Swąd szatana na lewicy? – Stanisław Michalkiewicz

W ubiegły piątek pierwszy sekretarz Komitetu Centralnego PZPR Naszej Partii Edward Gierek, to znaczy pardon – nie Edward Gierek, tylko Donald Tusk i nie pierwszy sekretarz Komitetu Centralnego PZPR Naszej Partii, tylko pierwszy minister rządu premiera Donalda Tuska rozpoczął gospodarskie wizyty na wielkich budowach socjalizmu: autostradach, kolejach i dworcach, no i oczywiście – na komendzie policji. Okazało się, że jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej – zwłaszcza, że premieru Donaldu Tusku w gospodarskich wizytach towarzyszył minister Sławomir Nowak, a wiadomo, że tak czy owak – Sławek Nowak, więc na autostradach – szturmowszczyzna, jak nie przymierzając – na budowie Huty Katowice, albo i jeszcze lepiej – jak nie przymierzając na budowie Kanału Białomorskiego. Tam też trwał „nieustający szturm” – podobnie jak na budowie autostrady A2, gdzie pracownicy pracują na okrągło – 24 godziny na dobę – żeby tylko zdążyć na Euro 2012 tak samo, jak budowniczowie Kanału Białomorskiego musieli zdążyć na 1 maja 1933 roku. I zdążyli, jakże by inaczej – chociaż oczywiście nie wszyscy, bo ciała co najmniej 100 tysięcy budowniczych posłużyły w charakterze umocnienia brzegów, śluz i tam.

Teraz oczywiście czasy są inne i ludzkich ciał przy budowie autostrad, linii kolejowych, czy kanałów w zasadzie już się nie używa – ale tylko dlatego, że w międzyczasie wymyślono lepsze sposoby eksploatacji materiału ludzkiego. Z człowieka żyjącego można wycisnąć znacznie więcej, niż myślał Naftali Aronowicz Frenkiel, formułując swoją spiżową zasadę, że „z więźnia musimy wycisnąć wszystko w ciągu pierwszych trzech miesięcy, potem nic nam po nim”. Następcy Naftalego Aronowicza wyciskają z każdego znacznie więcej i to nie tylko przez pierwsze trzy miesiące, ale przez całe lata – a w dodatku więzień wcale nie wie, że jest więźniem. Przeciwnie – myśli, że jest suwerenem w demokratycznym państwie prawnym urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej – a utalentowani publicystycznie jawni i tajni współpracownicy następców Naftalego Aronowicza utwierdzają go w tym przeświadczeniu w gazetach wyborczych i innych mediach głównego nurtu. Oczywiście od czasu do czasu trzeba przeprowadzać selekcję – czemu służy Narodowy Program Eutanazji, przy pomocy którego następcy Naftalego Aronowicza próbują poprawiać rentowność mniej wartościowego narodu tubylczego.

Bo wiadomo, że nieustającemu szturmowi może podołać więzień, to znaczy pardon – jaki tam znowu więzień; nie żaden więzień, tylko pracownik młody, zdrowy i pełen entuzjazmu – zaś nieustający szturm jest znowu konieczny, żeby wszyscy zainteresowani mogli się nakraść w tak zwanym majestacie prawa – bo kto chciałby się nakradać inaczej, niż w tak zwanym majestacie prawa – zaraz zostanie aresztowany przez CBA, które nie toleruje nikogo kto chciałby wszystko zjeść sam i nie podzielić się z kim trzeba. Obserwując tedy nieustający szturm na wielkich budowach socjalizmu, które odwiedził pierwszy sekre… to znaczy pardon – oczywiście premier Donald Tusk, można się domyślić, że tak zwany majestat prawa musiał tam być używany wyjątkowo intensywnie, dzięki czemu już po zakończeniu mistrzostw Europy w piłce nożnej znacząco zwiększy się w naszym nieszczęśliwym kraju liczba starych rodzin, rekrutujących się co prawda głównie z bezpieczniackich dynastii – ale to właśnie dobrze, bo cóż wyróżniać, kogóż wynagradzać, jeśli nie dynastie od pokoleń zaangażowane w służbie narodu?

