Niezamierzone skutki czyli wstęp do teorii globalizmu – Andrzej Bobola

Wpadła mi w ręce ostatnio interesująca książka znanego w USA inwestora i bankiera, Edwarda Conrada. Autor przedstawia się na obwolucie jako były dyrektor firmy Bain Capital, oddział w Nowym Jorku. Przed tą funkcją zajmował on także wysokie stanowiska w innych instytucjach konsultacyjnych i inwestorskich. Sama zaś firma Bain Capital, LLC, jest także interesująca z tego względu, że jeszcze niedawno przewodził jej nasz obecny kandydat na stanowisko prezydenta USA, ze strony partii republikańskiej, Mitt Romney. Sama książka nic o Romneyu nie wspomina ale wiadomo, że kultura korporacyjna wymaga dosyć silnej zgodności poglądów wśród wyższych dyrektorow danej firmy. Stąd można wnosić, że i Autor dzieli z Kandydatem nie tylko miejsce pracy ale i punkt widzenia na gospodarkę. Jest też bardzo prawdopodobne, że w przypadku powodzenia kampanii wyborczej Romney’a nazwisko Conrad wypłynie, jako teoretyka republikańskiej ekonomii, w roli kandydata na jedno z ważniejszych stanowisk w ekonomii państwowej.

Sama książka nosi tytuł „Unintended consequences- why everything you have been told about the economy is wrong”  („Niezamierzone skutki czyli dlaczego wszystko co wiesz o ekonomii jest nieprawda”). Jest to tytuł odważny, godny Wielkiego Amerykanina, który zamierza wyjaśnić swoim mniej rozgarnietym  współobywatelom dlaczego żyjemy na najlepszym z możliwych światów, którego widoczne ostatnio trudności są w gruncie rzeczy drobiazgiem nie wartym wzmianki. Sama zaś prezentacja składa się z trzech części, z których pierwsza przedstawia punkt widzenia i strategię amerykańskich globalistow, druga – wyjaśnia powody dzisiejszych trudności, a trzecia proponuje metody rozwiązania problemu, który w gruncie rzeczy jest drobiazgiem.  „Jest to wspaniałą książka wypełniona mądrością przez człowieka, który naprawdę wie o czym mówi. Obowiązkowa lektura dla człowieka interesu i polityka” – tak pisze o niej John C. Whitehead, niegdyś przewodniczący firmy Goldman & Sachs i były wice-minister spraw zagranicznych. Wydaje się więc wskazanym aby i  Najlepsi Synowie Polskiej Ekonomii zainteresowali się ta pozycja.

Aby uwypuklić wielkość współczesnej myśli ekonomicznej autor słusznie przedstawia zarys gospodarki światowej w ciągu ostatnich siedemdziesięciu lat. Jest to informacja użyteczna ale nieco wybiórcza więc tam gdzie  Wielki Amerykański Ekonomista poskąpił wiadomości bądź je przeinterpretował postaram się te braki uzupełnić. Jak więc przedstawia się ekonomia USA w zarysie historycznym, po zakończeniu II Wojny światowej?  Według Conrada jest to ekonomia kraju posiadającego dobrze wykształconą klasę robotniczą (USA była, jak pisze, pierwszym krajem na świecie, który wprowadził powszechna publiczna edukacje wszystkich obywateli). Podczas gdy w Europie dominowałą edukacja zawodowa, w USA szkoły premiowaly edukację ogólną pozwalającą absolwentom na osiągnięcia wykształcenia wyższego (na poziomie college’u) co ułatwiło wprowadzenie wytwarzania produktów o wysokim stopniu technologicznej komplikacji. Korzystnymi czynnikami sprzyjajacymi wzrostowi zamożności społeczeństwa amerykańskiego był też znaczny upust krwi w postaci straty około pół miliona mężczyzn w wieku produkcyjnym dzięki działaniom wojennym. W tym czasie całkowita populacja USA wynosiła około 132 miliony obywateli, czyli mniej niż połowę tego co mamy dzisiaj. Ta umiarkowana podaż pracy ustępowała zwolna dzięki godnemu pożałowania wzrostowi liczby kobiet wstępujących na rynek pracy oraz imigracji. Jednocześnie silne związki zawodowe w latach 1950- 1970 dbały o to aby wzrostowi produkcji i wydajności pracy towarzyszyła proporcjonalna podwyżka plac i świadczeń.

