Leon Zawodowiec czyli ” kup pan cegłę” – Izabela Brodacka

Aktualizacja: 2012-08-14 1:21 pm

W czasach realnego socjalizmu mogło się zdarzyć, że jakiś bandyta zaproponował nam w ciemnej uliczce kupno cegły. Nie do pomyślenia było jednak, żeby zupełnie się tego nie wstydząc, próbował nas oszukiwać znajomy profesor.

      W jednej z prywatnych telewizji obejrzałam program interwencyjny piętnujący odrażający proceder firm i banków polegający na nakłanianiu osób w podeszłym wieku do zakupu rzekomo leczniczych, niezwykle drogich materaców na kredyt, spłacany potem z niskiej renty. Pikanterii dodaje fakt, że ta sama stacja godzinami reklamuje podobne produkty, a ponadto wyciąga od naiwnych pieniądze za pośrednictwem konkursów telefonicznych.

Przypomniał mi się cały ciąg podobnych wydarzeń.

 Kilka lat temu zadzwoniła do mnie znajoma z czasów opozycji twierdząc, że musi się ze mną spotkać w niezwykle ważnej sprawie, o której nie chce mówić przez telefon. Na zasadzie konspiracyjnego odruchu zaproponowałam jej wycieczkę do Lasów Kabackich, ale wolała przyjść do domu. Okazało się, że usiłuje mi wepchnąć za 170 złotych butelkę jakiegoś świństwa, które rzekomo leczy wszystkie choroby poczynając od łupieżu a skończywszy na raku. Przez cały czas rozmowy wpatrywała się we mnie wzrokiem kota polującego na wróbelka, wyraźnie poszukując oznak jakiejś ciężkiej dolegliwości tak, że poczułam się naprawdę nieswojo. Pomimo wyraźnej deklaracji, że nie przyjmuję żadnych leków, a tym bardziej leków nieznanego pochodzenia, nie ustawała przez dwie godziny w marketingowych zabiegach, rozpaczliwie podtrzymując rozmowę wspomnieniami dawnych wspólnych spraw.

 W tym samym okresie zgłosił się do mnie niewidziany od 40 lat kolega i poprosił o przyjście w niezwykle ważnej sprawie na Politechnikę, gdzie pracuje jako profesor zwyczajny. Trudno opisać złość na własną głupotę, jaką poczułam, gdy się okazało, że pan profesor w wolnych chwilach działa jako akwizytor firmy ubezpieczeniowej i usiłuje mnie namówić na jakąś idiotyczną polisę.

Z zażenowaniem obserwowałam, że niczym uliczny sprzedawca perfum, wykorzystuje w rozmowie ze mną, wielokrotnie opisywane w podręcznikach psychologii społecznej tanie chwyty marketingowe.

    Pewna moja koleżanka przez wiele lat była postrachem instytutu naukowego, w którym pracowała, gdyż zwykła przybiegać na każdą ważną konferencję czy spotkanie z zagranicznymi gośćmi z torbą pełną produktów znanej sieciowej firmy kosmetycznej. Ten chwyt marketingowy okazał się wyjątkowo skuteczny – zawstydzeni koledzy, aby się jej szybko pozbyć, pokornie kupowali jakieś maści przeciwko komarom albo najdroższe na świecie proszki do prania.

    Znajomy socjolog usiłował swego czasu( bezskutecznie) urządzić u mnie pokaz garnków pewnej firmy, a potem skruszony opisał mi podręcznikowy -w sensie sztuki manipulacji- mechanizm jej  funkcjonowania. Otóż szanowana w swoim środowisku osoba urządza u siebie w domu  późną kolację połączoną z pokazem. Wykorzystując późną porę, miłą atmosferę, a także naturalną skłonność niewiast do rywalizacji nakłania koleżanki do zamawiania niezwykle drogich garnków. Następnego dnia rano większość pań, przerażonych tym, co zrobiły, pędzi do lokalu firmy gdzie za relatywnie niewielką kwotę odstępnego można uzyskać rozwiązanie umowy. (Nie podaję nazwy firmy, bo oprócz zysków z odstępnego czerpie zyski z odszkodowań za straty wizerunkowe.)