Najwyraźniej z tego założenia wyszedł poseł Palikot, który w ramach przygotowań do objęcia przewodnictwa zjednoczonej lewicy zapowiedział swoje uroczyste obrze… to znaczy pardon – oczywiście nie obrzezanie, tylko wystąpienie z Kościoła katolickiego. Najwyraźniej ktoś starszy i mądrzejszy musiał mu powiedzieć, że w przeciwnym razie nie będzie mógł stanąć na czele zjednoczonej lewicy, którą bezpieka spróbuje podmienić Platformę Obywatelską Donalda Tuska – ale jeszcze nie teraz, tylko po angielskiej Olimpiadzie, kiedy przyjdzie czas rozliczenia okresu błędów i wypaczeń. Nie od dziś wiadomo, że na czele lewicy może stanąć tylko mełamed, a w ostateczności – ktoś z czarnym podniebieniem – tymczasem poseł Palikot twierdzi, że został ochrzczony.

Wszystko to oczywiście być może, podobnie jak i to, że chrzest chyba mu się nie przyjął. Takie rzeczy podobno się zdarzają, a w każdym razie tak w swoim czasie opowiadano na mieście o Andrzeju Szczypiorskim – że pierwszy chrzest mu się nie przyjął. Jestem pewien, że decyzję posła Palikota Niebo przyjęło z ogromną ulgą, bo Jego Świątobliwość Paweł VI już w 1972 roku zauważył, że przez jakąś szczelinę swąd szatana przeniknął do Świątyni Pańskiej. Wtedy oczywiście nie mógł wiedzieć, że ten swąd pochodzi od 8-letniego Janusza Palikota z Biłgoraja, ale dzięki Bogu teraz rzecz się wreszcie wyjaśniła i wszyscy będziemy mogli spokojnie odetchnąć bez obawy, że razem ze wspomnianym swądem wciągniemy w siebie jakieś miazmaty. Niechże odtąd smrodzi patronującym zjednoczonej lewicy ubekom, którzy dopiero w takiej atmosferze znajdują odpowiednie warunki rozwoju.

Inna rzecz, że na tym tle można docenić zalety apartheidu, do którego niedawno nawiązał JE abp Józef Michalik, zauważając powstający „drugi obieg kultury”. Szkoda, że dopiero teraz, bo o potrzebie apartheidu, czyli rozwoju oddzielnego, pisałem w podziemnym miesięczniku „Kurs” jeszcze w połowie lat 80-tych – no ale lepiej późno, niż wcale. Apartheid jest zdecydowanie lepszy od bezmyślnych nawoływań do „jedności”, bo jak ktoś chce przyjaźnić się ze wszystkimi, to prędzej czy później wpadnie w złe towarzystwo. To złe towarzystwo niestety rządzi i będzie rządziło naszym nieszczęśliwym krajem – ale to jest właśnie owa „rózga surowości”, którą Niebo karci głupie i safandulskie narody, którym się wydaje, że można się politycznie wyzwolić przy pomocy siuchty pod okrągłym stołem. Tymczasem gdyby tak było rzeczywiście, to by znaczyło, że wolność nie kosztuje nic, a w najlepszym razie – bardzo niewiele, a skoro tak – to by znaczyło, że jest nic, albo niewiele warta. Ale to nieprawda; nic, albo niewiele warta jest tylko namiastka wolności – bo tym właśnie zostaliśmy w 1989 roku obdarowani przez generała Kiszczaka i jego konfidentów.

Stanisław Michalkiewicz

Felieton    tygodnik „Najwyższy Czas!”    25 maja 2012

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Za: michalkiewicz.pl | http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2511

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content