Przykazanie Nienawiści

Aktualizacja: 2012-07-11 9:25 am

Na okładce „Newsweeka”, w szklanym słoju dziecko, obok napis – „In Vitro: Talibów wojna z dziećmi. Dlaczego nasza prawica nienawidzi dzieci z próbówki”. Z tekstu wewnątrz tygodnika dowiedzieć się można, kim są polscy katoliccy „talibowie”. To prawicowi politycy i publicyści, ale także hierarchowie Kościoła czy pracownicy przychodni parafialnych. Wszystko dlatego, że czynią i mówią wedle tego, co nakazuje im katolickie sumienie. Są przeciwko in vitro. Czy z tego sprzeciwu można wyciągnąć wniosek o… nienawiści wobec dzieci?!

Sięgnięcie do takiej retoryki w sporze o wartości fundamentalne, o to, jaki kształt ma mieć nasza cywilizacja, nie jest jednak nowe. O „nienawiści”, która charakteryzuje wyznawców Chrystusa, pisali już starożytni.

Śmiałkowie

Słynny, wielki pożar Rzymu z 64 r.n.e. zaczął się zapewne w okolicach cyrku, tam gdzie długim szeregiem stały kramy z pamiątkami, ozdobami i wszelkim rodzajem gorących przekąsek. Być może nieuważny sprzedawca antycznego hot-doga zaprószył ogień w swojej budzie. A że wszystko wokół było drewniane, więc pożar zaczął się rozprzestrzeniać w szaleńczym tempie. Neron porzucił pływanie łodzią w ślubnym welonie, korzystanie z uciech cielesnych w towarzystwie największego rozpustnika imieniem Pitagoras, którego wziął sobie za męża, i zabrał się za akcję gaśniczą. Nic to jednak nie dało. Rzym zamieniał się w zgliszcza, dzielnica po dzielnicy.

Neron wystąpił na scenie domowego teatru i „opiewał zagładę Troi, porównując obecne nieszczęście z klęskami przeszłości”, co dało początek miejskim plotkom, które mówiły, że to sam cesarz był podpalaczem. Władca postanowił więc oddalić od siebie te oczerniające pomówienia i znaleźć winnych. Nie szukał długo – do roli kozłów ofiarnych idealnie nadawali się chrześcijanie. O tajemniczej sekcie wyznawców Chrystusa po raz pierwszy w swoich „Rocznikach” w taki sposób wspomina Tacyt: „Początek tej nazwie dał Chrystus, który za panowania Tyberiusza skazany został na śmierć przez prokuratora Poncjusza Pilatusa; a przytłumiony na razie zgubny zabobon znowu wybuchnął (…). Schwytano więc naprzód tych, którzy tę wiarę publicznie wyznawali, potem na podstawie ich zeznań ogromne mnóstwo innych, i udowodniono im nie tyle zbrodnię podpalenia, ile nienawiść ku rodzajowi ludzkiemu”.

Chrześcijan wymordowano w okrutny sposób. „Pochodnie Nerona” płonęły tak jasno, że światło z nich starczyło aż do epoki Oświecenia. I rewolucji francuskiej.

Na czym zaś polegała owa „nienawiść” chrześcijan? Musiała być potworna, jeśli skazywano za nią na śmierć w męczarniach. Na tyle odrażająca, że gorsza nawet od samego podpalenia Rzymu. Otóż wartości chrześcijańskie uderzały w fundamenty funkcjonowania wielkiego organizmu państwowego, jakim było Imperium Romanum. Chrześcijanie uznawali, że każde życie jest darem Boga, a tym samym podważali sens podziału mieszkańców zamieszkanego świata na „ludzi”, czyli Rzymian, „podludzi”, czyli tych, którzy obywatelstwa nie mają, oraz „sprzęty domowe” nazywane niewolnikami. O barbarzyńcach nie ma sensu wspominać – znaczyli tyle co zwierzęta.

Marek Krassus po buncie Spartakusa kazał powiesić sześć tysięcy niewolników i ustawić krzyże jeden obok drugiego wzdłuż drogi prowadzącej z Kapui do Rzymu, czyli słynnej Via Appia. Można spróbować policzyć, jak daleko ciągnęła się ta Aleja Ukrzyżowanych – biorąc po półtora metra na jeden krzyż i niezbędną przestrzeń pomiędzy nimi, wyjdzie około dziesięciu kilometrów!

Gajusz Juliusz Cezar chwalił się w swoich pamiętnikach z wojny galijskiej, że w czasie kilkuletnich kampanii unicestwił (zabił w bitwach, wymordował w palonych wsiach etc.) około miliona barbarzyńców. Był to jego powód do chluby. Mniemać należy, że gdyby Cezar żył do dzisiaj, zostałby postawiony przez sądem w Hadze i oskarżony o zbrodnie przeciw ludzkości. Milion ludzi w jakieś pięć lat, i to w czasie, gdy zaludnienie Europy było nieporównywalnie mniejsze od obecnego!

I w takim właśnie świecie pojawiła się grupa śmiałków, która miała odwagę powiedzieć „Nie!”. I zacząć nauczać o Mesjaszu. I o Miłości. Takiej, która nie zna granic. Takiej, o jakiej pisał Święty Paweł, która „cierpliwa jest i łaskawa jest”, „która nie unosi się gniewem” albo „nie szuka swego”.

Jak więc wytłumaczyć to, że ludzi kierujących się przykazaniem Miłości oskarża się o „nienawiść do rodzaju ludzkiego”?

