Jak marnować okazje…

Parę dni temu powróciła z krótkiej wizyty w Polsce moja znajoma. Dzięki temu miałem okazję zanurzyć się w orzeźwiającym nurcie polskiej kultury obecnej w postaci paru gazet i tygodników zakupionych na lotnisku. Miałem też sposobność by zapoznać się z jej kilku, zrobionymi na gorąco obserwacjami. Jak więc przedstawia się Nasza Umęczoną Ojczyzna oczom gościa zagranicznego, który w niej nie był od roku czy trochę więcej i który doskonale zna język oraz ma rodzinę stale tam zamieszkującą?

Pierwsza wrażenie jest pozytywne. Warszawa a potem kilka innych miast odwiedzonych w czasie wycieczki jest czyściejsza (mimo psujących to wrażenie grafitti ściennych), komunikacja miejska jest punktualna a pojazdy czyste i wygodne (przynajmniej dla osoby w pełni sprawnej fizycznie). Chociaż trudno mi w to uwierzyć podobno zmniejszyło się nawet zakupczenie chodników. Na stan trawników znajoma uwagi nie zwróciła. To co odbiegało od normy to brak udogodnień dla osób niepełnosprawnych (w postaci czynnych wind czy taśmociągów) na dworcach i w przejściach dwupoziomowych. Na Dworcu Centralnym, w końcu tylko co odnowionym, ruchome schody pozostały nieruchome co dla osoby z bagażami jest dosyć uciążliwe. Zwłaszcza, że dawna uprzejmość Polakow względm przedstawicieli płci pięknej całkowicie zaniknęła. Mamy twarde równouprawnienie co w praktyce oznacza, że kobieta nie może liczyć na specjalne względy nawet jeśli te miałyby się ograniczyć wyłącznie do włożenia walizki na półkę bagażową w wagonie. Polskie feministki zrobiły dobra robotę i mogą sobie pogratulować! Zdziwiła ja też wymowa i słownictwo Polaków. Trudno obecnie znaleźć kogoś kto posiada prawidłowy akcent. Większość posługuję się wymowa rozciągniętą, w której akcent pada na ostatnia sylabę ( np politykaa zamiast poolityka, akcent jest zaznaczony tu podwojeniem liter). Skąd pochodzi ta wymowa tego nie wiem. W powszechnym użyciu jest grypsera – dawniej język kryminalistów i polityków „nowej fali” (np spoko, sikor, obcinać, siedzieć pod cela itp). Owi kryminaliści zresztą cieszą się popularnością nawet w serialach (np „Galeria”, reż. R. Zatorskiego) gdzie przedstawieni są w świetle niezasłużenie pozytywnym. Obraz słownictwa współczesnego Polaka byłby niepełny gdybym pominął niebywale wręcz i powszechne prostactwo języka codziennego jakim posługują się praktycznie wszyscy w towarzystwie i na ulicy. Kurwa, pierdolić, zajebisty …. weszły do codziennego języka dzieci, młodzieży i dorosłych a także do mediów i seriali telewizyjnych. Broni się jeszcze tylko starsze pokolenie, pamietające czasy kiedy język i sposób wysławiania był wyróżnikiem klasy społecznej.

Znając moich Szanownych Acz Małomównych Czytelników oczekiwałbym tu stwierdzeń zrzucających winę za powszechny brak kultury u Polaków na wyzyskiwaczy i Panów z II RP a może nawet wcześniej i wypominajacych mi „obcość klasowa” i „bagaż drobnomieszczański”. Dlatego też z przyjemnością wspomnę, że podobne konkluzje prezentuje w „Uważam Rze” z 11-17 czerwca 20ą2, Andrzej Milosz, prawnik i były minister Skarbu Państwa w artykule „Elegia dla liceów”. Pisze on w konkluzji swego, zresztą dyskusyjnego felietonu: „Funkcjonujemy w procesie demokratycznym. Przed nami perspektywa, że już niedługo większość nie tylko wyborców, ale także elit decyzji stanowić będzie „wykształcona” przez współczesne szkoły i media horda barbarzyńców, która nie wie i nie chcę wiedzieć, kto to Sofokles czy Jan Zamoyski. Gdy ta młodzież stanie się elitę decyzji, zmiana nie będzie już możliwą. Ona nie będzie wiedzieć, czego jej brakuje.” Z obserwacji mojej znajomej wynika także, że Polak piję na umór przy każdej socjalnej okazji oraz je jak prosię dzięki czemu też coraz bardziej przypomina to zwierzę, które powinno jak najszybciej zastąpić przestarzałego orła jako godło narodowe. Typową dla współczesnych Polaków jest też obojętność i brak zrozumienia dla potrzeby istnienia Państwa Polskiego jako wspólnego dobra. Powszechne są opinie wyrażające nadzieję, że „wszystko przejmą w końcu Niemcy i zrobią porządek” oraz totalna agresja wobec wszystkich przedstawicieli elity politycznej określanej pogodnie jako osły i złodzieje. Być może zresztą jest to opinia, która dałoby się uzasadnić na przykładach. Jak jednak nazwać tych, którzy w wolnych podobno wyborach takich właśnie ludzi wynoszą do władzy?