Tą proporcjonalną podwyżkę płac Autor określa opodatkowaniem konsumenta przez związki zawodowe i rozbicie tych ostatnich w latach 1980 i późniejszych uważa za jedno z głównych osiągnięć globalizmu ekonomicznego.  W tym jednak czasie (1950-1970)  rozwój handlu zagranicznego był ograniczony. Ekonomia USA była ekonomią w znacznym stopniu zamkniętą i protekcyjną co powodowało, że nowe wynalazki i osiągnięcia naukowe były implementowane na terytorium kraju i przyczyniały się do wzrostu zamożności (dzięki wynagrodzeniom) ogółu populacji oraz otwierały szansę dla młodszych generacji dla znalezienia zatrudnienia zgodnego z uzyskanym wykształceniem. Na utrzymanie całej rodziny wystarczało na ogół jedno wynagrodzenie i to na poziomie nieosiągalnym dla większości populacji europejskiej aż do lat  90-tych. Na obecności kobiet w domu zyskiwały także dzieci, zadbane pod względem wykształcenia, wychowania i moralności.

Chociaż Conrad o tym nie wspomina, ważnym elementem powodującym wzrost stopy życiowej społeczeństwa amerykańskiego była też zimna wojna i rywalizacja o jakość życia klasy robotniczej pomiędzy ZSRR i krajami przez niego podbitymi oraz  tak zwanym Wolnym światem, którego liderem były Stany Zjednoczone. Otaczanie Obozu Krajów Socjalistycznych systemem baz i umów wojskowych (NATO, SEATO, ASEAN itp) dawało zatrudnienie dla zawodowego wojska amerykańskiego oraz wzmagało zakupy sprzętu wojskowego z USA dając dobrze płatną pracę milionom robotnikow. Dla rozwoju USA korzystne były także drobne wojny lokalne prowadzone, podobnie jak teraz, wobec obecnych resztek Imperium Rosji, na  szeroko rozumianych kresach Obozu Sowieckiego. Korea, Wietnam, dekolonizacja Afryki, itp lokalne zamieszki wpływaly korzystnie na wyścig zbrojeń oraz przeniesienia technologii wojskowych na rynek cywilnych produktów.

Jednym z negatywnych cech tego okresu prosperity był fakt, że amerykańską pomoc dla zachodnich krajów europejskich oraz innych, a zwłaszcza pomoc przeznaczona na wydatki wojskowe była fundowana drogą dotacji. Inaczej mówiąc, Amerykanie stosowali podobny system jaki stosują obecnie Chińczycy w stosunku do USA (z tą różnicą, że Chiny kupują  obligacje a nie obdarowują rząd USA dotacjami o sprecyzowanym wykorzystaniu). Obdarowywali oni bowiem kraje przyjazne funduszami bądź pożyczkami, które miały służyć na zakup amerykańskich towarów a tym samym spowodować wzrost zatrudnienia i płac w przemyśle USA.

W  tym czasie Stany Zjednoczone były krajem zamożnym o dodatnim bilansie handlowym oraz nadwyżkach podatkowych. Traktowały one także poważnie swoją walutę, która była w pełni wymienialna na złoto. Co prawda w obiegu nie było już złotych monet ale pozostały jeszcze  w obiegu monety srebrne,  a stosunek ceny uncji złota do srebra wynosił 16:1.  Banki Rezerwy Federalnej wiedziały dokładnie ile banknotów znajduje się w obiegu. Jeśli jakiś banknot był wycofany ze względu na zużycie to drukowano nowy obdarzony tym samym numerem ale zaznaczony gwiazdką, znaczącą, że jest to banknot wydany jako zastępczy. Ta stałość wartości nabywczej dolara była gwarantem stabilności ekonomii krajowej. Nie było potrzeby aby wydawać świeżo zarobione pięniądze jak najprędzej zanim strącą wartość i można też było poczekać i odłożyć konieczną sumę na większe zakupy.

