Plusy dodatnie i ujemne breivikismusa – Stanisław Michalkiewicz

Gmach niezawisłego sądu w Oslo, gdzie toczy się proces Andersa Breivika, jest silnie strzeżony. To znaczy silnie – jak na Norwegię – bo gdyby, dajmy na to, podobny proces toczył się przed niezawisłym sądem w naszym nieszczęśliwym kraju, to chyba cały kwartał miasta zostałby wyłączony z ruchu, a dla mieszkańców pozostałych kwartałów wyznaczono by godzinę policyjną. Tymczasem w Oslo nic z tych rzeczy: silną ochronę gmachu niezawisłego sądu reprezentuje jeden policjant z automatem, jak to się mówi – „gotowym do strzału”. Inna sprawa, że do wejścia tak czy owak zbliżyć się nie można, a to za sprawą namiotów przedstawicieli niezależnych mediów, którzy to, co dzieje się na sali sądowej przerabiają na Scheiss, przeznaczony następnie na strawę duchową dla obywateli. Chodzi o to, by nikogo nie stresować, a tymczasem pojawiły się podejrzenia, że niektóre przynajmniej wypowiedzi Andersa Breivika wywołują pozytywny rezonans w tubylczym społeczeństwie norweskim. Przedstawicielom niezależnych mediów przypomina to oczywiście o obowiązku wzmożonej czujności oraz – ma się rozumieć – „misji”. To właśnie ona nakazuje im przerabianie wydarzeń zachodzących na sądowej sali na Scheiss – byle tylko nic nie zagroziło politycznej poprawności, przed którą dzisiaj ugina się wszelkie kolano: niebieskie, ziemskie i piekielne.

Tedy wejście do gmachu niezawisłego sądu blokują namioty niezależnych mediów, co oprócz wymiaru praktycznego, ma oczywiście wymiar symboliczny. Widok znajomy ten pokazuje, że nie tylko w naszym nieszczęśliwym kraju opinia publiczna jest przez niezależne media skutecznie odgradzana od rzeczywistości, otrzymując w zamian za to obraz rzeczywistości podstawionej. I dopiero na tym tle możemy docenić wysiłki Jasnogrodu, w tym przypadku personifikowanego przez przewodniczącego Jana Dworaka ze swoimi kolaborantami, by zablokować telewizji TRWAM dostęp do platformy cyfrowej. Opinia publiczna bowiem ma mieć do czynienia tylko z JEDNYM obrazem rzeczywistości podstawionej, bo gdyby otrzymała możliwość wyboru – niczym ów osiołek, któremu w żłoby dano: w jednym owies, w drugim siano, to mogłaby nie tylko coś sobie wybrać, ale z owego owsa i siana skonstruować samodzielnie jakiś kolejny, zupełnie nieoczekiwany obraz rzeczywistości. Jak bowiem wiadomo, z wielu zaprzeczeń i przemilczeń można bez trudu zbudować znakomicie udokumentowane potwierdzenie.

Wróćmy jednak do Oslo, gdzie stoję przez gmachem niezawisłego sądu, do którego dostęp blokuje nie tylko policjant z automatem – jak to się mówi – „gotowym do strzału”, nie tylko namioty przedstawicieli niezależnych mediów – ale również metalowe barierki – takie same, jakie policja stawia i u nas, by uchronić Umiłowanych Przywódców przez zbyt bliskimi spotkaniami III stopnia z ludem ukochanym. Na tych barierkach jeden przy drugim, wiszą bukiety świeżych kwiatów – ale żeby nie powstał nawet cień straszliwej wątpliwości, czy kwiaty są dla Breivika, czy też przeciwko niemu – przy większości bukietów wiszą karteczki, na które fundatorzy przelali swoje uczucia. Korzystając z uprzejmości towarzyszącego mi Polaka, który mi te napisy cierpliwie tłumaczył, mogłem się przekonać, że nie odbiegają one od politycznie poprawnych schematów. Na tej podstawie powziąłem podejrzenie, że norwescy młodzi wykształceni zachowują się podobnie jak i u nas; jak jest rozkaz, by pogrążyć się w „zadumie” i „żałobie”, to natychmiast się „pogrążają”, a jak pani Monika, czy pani Justyna przekaże inny rozkaz, by na przykład się weselić, to natychmiast się weselą.

Być może zresztą napisy innej treści zostałyby natychmiast usunięte, razem ze strefionymi kwiatami – bo kiedy przeszedłem na drugą stronę prasowych namiotów, zauważyłem Pakistankę w policyjnym mundurze, stojącą obok również policyjnego motocykla. Wśród ukwieconych barierek ustawiony też został stoliczek, przy którym dwaj pakistańscy nastolatkowie siedzą przy termosach z kawą i jakichś ciasteczkach – pewnie na wypadek, gdyby pojawił się jakiś spragniony i głodny. Jednak żaden spragniony ani głodny się nie pojawił, przynajmniej podczas mojej tam bytności, natomiast przechodzący mimo Norwegowie chętnie fotografowali całą tę dekorację z młodymi Pakistańczykami inclus. Czemu to robili – Bóg jeden wie – ale nie wykluczone, że gwoli udokumentowania, iż żaden młody Norweg jednak nie zgłosił się na ochotnika do dyżurowania przy kawie, albo – że tę zmotoryzowana policjantkę i młodych wolontariuszy treserzy opinii publicznej ustawili tam celowo, by pokazać wszystkim wątpiącym, kto tu będzie zwycięzcą i że breivikismus no pasaran!

Bo w gronie treserów najwyraźniej jeszcze nie rozstrzygnięto, czy tego całego Breivika uznać za normalnego, czy też przypisać mu sławną schizofrenię bezobjawową. Za każdym rozwiązaniem przemawiają plusy dodatnie, ale niestety również plusy ujemne. Jeśli uznać Breivika za normalnego, to wprawdzie można by go skazać w tak zwanym majestacie prawa – ale z drugiej strony byłoby to zwycięstwo pyrrusowe, bo niezawisły sąd prawomocnie wprawdzie uznałby motywację Breivika za przestępczą, ale zarazem – za mieszczącą się w granicach normalności. To zaś mogłoby zniweczyć wieloletnie wysiłki treserów opinii publicznej, którzy całą rewolucję socjalistyczną musieliby zaczynać od początku. Gdyby z kolei uznano go za nosiciela sławnej schizofrenii bezobjawowej, to oczywiście można by go dożywotnio zamknąć w politizolatorze, ale z drugiej strony podważyłoby to normalność marksizmu-leninizmu, a przynajmniej znacznej jego części, jako że bazuje on nie tylko na „nienawiści klasowej”, ale również głosi nieubłaganą konieczność likwidacji burżuazji jako klasy. Zatem – jeszcze trochę kryzysu, jakieś zachwianie chwiejnej równowagi – i infirmerzy wygarniają do psychuszek nie tylko bywalców „antyfaszystowskiego” ośrodka w Oslo, który na tle czystości tego miasta sprawia wrażenie niemal obrzyganego – ale również wszystkie inne „antify”, redakcję „Krytyki Politycznej” i bywalców Nowego Wspaniałego Świata w stolicy naszego nieszczęśliwego kraju.

Stanisław Michalkiewicz

Felieton    tygodnik „Nasza Polska”    1 maja 2012

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Nasza Polska”.

Za: michalkiewicz.pl | http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2485

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Skip to content