W rocznicę śmierci Rycerza Niepokalanej – Magdalena Źuraw

Pod koniec lipca 1941 r., w obozie koncentracyjnym Auschwitz Niemcy wytypowali co dziesiątego więźnia na śmierć głodową. Przyzwyczajony do głodu ojciec Maksymilian Kolbe przetrwał ponad dwa tygodnie bez chleba i wody. Zniecierpliwieni esesmani 14 sierpnia 1941 roku uśmiercili go zastrzykiem fenolu.

Na początku ubiegłego wieku w umyśle brata Maksymiliana Kolbe zrodziła się idea stowarzyszenia, które w wyjątkowy sposób służyłoby Matce Boskiej. To z niej swój początek ma zasłużone pismo „Rycerz Niepokalanej” oraz Niepokalanów – największy zespół klasztorny na świecie.

Podczas medytacji w kaplicy rzymskiego kolegium 20 stycznia 1917 r. nikomu nieznany brat Maksymilian doświadczył rzeczy absolutnie wyjątkowej. Spłynęło na niego natchnienie, które wskazało, co należy zrobić, aby pozyskać dla Boga zbłąkane dusze.

Tak w umyśle zakonnika narodził się pomysł powołania religijnego stowarzyszenia nazwanego Milicją Niepokalanej (przemianowanego później na Rycerstwo Niepokalanej), a następnie – idea drukowania poświęconego Matce Bożej miesięcznika, który mógłby być dostarczany do domów możliwie jak największej liczby wiernych.

Nikt nie spodziewał się takiego sukcesu

Był rok 1922. Przełożony 28-letniego wówczas o. Kolbego o. Alojzy Karwacki wyraził zgodę na powstanie wymarzonego przez młodego zakonnika pisma, ale zastrzegł, że nie wolno mu na ten cel zaciągać jakichkolwiek pożyczek, nawet z kasy konwentu. Miesięcznik – który powstał praktycznie ze składek płaconych przez członków Milicji Niepokalanej – nazwano „Rycerzem Niepokalanej”. Pierwszy numer miał 16 stron i nie posiadał nawet okładki. Nakład wyniósł 3 tysiące egzemplarzy i rozesłano go do każdego z członków stowarzyszenia. Czytelnicy – zorientowawszy się, że redaktorom chodzi nie o szybki zarobek, lecz o „nawrócenie i uświęcenie, a przez to uszczęśliwienie dusz”, pospieszyli z pomocą.

Chory na gruźlicę o. Kolbe został w tym czasie skierowany na wypoczynek do Mszany Dolnej. Wtedy też okazało się, że z klasztoru franciszkańskiego w Grodnie usunięto szkołę i są tam wolne sale do zagospodarowania. 20 października 1922 r. o. Maksymilian, pełen nowych sił do pracy, przeprowadził się tam wraz ze swoją gazetą. Całe wydawnictwo zmieściło się w jednej walizce.

Wraz ze wzrostem cen za usługi drukarskie zaistniała jednak konieczność kupienia własnej maszyny. Ojciec Kolbe nie miał na to odpowiednich funduszy. Jednak tym razem pomógł sam prowincjał; za ofiarowane przez niego pieniądze o. Maksymilian mógł zakupić pierwszy większy sprzęt niezbędny do samodzielnego drukowania „Rycerza” u Sióstr Magdalenek w Łagiewnikach.

Cała administracja miesięcznika składała się w tamtym okresie zaledwie z trzech osób: ojca Kolbe, brata zakonnego i kandydata do klasztoru. Ponieważ zaś wydawnictwo przeniesiono w miejsce, gdzie nie było wówczas wystarczająco silnego prądu, mogącego napędzać maszynę, nowe urządzenie musiało być poruszane ręcznie. Do wydrukowania miesięcznika o nakładzie wynoszącym już 5 tys. egz. i objętości pół arkusza trzeba było wykonać 60 tysięcy obrotów korbą. Robiło to właśnie tych trzech ludzi…

Zwalczając kolejne przeciwności, o. Kolbe odnosił duże sukcesy. Czytelników przybywało niemalże z każdym dniem. W 1924 r., dwa lata po wydaniu pierwszego numeru, nakład „Rycerza” wzrósł do ponad 12 tysięcy. W maju 1925 r. wynosił już 30 tys., w grudniu 1926 r. pismo liczyło 44 strony i wyszło w 65 000 egzemplarzy. Udało się kupić kolejne maszyny i silnik napędzający.

Dziewięć lat później o. Kolbe wydawał już dziennik katolicki, którego nakład doszedł do liczby 135 000 w dni powszednie i 230 000 w świąteczne. W 1933 liczba ta wzrosła do 680 000, zaś w latach 1938-39 do 800 tysięcy sztuk! Nakład „Rycerzyka Niepokalanej” (wydawanego dla dzieci) w przeddzień wojny wynosił ponad 220 000, a „Małego Dziennika” ponad 130 000 w dni powszednie i 225 000 w niedziele.

