Aktualizacja strony została wstrzymana

Pytanie o sens „Smoleńska”?

Niemal wszyscy rodacy zatroskani o los ojczyzny okupowanej przez współczesną Targowicę, otrząsnąwszy się nieco po szoku wywołanym tragedią z 10 kwietnie 2010 roku, oczekiwali niecierpliwie na objawienie nam przez Stwórcę, sensu tej poniesionej ofiary.

Nikt nie dopuszczał do siebie myśli, że ta ofiara może być nadaremną, zwłaszcza, że niecałe dwa miesiące od tego pamiętnego kwietniowego sobotniego poranka doszło do kolejnego znaczącego wydarzenia, jakim była 6 czerwca 2010 roku, beatyfikacja księdza Jerzego Popiełuszki.

Ta nasza ludzka niecierpliwość podpowiadała nam również bardzo ludzkie wyobrażenia tego sensu. Wielu upatrywało go w zwycięstwie Jarosława Kaczyńskiego w prezydenckim wyścigu z Komorowskim czy później w wygranej PiS-u w wyborach parlamentarnych. Wyglądało to tak jakbyśmy podpowiadali Panu Bogu najlepsze rozwiązania.

Kiedy i jedno i drugie nie wyszło, wśród sporej części Polaków dało zauważyć się apatię i utratę nadziei.

Wyobraźmy sobie dzisiaj, co stałoby się gdyby rzeczywiście Jarosław Kaczyński został prezydentem albo PiS rzutem na taśmę wygrał minimalnie wybory?

Zjednoczona Targowica wspierana przez Czerską i Wiertniczą i wspomagana propagandowo przez oś Berlin Moskwa nie wyłączając Jamajki i Gabonu, waliliby w „kaczora” i jego partię jak w bęben, a nadzieja na uwolnienie ojczyzny od szkodników reprezentowanych przez establishment III RP oddalałaby się z każdym mijającym dniem.

Nasza ludzka natura podpowiada nam najprostsze ludzkie rozwiązania, które okazują się nie mieć wielkiego sensu.

W styczniu tego roku w klasztorze w Kontich zmarł flamandzki zakonnik, kapłan i pisarz, ojciec Phil Bosmans, który zwykł mawiać:

„Niektórzy po zapadnięciu zmroku już nie potrafią uwierzyć w słońce. Brakuje im tej odrobiny cierpliwości, aby doczekać nadchodzącego poranka. Kiedy przebywasz w ciemnościach, spójrz w górę. Tam czeka na ciebie słońce.”

I właśnie dzisiaj to słońce powoli zaczyna się wyłaniać, a te dwa lata, jakie minęły, potrzebne nam były, aby zło mogło objawić się w całej swej grozie i brzydocie.

Musiał zostać sprofanowany krzyż, wyszydzone ofiary Smoleńska, podeptana ich godność. Musiało dojść da czasów, w których za transparent z przekreślonym sierpem i młotem czy wizerunkiem Papieża Jana Pawła II trafia się na policyjny komisariat bądź dostaje się prosto w oczy porcją łzawiącego żelu miłości.

Oczywiście towarzyszyć temu musiało bezkarne paradowanie zdrajców i wykolejeńców z komunistycznymi sztandarami, sierpami i młotami oraz portretem zbrodniarza, wykolejeńca i łysego zboczeńca z bródką z podpisem „Cała Władza w Ręce RAD”.

A dlaczego musiało do tego dojść?

Ano, dlatego, że wielkimi krokami nadchodzi dzień, kiedy Polska i świat będą musiały przyjąć do wiadomości, że 10 kwietnia 2010 roku doszło do bezprecedensowej w historii zbrodni popełnionej przez zdrajców narodu i ich mocodawców.

Ten festiwal zła, z jakim mieliśmy i mamy do czynienia pozwolił nam na zarejestrowanie, skatalogowanie i dokładne zapamiętanie wszystkich zdrajców, od tych na samej górze do tych średnich i całkiem małych kolaborantów.

Mamy ich wszystkich jak na widelcu i kiedy tylko prawdę pozna cała Polska i świat, znajdziemy się w takim historycznym momencie naszej historii, kiedy to będziemy mogli za jednym zamachem wymieść ten cały establishment III RP i nikt na świcie nie ośmieli się stanąć w jego obronie.

Nikt nie śmie również głośno protestować, kiedy będziemy robili porządek z mediami zaangażowanymi od samego początku w smoleńskie kłamstwo i prawnie uniemożliwić, jak czynią to państwa poważne, taką sytuację, że rynek prasy lokalnej jest niemal w 90% w obcych, w naszym przypadku, niemieckich rękach.

Choć taka sytuacja wielu państwom nie będzie na rękę to jednak nikt nie ośmieli się publicznie bronić zdrajców polskiego narodu.

W krótkim czasie możemy uwolnić Polskę od okrągłostołowego reżimu, co wydawało się niemożliwe, a jeżeli już to tylko w wieloletnim i długotrwałym procesie.

I to może okazać się sensem tej ofiary poniesionej 10 kwietnia 2010 roku. Nagłe oswobodzenie Polski i rozpoczęcie jej budowy na zdrowych fundamentach, a nie kolaboracyjnym bagnie z 1989 roku.

Kiedy gdzieś w oddali słychać już było odgłosy nadciągającego frontu, wśród komendantury, esesmanów i strażników z wieżyczek w obozach koncentracyjnych, zaczynał panować strach i panika. Więźniowie zaś zaczynali się radować i wierzyć w ocalenie oraz odzyskanie wolności. Ale czy wszyscy?

Była i taka grupka więźniów, która bała się nawet bardziej niż umundurowani oprawcy i sadyści.

Należeli do niej wysługujący się niemieckim zbrodniarzom różni funkcyjni kapo, blokowi i sztubowi.

Oni zdawali sobie sprawę, że gwarantujący im dotąd bezkarność obozowe władze będą próbować ratować własne tyłki ich zaś skazując na zemstę ze strony zdradzonych współwięźniów.

Coś mi się wydaję, że już wkrótce z wielu twarzy medialnych sługusów władzy, „autorytetów mniejszych”, ekspertów i celebrytów do wynajęcia, zaczną znikać głupkowate uśmieszki i pewność siebie, a wtykanie polskich flag w psie odchody, drwiny z wiary i krzyża czy szarganie pamięci poległych, będą ostatnimi rzeczami, jakie przyjdą im do głowy. 

Mirosław Kokoszkiewicz

Artykuł ukazał się w Warszawskiej Gazecie

 

28-05-2012 r. ukaże się moja książka

www.polskaksiegarnianarodowa.pl

Tel. (22) 339 05 41

 

 

 

 

 

 

 

 

Za: patrzÄ…c z boku – kokos26 blog (15.05.2012 ) | http://kokos.salon24.pl/417655,pytanie-o-sens-smolenska