    Pojawiali się też różni znajomi, którzy zapominając, że wiem, co to jest ciąg geometryczny i umiem policzyć w ilu iteracjach wyczerpuje się cała populacja Polski, usiłowali wciągnąć mnie do sieci finansowych o charakterze łańcuszka Św. Antoniego.

   Znalazła się osoba, która w ramach przyjacielskiej pomocy usiłowała sprzedać mi za 2000 złotych zupełnie mi nie potrzebny, gotujący mikser i nie zrezygnowała z ugotowania i przetarcia na moich oczach przyniesionej w tym celu marchewki. Skłonna była odstąpić od marketingowych czynności w zamian za listę telefonów potencjalnych ofiar, które mogłyby nabyć takie urządzenie. Ostatecznie odeszła z niczym, bardzo rozżalona.

   Pomimo, że jak widać okazałam się całkowicie asertywna, każde z opisywanych wydarzeń uraziło moją miłość własną, gdyż nie lubimy, gdy nas traktują jak idiotów. Sprawa jest jednak znacznie poważniejsza.

 Wykupując na poczcie paczkę niespodziankę, wpuszczając do domu domokrążców, zamawiając cudowne urządzenie polecane przez firmę Mango, albo uczestnicząc w pielgrzymce połączonej z promocją bielizny pościelowej, pozwalamy się oszukiwać na własne życzenie. Rozmawiając z profesorem politechniki mamy jednak prawo zakładać, że nie jest on zwykłym farmazonem, a fakt, że jest naszym prywatnym znajomym możemy traktować jako dodatkową gwarancję uczciwości. Przez wiele lat byliśmy oszukiwani i okradani przez komunistyczne państwo, natomiast rodzina i przyjaciele lojalnie nas wspierali. Nie do pomyślenia było kiedyś, żeby ktoś z rodziny czy przyjaciół świadomie wciągał nas w oszukańczy system finansowy.

 To niestety należy już do przeszłości.

    Swego czasu w nocnym klubie w Sopocie obserwowałam z niesmakiem przystojnego fordansera, w wyjątkowo zmysłowy sposób obtańcowującego wiekową, obwieszoną złotem panią. Towarzyszący mi znajomy, zdumiony moją dezaprobatą, usiłował mi wytłumaczyć, że w tym, co widzimy nie ma nic złego gdyż chłopak robi to tylko dla pieniędzy. Uświadomiłam sobie wówczas, że hierarchia wartości odwróciła się o 180 stopni. Przecież zawsze odróżniało się na niekorzyść -i dotąd w sądzie tak właśnie się odróżnia – morderstwo dla pieniędzy (czyli z niskich pobudek), od zabójstwa w afekcie, oraz prostytucję od romansu.

Teraz w oczach wielu ludzi motywy finansowe nadają niegodnym czynom rangę profesjonalizmu, całkowicie je w ten sposób usprawiedliwiając. Zawodowy kiler jest dla nich postacią pozytywną lub w najlepszym przypadku neutralną, a sponsoring czy praca w agencji towarzyskiej nie hańbi kobiety. Niewątpliwy wpływ na taką zmianę świadomości społecznej ma gloryfikacja przestępczego profesjonalizmu w sztuce. Zawodowy morderca czy prostytutka są przecież pozytywnymi bohaterami niezliczonej ilości powieści filmów i dramatów. Na przykład jedynym pozytywnym bohaterem dramatu Sartre’a „Przy drzwiach zamkniętych” jest prostytutka przeciwstawiona pełnym hipokryzji i zakłamania mieszczuchom. Zawodowy morderca Leon, bohater filmu pod tym właśnie tytułem, z oddaniem opiekuje się małą dziewczynką itp. itd.

W czasach realnego socjalizmu, które mimo woli zaczynamy postrzegać jako złoty wiek ludzkości, mogło się zdarzyć, że jakiś bandyta zaproponował nam w ciemnej uliczce kupno cegły. Nie do pomyślenia było jednak, żeby zupełnie się tego nie wstydząc, próbował nas oszukiwać znajomy profesor.

Pan profesor, mój były kolega, kiedy zarzuciłam mu świadome działanie na moją niekorzyść, odpowiedział jak filmowy Leon Zawodowiec: „Sorry, that’s my job”.

Izabela Brodacka

Tags:

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=59732 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]