 

 

To powodowało stosunkowo wysoki, w porównaniu do obecnego, poziom oszczędności Amerykanów (patrz rys. 1, który pokazuje postępujący po roku 1970 drenaż rezerw finansowych obywateli USA) i pozwalało na rozsądną politykę kredytowa na rynku wewnętrznym. Jeśli spojrzymy na rysunek 2 , który zresztą pojawiał się już w uprzednich wpisach, to zobaczymy, że wartość nabywcza dolara była praktycznie stała do roku 1970. W tym roku nastąpiła gwałtowna dewaluacja dolara związana z jego zejściem ze stałego parytetu ze złotem.

Co było powodem takiej decyzji? Dzięki temu, że olbrzymie sumy wydawane były w dolarach na utworzenie bariery zamożności na granicy Europa Zachodnią – Obóz Socjalistyczny oraz na zbrojenia i podtrzymywanie reżimów przyjaznych USA w Afryce, Azji czy Ameryce Południowej i Centralnej, ilość papierowych dolarów będących poza granicami USA wzrosła tak znacznie, że zasoby złota jakie posiadały banki Rezerwy Federalnej czy rząd USA nie pokrywały w pełni wartości wyemitowanych banknotów. Sam fakt nie był w gruncie rzeczy alarmujący gdyż tylko rzadko pojawiał się petent posiadający znaczną sumę w banknotach USA, który by chciał wymienić je, po oficjalnym kursie, na kruszec. Taki bezczelny i w gruncie rzeczy głupi petent pojawił się jednak w postaci prezydenta Francji, gen. de Gaulle, który zamiast zużyć uzyskane dotacje dolarowe zgodnie z ich przeznaczeniem, na zakup amerykańskich towarów, zażądał wymiany posiadanej rezerwy USD na złoto. Zadanie to było częścią zimnej wojny o prestiż Francji jako mocarstwa oraz niezależnej siły nuklearnnej, jaką rządy Francji toczyły od pewnego czasu z USA. Konsekwencją tego kroku było jednak zdanie sobie sprawy przez Amerykanów, że podobne postulaty mogą się pojawić ze strony innych państw i że ich rezerwy złota nie są wystarczające aby pokryć zobowiązania jakie w ten sposób podjęli wobec swoich darbiorców. Jedynym wyjściem było, albo skokowa dewaluacja dolara do kolejnego poziomu, który mógł być podtrzymany rezerwami kruszcu, albo urynkowienie wartości dolara.

Pierwszy krok byłby uczciwszy i rozsądniejszy i dlatego wybrano drugi. W efekcie następna dekada 1970-1980 była okresem wielkiego kryzysu gospodarczego na całym świecie i spadku pozycji USA jako mocarstwa. Dewaluacja dolara spowodowała olbrzymie straty na świecie wywołane spadkiem wartości rezerw finansowych państw sojuszników i pożyczkobiorców  USA. Ofiarami tego biegu wydarzeń padli, między innymi: w Polsce pierwszy sekretarz  Edward Gierek, a w Iranie Szach Reza Pahlawi.  Jednocześnie państwa dostarczające żywotnych surowców gospodarczych (głównie ropy) automatycznie podniosły ceny swoich produktów aby utrzymać zależność 1 uncja złota~ 10-15 baryłek ropy, co wywołało w USA i nie tylko kryzys zaopatrzenia w paliwa. Pogłębiający się kryzys wewnętrzny w USA oraz upadek rządów- klientów USA za granicą kosztował stanowisko ówczesnego prezydenta Jimmy Carter’a – demokraty, który nie został wybrany na drugą kadencję.