Największy klasztor na świecie

Niesłychanie szybki rozwój wydawnictwa i samego stowarzyszenia, które w roku 1927 miało już w Polsce 85 tysięcy członków, zrodziły potrzebę wyprowadzenia się z Grodna i założenia osobnego klasztoru albo przynajmniej utworzenia zabudowań służących wyłącznie wydawnictwu.

13 czerwca 1927 r., na odpuście św. Antoniego w klasztorze Franciszkanów w Grodnie, o. Maksymilian poznał księdza, który usłyszawszy o planach założenia klasztoru, postanowił pomóc. Ks. Ciborowski postarał się o spotkanie o. Kolbe z pełnomocnikiem księcia Druckiego-Lubeckiego. Książę parcelował wówczas swoje dobra w Teresinie pod Warszawą.

Pełnomocnik przekonany o słuszności sprawy przedłożył ją i poparł u księcia. Ten spotkał się z o. Maksymilianem, podarował mu pięć morgów pola i poprosił, aby franciszkanin sam wybrał miejsce, jakie będzie mu najbardziej odpowiadało.

Wybrana ziemia musiała otrzymać swoją nazwę. Zastanawiano się nad „Grodem Maryi” albo „Grodem Niepokalanej”. Ojciec prowincjał zaproponował: „Niepokalanów”. Tak też zostało.

Zabudowania powstawały z najtańszych dostępnych materiałów. Pracowali i franciszkanie, i ludzie mieszkający w Teresinie. Starsza kobieta przygarnęła braci pod swój dach, gotowała im obiady, jakiś staruszek woził własnym wozem deski ze stacji, pomagał im żołnierz na urlopie oraz mały chłopiec, który zjawiał się każdego dnia ze swoją łopatką i nakładał ziemię na wóz. W sześć tygodni stanęły najpotrzebniejsze budynki, jeszcze bez okien. Był koniec października. Miesiąc trwały przygotowania do przeprowadzki – rozmontowywanie, pakowanie sprzętu, ładowanie ich do wagonów kolejowych.

7 grudnia 1927 r. w wigilię święta Niepokalanego Poczęcia odbyło się poświęcenie wydawnictwa przez o. prowincjała. Zjawili się księża proboszczowie sąsiednich parafii, wojewoda warszawski, starosta z Sochaczewa, administrator majątku w Teresinie, komendant policji, wójt gminy i liczni wierni. Po Mszy świętej uruchomiono maszyny.

Wieczorem o. Kolbe zamknął bramę i nałożył klauzulę papieską – do wybuchu wojny progu zakonu nie przekroczyła żadna kobieta. W Niepokalanowie było wówczas 22 ojców i 18 braci. Szybko przekonano się, że kapłanów jest za mało i z czasem nie można będzie sprostać pracy wydawniczej. Zdecydowano się założyć internat dla chłopców, przygotowujący ich do stanu zakonnego. 16 września 1929 r. pojawili się w nim pierwsi studenci.

Wraz z internatem rozrastał się sam Niepokalanów, który od chwili pojawienia się studentów zaczął przekształcać się z zagrody w miasto. Gdy internat wymagał rozbudowania, książę Drucki-Lubecki podarował kolejne tereny pod zabudowę – ofiarowywał ziemię w miarę potrzeby aż do wybuchu wojny. Przełożony prowincji na corocznej wizytacji napisał w aktach klasztoru: Zaszły tu zmiany bardzo duże pod każdym względem. Niepokalanów szybko się rozwija. Rodzina zakonna składa się z 83 członków… nadto w tym roku został tu założony internat: 32 chłopców. Duch zakonny dobry – prawdziwie franciszkański. Prostota, pokora, ubóstwo, bratnia miłość, poświęcenie własnego „ja” bez zastrzeżeń, praca dla Niepokalanej częstokroć posunięta aż do heroizmu: oto znamiona cechujące naszych tu Braci… Pomimo przeładowania pracą nie zauważyliśmy tu smutku czy przygnębienia, ale radość i wesele. Myśl, że dla Niepokalanej pracują dodaje im sił i ducha.

W przeddzień wybuchu II wojny światowej Niepokalanów był największym klasztorem na świecie z 700 zakonnikami i kandydatami, ale działalność o. Kolbe nie ograniczyła się wyłącznie do Polski. Japoński odpowiednik „Rycerza” – „Seibo no Kishi” („Rycerz Maryi-bez-grzechu”), pierwsze katolickie czasopismo w historii Japonii – został założony przez o. Maksymiliana w Nagasaki w 1930 r. Powstał tam również odpowiednik Niepokalanowa.

W 1931 roku o. Maksymilian Kolbe otworzył w Japonii nowicjat, a w 1936 roku małe seminarium. Jego zapał misjonarski ogarnął także Chiny, Indie, Syrię, Egipt i Maroko. Gdy wrócił do Polski, założył w Niepokalanowie własną radiostację i zamierzał utworzyć telewizję. Plany pokrzyżował mu jednak wybuch wojny.

Magdalena Źuraw

Za: Polonia Christiana - pch24.pl (2012-08-14) | http://www.pch24.pl/w-rocznice-smierci-rycerza-niepokalanej,5020,i.html#ixzz23WzF3xDU

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content