Aktualizacja strony została wstrzymana

Prof. M.Wnuk: „Myślę, że Binienda ma rację”, ale „miał za mało danych”

Z prof. Miłoszem (Michaelem) Wnukiem, fizykiem z Uniwersytetu Wisconsin w Milwaukee i przewodniczącym Rady Polskiej Fundacji Kultury Amerykańskiej im. Ignacego Jana Paderewskiego, rozmawia Piotr Falkowski

Jak Pan się zetknął z faktami podważającymi oficjalne raporty na temat katastrofy smoleńskiej?
– Pracowałem w komisji, która badała katastrofę promu Columbia. Tam są elementy nawet trochę podobne do katastrofy smoleńskiej. Właśnie stamtąd znam prof. Wiesława Biniendę, który wykonał obliczenia na temat jej przebiegu.

I jak Pan je ocenia?
– Bardzo dobrze. On zrobił to, co do niego należy, czyli symulację komputerową. Myślę jedynie, że miał może za mało danych. Powinien te prawdziwe dane zdobyć i słyszałem, że chciał. Widzę, że Binienda jest jakby na granicy zdrowego rozsądku i matematyki. Twierdzi, że brzoza nie mogła uciąć skrzydła oraz że nawet gdyby się tak stało, to ten kawałek skrzydła nie upadłby tak daleko. Sądzę, że wszystko trzeba jeszcze raz sprawdzić, by wyeliminować sprzeczności w oficjalnych ustaleniach. Może nie we wszystkim Binienda ma rację, ale prawie we wszystkim.

Na czym polegała Pana praca przy wyjaśnieniu przyczyn katastrofy Columbii?
– Mieliśmy zadanie, by obliczyć, czy urwany kawałek osłony termicznej mógł uszkodzić kadłub wahadłowca na tyle, że przy wejściu do atmosfery rozgrzał się on do wysokiej temperatury i się rozpadł. Okazało się, że tak właśnie było. Ten kawałek był mały: wielkości walizki, ale rzecz działa się przy ogromnych prędkościach i energiach.

Jak Pan przyjął wypowiedź doradcy prezydenta USA Bena Rhodesa, że Stany Zjednoczone są gotowe udzielić Polsce pomocy w badaniu katastrofy, o ile rząd polski o taką się zwróci?
– Widać dobrą wolę rządu amerykańskiego. Trochę dziwne jest to, że nie ma na to odpowiedzi ze strony rządu polskiego, który ze wszystkich jest najbardziej zainteresowany wyjaśnieniem tej zagadki. Polska jak najbardziej powinna skorzystać z amerykańskiej propozycji. Nawet teraz, dwa lata po wydarzeniu, można jeszcze wiele rzeczy zbadać i stwierdzić. Tylko wydaje się, że przyczyna jest polityczna. Polska podzieliła się na dwa obozy. Z jednej strony jest Macierewicz, który podważa ustalenia komisji rządowej, a z drugiej premier Donald Tusk, który uważa, że już nic w tej sprawie nie trzeba robić. Niezależnie od wyników badań jakiejkolwiek komisji ci ludzie będą przekonani, że było tak, jak oni uważają, i będzie to trudno zmienić nawet w ciągu dziesięcioleci. Komisja międzynarodowa byłaby jednak obiektywna, niezależna, niezaangażowana po którejś ze stron. Zawsze dobrze jest mieć coś takiego.

Dziękuję za rozmowę.

KOMENTARZ BIBUŁY: W stwierdzeniu prof. M.Wnuka mówiącego, że prof. W.Binienda „miał za mało danych” tkwi sedno sprawy, tkwi przykra prawda pokazująca, że obwieszczone przez Zespół Macierewicza podsumowanie jakoby symulacje komputerowe prof. Biniendy są „definitywnym wyjaśnieniem przyczyn katastrofy” – jest po prostu ideologiczną naciąganą wersją życzeniową.

Badania prof. Biniendy są o tyle cenne, że pokazują wprost, że na podstawie parametrów lotu zaprezentowanych przez MAK i popartych przez Raport Millera, można ze 100-procentową pewnością wykluczyć jako przyczynę „katastrofy” zderzenie samolotu z brzozą.  Na tym jednak kończy się praca prof. Biniendy.

Niestety Zespołowi Parlamentarnemu kierowanemu przez posła Macierewicza – któremu chyba bardziej przewodzi jakaś ukryta myśl przewodnia niż chęć rzetelnego wyjaśnienia „katastrofy”, gdyż pominął on przesłuchania kluczowych świadków, nie bierze pod uwagę podstawowych okoliczności tego Zdarzenia – trudno jest i będzie coraz trudniej obronić swoje stanowisko bez dostępu do rzetelnych danych, bez dostępu do szczątków wraku (wszak trudno budować definitywne opinie na podstawie kilku zdjęć), bez badań laboratoryjnych, bez sekcji zwłok wszystkich dostępnych ciał, bez uwzględnienia wszystkich okoliczności tzw. katastrofy.

Doprawdy trudno zrozumieć motywy budowania teorii przedstawianych jako prawda ostateczna tzw. „katastrofy smoleńskiej”, w opraciu o tak znikomo dostępny materiał.

Za: Nasz Dziennik, Środa, 23 maja 2012, Nr 119 (4354) | http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20120523&typ=po&id=po05.txt | Binienda ma rację