Dlaczego wydano „Jeden dzień Iwana Denisowicza” – Patryk Pietrasik

Debiutem Aleksandra Sołżenicyna w oficjalnym obiegu był, wydany w 1962 roku, „Jeden dzień Iwana Denisowicza”. Książka ta być może by się nie ukazała gdyby nie usilne starania Aleksandra Twardowskiego (naczelnego pisma „Nowy mir”), lecz Twardowski nie mógłby – w ówczesnych czasach i państwie – pokusić się o samowolne wydrukowanie książki w gruncie rzeczy antysystemowej. By „Jeden dzień…” mógł się ukazać zaaprobować musiało go Biuro Polityczne z Nikitą Chruszczowem na czele (jemu to właśnie przekazał maszynopis Twardowski).

Czemu zdecydowano się podjąć taką decyzje? Przecież nie po to by pokazać – dotąd tak szczętnie skrywaną prawdę – o pracy przymusowej w Związku Radzieckim; o katorżniczych obozach etc. Ówczesne kierownictwo radzieckie nie miało przecież także zamiaru liberalizować tego systemu. (Ludność trzymano cały czas w okowach o czym świadczyłyby ciężko stłumione bunty wcześniej w Norylsku, rok po wydaniu książki w Nowoczerkasku). Takie mrzonki skończyły się wraz z obaleniem Ławrientija Berii. Nie były to też przecież pierwsze odgłosy ,dalekiej jeszcze, głastnosti.

Odpowiedź tkwi chyba w niezrozumieniu samej książki. Tuż przed jej wydaniem odbył się XXII Zjazd partii komunistycznej. Był on kolejnym etapem destalinizacji. Zdecydowano się usunąć ciało Józefa Stalina z Mauzoleum (pochowano je pod murami Kremla) oraz zmieniono nazwę Stalingradu na Wołgograd. Książka Aleksandra Sołżenicyna miała – zdaniem kierownictwa radzieckiego państwa – wpisać się w ten nurt. Być może miała być też pewnego rodzaju przykładem pierekowki znanej choćby zwielkich projektów ery stalinowskiej.

Rzecz jasna – publicystyka Aleksandra Sołżenicyna nie była tylko antystalinowska lecz również antysystemowa. Dla autora „Oddziału chorych na raka” stalinizm wywodził się wprost z leninizmu a leninizm z marksizmu (odwrotnie uważał np. Lew Trocki twierdząc, że stalinizm został oddzielony od leninizmu ,,rzeką krwi”. Tak na marginesie: Lew Trocki sam w początkach rewolucji nadawał bieg tej „rzece krwi”). Co do tego nie miał żadnych wątpliwości. Światu pokazał to dopiero w przeszło dziesięć lat potem kiedy ukazał się „Archipelag Gułag”. W czasie ukazania się „Jednego dnia” myślano raczej, że będzie to książka tylko i wyłącznie antystalinowska (gdyby myślano inaczej nigdy by jej nie wydano). Na posiedzeniu Politbiura, na którym zapadła decyzja o wydaniu książki, Chruszczow widząc opór innych członków gremium miał powiedzieć o przełamywaniu w sobie stalinowców.

Pierekowka, „przekuwanie duszy” była to próba ukształtowania nowego radzieckiego człowieka. Pierekowka – bardziej niż indoktrynacji obywateli – dotyczyła ,,nawracaniu” więźniów, zwłaszcza kryminalistów. Będąc w więzieniu czy w obozie przechodzili oni reedukacje polegającą na staniu się z bandyty – oczywiście dzięki pomocy funkcjonariusza obozu – wzorcowym obywatelem radzieckim. „Przekuwanie duszy” zazwyczaj kończyło się na wykryciu przez ,,nawróconego” więźnia spisku „zagrażającego władzy radzieckiej” w obozie. Literatura okresu stalinizmu (czy wcześniejsza) dostarczyła mnóstwo przykładów pierekowki na czele z „Kanałem im. Stalina” zredagowanym przez Maksyma Gorkiego (jeden z rozdziałów napisał Bruno Jasieński) czy adaptacji filmowych jak komedia Nikołaja Pogodina „Arystokraci” (dotycząca również Kanału Białomorskiego). (Czy „sukcesom” pierekowki dano wiarę na Zachodzie osobny temat; dość powiedzieć, że Bernard Shaw po wizycie w moskiewskim więzieniu miał rzec, coś w rodzaju, że jedynym pragnieniem więźniów, jest pragnienie możliwości pozostania w więzieniu po odbyciu wyroku).

Na czym miała polegać pierekowka u Sołżenicyna – i czy to w ogóle jest możliwe – by autor „ZagrodyMatriony” coś takiego w swym dziele propagował? Jest w „Jednym dniu…' 'scena murowania. Iwan Denisowicz Szuchow podczas pracy pośpiesza kolegów, pracuje tak zawzięcie, że dziwi się sygnałowi do zakończenia pracy. Szkoda mu również zostawiać gotowej zaprawy i dokańcza murowanie. Potem podziwia swoje dzieło: „A Szuchow – choćby go tam miał konwój psami zaszczuć – odbiegł parę kroków i popatrzył. Nieźle. Podszedł bliżej, sprawdził mur w lewo, wprawo. Ech, oko – waserwaga! Równiutko! Ręka jeszcze się nie starzeje”. Parę godzin później, gdy już zasypia na barakowej pryczy, rozmyśla zadowolony: „Wiele mu się tego dnia udało: nie poszedł do karceru, brygady nie pognano na Socgorodok [znacznie cięższą budowę], przy obiedzie podprowadził kaszę, brygadzista dobrze załatwił normę, dobrze się Szuchowowi murowało (…) I nie zachorował, przetrzymał”. Wiele osób zarzucało Sołżenicynowi, że fragmentem murowania pochwala katorżniczą pracę w obozie. Nawet w wiele lat potem Piotr Kuncewicz w książce „Goj patrzy na Żyda”, pisząc o „magicznym myśleniu ofiar” przypisuje Szuchowowi mentalność niewolnika: „Niezmiernie wiele mówi Jeden dzień Iwana Denisowicza (…) kiedy bohater rozumuje w ten sam sposób, jak jego nadzorcy i cieszy się, że plan został wykonany. Niewolnik idealny”

Lecz w scenie murowania nie o to chodzi. Jak laureat Nagrody Nobla tłumaczył: gdyby Szuchow nie cieszył się z wykonywanej przez siebie pracy, gdyby nie mógł zająć swoich myśli czymś innym niż rozmyślaniem nad swym losem to by się powiesił na pierwszej krokwi. Na tym polegał dramat milionów ludzi w obozach – aby przeżyć musieli odnaleźć sens w wykonywanej pracy, a przecież wzięto ich do obozów – w większej mierze nie dlatego, że byli zagrożeniem dla systemu – lecz by wykorzystać ich przymusową pracę. A już Szuchow na pewno nie był niewolnikiem idealnym.

Patryk Pietrasik

Opracowanie: WWW.BIBULA.COM na podstawie: materiałów autorskich

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content