza. Dwie dywizje konne Budionnego poszły w rozsypkę. Groziło im okrążenie. Wyrwały się wprawdzie z niego, ale musiały uciekać za Bug. Próbowały bronić się na Wołyniu, ale także stamtąd zostały przepędzone przez polską kawalerię. Konarmia poniosła tak ciężkie straty, że już nigdy nie odrodziła się jako silna formacja. Jej pogrom w kilku obrazach utrwalił Jerzy Kossak.

Warto przypatrzeć się dalszym losom zwycięskich dowódców. Michał Belina-Prażmowski w kilka dni po bitwie zginął w pościgu za bolszewikami. Marko Bezruczko po traktacie ryskim został wraz ze swoimi żołnierzami internowany. Był komendantem obozu w Aleksandrowie Kujawskim, a następnie osiadł na stałe w Warszawie. Mikołaj Bołtuć, już jako generał, 22 września 1939 r. poległ bohaterską śmiercią w Łomiankach pod Warszawą, prowadząc swoich żołnierzy do ataku na bagnety. Juliusz Rómmel w kampanii wrześniowej dowodził Armią „Łódź” (niestety bardzo fatalnie), a następnie, tylko nominalnie, obroną Warszawy. Po wojnie związał się z komunistami i wstąpił do LWP. Zmarł w 1967 r. Z kolei Stanisław Haller został zamordowany w 1940 r. przez NKWD w Charkowie. Tadeusz Komorowski (od 1940 r. generał) był pod pseudonimem Bór dowódcą Armii Krajowej. Zmarł w 1966 r. w Anglii. Stanisław Maczek dowodził nadzwyczaj dzielnie najpierw 10 Brygadą Pancerno-Motorową, a następnie po przedostaniu się na Zachód 1 Dywizją Pancerną. Zmarł w 1994 r. w Edynburgu. Na uchodźstwie w Londynie zmarł także Stefan Dembiński, który w kampanii wrześniowej kierował obroną na Dniestrze. Z wojskiem na stałe nie związał się jedynie Kornel Krzeczunowicz. Zmarł w 1988 r. w Londynie. Jego syn Andrzej był ambasadorem III RP przy NATO oraz w Brukseli i Luksemburgu.

Na koniec dwa zaproszenia. 19 bm. odbędą się uroczystości pod pomnikiem bohaterskich Orląt Lwowskich we wspomnianym Zadwórzu. Pielgrzymkę organizują KIK i Rodziny Kresowe z Przemyśla. Z kolei 25 bm. o g. 15 w Smardzowie k. Wrocławia msza św. polowa i apel poległych dla upamiętnienia Polaków pomordowanych w 1945 r. przez UPA we wsi Barysz k. Buczacza.

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

Gazeta Polska, 15 sierpnia 2012 r.

Za: ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski blog (15-08-2012) | http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=6596

Skip to content