Zastąpił go republikanin – Ronald Reagan, były aktor i tajny współpracownik FBI inwigilujący środowisko hollywoodskie, które w tym czasie było uważane za siedzibę lewicowej zgnilizny. Jako konserwatysta przystąpił on natychmiast do działania. Podwyższenie oprocentowania podstawowego spowodowało zahamowanie spadku wartości nabywczej dolara (oprocentowanie pożyczek jest w zasadzie ceną jaką pożyczający płaci swojemu kredytodawcy za użytkowanie jego pieniędzy – im większe oprocentowanie tym droższa jest waluta na rynku pięniądza) oraz wywołało napływ kapitału zagranicznego z Europy i Azji. Dalszym krokiem było propagowanie ideii „przestarzałości złota”  jako środka płatniczego oraz obniżenie wymagań rezerw bankowych. Spowodowało to wyprzedaż rezerw złota banków centralnych (i nie tylko) a więc zwiększoną podaż złota na rynku towarów. Z tym zaś wiązało się obniżenie cen złota jako kruszcu i automatyczne wzmocnienie dolara. Napływ kapitału i perspektywa wzrostu bądź co najmniej stabilności siły nabywczej dolara wywołały wzrost spekulacji giełdowych oraz inwestycji. Jednocześnie Reagan, jako zwolennik wolnego rynku (czyli zniesienia taryf celnych na towary importowane) poważnie zaangażował się w politykę ekspansji przedsiębiorstw amerykańskich (praktycznie likwidując całe gałęzie przemysłu wytwórczego w USA) przenosząc wytwarzanie najpierw do Meksyku (NAFTA) a potem do Azji. Jak pisze Conrad: „Jeśli mam do  wyboru pracownika kosztującego mnie 17 centów za godzine ale będącego zagranica a pracownika kosztujacego 17 dolarów za godzinę w kraju to zawsze wybiorę tego pierwszego.” I istotnie, przy stosunkowo niskich kosztach przewozu towarów kontenerami, koszty maszyn, budynków, energii itp są podobne, a kluczowym składnikiem kosztów wytwarzania są cena pracy i świadczeń pracowniczych, podatki oraz koszty wymuszane przepisami o ochronie środowiska. Te wszystkie czynniki są znacząco niższe w krajach trzeciego świata. Otworzenie w praktyce całego świata jako rezerwy pracowniczej oraz napływ hord emigrantów do USA wraz z redukcją zatrudnienia w likwidowanych w USA zakładach wytwórczych spowodowały, że wynagrodzenie pracowników w USA ulegało i ulega nadal ciągłej erozji (patrz rys. 3)

mimo, że w tym okresie wprowadzono olbrzymie zmiany innowacyjne zwłaszcza w przemyślę komputerowym i elektronicznym. Odmiennie od okresu 1950-1970 produkcja nowoczesnych towarów nie odbiła się znacząco na wzroście zamożności społeczeństwa amerykańskiego. Na zmienie polityki gospodarczej skorzystali wyłącznie wyżsi oficerowie przemysłu, handlu i finansów, których wynagrodzenie wzrosło bez porównania i związku z faktyczną sprawnością zarządzanych przez nich jednostek gospodarczych. Conrad określa tą politykę płac i zatrudnienia jako słuszną kompensację najwydajniejszych pracowników podejmujących ryzyko innowacyjności produktów oraz strategii produkcji. Jest to zrozumiałe, bo i on sam należy do benificjentów tego systemu gospodarowania. Moim zdaniem traktuje on jednak siebie i kolegów decydentów nazbyt delikatnie. W końcu to nie szeregowi pracownicy wprowadzili ekonomię USA i reszty świata na rafy, na których się obecnie znajduje. Liczne przykłady spektakularnych „poślizgnięć” owych wielkich umysłów świata intersow i finansów dostarcza nam ciągle codzienna prasa.

