Polityk, który został świętym

Sumienie to coś, co w dzisiejszej polityce wydaje się szczególnie rzadko używanym atrybutem. Jak wielu spośród uczestników debaty publicznej odważy się obecnie na nie powołać, nie mówiąc już o tym, by uczynić je bastionem bronionym przed zakusami licznych oportunistów, wzorem sir Tomasza More, angielskiego dostojnika i myśliciela politycznego, który za wierność swym przekonaniom zapłacił najwyższą cenę?

Kto z nas byłby gotów poświęcić wypracowaną z mozołem pozycję społeczną, majątek, przyjaźnie i wreszcie własne życie, aby za cenę utraty tego wszystkiego stać do końca na straży sumienia? Co prowadzi i daje siłę człowiekowi, by był zdolny do największych poświęceń, kiedy wszystko i wszyscy dokoła zawiedli, a on samotnie pozostaje na polu bitwy? W znalezieniu odpowiedzi na te pytania pomóc może mistrzowskie dzieło reżysera Freda Zinnemanna i scenarzysty Roberta Bolta A man for all seasons – w Polsce znane pod tytułem Oto jest głowa zdrajcy.

Człowiek na każdą porę – bo chyba tak można by dosłownie tłumaczyć tytuł filmu Freda Zinnemanna, to produkcja, która przy obecnym natężeniu propagandy politycznej poprawności miałaby prawdopodobnie duże problemy z powstaniem i dystrybucją. Być może właśnie ze względu na jego katolickie przesłanie niewiele osób o tym filmie słyszało, a jeszcze mniej go obejrzało. Rzecz dotyczy Anglii czasów największej tragedii, jaka z pewnością w historii tego imperium miała miejsce, tj. rządów króla Henryka VIII i rozpoczętej przez niego schizmy anglikańskiej. Wydarzenia związane z próbami uzyskania u papieża przez królewski dwór rozwodu dla pragnącego wstąpić w nowy związek króla, stanowią sedno toczących się spraw. Królewski kanclerz kard. Wolsley, dbający o „dobro” dynastii, usiłuje przekonać Tomasza More’a, prawnika, członka Rady Królewskiej, by zmienił zdanie i poparł jego starania oraz zabiegi króla i wsparł ich w sporze z papieżem. Tomasz jednak, mimo próśb, nalegań, a w końcu zastraszeń i otwartych gróźb, pozostaje niewzruszony na gruncie prawa Kościoła. – Gdybyś tylko analizował fakty, bez tego okropnego moralizatorstwa, przy odrobinie zdrowego rozsądku mógłbyś zostać mężem stanu – zwraca się do sir Tomasza mocno poirytowany jego postawą kard. Wolsley. Domaga się też od Tomasza, by ten dołączył do grupy próbującej wywrzeć presję na papieżu w sprawie małżeństwa króla. – Z pewnością niektóre działania można by zakwestionować. Ale w Kościele potrzeba wielu zmian – tłumaczy Wolsley i zarzuca Tomaszowi trzymanie się własnego sumienia. – Uważam, że jeśli polityk ignoruje głos własnego sumienia w decyzjach dotyczących spraw publicznych, prowadzi kraj najkrótszą drogą do chaosu – odpowiada Tomasz.

Mimo całej powagi kontekstu film nie traci nic z barwności i realizmu psychologicznego pokazywanych postaci. Nie brak w nim również humoru sytuacyjnego i językowego. Sam św. Tomasz, mistrzowsko zagrany przez Paula Scofielda, to Anglik ze swoistym dystansem do toczących się wokół spraw, ale i błyskotliwy, sprytny prawnik, który ma doskonałe poczucie angielskiego humoru. Pozostaje przy tym wrażliwym i kochającym mężem, troskliwym i roztropnym ojcem, prawdziwą głową rodziny, której pragnie zapewnić bezpieczeństwo.

Niezwykle ciekawy i dający do myślenia jest motyw zdrajcy – Ryszarda. Realizm psychologiczny tej postaci pozwala lepiej zrozumieć diabelską istotę zdrady, której archetypem jest Judasz. Ze zdumiewającym realizmem przedstawione zostały i inne postacie, w których odnajdujemy z dużą precyzją nakreślone portrety psychologiczne i motywy działań.

Na szczególną uwagę zasługuje również sama estetyka filmu, daleka od wielu dzisiejszych mrocznych przedstawień epoki. Nie ma więc w filmie miejsca na te celowe zniekształcenia, jakie współcześni nam reżyserzy i producenci filmowi stosują, aby zohydzić nam obrazy z przeszłości. Nie spotykamy zatem w filmie brudu, obskurantyzmu i tej atmosfery mroczności, jaka cechuje szczególnie dzisiaj obrazy kina europejskiego. W filmie o sir Tomaszu jest za to schludność, elegancja, ogłada, językowy kunszt erudycyjny i kurtuazja, jakich mogliby pozazdrościć współcześni dyplomaci. Film pełen jest również, na co trzeba zwrócić uwagę, symbolicznych scen i zachowań. Wiele do myślenia daje zwłaszcza wymowna scena bogato ubranego monarchy skaczącego z łodzi prosto w błoto i jego reakcja na tę sytuację.

Przez cały czas trwania filmu fascynują dialogi, a przede wszystkim inteligentne i sprytne wywody sir Tomasza. Nie mogą mu do końca sprostać jego wrogowie, próbujący pochwycić go na jakimś słowie, które pomogłoby w postawieniu silnych zarzutów. Wreszcie dostajemy wspaniałą lekcję katolickiego heroizmu, pokory i zaufania Bogu, kiedy z ust Tomasza More’a stojącego przed bezpośrednim zagrożeniem życia w Tower słyszymy: W ostatecznym rozrachunku to nie jest kwestia rozumu. To kwestia miłości.

Choć film powstał w 1966 roku i nie jest łatwo go dzisiaj zdobyć, warto się o niego postarać i koniecznie zobaczyć, ponieważ dla wszystkich prześladowanych i walczących katolików z pewnością stanowić będzie dobrą inspirację do walki i natchnie odwagą. Dla wszystkich zaś letnich może stanie się wyrzutem sumienia, który sprawi, że zapłoną jak pochodnie?

Sławomir Skiba

Oto jest głowa zdrajcy (ang. A man for all seasons); reżyseria: Fred Zinnemann; scenariusz: Robert Bolt; produkcja Columbia Pictures 1966; zdobywca 6 Nagród Akademii, w tym dla Najlepszego Filmu 1966 roku, uznany został za arcydzieło sztuki filmowej.

Za: Polonia Christiana - pch24.pl (2012-06-21) | http://www.pch24.pl/polityk--ktory-zostal-swietym,3603,i.html#ixzz1yYWBx5io

Skip to content