Polisą w armatora

Polscy armatorzy obawiają się, że zobowiązanie ich do wykupywania kolejnych obowiązkowych ubezpieczeń w transporcie morskim zmniejszy ich konkurencyjność na rynku przewozu ludzi i towarów. Ciężary te chce na nich nałożyć rząd.

Obowiązek posiadania ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej dla statków pod polską banderą oraz statków obcych, które wchodzą do naszych portów, zakłada projekt nowelizacji Kodeksu morskiego i ustawy o obszarach morskich Rzeczypospolitej Polskiej i administracji morskiej, przedłożony przez ministra transportu Sławomira Nowaka. Projekt ustawy jest po pierwszym czytaniu w Sejmie i teraz pracować nad nim mają posłowie z sejmowej Komisji Infrastruktury, a konkretnie zajmuje się nim podkomisja, którą powołano specjalnie do rozpatrzenia projektu. Na jej czele stanął poseł Stanisław Lamczyk (PO). Podkomisja dzisiaj ma przedstawić wszystkim posłom z komisji infrastruktury raport ze swoich prac i propozycje poprawek do rządowego przedłożenia. Czy znajdą się one w projekcie – zdecydują wszyscy posłowie z komisji. Niewykluczone, że drugie czytanie ustaw, a być może i trzecie (czyli już ostateczne głosowanie nad projektami) odbędzie się na posiedzeniu Sejmu jeszcze w lipcu.

Ministerstwo tłumaczy się z projektu

Jak tłumaczy resort transportu, nowelizacja wynika z konieczności dostosowania polskiego prawa do unijnych dyrektyw oraz wprowadzenia przepisów zawartych w przyjętych przez Polskę zobowiązaniach międzynarodowych. Nowela zobowiązuje przewoźników morskich do posiadania ubezpieczenia OC lub innego zabezpieczenia finansowego, jak na przykład gwarancja banku. Nowe regulacje mają objąć także armatorów statków pasażerskich. Posiadanie polisy powinno być potwierdzone certyfikatem, wystawianym przez właściwego dyrektora urzędu morskiego. Za jego wydanie przewoźnik zapłaci 30 euro, za poświadczenie certyfikatu – kolejne 20 euro.

Według rządu, ubezpieczenie to ma zapewnić wypłatę odszkodowania w razie powstania szkody związanej z eksploatacją statku. „Obowiązek uzyskania ubezpieczenia ma działać prewencyjnie i powinien pomóc w eliminacji z żeglugi statków niespełniających odpowiednich norm bezpieczeństwa, a także zapewnić równe warunki działania podmiotom gospodarczym trudniącym się żeglugą” – wynika z uzasadnienia do ustawy. Limity ubezpieczeń określa Konwencja ateńska z 1974 r. w sprawie przewozu morzem pasażerów i ich bagażu. Zgodnie z art. 7 ust. 1 Konwencji odszkodowanie za śmierć albo uszkodzenie ciała lub rozstrój zdrowia pasażera w żadnym wypadku nie może przekraczać 700 tys. franków szwajcarskich. Z kolei w razie utraty lub uszkodzenia bagażu – kwota ta nie może przekraczać 12,5 tys. franków na pasażera za jeden przewóz. Konwencja zakłada jednak, że każde państwo ma prawo do podwyższenia kwoty odszkodowania w odniesieniu do armatorów ze swojego kraju. Projekt nowelizacji wprowadza też regulacje umożliwiające wypłaty odszkodowań z Międzynarodowego Dodatkowego Funduszu Odszkodowań za Szkody Spowodowane Zanieczyszczeniem Olejami, w przypadku katastrofalnych szkód przewyższających limity ubezpieczeń armatorów statków.

Po co te przepisy?

Zaniepokojenie nowymi pomysłami resortu transportu wyrażają zarówno sami armatorzy jak i parlamentarzyści. – Przecież każdy statek, który wyrusza w morze jest ubezpieczony, tego wymaga Kodeks morski, ubezpieczamy załogę, ładunek, płacimy polisy od ewentualnej kolizji. Zupełnie nie rozumiemy tych nowych zamierzeń resortu. Przecież raz do roku urzędnicy sprawdzają nasze polisy – tłumaczą przewoźnicy, z którymi rozmawiał „Nasz Dziennik”. Wydają się oni zaskoczeni pomysłami resortu. – Zupełnie nie rozumiem, po co mam mieć certyfikat, skoro mam polisę. Wydaje mi się, że te nowe regulacje mają służyć tylko jednemu: wyciągnięciu od nas dodatkowych pieniędzy. I czy to znaczy, że certyfikat będzie ważniejszy niż polisa? – pytają.

Równie sceptycznie do rozwiązań resortu podchodzą politycy. – Obawiam się, że te nowe regulacje znacznie podniosą koszty funkcjonowania polskich przewoźników, przez co staną się mniej konkurencyjni na runku – zauważa poseł Krzysztof Tchórzewski (PiS), wiceszef sejmowej Komisji Infrastruktury. Argumentację tę podziela też Janusz Piechociński (PSL), również wiceprzewodniczący tej komisji. – Państwo polskie prowadzi bardzo pasywną politykę morską. Jesteśmy potęgą jeśli chodzi o kształcenie w zawodach morskich, ale mamy słabe inwestycje w transporcie morskim, słabe szlaki komunikacyjne, polscy armatorzy uciekają pod obcą banderę, by minimalizować wysokość podatków. W tej sytuacji każda nowa danina, każde nowe obciążenie polskich armatorów powoduje, że ich możliwości rywalizacji chociażby w akwenie Morza Bałtyckiego maleją – komentuje Piechociński. Ministerstwo transportu przekonuje jednak, że koszty dla armatorów będą minimalne.

Zdaniem Jerzego Polaczka, ministra transportu w rządzie PiS, rodzi się tu też pytanie o wybór ubezpieczyciela. – Chodzi o to, by zaistniał tu pewien pluralizm usług. W innym przypadku może dojść do tego, że rynkiem ubezpieczeń zajmie tylko jedna firma. Poza tym, co to znaczy ta eliminacja z żeglugi statków niespełniających odpowiednich norm bezpieczeństwa? Brak sprecyzowania tej kwestii pociąga za sobą możliwość wielu interpretacji – zauważa Polaczek.

Anna Ambroziak

Za: Nasz Dziennik, Czwartek, 12 lipca 2012, Nr 161 (4396) | http://www.naszdziennik.pl/wp/3682,polisa-w-armatora.html

Skip to content