Jednym z kosztów globalizmu jest redukcja pojemności rynków krajów-importerów. Malejąca siła nabywcza populacji powoduje spadek popytu. Aby temu przeciwdziałać finansiści  i politycy USA (a pewnie i innych krajów także) wprowadzili „luźną” politykę kredytowa. Ta zaś stanowiła aktualny „gwóźdź do trumny” obecnego systemu gospodarczego. Stagnacja wynagrodzeń, wzrastające bezrobocie oraz niepewność jutra wywołały spadek popytu oraz problemy ludności ze splacaniem zaciągniętych kredytów. To zaś było przyczyąa lawinowego wycofywania się inwestorów z rynku i lokowaniem wycofywanych pieniędzy w złocie i innych lokatach rzeczowych (antyki, obrazy itp). Banki Rezerwy Federalnej oraz rząd USA odpowiedziały na to polityka „łatwego pięniądza”. Ocaliło to parę instytucji finansowych od zasłużonej ruiny ale wywołało też lawinową dewaluację USD i innych walut.  Jednocześnie słabnący rynek na towary importowane powoduje zmniejszenie importu oraz kryzys nadprodukcji w krajach o taniej sile roboczej. Obecnie mamy chwilę przerwy, gdyż w roku wyborów prezydenckich mamy na ogół pewną stabilizację wartości nabywczej dolara (czyli ustabilizowanie się ceny złota) wywołaną aktywną działalnością banków centralnych (jak w roku 2008). Mam jednak wrażenie, że ta stabilizacja nie utrzyma się po wyborach i to bez względu na to, który kandydat wygra. Rynek nie osiągnął jeszcze minimum i nie jest też jasne co, oprócz wojny światowej na przykład z Chinami, może powstrzymać jego dalszą degrengoladę, o ile oczywiście nie zrezygnujemy z globalizmu ekonomicznego. Jak dotąd takiej propozycji nie wysunął żaden z dwóch liczących się kandydatów na stanowisko prezydenta. Być może czas aby decydenci zapoznali się z moją propozycją (http://bobolowisko.blogspot.com/20ą0/0ł/uniwersalna-proteza-powszechnego.html), która może spowodować pewne złagodzenie procesu kumulacji kapitału i papueryzacji proletariatu jaki obecnie obserwujemy.  Jeśli chodzi o Conrada to proponuje on kontynuację obecnej polityki gospodarczej gdyż nie widzi on niczego alarmujacego w tym, że producenci dóbr towarowych lokują w zamian swoje zyski w obligacjach rządu USA. Mówi on, że sytuacja taka jest mniej korzystna do tej gdy inwestorzy zamrożą swoje fundusze w przedsięwzięciach długoczasowych (np. w rozwoju przedsiębiorstw amerykańskich) ale i tak, jeśli ktoś zgadza się pracować za grosze dla Amerykanów otrzymując w zamian wyłącznie papiery dłużnicze to jest to korzystne dla USA jako całości. Pracownicy zwolnieni mogą zaś zasilić sektor usług.

Moim zaś zdaniem największym problemem jest to, że właściwie nie widać jakiejś dobrej strategii wyjscia z depresji w jakiej się świat znajduje z wyjątkiem natychmiastowego przerwania procesu globalizacji drogą powrotu do protekcjonizmu bądź wojny na arenie całego świata. Mamy bowiem zbyt dużo ludności, której zarobki z trudnością wystarczają na przetrwanie. Ludności, która wymaga i domaga się świadczeń w postaci zasiłków socjalnych, kosztownej opieki zdrowotnej itp , a która jednocześnie jest wykluczana z powodów przez nią niezawinionych z rynku pracy i wobec tego też nie może zapewnić potrzebnego do wzrostu zatrudnienia popytu. Aby system gospodarczo-polityczny był stabilny potrzebna jest nie tylko równowaga  popytu-podaży w skali globalnej, ale także równowagi lokalne. Rynek wewnętrzny powinien być podstawą ekonomii kraju natomiast eksport i import towarów powinien być ograniczony do poziomu uzupełniającego. W innym przypadku koniunktura gospodarcza kraju uzależnia się od sytuacji politycznej i gospodarczej w krajach odległych, na które nasz wpływ jest znikomy. Jeśli nie liczymy na to, że koniec świata w najbliższym czasie rozwiąże wszystki problemy, trzeba by Wielkie Umysły Ekonomiczne całego świata („Co głowa to rozum, co d…pa to smród” ) wreszcie zdały sobie sprawę z mechanizmu zjawisk z jakimi mamy do czynienia. Zwlekanie bowiem ze zmianą strategii gospodarczej niczego dobrego nie przyniesie.

Andrzej Bobola

Andrzej Bobola jest pseudonimem literackim profesora fizyki chemicznej, ktory dla odpoczynku od nieco rozrzedzonej atmosfery fizyki teoretycznej oddaje się rozważaniom na tematy humanistyczne o aktualnym znaczeniu.

Za: Bobolowisko (August 14, 2012) | http://bobolowisko.blogspot.com/2012/08/niezamierzone-skutki-czyli-wstep-do.html

Skip to content