Pies pogrzebany – Mariusz Wis

Po uchwaleniu ustawy emerytalnej przez Sejm, przewodniczący Solidarności Piotr Duda oburzony zachowaniem posłów, próbował w wywiadzie telewizyjnym przypomnieć, że posłowie powinni pamiętać, iż wybierają ich obywatele, a nie szefowie partii. I tutaj przewodniczący Solidarności minął się z prawdą.

Jest całkowicie odwrotnie. W naszym, polskim systemie wyborczym to szefowie partii, de facto, decydują o tym kto może zostać posłem. Wyborcy tak naprawdę swoim krzyżykiem legitymizują tylko ten wybór. Niestety nie tylko szef związku zawodowego tkwi w błędzie, ale wielu polityków, nie mówiąc już o politologach, co jest nie tylko żenujące, ale wręcz smutne. O obywatelach nawet nie wspominam, bo tak naprawdę skąd oni mają o tym wiedzieć, skoro nie naucza się tego w szkołach ani na uczelniach z politologicznymi włącznie.

Gdzie leży więc pies pogrzebany degrengolady wypowiedzi sejmowych? Odpowiadam –  w systemie wyborczym. Poseł występując w Sejmie, wręcz automatycznie i podświadomie, jak pies Pawłowa, swoimi słowami stara się przypodobać wodzowi, a nie wyborcom w okręgu. On dobrze wie, że jego los polityczny zależy tylko i wyłącznie od szefa partii. Im bardziej okaże się dzielnym żołnierzem gotowym bezwzględnie przyłożyć wrogowi politycznemu, tym bardziej zwiększają się jego szanse na dobre miejsce na liście wyborczej. Zupełnie odwrotnie jest w systemie jednomandatowym w takiej Francji czy Wielkiej Brytanii. Nim poseł otworzy usta zawsze pomyśli, czy to spodoba się większości w jego okręgu wyborczym. A większość, z samej tylko matematyki, jest umiarkowana, a nie skrajna, więc trzeba zachować umiar, aby zyskać przychylność w jednomandatowym okręgu wyborczym. Tam gdzie wybiera się tylko jednego posła w okręgu, skrajni populiści, faszyści czy lewacy w wyborach nie wygrywają. Dowiódł tego profesor Norman Schofield, z Centrum Studiów Politycznych na Uniwersytecie Waszyngtona w Saint Louis, który skorzystał z equilibrium (prawa równowagi) Nasha, matematyka, noblisty, znanego z filmu Piękny umysł. Ręce opadają, gdy stwierdzi się, że te sprawy nie interesują polskich politologów. Całe szczęście, że są jeszcze w Polsce hobbyści, badacze systemów wyborczych.  

Profesor Sorbony Ludwik Stomma, polski historyk i publicysta, mieszkający we Francji, napisał, że lubi słuchać dysput w parlamencie francuskim, gdyż to poezja dla ucha. Parlamentarzyści prześcigają się nie tyko w treści, ale i formie. Nie inaczej jest w parlamencie brytyjskim. Niestety u nas jest odwrotnie, po prostu kloaka. A będzie jeszcze gorzej, bo ten system odpycha od polityki ludzi mądrych i wrażliwych, przyciągając wszelkiej maści karierowiczów i nieudaczników, których jednym przymiotem jest sprawność w rzucaniu obietnic i obelg.

 Mariusz Wis

* Artykuł opublikowała warszawska gazeta „Południe”

KOMENTARZ BIBUŁY: Zwolennicy JOW lubują się podpierać przykładami państw, w których tego rodzaju system wyborczy jest zastosowany, przekonując że jeśli tutaj, w Polsce, wprowadzimy coś podobnego, to będziemy żyć w tej wymarzonej demokracji, i w ogóle już będziemy szczęśliwi.  Jakoś jednak nie zauważają, że w tychże krajach, tam gdzie – ten czy bardziej sprawiedliwy system wyborczy funcjonuje – lud i tak dokonuje wyborów indywiduów im podstawionych. Podstawionych przez media i oczywiście „siły wyższe”. Tak więc – pomimo JOW –  i tak wybierają socjalistów, komunistów, filosemitów i innych wrogów ich godnego życia. Bo JOW wszystkiego nie rozwiąże, a może nawet więcej: JOW nie rozwiąże wiele jeśli sami ludzie się nie zmienią, nie zrozumieją tego, że ktoś nimi manipuluje, a po zrozumieniu tego – nie podejmą odpowiednich kroków zaradczych. Niestety,  ci wyborcy, kształtowani przez takie a nie inne media (i „siły wyższe”), zmienić się nie zamierzają. I właśnie w tym jest pies pogrzebany.

Za: Ruch Obywatelski na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych - jow.pl () |

Skip to content