Inna sprawa jak mnie przychodzi na myśl w związku z opłakanym stanem Naszej Umęczonej Ojczyzny jest owa niesłychana zdolność do marnowania okazji. Nie wspominam już o tym, że dostawszy się „psim swedem” do pierwszego etapu rozgrywek UEFA nie potrafiliśmy wykorzystac okazji aby zająć jakieś znaczące miejsce w rozgrywkach a tym samym odnowić przyblakłą nieco sławę polskiego futbolu. Sport to w końcu margines w funkcjonowaniu organizmu społecznego a sport zawodowy jest po prostu nonsensem, na którym zbijają majątki zawodnicy i menadżerowie. Rozsądnie rządzone państwo powinno dbać o dobry stan fizyczny ogółu obywateli a nie podkreślać znaczenie kilku wybranych osób, których sprawność w żadnym stopniu nie wpływa ani nie stanowi miary zdrowia i sprawności całości społeczeństwa.

Ale spójrzmy, na przykład, na praktycznie nie istniejący już polski przemysł motoryzacyjny. Taka firma jak Polski Fiat była z nami od czasów II RP, po wyzwoleniu pojawiło się parę modeli Warszawy (w końcu przystosowanej Pobiedy a wcześniej Forda), Syrena, Maluch, potem Polski Fiat mały i duży i Polonez. Mieliśmy więc tradycje w tej dziedzinie i dosyć chłonny rynek. Obecnie wszystko co istnieje to montownie modeli firm zagranicznych uzależnione od zewnętrznych decyzji. Porównajmy to z takim w końcu dosyć zacofanym krajem jakim była Korea po II Wojnie światowej. Po wyniszczającej wojnie domowej lat pięćdziesiątych powstala w 1967 roku (a więc w czasach produkcji Warszaw i Syren) Hyundai Motor Corporation, obecnie czwarty pod względem wielkości na świecie producent samochodów. Samochody te początkowo nie miały najlepszej reputacji ale dzięki niskiej cenie weszły i utrzymały się na rynku amerykańskim. Obecnie zaś samochody Hyundai i KIA mają bardzo dobrą opinię i cenę zbliżoną do porównywalnych modeli samochodów amerykańskich, niemieckich czy japońskich. Inaczej mówiąc koreańczycy podbili rynek amerykański, najbardziej wymagający na świecie, produktem eksportowym o wysokim stopniu nowoczesności technologicznej. Zrobili to wychodząc z punktu wyjścia kraju zniszczonego i zacofanego, bez tradycji motoryzacyjnych i stosownej kadry inżynierskiej. Podobnie jest z przemysłem elektronicznym i telekomunikacyjnym.

Spójrzmy też na Koreę Północną rządzoną przez komunistyczną dynastię „Kimów”. Niby prymitywy, ale na ulicach ludzie porządnie ubrani, dzieci zdyscyplinowane a samo państwo posiada rakiety, reaktory jądrowe i bombę atomowa. Może i koreańczycy nie potrafią wyżywić swojej ludności ale z potencjałem militarnym komunistycznej Korei liczą się same Stany Zjednoczone. Tymczasem po czterdziestu pięciu latach komunistycznej gospodarki i dwudziestu latach podobno wolnej Polski głównymi artykułami eksportowymi Naszej Umęczonej Ojczyzny są sery i kiełbasy.

Coś jest nie w porządku z mentalnością i zdolnościami zarządzania Moich Szanownych Rodaków! Coś co pojawiło się w kraju o zdrowej gospodarce i racjonalnej strukturze po przyjściu systemu socjalistycznego a co pozostało po jego nominalnym obaleniu.

Andrzej Bobola

Andrzej Bobola jest pseudonimem literackim profesora fizyki chemicznej, ktory dla odpoczynku od nieco rozrzedzonej atmosfery fizyki teoretycznej oddaje sie rozwazaniom na tematy humanistyczne o aktualnym znaczeniu.

Za: Andrzej Bobola blog (June 18, 2012) | http://bobolowisko.blogspot.com/2012/06/jak-marnowac-okazje.html

Skip to content