Wyssane z „Gazety Wyborczej”

Swetoniusz wspomniał o chrześcijanach w „Źywocie Nerona”, opisując regulacje porządkowe w Rzymie: „Zabroniono garkuchniom wydawania czegokolwiek innego z potraw gotowanych oprócz strączkowych lub jarzyn. Dotychczas sprzedawano wszelkie dania. Ukarano torturami chrześcijan, wyznawców nowego i zbrodniczego zabobonu. Wzbroniono wybryków woźnicom kwadryg, którym zadawniony swobodny obyczaj pozwalał wałęsać się po mieście tu i tam, stroić złośliwe żarty z publiczności, nawet kraść”.

Jak widać, w opinii Rzymian chrześcijanie stanowili zagrożenie dla ładu państwowego, a ich wiara to „zbrodniczy zabobon”. Takie starożytne, groźne voodoo.

W czasie dużych fal prześladowań (za Decjusza czy za Dioklecjana) używano wobec chrześcijan argumentu domniemanej „nienawiści wobec rodzaju ludzkiego” – uważano bowiem, że jeśli chrześcijanie nie składają ofiar rzymskim bogom, tym samym sprowadzają na świat nieszczęścia. Powódź albo trzęsienie ziemi? To pewnie dlatego, że nasi sąsiedzi nie złożyli ofiary Jowiszowi i ten się rozzłościł. Zachorowało nam dziecko? Winnego nie trzeba szukać – to chrześcijanie przez swoje zabobony sprowadzili zarazę. Nienawidzą dzieci! Formalny sposób na masowe prześladowanie był taki: najpierw zmuszano wszystkich obywateli do specyficznego religijnego „spisu powszechnego”. Każdy miał się zgłosić razem ze swoją rodziną i złożyć ofiarę rzymskim bogom. Jeśli twierdził, że tego nie zrobi, bo jest chrześcijaninem, i trwał w głupim uporze, wtedy – za „nienawiść do rodzaju ludzkiego” – można go było razem z dzieciakami i żoną rzucić bestiom na pożarcie.

Jaką trzeba było mieć odwagę i jak silną wiarę, żeby na takim przesłuchaniu powiedzieć: TAK, JESTEM CHRZEŚCIJANINEM!

Czy jest przesadą porównanie tamtych dylematów lub używanej retoryki do tego, co dzieje się obecnie, i to nie tylko w Polsce, ale w całej Europie? Pewnie tak – pomyślą ci, którzy zamiast smoczka ssali „Gazetę Wyborczą”. Ale czy nie jest nadużyciem pisanie o tych, którzy walczą o ludzkie życie, w wymiarze zarówno fizycznym, jak i metafizycznym (uznającym tajemnicę stworzenia za nietykalną w kontekście jakichkolwiek manipulacji techniczno-naukowych), że są „talibami prowadzącymi wojnę z dziećmi”, że „nienawidzą dzieci”?!

Unia Europejska, podobnie jak wielkie Imperium Rzymskie, ma świat wartości zbudowany na swego rodzaju politeizmie. Rzymianie czcili Jowisza, Minerwę i Marsa. Wierzyli w rzymskie cnoty i prawo. Europejczycy Wspólnociarze czczą bogów, którzy narodzili się we Francji pod koniec XVIII wieku – Wolność, Równość i Braterstwo. W swoim panteonie mają także boginię Tolerancję. Chrześcijanie w tym świecie stanowią problem natury strukturalno-porządkowej. I tak jak w czasach starożytnego Rzymu, nie pasują do kształtu świata. Z tym że wtedy był to „zabobon” całkiem nowy. Obecnie to „zabobon” stary lub wręcz przestarzały.

Wiara jako szaleństwo

W roku 180, w Kartaginie, odbył się proces tzw. męczenników scylitańskich. Oskarżeni zostali doprowadzeni przed oblicze Saturninusa, namiestnika prowincji Afryka. Jednak prokonsul nie mógł udowodnić im żadnej konkretnej winy – chrześcijanie płacili podatki, nikogo nie zabili, w dodatku nie życzyli nikomu nic złego. Twierdzili, że są sługami Jednego Boga i nie znają żadnego królestwa z tego świata. Rzymianin rzekł więc: „Wy przynajmniej odstąpcie od takich myśli!”. Na co jeden z nich, imieniem Speratus, odpowiedział: „Zła myśl to na przykład dokonanie morderstwa, złożenie fałszywego świadectwa”. Coraz bardziej wściekły prokonsul rzucił: „Przestańcie być uczestnikami tego szaleństwa!”. Po czym zaczął ich odpytywać, czy dalej upierają się przy swojej wierze. Oni odpowiadali twardo – „Jestem chrześcijaninem!”, „Jestem chrześcijanką!”. Zostali skazani na śmierć. Zginęli od miecza, gdyż byli obywatelami rzymskimi.

Ten niezwykły, bo najstarszy zachowany zapis z akt procesowych chrześcijan może stanowić pewną podpowiedź dla następnych publicystów, którzy będą biczować katolików w mediach. Poza terminami w stylu „talib”, poza „nienawiścią do dzieci”, można jeszcze dodać „szaleństwo”. Bo jest bardzo prawdopodobne, że ta wiara w Chrystusa to jakiś rodzaj obłąkania. Uważny obserwator dostrzeże, iż katolicy ściskają się w czasie tych swoich mszy i mówią „Pokój z tobą”. Może wtedy zarażają się nawzajem tą dziwną chorobą? Kto wie… W każdym razie są agresywni. Nadstawiają policzki do bicia. I to po siedemdziesiąt siedem razy. Czyste Przykazanie Nienawiści.

Tomasz Łysiak

Tags: , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=58678 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]