„Dam posadę dyrektora bylejakiemu, niedbałemu i leniwemu w robocie….”

„Ta informacja dziwnie sprzęga się z inną, z 10 czerwca, mówiącą o zadłużeniu szpitali. Ostatnio przekroczyło 10 mld zł. Jakby nie patrzeć to duża suma. O dziwo, długi w niczym nie przeszkadzają dyrektorom zadłużonych placówek pobierać sowite premie, które mogą sięgać trzykrotności wynagrodzenia, czyli coś ok. 40 tys. zł. To wprawdzie pryszcz w porównaniu z 8 bańkami jakie Grzegorze Lato skasuje za „sukces” Euro 2012, ale też kawał grosza”- pisze Bożena Ulewicz

Przeglądając „Gazetę Prawną” bodajże z 5 czerwca, wypatrzyłam intrygujący tytuł „Publiczny szpital pod kryminalnym nadzorem”. Nie było to na Haiti, ani w stolicy afrykańskiego Burundi o wdzięcznej nazwie Bużumbura, czyli w krajach podobno przodujących na polu korupcji. Rzecz ma miejsce w Łasku, mieście powiatowym w województwie łódzkim, a bohaterów jest dwóch – dyrektor miejscowego szpitala skazany pełnoprawnym wyrokiem za niegospodarność i oskarżony o korupcję jego zastępca. Pierwszy z panów parę lat temu otrzymał nieduży, ale jednak wyrok za to, że będąc dyrektorem WFOŚiGW jednym pociągnięciem pióra umorzył kredyt (750 tys zł) na byle jak sporządzony wniosek prezesa pewnej spółki. Sąd wypunktował delikwentowi bylejakość, niedbałość i lenistwo. Cechy te nie przeszkodziły jednak prezesowi WFOŚiGW po utracie jednej intratnej roboty znaleźć drugą, wcale nie gorszą, bo został zatrudniony jako naczelny dyrektor Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej. Aż nie warto się pytać,  z jaką partią związany jest były prezes, gdyż z reguły posady w agencjach typu w/w Funduszu z klucza przechodzą w ręce aktualnych sił rządzących. Rutynowo z rekomendacji PSL, krzyżowo z SLD lub PO. Z kolei zastępcą dyrektora z wyrokiem jest b. szef łódzkiego NFZ  i b. dyrektor jednego z łódzkich szpitali oskarżony i aresztowany za przyjęcie łapówek w postaci 180 tys. zł i telewizora plazmowego. Zwolniony z jednej dyrektorskiej posady bez problemu został zatrudniony na drugiej, na lekkiej banicji, bo 30 km za Łodzią. Dyrektor z wyrokiem tłumaczy fakt zatrudnienia wicedyrektora w trakcie postępowania karnego, iż w świetle prawa, póki nie ma wyroku, obowiązuje zasada domniemanej niewinności. Niczego złego nie widzą również samorządowe władze powiatu łaskiego, w tym większość radnych.

Ta informacja dziwnie sprzęga się z inną, z 10 czerwca, mówiącą o zadłużeniu szpitali. Ostatnio przekroczyło 10 mld zł. Jakby nie patrzeć to duża suma. O dziwo, długi w niczym nie przeszkadzają dyrektorom zadłużonych placówek pobierać sowite premie, które mogą sięgać trzykrotności wynagrodzenia, czyli coś ok. 40 tys. zł. To wprawdzie pryszcz w porównaniu z 8 bańkami jakie Grzegorze Lato skasuje za „sukces” Euro 2012, ale też kawał grosza. Koszty utrzymania służby zdrowia na całym świecie zaliczane są do wysokich na tle innych działów. Nic dziwnego. Każdy pacjent chce być obsługiwany nie tylko bez kolejek, ale także w czystej, dobrze wyposażonej przychodni, lub szpitalu, koniecznie z ludzkim i kompetentnym personelem. To kosztuje. O ile jednak postulat bezkolejkowego trybu otrzymania usługi medycznej z góry skazany jest na niepowodzenie, chyba że kupujemy sobie ten luksus na rynku usług prywatnych, o tyle prawdą jest, że standardy placówek służby zdrowia poszybowały w górę. I dobrze. Jest się z czego cieszyć. W ślad za standardami szybują cały czas płace personelu medycznego. I tutaj warto byłoby się zastanowić, czy muszą szybować aż tak wysoko. Oczywiście mówię o lekarzach. Płace, premie, etc., to również koszt utrzymania każdego szpitala i przychodni. Zadłużenia szpitali rosną, już nie po raz pierwszy i za każdym razem zadajemy sobie pytanie dlaczego. Czy to wina NFZ, który niedoszacowuje rzeczywistych potrzeb placówek służby zdrowia? A może wynika to z niegospodarności zarządzających? Bo kiedy czyta się informacje o zatrudnianiu do kierowania szpitalem osoby nie tylko oskarżanej, ale i sądownie skazanej za niegospodarność, można mieć uzasadnione wątpliwości.

Pamiętam, jak w latach 90 – i później, w początkach tego stulecia, szpitale podległe wówczas pod wojewodę, oddłużane były parokrotnie. Przeglądając stare numery Biuletynu Informacyjnego Urzędu Wojewódzkiego w Olsztynie z roku 2000 natrafiłam na informację, jak to 10 lipca wojewoda Babalski podpisał ugody z dyrektorami SP ZOZ w kilku miastach powiatowych oraz Olsztynie i oddłużył je za lata 1996-1998, a była to kwota 30 mln zł, która ostatecznie wzrosła do 55 mln zł. Szpitale otrzymywały kasę aby uregulować swoje zobowiązania – za energię, za leki, wypłacały również zaległe trzynastki, podwyżki, wynagrodzenia za dyżury. Choć sporo upłynęło czasu, proces ten wydaje się nie mieć końca, bo choć zmienił się właściciel – placówki podlegają pod marszałka, bądź starostę, ale w kwestii długów nic się nie zmieniło. Oczywiście służbę zdrowia można sprywatyzować i wszystko wskazuje na to, że idziemy w tym kierunku, ale czy ta kolejna transformacja zapobiegnie szpitalnym długom? Nie wiem. Wiem za to, że plajta w prywatnej firmie rodzi określone skutki, które w tym wypadku mocno mogą zaszkodzić nawet najlżej chorym pacjentom. Wiem też, że plajta częściej się przytrafia tym niegospodarnym, a już na pewno „niedbałym, leniwym, bylejakim” w robocie, ale za to z rekomendacją rządzącej koterii.

Bożena Ulewicz

Za: Debata (20 Czerwiec 2012) | http://www.debata.olsztyn.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=2319:dam-posad-dyrektora-bylejakiemu-niedbaemu-i-leniwemu-w-robocie&catid=65:publicystyka&Itemid=123

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content