Stara kadra nie rdzewieje

W sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych trwa letnie „zaklepywanie” nowych ambasadorów.

Pamiętna Marynia z serialu „Rodzina Połanieckich”, czyli Anna Nehrebecka, ostatnio jest bardzo zapracowana. Jako warszawska radna PO kieruje Zespołem Nazewnictwa Miejskiego, którego zadaniem jest rozpatrywanie propozycji nadawania nazw ulicom, placom, parkom. Jak podawała niedawno stołeczna prasa, Nehrebecka negatywnie zareagowała na pomysł nazwania jednego ze skwerów imieniem Stefana Kuryłowicza – architekta, który przed rokiem zginął w katastrofie lotniczej. Był on twórcą wielu nowoczesnych budynków, w tym siedziby wydziałów lingwistycznych Uniwersytetu Warszawskiego na Powiślu, gdzie akurat mieszka radna Nehrebecka. – Za to lustro, które mi zbudował przed domem, nie powinien mieć żadnej nazwy. Podchodzę do okna i się odbijam. Macham do siebie ręką i już dostaję oczopląsu – miała stwierdzić znana niegdyś aktorka.

Emerytura w Tunezji

Ale już niedługo minister spraw zagranicznych wybawi panią Nehrebecką od rozstrzygania podobnych problemów. Jej mąż, Iwo Byczewski, jest bowiem kandydatem na nowego ambasadora RP w Tunezji. Czy do „turystycznego raju” zabierze małżonkę – tego jeszcze nie wiemy, ale z pewnością czułaby się ona lepiej nad brzegami Morza Śródziemnego niż w zimnej Warszawie, na dodatek upstrzonej szklaną architekturą. Jako pani ambasadorowa ma już zresztą doświadczenie, gdy w 2001 r. wyjechała do Brukseli, gdzie Byczewski był najpierw przedstawicielem Polski przy UE, a potem ambasadorem w Belgii. O brukselskim życiu tego małżeństwa swego czasu rozpisywała się prasa (zwykle w mało pochlebnym tonie), zaś sama Nehrebecka wspominała tylko, że przez Polonię belgijską jej mąż nazywany był „ambasadorem Nehrebeckim” lub wręcz „ambasadorem Połanieckim”.

Dlaczego minister Sikorski sięgnął właśnie po Iwa Byczewskiego, który ma już 64 lata (będzie to więc chyba ostatnia jego posada przed emeryturą), a z dyplomacją od 2007 r. nie miał nic wspólnego? Mąż pani Nehrebeckiej był wprawdzie wiceministrem u boku Krzysztofa Skubiszewskiego, Andrzeja Olechowskiego i Władysława Bartoszewskiego, ale to przecież dawne czasy. Znacznie bardziej aktualne może być wyznanie żony Byczewskiego, jakie uczyniła w jednym z wywiadów: „Należałam kiedyś do nieistniejącej już Unii Wolności. Po 10 kwietnia [2010 r. – przyp.red.] wstąpiliśmy z mężem do PO. Stwierdziliśmy, że nie wystarczy być tylko sympatykami”. Zresztą już wcześniej, przed wyborami w 2007 r., nazwiska obojga małżonków figurowały w Komitecie Honorowym PO, któremu przewodniczył Władysław Bartoszewski, a potem wspierali Platformę już przy każdych następnych wyborach. W końcu sama Nehrebecka dała się wybrać do Rady Warszawy, a teraz mamy dopełnienie nagrody za lojalność i zaangażowanie.

Prawda z Berlina

12 lipca sejmowa Komisja Spraw Zagranicznych pod przewodnictwem Grzegorza Schetyny zaakceptowała nie tylko kandydaturę Byczewskiego. Znacznie ważniejsza wydaje się nawet osoba nowego przedstawiciela przy Unii Europejskiej, którym zostanie Marek Prawda. Zastąpi on Jana Tombińskiego, wyjeżdżającego właśnie na posadę ambasadora UE na Ukrainie. Prawda był dotąd ambasadorem Polski w Berlinie, a wcześniej w Sztokholmie. Zdążył też być dyrektorem sekretariatu ministrów Bartoszewskiego i Mellera oraz szefem Departamentu Europy Zachodniej w MSZ za czasów Geremka. Generalnie jednak i wykształcenie (skończył studia ekonomiczne w Lipsku, był na stypendium w Hamburgu), i doświadczenia dyplomatyczne (w latach 90. był I sekretarzem i radcą ambasady w Bonn) najbardziej wiążą go z Niemcami.

W udzielonym rok temu wywiadzie Marek Prawda stwierdził m.in.: „W momencie, kiedy Zachód stara się pozytywnie włączyć Rosję w obieg europejski, Polska okazuje się partnerem, który może w tym skutecznie pomóc. Z kolei Rosja wydaje się coraz lepiej rozumieć, że jej droga do zbliżenia z Europą będzie krótsza przez Polskę, a nie poprzez jej ominięcie. I mimo wszystkich kłopotów, które jeszcze nam się zdarzają, jest to dla mnie dowód na odbudowę zaufania. Dzisiaj w debatach europejskich trudno sobie wyobrazić nieobecność trójgłosu polsko-niemiecko-rosyjskiego”. W tym kontekście trudno się dziwić, że minister Sikorski chce mieć w Brukseli człowieka, który będzie realizował jego skrajnie proniemiecką i jednocześnie uległą wobec Rosji linię polityczną.

Kandydatury Byczewskiego i Prawdy to tylko najbardziej znamienne przykłady aktualnej polityki personalnej szefa naszej dyplomacji. Sikorski jest ministrem już piąty rok, wcześniej przez 4 lata był wiceministrem (w rządzie Buzka), toteż trudno się dziwić, że ambasady obsadza głównie ludźmi z „korporacji Geremka”, którzy pracę w alei Szucha rozpoczynali na początku lat 90. I wszystko wskazuje na to, że ów Geremkowski duch jeszcze długo będzie krążył po korytarzach MSZ…

Paweł Siergiejczyk

Artykuł ukazał się w najnowszym numerze tygodnika „Nasza Polska” Nr 30 (873) z 24 lipca 2012 r.

Fot. za wiadomosci24.pl

Za: Nasza Polska | http://www.naszapolska.pl/index.php/component/content/article/42-gowne/3204-ambasady-stara-kadra-nie-rdzewieje

Skip to content